Prolog~

~


Autobus zatrzymał się. Niechętnie podniosłem się i skierowałem w stronę wyjścia. Przez całą drogę obserwowałem to, co działo się za oknem.
Było mi wygodnie i ciepło, mogłem więc podziwiać miasto nocą, w całej swojej okazałości. Uśmiechnąłem się do siebie. Spojrzałem na zegarek - było już dosyć późno, jednak nigdzie mi się nie spieszyło. Był piątek. Gdy tylko wyszedłem, poczułem jak mróz delikatnie szczypie mnie w policzki. Owinąłem się szczelniej szalikiem, ręce zaś schowałem do kieszeni i ruszyłem przed siebie. Śnieg delikatnie skrzypiał pode mną. Bardzo lubiłem tę porę roku. Ośnieżone drzewa sakury skrzyły i barwiły się tysiącami kolorów. Alejki parku poprzecinane były kamiennymi dróżkami, dookoła rosły piękne i okazałe krzewy, powietrze zaś było tu przyjemne. W samym centrum tego pejzażu był niewielki staw, przy którym stało kilka ławek. Pokryta cienką warstwą lodu tafla wody, wyglądała teraz jak ogromne zwierciadło które odbijało księżyc w pełni. Przechadzałem się niespiesznie uliczkami niewielkiego parku na obrzeżach miasta. Nie było widać żywej duszy. Kilka lamp oświetlało to miejsce. Panował tu niesamowity urok. Kiedy tylko miałem wolną chwilę, przyjeżdżałem tu. To miejsce zawsze napawało mnie spokojem, wyciszało. Uwalniałem się tu od wszystkich męczących mnie myśli czy spraw. Zatrzymałem się przy jednej z ławek. Odśnieżyłem ją jako tako, po czym usiadłem. Spojrzałem na niebo. Było pełne gwiazd. Wieczór choć był chłodny, wydawał mi się idealny.


~


Nazywam się Ryu Ichigo, aczkolwiek przywykłem do tego, że wszyscy mówią na mnie po prostu Ichi. Mam osiemnaście lat. Dwa miesiące temu przeprowadziłem się do miasta moich marzeń - Tokio. Uzbieranie pieniędzy na taką przeprowadzkę kosztowało mnie wiele ciężkiej pracy i cierpliwości, jednak już od kilku lat wiedziałem co chcę robić, a co najważniejsze gdzie. Rodzice okazali się być ogromnym wsparciem, zarówno jak i moi znajomi. Oczywiste było, że moment rozstania był dla mnie trudny, jednak tu mogłem zacząć wszystko od nowa, od pustej strony. Chodź od samego początku prześladował mnie niemały pech, nie przejmowałem się tym zbytnio. Stan euforii, który dopadł mnie gdy tylko wysiadłem z samolotu po długiej i męczącej podróży, był nie do opisania. Jednak już dwadzieścia minut później mój zapał i rozradowanie zostały szybko zgaszone kubłem zimnej wody - zaginęły moje bagaże. Po niemalże dwóch godzinach awanturowania się z ochroną i obsługą lotniska, część rzeczy udało się odnaleźć, jednak po dziś dzień nie wiem, gdzie po świecie podróżują pozostałe torby. Szczęściem w nieszczęściu okazało się być to, że mieszkanie udało mi się kupić już na parę tygodni przed wyjazdem. Była to niewielka kawalerka w centrum miasta, której położenie mógłbym nazwać idealnym. Kiedy dotarłem pod drzwi, siłowałem się z zamkiem przez jakiś czas. Po zwycięskim szczęknięciu klucza, zapaliłem światło i dokładnie zacząłem oglądać pomieszczenie. Jak na zdjęciach. Niewielki pokoik. Na przeciwko drzwi było duże okno, z którego było widać jedną z najbardziej zatłoczonych dzielnic Tokio. Po prawej stronie znajdowała się mała kuchnia z wysepką kuchenną. Stwierdziłem że nie będzie większego problemu ze sprzątaniem, gdyż zapewne częściej będę jadać na mieście.Po lewej stronie, znajdowały się drzwi do łazienki. Podłoga wyłożona była panelami, w kolorze piasku. Mieszkanko było bardzo przytulne, utrzymane w delikatnych kolorach. 

Udało mi się znaleźć całkiem dobrze płatną pracę, w sklepie muzycznym. Właściciel był ogromnym pasjonatem muzyki, toteż od razu znaleźliśmy wspólny język. Zgodził się mnie przyjąć na miesięczne praktyki, po tym czasie jako że dobrze się sprawowałem przyjął mnie na stałe. Zarobione pieniądze odkładałem - po części na remont i opłacenie czynszu, po części na studia. Chciałem zostać stylistą, tak więc udało mi się również zatrudnić w jednym z salonów fryzjerskich, gdzie pobierałem praktyki - zarówno jak i w tygodniu i w wolnym czasie. Reasumując - mój grafik był bardzo napięty. Byłem zazwyczaj strasznie wyluzowaną osobą, z dosyć "olewczym" stosunkiem i podejściem do wszystkiego. Jednak szczęście i satysfakcja jaka płynęła z obu tych prac powodowały, iż wszystkie czynności starałem się wykonywać sumiennie i najlepiej jak potrafię. W szybkim czasie zrobił się ze mnie niesamowity perfekcjonista.

Przez natłok zajęć nie znajdowałem zbytnio czasu dla siebie - sporadycznie w soboty wychodziłem do klubów, gdzie oczywiście udało mi się poznać trochę osób, wiedziałem jednak że nie szukam sobie teraz kogoś - musiałem się skupić w stu procentach na pracy, postawiłem sobie cel i obiecałem sobie dążyć do niego, mimo wszystko - nawet jeśli po trupach. Żeby jednak w moim mieszkaniu samotność nie doskwierała mi zbytnio, postanowiłem sprawić sobie zwierzaka. Po kilku dniach piękny kot rasy sfinks, z gracją poruszał się po mieszkaniu. Uwielbiałem obserwować to wdzięczne stworzenie. Chciałem nadać mu wyjątkowe imię, jednak nie mogłem się na jakieś zdecydować, to też zwierzak pozostawał bezimienny.

Dni mijały jak opętane. Rutyna. Wstawałem bardzo wcześnie, po czym pomagałem panu Isao przy otwarciu sklepu. Każdego poniedziałku i czwartku przywożono towar, toteż w te dni musiałem pojawiać się tam szybciej, aby porozstawiać towar na półkach. Następnie około godziny szesnastej chodziłem do salonu pani Sayuri, gdzie spędzałem około pięć godzin. Nieliczne weekendy miałem dla siebie.

Dalej nie potrafiłem uwierzyć, w to wszystko co się dzieje. Miałem wrażenie że to zbyt cudowny sen, z którego zaraz ktoś mnie obudzi. Jeśli tak, to wcale nie miałem ochoty się budzić.

Te właśnie dwa miesiące niesamowicie mnie usamodzielniły, stałem się również bardziej odpowiedzialny. Wieczór za wieczorem mijał mi przy kolejnym papierosie, kiedy to zmęczony pracą po całym dniu mogłem bezkarnie otworzyć duże okno na ulicę i obserwować jak życie szybko toczy się w Tokio, a ja sam jakbym zatrzymywał się w tym całym pośpiechu i pędzie. To właśnie ten moment, w którym siadałem na parapecie i wyciągałem kolejne fajki, uśmiechałem się niby sam do siebie, zadowolony z obrotu spraw. Nic ani nikt nie może mi tego zniszczyć. Nie teraz. Wszystko powoli mi się układa i czuję że lepiej być nie może.


Nazywam się Ryu Ichigo i nie mam pojęcia, że moje życie odwróci się o 180 stopni.

~

5 komentarzy:

  1. Kiedy będzie rozdział I? Jestem strasznie ciekawy co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam jednak nastąpiła mała zmiana. Post miał być dawno opublikowany, jednak wiele rzeczy zaczęłam tam zmieniać. Myślałam że wyrobię się do godziny 23.00 dzisiaj, jednak nie udało mi się. Proszę o trochę cierpliwości do jutra na pewno już opublikuję rozdział I, oraz II. Z góry dziękuję za wyrozumiałość.

      Usuń
  2. <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada sie interesująco. Zabieram sie do czytania dalej :3

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.