0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Rozdział XIX



- Aoi! – był wyraźnie zadowolony – Nie zauważyłem cię wcześniej. – Czarnowłosy wstał z miejsca i przytulił młodszego. Coś we mnie zawrzało. Tak nie przytulają się dobrzy przyjaciele. Kazuki przysiadł się między nas i zamówił kolejnego drinka. Podjęli się rozmowy na temat zespołu bruneta. Kazuki wydawał się być strasznie szczęśliwy, z okazji rozmowy z Aoim. Uśmiechał się co chwilę, potakiwał i śmiał, z byle pierdół. Nie chciałem dłużej tego oglądać, więc dźwignąłem się z miejsca i wyszedłem na zaplecze. Tam zastałem kogoś, kogo spodziewałbym się teraz najmniej. 
0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

MIKUXAYU MEGASHOT CZĘŚĆ II



-Jesteś pewna co do tego, moja droga? – zapytał bardzo cicho. Bał się tego pytania, a co ważniejsze – bał się jej. Nieprzyjemny powiew wiatru schłodził zimne, marmurowe ściany. Tak zimnie, jak jej serce. Nawet nie drgnęła. Jedynie spoglądała na zbierającą się burzę. Niebo przybierało smutny, szary kolor. Mężczyzna czuł, jak zalewa go zimny pot. Wyczekujące zaś spojrzenie wlepił w wybrankę swojego życia. Nie taką ją pamiętał.

0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Rozdział XVIII

- Jesteś idiotą. - powiedziałem, tłumiąc w sobie łzy szczęścia. - Kocham cię i obiecaj mi, że już nigdy nie zostawisz mnie samego.
- Obiecuję. - odparł mi, wyraźnie szczęśliwy jak ja. Czułem, że w końcu nastał dla mnie dobry czas.

Przełykając głośno ślinę, niepewnie odwróciłem głowę, jakby czekając na zbawienie. Zukki miał zupełną rację – nie ma sensu do takich rzeczy wysyłać pośredników. To wyłącznie sprawa naszej dwójki.  Czekał na mnie na dole. Pomasowałem otwartą dłonią, lekko odrętwiałe lewe ramię. Nie spałem zbyt wygodnie ostatniej nocy. Z nadzieją na zbawienie postanowiłem poudawać nieobecnego, nucąc pod nosem melodię, tylko mnie znaną. Westchnąłem. Wcale nie chciałem tam wracać, choć nie jest to powrót na stałe. Spojrzałem raz jeszcze na jasne, laminowane drzwi i przekręciłem głowę. Następnie uważnie obejrzałem swoje buty, przystawiając je do siebie. Komórka wściekle zawibrowała w mojej kieszeni. Wyjąłem ją i spojrzałem na wyświetlacz. 10:04. Wiadomość. „Dasz radę.” Kazuki też nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji, dla niego też nie było to łatwe. Mimo iż z pobłażliwym uśmiechem na twarzy, powiedział, że poczeka tyle, ile trzeba – wiem, że chciał, żeby trwało to jak najkrócej. Zawahałem się. Skoro nie chciałem tego zrobić, dla własnego świętego spokoju – stwierdziłem, że zrobię to dla niego. Uniosłem dłoń, z wyciągniętym palcem wskazującym w stronę dzwonka, jednak w połowie drogi zatrzymałem ją. Ponownie poczułem chęć gwałtownej ucieczki. Wtedy przed oczyma stanął mi obraz zdenerwowanego bruneta, który nie wiedząc co ma ze sobą zrobić, przestępuję z nogi na nogę, okrążając po raz kolejny jego motocykl. Zdegustowany przygryzłem spuchnięte i spiechrzone wargi. To tak nie wiele, prawda..? Nie ma sensu tego przedłużać. Nacisnąłem dzwonek do drzwi bardzo niepewnie tak, że prawie żaden dźwięk się nie wydobył. Zwątpiłem. Niemożliwe, że nie ma go w domu. Tym bardziej o tak wczesnej porze? W samym środku tygodnia? W duchu pocieszałem się absurdalną myślą, że przecież nie napadli go, ani nie wpadł pod samochód. Zaraz jednak drgnąłem na samą myśl. Może faktycznie coś poszło nie tak? Nie, nie. To idiotyczne. On był mimo wszystko bardziej rozważny ode mnie. Chwyciłem za klamkę i powoli naciskając ją, uchyliłem drzwi do mieszkania. Dlaczego było otwarte? Zerkając do środka nie zauważyłem tam Yuuto. Cicho i unikając gwałtownych ruchów, wślizgnąłem się do środka. Pewniej rozejrzałem się po obszernym pomieszczeniu. W dalszym ciągu jednak nie odnalazłem chłopaka, ani tu, ani w sypialni, ani na balkonie. Kierując odrobinę pewniej kroki w stronę niepościelonego łóżka, usłyszałem za sobą skrzypnięcie drzwi od łazienki. Podskoczyłem na ten gest. Poczułem się jak włamywacz – wszedłem tu bez pukania, nie dając znaku życia. Yuuto spojrzał na mnie zaskoczony, jednak opanowany.  Był mokry, najwidoczniej dopiero co zażył kąpieli. Pojedyncze krople spływały po jego umięśnionym torsie, zaś wilgotne włosy oblepiły rumiane policzki. Oboje zbytnio nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Przyjrzałem się mu. Wciąż pięknie wyglądał. Moja mała, nieużywana część wyobraźni, zrzucała z niego ręcznik przepasany na biodrach. Skarciłem się za to. Delikatnie zagryzłem wargi i zdobyłem się na cierpki uśmiech. Nabrałem wody w usta i chcąc wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, westchnąłem jedynie. Yuu oparł się o framugę drzwi. Z wnętrza parnego pomieszczenia biło przyjemne ciepło i zapach kokosu. Brunet najwidoczniej wciąż używał moich ulubionych kosmetyków do kąpieli. Poczułem lekko iskrzące się łzy – w końcu tylko tyle mu po mnie zostało. Zdjęcia spłonęły, jednak mój zapach, to jedyne, które dla niego wciąż musiało trwać. Poczułem się jak najgorszy dupek na świecie.
 - A jednak wróciłeś do mnie. – zaczął po chwili niepewnie. Zacisnął wargi i chwiejąc się, postawił kilka kroków w moją stronę. Spojrzałem na niego, po czym od razu skierowałem wzrok na podłogę. – Czekałem na ciebie, wiesz? – powiedział, unosząc moją dłoń i całując ją lekko. Sparaliżowany spojrzałem mu w oczy, czując rosnącą gulę w gardle, uniemożliwiającą wydobycie jakiegokolwiek dźwięku. Staliśmy bardzo blisko siebie. Czułem jego delikatny oddech, na moim nosie. Pozwoliłem mu pocałować się w czoło, sam jednak wciąż nie wykonałem żadnego ruchu. Moje ręce zaczęły drżeć. Chłopak ułożył ręce na moim torsie, po czym przesunął je wzdłuż mojej szyi tak, że w końcu spoczęły one na mojej twarzy. Kciukami pogładził moje policzki, unosząc kąciki ust, w smutnym uśmiechu. Wciąż nie odrywałem od niego wzroku. Otrzeźwiały po chwili westchnąłem.
 - Przykro mi Yuu – odtrąciłem jego dłonie. – jednak... wróciłem tylko po swoje rzeczy. – czułem rosnącą nostalgię, wypowiadając każde kolejne słowo. Na prawdę nie chciałem wiedzieć, jak on się teraz czuł. W prawdzie nie traktował mnie zawsze z szacunkiem, jednak to wciąż był Yuuto – mój kochający, były narzeczony, który wciąż darzył mnie uczuciem, tak jak ja jego, w malejącym jednak stopniu. Powinienem był wtedy poczuć satysfakcję, że uwolniłem się z koszmaru który z nim przeżyłem i w końcu odpowiednia osoba zwróciła na mnie uwagę, jednak czułem niewidzialny łańcuch przyczepiony do mojej ręki, który mocno ciągnął mnie z powrotem do niego. Rozstanie z nim, było kolejnym, ciężkim dla mnie przeżyciem. Spojrzałem, na jego dłonie. Pierścionek zaręczynowy wciąż znajdował się na jego palcu serdecznym. Wyminąłem go, kręcąc głową z politowaniem i udałem się do przytulnego pomieszczenia, z przestronnym łożem. Chłopak po cichu wszedł za mną, po czym rozsiadł się, na nieuporządkowanym posłaniu. Usłyszałem jego ciężkie westchnięcie. Spodziewałem się, że będzie bardziej na mnie naciskać, płakać, czy rzucać szklankami i talerzami – on jedynie spokojnie i z pokorą obserwował każdy mój ruch. Otworzyłem garderobę i po omacku zacząłem badać tekstury napotykanych materiałów, w poszukiwaniu swoich przynależności.
 - Odpocząłeś przez tych ostatnich kilka dni wolnego od trasy? – zapytał po chwili, bardzo niepewnie, jakby bojąc się mojej reakcji. Jego głos drżał, z każdym następnym wypowiadanym słowem. Spojrzałem na niego zdziwiony, po czym odwróciłem się z powrotem do szafy. Pokiwałem głową.
 - Tak, wydaje mi się, że tak.
- Wszystkie twoje rzeczy są z lewej strony. – poprawił mnie, widząc jaki trud sobie zadawałem, w tych marnych poszukiwaniach. Zajrzałem na górną półkę, na wskazanym mi miejscu i faktycznie – wszystkie moje ubrania leżały tam posegregowane i ułożone w jeden stos. Ująłem go dłońmi i przeniosłem, do swojej torby.
 - Sam to uporządkowałeś? – zapytałem i uniosłem głowę, w jego kierunku.
 - Mhm. – mruknął, poprawiając jeden z mokrych kosmyków, który przykleił się do jego powieki.
 - Nie trzeba było... Naprawdę. – przysiadłem obok niego i pogładziłem go po udzie. Ujął moją dłoń i złożył na niej motyli pocałunek. Nie chcę, aby to zaszło za daleko. – Nie chcę już więcej marnować ci czasu, będę się już zbierać. – powiedziałem i zabierając torbę, opuściłem pomieszczenie. Kiedy będąc pod drzwiami wejściowymi chciałem chwycić za klamkę, Yuu ponownie podjął próbę.
 - Ichi... Wiem, że razem wiele przeszliśmy, że nie byłem szczery, nie byłem zupełnie wart ciebie, ale... może spróbujmy jeszcze raz? O nic więcej nie proszę, jedynie o ostatnią szansę. – zatrzymałem się. Odłożyłem torbę obok komody na buty i podszedłem do Yuu, po czym mocno go objąłem.
 - Dobrze wiesz, że to definitywny koniec. Przykro mi. – chłopak westchnął jedynie i mocno mnie objął. Poczułem, jak moje ubrania mokną. Poklepałem go krzepiąco po plecach i odsuwając się lekko, ująłem jego twarz w dłonie i przystawiłem nasze czoła do siebie.
 - Dziękuję, za cały ten czas spędzony razem. Nigdy tego nie zapomnę. – ucałowałem lekko jego nos. Poczułem łzy zbierające się w kącikach moich oczu, które mozolnie rozmywały mi obraz.
 - Do zobaczenia, Yuu. – pomachałem mu słabo.
 Kiedy zszedłem na podziemny parking, zastałem widok, którego się spodziewałem. Kazuki stał oparty o motocykl, ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. Na mój widok uniósł wzrok, znad przydługiej grzywki i zagarnął ją za ucho. Nie uśmiechał się, jedynie wlepił we mnie oczekujące spojrzenie. Kiedy zbliżyłem się, obejrzał mnie uważnie z każdej strony i zmarszczył brwi, w geście niezadowolenia.
 - Co to ma być? – zapytał, a ja wyraźnie usłyszałem zdenerwowanie w jego głosie. No tak, cały byłem przemoczony, od przytulania Yuuto. – Dotykał cię, mam rację? – złość w nim wręcz kipiała, odsunął się od pojazdu i wściekle zacisnął pięści, kierując kroki w stronę mieszkań. Upuściłem torbę i zatrzymałem go, obejmując w pasie od tyłu. Twarzą wtuliłem się w jego plecy, zaciskając ręce na jego koszuli. Kazuki ujął moje dłonie, mocniej dociskając do siebie. Westchnął ciężko. Uspokoił się.
 - Nic mi nie zrobił. Spokojnie. – ułożyłem podbródek, na jego barce.
 - Nie chcę, żebyś się z nim widywał, aczkolwiek będzie to trudne, bo gramy w jednym zespole.
 - Nie wyrzucisz go. – powiedziałem pewnie i za chwilę pożałowałem tych słów. – To w końcu dalej twój przyjaciel, prawda? – dodałem szybko tak, żeby to nie zabrzmiało, że dalej mi zależy na Yuuto.
 - Najgorsze jest to, że masz rację. Poza tym – jak bardzo nie układa się nam w życiach prywatnych, nie mogę przełożyć tego, ponad dobro zespołu. Nasze osobiste upośledzenia i odchylenia od normy zostawmy dla siebie. Kariera a związki, to wciąż dwie różne rzeczy. Nie mogę patrzeć jedynie przez pryzmat mojej własnej... – zawiesił się na chwilę. - ...naszej wygody. – po tych słowach odwrócił się do mnie i pogłaskał wewnętrzną częścią dłoni mój policzek. Uśmiechnąłem się do niego.
 - Wracajmy już, dobrze? – powiedziałem, bawiąc się jednym z guzików, jego koszuli. Kazuki wówczas podniósł moją torbę i zarzucając ją na ramię usiadł na motocyklu i poklepał miejsce za sobą.

Kiedy obudziłem się, poczułem jak silne ramiona oplatają mnie w pasie. Poruszyłem się niespokojnie i przetarłem zaspane oczy. Powoli zlustrowałem pomieszczenie. Leżałem na podłodze, przykryty bluzą, która miała znajomy mi zapach. Dźwignąłem się do siadu. No tak, wczorajszej nocy zostałem zamknięty w sali prób razem z... Kazukim. Spojrzałem przez ramię za siebie. Chłopak spał, lekko skulony. Wyglądał niesamowicie uroczo. Uśmiechnąłem się pod nosem, na myśl o jego wczorajszym wyznaniu. Nachyliłem się nad nim i pocałowałem go w policzek. Na zegarku widniała wczesna godzina – 4:32. Przeciągnąłem się. Miałem szczerą nadzieję, że to nie był sen i że to wszystko działo się naprawdę. Nie chciałem jednak budzić bruneta, który zdawałoby się, spał mocno. Podniosłem się z miejsca i udałem do schowka, umieszczonego w sali, aby poszukać czegoś do picia. Przedzierając się przez sterty kabli, o mało co nie uderzyłem głową, o odstające pręty metalowych półek. Nie wierzyłem, musiało tu coś być. Kiedy chciałem postawić następny krok, potknąłem się o stojak na gitary oraz z teatralnym okrzykiem i rękoma ułożonymi w lot ptaka, wykonałem atak na podłogę w pomieszczeniu. Na moje szczęście w nieszczęściu upadłem na jakieś pudło. Kiedy podniosłem się do siadu, wyprostowałem brzegi pozaginanego kartonu i z ciekawości zajrzałem do środka. Była tu masa różnych rzeczy – stare kostki do gitar, nuty do kilku piosenek, wisiorek i zdjęcia, niedbale włożone w pożółkłą już kopertę. Ująłem ją w dłonie, i otwierając, zacząłem uważnie oglądać fotografie. Na pierwszej widniał Byou, śpiący słodko w namiocie. Blondyn (a wówczas brunet) zakopany po głowę w śpiworze, w lewej ręce dzierżył butelkę po Bourbonie. Zaśmiałem się pod nosem. Nieźle musieli zabalować.  Odsłaniając kolejną, ujrzałem chłopaków siedzących przy ognisku. Widać dobrze się bawili – rozmawiali, będąc niesamowicie roześmianymi. Na następnej fotografii Kazuki – o wiele młodszy, bo mógłbym pokusić się o stwierdzenie, iż miał około dziewięciu lat – uśmiechał się szeroko, obejmując jakiegoś chłopca w pasie. Jego kompan miał kruczo czarne włosy i ciemne oczy. Pod pachą zaś trzymał piłkę. Doznałem niemałego szoku, gdy zdjęcie dalej, Kazuki siedział, dzierżąc gitarę akustyczną. Zaś chłopak z poprzedniej fotografii siedział za nim i przytulał go w pasie, drugą ręką wygrywając coś na instrumencie. Wyglądali na zadowolonych. Przełknąłem ciężko ślinę i zmarszczyłem brwi. Tutaj czarnowłosy, miał już o wiele ostrzejsze rysy i kolczyk w dolnej wardze. Usta miał... sam musiałem przyznać przed sobą, że bardzo kuszące – miały pełny kształt. Ciekawe, kim był dla Zukkiego. Przyjaciele się raczej tak nie zachowują, czyż nie? Upuściłem pudło na podłogę i podpierając się metalowej półki, wstałem, wciąż nie odrywając od nich wzroku. To nie wydawało się być tak dawno temu.  Powiedziałbym, że góra ze trzy lata. Niby dawne dzieje. A teraz to ja byłem dla niego kimś bliskim, jednak ten fakt odrobinę uciskał moje gardło, powodując, że nabierałem wody w usta. Chciałbym wiedzieć coś o przeszłości Kazukiego, jednak w tej chwili głupio mi było zapytać o te zdjęcia. Z resztą, kurwa, jakby to miało wyglądać? Zostaliśmy parą, jakieś parę godzin temu, a ja już grzebałem w jego osobistych rzeczach. Odsunąłem nogą pudło, na jego pierwotne miejsce. Nerwowo ścisnąłem świstek papieru, który trzymałem w dłoniach. Poczułem nieodpartą chęć ponownego zajrzenia do pudła, żeby sprawdzić zawartość pozostałych kopert, z nikłą nadzieją, że tam może otrzymam odpowiedź, na nurtujące mnie pytanie. Zawahałem się. To nie byłoby fair, tak jak to, co robię teraz. Nie wykonałem żadnego ruchu, kiedy poczułem, jak ktoś całuje mnie w policzek. Szybko zgniotłem zdjęcie i schowałem je do kieszeni. Kazuki mocno przytulił mnie do siebie od tyłu, przyprawiając mnie o zawał serca. Nie zauważył, że zabrałem tą fotografię. Zaspany jedynie ułożył brodę na mojej głowie i jęknął, zachrypniętym głosem:
- Dzień dobry, jak się spało?
- Prawie w ogóle. – zaśmiałem się nerwowo. – Hej, nie zasypiaj na mnie. – trąciłem go w bok.
- Mhm. – przeciągnął ospale, ponownie tuląc mnie do siebie, tym razem już przodem.
- Wróćmy tam, co?
- Jeszcze pięć minut, mamo.
- Oj chodź. – zaśmiałem się i pociągnąłem go w stronę sali prób. Rozsiedliśmy się wygodnie na skórzanej, czerwonej sofie.

Godzina 6:12. Przed nami jeszcze cztery następne siedzenia tutaj, zanim ktokolwiek nas uwolni. Siedziałem na niepodłączonym wzmacniaczu, obok lidera i obejmując szczelnie kubek gorącej kawy, przyglądałem się, jak chłopak brzdąka coś na gitarze akustycznej. Teraz mogę bezkarnie podziwiać go, pod każdym kątem fizycznym. Miał lekko umięśnione ręce, którymi teraz „pieścił” struny instrumentu. Znad grzywki widziałem jego lśniące, brązowe tęczówki, Zaspane tęczówki. Co chwile przygryzał wargi, kiedy się mylił, co wyglądało niesamowicie kusząco. Byłem w istnej hipnozie, kiedy chłopak przeniósł wzrok na mnie i zaśmiał się. Zarumieniłem się i spojrzałem na kubek. Brunet odłożył gitarę, podszedł do mnie i kucnął przede mną. Zabrał mój kubek i postawił go za wzmacniaczem, na którym siedziałem. Wziął moje dłonie. Ucałował je bardzo delikatnie.
- Musisz być bardzo zmęczony. W końcu kilka godzin spaliśmy na podłodze. – zaśmiałem się.
- Ta senność jest znośna. – uśmiechnąłem się. – Jak tylko wrócę do domu, porządnie się wyśpię. – Kazuki spojrzał na mnie z pewnym błyskiem w oku. Nastąpiła między nami chwila niezręcznej ciszy.
- Może zostań u mnie na noc? Możemy obejrzeć jakiś film, zamówić coś do jedzenia i... – każde następne słowo wypowiadał co raz ciszej, jakby bał się mojej reakcji. Uśmiechnąłem się szeroko i pogłaskałem go po policzku.
- Bardzo chętnie. – nachylił się w moją stronę i pocałował mnie bardzo czule.

Zupełną alternatywą do siedzenia w domu, przy głupkowatej komedii okazało się wyjście do pubu. Siedzieliśmy już tam dobrą godzinę i śmialiśmy się w najlepsze. Sięgnąłem po swoją szklankę, gdy zorientowałem się, że jest zupełnie pusta. Jako, że zajęliśmy miejsca przy barze, natychmiast kiwnąłem na barmana, który jak się wcześniej okazało – był również właścicielem tego miejsca i dobrym przyjacielem Kazukiego. Śmiejąc się, nalewał niemieszanego drinka. Kazuki ucałował mnie w policzek i ułożył rękę na moim udzie. Wtedy spojrzał na swoją kieszeń i wyjął z niej telefon. Wściekłym spojrzeniem obrzucił wyświetlacz i westchnął cierpiętniczo.
- Wybacz kotku, muszę odebrać. Dzwoni nasz menago. – szepnął mi na ucho po czym wstał. – Postaram się to załatwić jak najszybciej, ok? – w odpowiedzi uśmiechnąłem się jedynie i pokiwałem głową. Kiedy odprowadziłem bruneta wzrokiem do wyjścia, mozolnie zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Nie było tu dziś zbyt wiele osób. Przy samym wejściu, siedziały jakieś laski, którym biusty wręcz wyskakiwały z sukienek, ze zdecydowanie zbyt głębokim dekoltem. Następnie dwóch biznesmenów popijało whisky, paląc przy tym cygara i zawzięcie dyskutując. Przy ścianie naprzeciw w rogu, ktoś rozmawiał przez telefon, samotnie popijając alkohol. Ostatni zaś stolik zajęła grupka pięciu chłopaków. Dwóch z nich siedziało do mnie tyłem, więc nie mogłem zbytnio widzieć ich twrazy, chyba, że odwracali się do siebie nawzajem. Na przeciwko nich, od lewej siedział dość niski gość, o brązowych krótkich włosach, poskręcanych w loczki. Obok jego towarzysz uśmiechał się promieniście od ucha do ucha ukazując dołeczki, dyskutował z kolegą obok. Ten ostatni wydał mi się dziwnie znajomy. Sięgnąłem po swojego drinka. Wziąłem sporego łyka i chcąc jeszcze raz przyjrzeć się gościowi, o mało co nie zadławiłem się, gdy dostrzegłem, że był to gość z fotografii, którą dziś znalazłem w rzeczach Kazukiego. Sięgnąłem do kieszeni, i kiedy odnalazłem pognieciony świstek papieru, rozłożyłem go i zlustrowałem uważnie. Wszystko się zgadzało. Kolczyk w dolnej wardze, pełne usta, ciemne oczy i czarne włosy, tyle, że teraz nieco dłuższe. Co on tu robił do cholery? Bezczelnie wgapiałem się w niego, kiedy ten rzucił mi ukradkowe spojrzenie. Zatrzymał wzrok na mnie i uśmiechnął się, po czym szepnął coś, do roześmianego przyjaciela. Odwróciłem się z powrotem i czułem, że cały się czerwienię. Wtedy ktoś, dosiadł się obok mnie.
- To miejsce jest zaj...- zaciąłem się w pół słowa, kiedy zauważyłem, że obok mnie, usiadł czarnowłosy i uśmiechał się szarmancko. Chyba się zagalopowałem, nazywając go chłopakiem – wyglądał, na co najmniej dwadzieścia pięć lat. Przysunął swój stołek bliżej mnie. Poczułem się skrępowany i zapragnąłem, aby Kazuki wrócił natychmiast.
- Nie przejmuj się, zaraz dam ci spokój. – zaśmiał się. – Gdzie moje maniery. – odchrząknął. – Jestem Aoi. – wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłem ją niepewnie. W tym momencie zapomniałem, jak się nazywam. Uniosłem brwi i zamiast powiedzieć cokolwiek, wydobyłem z siebie krótki pisk. Odkaszlnąłem i zagrzmiałem:
- Ichi. – widziałem, jak Aoi ledwo powstrzymuje się od śmiechu. Na żywo, wydał mi się być, o wiele przystojniejszy, aniżeliby na fotografii. Cholera.
- Ładniutki jesteś. – powiedział i przetrzepał moje włosy ręką. Poczułem się jak dzieciak w podstawówce. – Kazuki miał zawsze oko do facetów. – gdyby twarz mogła wyrażać jakiekolwiek znaki interpunkcyjne, moja zapewne malowałaby się teraz w jeden wielki znak zapytania. Skąd on może wiedzieć takie rzeczy? Szlag. Przecież muszą znać się kilka lat. – Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. – Aoi jakby odczytał nieme pytanie z mojej miny. Uśmiechnąłem się jedynie.
- Długo się znacie? -  podjąłem temat. Po Kazukim ślad póki co zaginął.
- Od bachora praktycznie. – powiedział i skinął na barmana. – Zukki ostatnio wiele o tobie mówił.
- Doprawdy? – starałem się zabrzmieć naturalnie, jednak w moim tonie głosu można było wyczuć wyraźną nutkę irytacji.
- Tak. Chwalił mi się dzisiaj tobą. – poczułem się, jak jakiś przedmiot. Co za dupek. – Zauważyłem was tu, odkąd tylko się pojawiliście, jednak nie chciałem przeszkadzać. Teraz mam okazję, póki nie ma Kazukiego. Chciałem cię trochę poznać. - W odpowiedzi mruknąłem i uśmiechnąłem się gorzko. Wtedy do pomieszczenia wrócił lekko zdezorientowany zaistniałą sytuacją brunet. Kiedy tylko dostrzegł siedzącego obok mnie Aoiego, od razu wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Ktoś mi w końcu wyjaśni, co tu się wyprawia?
- Aoi! – był wyraźnie zadowolony – Nie zauważyłem cię wcześniej. – Czarnowłosy wstał z miejsca i przytulił młodszego. Coś we mnie zawrzało. Tak nie przytulają się dobrzy przyjaciele. Kazuki przysiadł się między nas i zamówił kolejnego drinka. Podjęli się rozmowy na temat zespołu bruneta. Kazuki wydawał się być strasznie szczęśliwy, z okazji rozmowy z Aoim. Uśmiechał się co chwilę, potakiwał i śmiał, z byle pierdół. Nie chciałem dłużej tego oglądać, więc dźwignąłem się z miejsca i wyszedłem na zaplecze. Tam zastałem kogoś, kogo spodziewałbym się teraz najmniej.
0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Rozdział XVII

Przejmujący chłód, jak na ciepłą porę roku przeszył mnie, kiedy tylko z wolna wyłoniłem się z za rogu jednej z niewielkich tokijskich dzielnic. Włóczyłem się z Byou po mieście, jako iż moja druga połówka postanowiła zająć się sobą i tylko sobą. Odbierając jakby znikome bodźce otoczenia, nie dawałem po sobie poznać, że tak naprawdę nic tam do środka nie dociera. Coś wpadało jednym uchem, aby z prędkością światła wypaść przez drugie. Czułem dziwnie znajomą pustkę, która echem zahuczała w mojej głowie. Byłem rozbawiony własnym zachowaniem i jednocześnie dociekliwie, jak mały ciekawski bachor starałem się zrozumieć przyczynę dziwnego zachowania mojej osoby. Ponownie skarciłem się w myślach. To przecież idiotyczne. Szklane wystawy odbijały zniekształconą postać, którą byłem ja, nieziemsko rażąc mnie po oczach masą tych upierdliwych neonów zachęcających do kupna tego całego gówna, które te sklepy oferowały. Potrząsnąłem lekko głową i otarłem wierzchem dłoni nos, kiedy zebrało mi się, sam nie wiem, czy na kichnięcie czy na kaszel. Stanąłem na chwilę w miejscu, zastanawiając się, czy kiedy kichnę przypadkiem się nie uduszę, wtedy wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia i zupełnie zapomniałem co miałem zrobić, kiedy dostrzegłem gablotkę z  dzisiejszą gazetą dzienną i dostrzegłem tam swoje imię i nazwisko. Podszedłem bliżej i jak zahipnotyzowany czytałem mozolnie linijki tekstu, przetwarzając informacje, choć mam wrażenie, że zupełnie nie wiedziałem co czytam. Roześmiany blondyn spoglądając na zachmurzone niebo, stanął obok mnie i również przyjrzał się temu, jak dla mnie niecodziennemu zjawisku.
- Zaskoczony? – w odpowiedzi rozdziawiłem jedynie usta,o mało co  nie krztusząc się śliną i kiedy zachłysnąłem się powietrzem ponownie pomyślałem o tym, że chciało mi się kichać. Nic bardziej mylnego. – Tylko się nie uduś królewno, nie mam kasy na koncie i nie mam jak dzwonić po karetkę, a nieść cię na pogotowie nie będę.
- Przecież na pogotowie dzwoni się za nic. – wróciłem do żywych i spojrzałem z niemałym poirytowaniem w stronę swojego towarzysza.
- Nic, to ja mam na karcie kredytowej. – załkał blondyn i ze smutkiem poklepał się po kieszeniach.
- Zupełnie nie rozumiem. – zdziwiłem się. – Przecież dajecie koncerty, płyta się sprzedaje, powinieneś zarabiać, jak normalny pracujący człowiek.
- Wytwórnia nam jeszcze nie wypłaciła pieniędzy z tego miesiąca. – blondyn podrapał się ręką w głowę.
- No to rzeczywiście dziwnie. – wróciłem do poprzedniego stanu transu, ponownie jeszcze raz literując krzaczki z pierwszej strony gazety. Byou ciągle coś do mnie mówił, jednak zupełnie to zignorowałem, zapatrzony we własną osobę. Wtedy potrząsnął mną.
- Idziemy?
- Mhm. – Jeszcze przez chwilę rzucałem puste spojrzenie w stronę gablotki, po czym sięgnąłem do kieszeni marynarki i wyciągnąłem jedną cygaretkę. Szarpiąc się z kieszeniami, zacząłem wyklinać pod nosem, kiedy Byou podstawił mi ogień pod nos. Uśmiechnąłem się do niego kątem ust i odpaliłem upragniony tytoń, który natychmiastowo podrażnił moje gardło i docierając do każdego, możliwego zakamarka płuc, wywołał uczucie niesamowitego odprężenia. Powolutku wypuściłem dym, tworząc żagiel*(żagiel w paleniu polega na tym, że wypuszczany ustami dym wciągamy nosem.) i przymykając powieki wypuściłem go mozolnie nosem.  

Przyjrzałem się uważnie blondynowi który kręcąc biodrami otwierał koniak i wesoło nucił coś pod nosem. Ponownie z naiwnością dziecka, próbowałem obmyślić teorię skomplikowaną i zawiłą, skąd w tym gościu metr siedemdziesiąt, jest tyle pokładów energii i nie opisanego szczęścia, gdzie równanie na moje było bardzo proste – szczęście nie istnieje. Przekręciłem głowę jak szczeniak i ściskając brwi, byłem u schyłku rozwiązania zagadki odwiecznej, kiedy Byou odchrząknął i dosiadł się do mnie, zupełnie wyrywając mnie z mojego światka fizyki pierdołowej. Mógłbym zostać ekspertem w tej dziedzinie.
- Ostatnio chyba nie najlepiej się czujesz, czyż nie mam racji? – zapytał, zupełnie nie spoglądając mi w oczy. Postawił przede mną lampkę z trunkiem, sam zaś zaczął powoli spijać swój, mrucząc jak kot.
- Zależy, co masz na myśli mówiąc, że źle się czuję.
- Stan zarówno psychiczny jak i fizyczny. – odstawił na bok szklankę i rozsiadł się wygodnie, tym razem rzucając mi spojrzenie pełne oczekiwania bliższych i konkretniejszych szczegółów. Westchnąłem ciężko. On był chyba jedyną osobą, której tak naprawdę i bezgranicznie ufałem. Długo nie potrafił przyznać mi się do tego, że Kazuki był jego obiektem westchnień. Teraz kiedy to wspomina, wyśmiewa się z tego i niesamowicie brzydzi się tym uczuciem do niego. Cały czas, delikatnie wiercąc dziurę w mojej podświadomości ukazywał mi, jaki brunet jest naprawdę – że nie jest tym ideałem, który wydawał mi się być gdy go poznałem. Cieszyłem się, że odwiódł mnie, od tego, żebym wyznał Kazukiemu to, co czuję. Dopiero po tak długim czasie byłem w stanie zrozumieć, jaki popełniłbym błąd. Uważałem go, za przyjaciela bliskiego sercu. Coś jak brat, którego nigdy nie miałem. Uśmiechnąłem się promieniście do swoich myśli i znów jak małe dziecko, spojrzałem na niego z politowaniem.
- Z tej troski o mnie, kiedyś się przejesz. Co za dużo to nie zdrowo. – Ponownie spuściłem głowę i spojrzałem, na zawartość swojej szklanki. Zacząłem kołysać nią na boki i uważnie obserwowałem, zdeformowany kształt mojej twarzy, odbity w półprzezroczystym płynie.
- Ichi, nie urodziłem się wczoraj, więc mów o co chodzi. – był stanowczy. Ale zawsze taki był, kiedy bardzo chciał coś wiedzieć. Był równie dociekliwy jak ja. Ponownie posłałem mu uśmiech pełen politowania i odłożyłem swój koniak na szklany stół. Rozsiadłem się wygodnie. Miałem dziwne przeczucie, że to nie będzie w żaden sposób przyjemna rozmowa.
- Bardzo bym chciał powiedzieć ci, z pełnym przekonaniem i brakiem ironii w głosie, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Ależ oczywiście mogę to powiedzieć, jeśli chcesz to usłyszeć, jednak okłamałbym cię. – zrobiłem chwilę pauzy. Wypuściłem głośno powietrze, przymykając powieki i zastanawiałem się jak odpowiednio zacząc temat, który do moich ulubionych nie należał. Splotłem dłonie i wiercąc się niespokojnie, przełknąłem ślinę. Wciąż czekał na mój ruch. – Po prostu odnoszę wrażenie, że Yuu mnie zdradza.

Chyba każdy miewa gorsze dni. Nie poznałem jeszcze bynajmniej takiej osoby, która by choć w najmniejszym stopniu nie zaznała w życiu cierpienia. Znałem jedynie takich, którzy potrafili akceptować pewne rzeczy i umieć na nowo cieszyć się tym co jest teraz, zostawiając przeszłość daleko gdzieś za sob, zamkniętą na klucz w celi, gdzie owy klucz wyrzucali daleko za siebie. Byłem dla nich pełen podziwu i mógłbym się od nich wiele nauczyć. Taką ckliwą gadką po raz kolejny próbuję odwlec od siebie myśli, że Yuuto, jest nie do końca szczery ze mną. Ostatnio dziwnie się zachowuje. Zupełnie jak nie on. Mogę spróbować dalej się oszukiwać, że wszystko jest zupełnie w porządku, ale nie wiem ile jestem w stanie wytrzymać. Wiadomo, że czasem każdy związek przechodzi jakiś swój kryzys, mniejszy czy większy. Ale któryś z kolei? To już nie jest normalne. Tym bardziej, że brunet nie chce ze mną rozmawiać. Słyszę ciche trzaśnięcie drzwiami.Wrócił. Nie wiem gdzie był, z kim był, a co najważniejsze – co robił. Zawsze się wymiguje. Powoli wchodzi do naszej sypialni. Udaję, że śpię, odwrócony do niego tyłem, oddycham miarowo i spokojnie. Spoglądam przez okno i zaciskam wargi, by się nie zdradzić. Słyszę jak powoli się rozbiera i nic nie mówiąc unosi ciepły koc i kładzie się obok mnie, bardzo spokojnie, zapewne nie chcąc mnie obudzić. Przysuwa się blisko i podpierając się na moim ramieniu, składa pocałunek na moim policzku i szepcze – kocham cię. Potem odwraca się ode mnie i układając wygodnie, słyszę, jak jego oddech robi się płytki i miarowy. Zasnął. „Kocham cię.” Dlaczego kłamiesz? Myślisz, że nie czuję zapachu perfum obcej, nieznanej mi osoby? Że nie widzę tych wszystkich pieprzonych malinek na twojej szyi, których nie byłem „twórcą”? Że nie czuję tego, że nie pożądasz mnie tak jak kiedyś? A co najważniejsze, że nie wierzę już, w ani jedno twoje słowo? Łzy mimowolnie spływają mi z każdą następną myślą, a ja cichutko zaczynam łkać, mocząc włosy i poduszkę. Brzydzę się tobą i nienawidzę cię  z całego serca, jednak nie potrafię przyznać się przed sobą, że dalej cię kocham i nie umiem cię zostawić. I mimo, że będąc z tobą i przebywając w twojej obecności – czuję się samotny.

- Nie będę cię okłamywać. – na te słowa, poczułem jak moje serce w zupełności podeszło mi do gardła, a uczucie stresu opanował dolną partię brzucha. Czyli jednak Byou coś wiedział. – Też to, niestety, podejrzewam. – podniósł się z kanapy i podszedł do okna. Uciekł przed moim spojrzeniem, jakby bał się prawdy. Poczułem jak drżą mi ręce. Miałem wrażenie, że nie chciałem wiedzieć tego, co za chwilę mi powie. Walczył jeszcze chwilę ze swoimi myślami, po czym westchnął głęboko. – Widziałem go ostatnio, z jakimś typem, którego nikt z nas nie znał, ani nawet wcześniej nie widział. Na początku to nie wyglądało podejrzanie, nawet sam Yuu kiedy go o to zapytałem powiedział mi, że załatwia z nim tylko jakieś pierdołowate sprawy związane z zespołem, że cały ten gość pracuje w radiu i ma nam pomagać w promocji. Jednak kiedy te swoje „sprawy biznesowe” zaczęli załatwiać w klubach i... – blondyn zawiesił się na moment i zachłysnął powietrzem. Czułem jak łzy napłynęły mi do oczu. - ...i hotelach. – po tych słowach zakryłem dłońmi usta, tłumiąc zbierający się we mnie żal i wściekłość. Zacząłem się trząść i kląć w myślach – to na siebie, to na Yuu, to znowu na siebie, a potem na tego gnojka. Wszyscy mieli rację, jednak zaślepiony własnymi racjami zaufałem – nie prawdzie – a własnym przekonaniom, które niczym nie były poparte. Wszystko mi się zawaliło. Poczułem jedynie ogromną ochotę wejść na drapacz chmur, który znajdował się przed nami i poddając się, rzucić się z ostatniego piętra n dół. To prawda, sam nigdy nie byłem grzeczny. Na początku naszej znajomości myślałem, że nic z tego nie będzie, bo wszystko potoczyło się dziwnie i spontanicznie.  Yuuto wydał mi się być prostą ścieżką, do szybkiego wspięcia się po szczeblach kariery zawodowej. Chodziło głównie o kasę, nie obchodziło mnie czy żyje czy nie, co się z nim dzieje. Nie zależało mi na relacji z nim, tylko na własnej wygodzie. Wyśmiałem jego zupełną naiwność i to, że nie widział tego, jak go wykorzystałem. Z czasem wyszło zupełnie inaczej. Stał się dla mnie ważną osobą i podparciem w trudnych chwilach. Czułem się kochany i bezpieczny, choć sam nie potrafiłem tego oddać w takim stopniu jak on. Przekonania do mojego uczucia potwierdziły się, kiedy byłem gotów rzucić wszystko i nawet zamieszkać w kartonowym pudle pod mostem – byleby z nim. Potem... Potem trafiłem na Kazukiego i wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej, niż na początku. Chciałbym uwierzyć, że kiedyś będę szczęśliwy, jednak prawdziwe szczęście nigdy nie było mi dane. W tej chwili, nie wierzyłem już w nic.
- Co zamierzasz? – Byou odezwał się po chwili, bardzo niepewnie i cicho. Uspokoiłem się odrobinę i wyprostowałem, ocierając mokre policzki.
- Nie wiem. Zupełnie nie wiem. – powiedziałem, dławiąc się łzami. – Chyba muszę z nim pogadać. Jeśli on naprawdę mnie... – to słowo nie mogło mi przejść przez gardło. - ...jeśli naprawdę nie ma nic na rzeczy, to nie ma sensu tego ciągnąć.

Stałem w oknie naszego mieszkania, przy zgaszonych światłach, czekając na Yuu. Była druga nad ranem, byłem zmęczony i wycieńczony od ciągłego płaczu. Niesamowity ból rozrywał mnie od środka.  To tak jak w koszmarach sennych. Chcesz uciec – nie potrafisz. Chcesz krzyczeć – coś cie blokuję. Chcesz walczyć – jednak twój wewnętrzny lęk wygrywa z tobą, okazując się jako bezlitosny przeciwnik, który stosuje wszystkie chwyty i łapie się twoich słabości. Niespokojnie kręciłem się pod oknem, kiedy zauważyłem Yuuto z tym kolesiem, o którym wspominał mi Byou. Kiedy odprowadził go, pod bramy ogrodzenia, pocałował go krótko w policzek i zniknął gdzieś, między gęstymi drzewami i lekką mgłą, unoszącą się tej nocy w powietrzu. Czyli to jednak była prawda. Wziąłem głęboki oddech. Czas najwyższy zakończyć ten koszmar. Usłyszałem szczęknięcie zamka od drzwi i skrzypnięcie, mozolne i długie.
- Nie śpisz jeszcze, kochanie? – miałem ochotę zwymiotować, kiedy tak mnie nazwał. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Pokręciłem głową i zaśmiałem się ironicznie. Nie mogę być teraz słaby. Z perfidnym uśmiechem na ustach, odwróciłem się do Yuu i zakładając ręce na piersi, żachnąłem.
- I jak, kochanie? – ostatnie słowo zaakcentowałem, z wyraźnym obrzydzeniem. – Dobrze się bawiłeś?
- Nie rozumiem. – powiedział, zdejmując kurtkę, po czym rzucił ją niedbale gdzieś w kąt. Podszedł do mnie i pocałował mnie bardzo zachłannie. Odepchnąłem go z niemałą siłą. Zaskoczony spojrzał na mnie i wlepił we mnie, swoje zdziwione do granic możliwości spojrzenie.
- Czy ty myślisz, że wszystko da się załatwić seksem? – wrzasnąłem i wtedy skuliłem się lekko.
-Ichi wszystko ok? – zapytał, jednak w tamtej chwili dotarła do mnie jedna, bardzo ważna rzecz.

Yuuto zbliżał się nie spiesznie, było to raptem kilka chwil, które dla mnie były teraz jak wieki.  W końcu poczułem, jak delikatnie musnął moje wargi. Oderwał się ode mnie, by spojrzeć mi w oczy. Chciałem ponowić pocałunek, kiedy zaczęło kręcić mi się w głowie. Świat zaczął wirować, kolory się wyostrzyły, słyszałem jakieś dziwne dźwięki, miałem ochotę krzyczeć, jednak jedyne na co się wydobyłem to szept. Złapałem się za głowę. Cholera, co się dzieje? Przed oczami migały mi jakieś kształty, obraz falował i rozpływał się. Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i jego słowa:
- No to teraz się zabawimy, kochanie.
- Coś ty mi… - chciałem powiedzieć coś, kiedy zebrało mi się na wymioty. Chłopak w dalszym ciągu stał nieruchomo. Założył ręce na piersi i prychnął.
- Jak można być takim naiwnym? – zapytał z pogardą. – Dałeś się wrobić, jak pierwsza lepsza dziwka. I teraz właśnie taką będziesz. – postawił kilka kroków w moją stronę. Chciałem uciec, jednak wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa. – Nie uciekniesz przede mną. Choćbyś chciał. – wtedy chłopak lekko popchnął mnie, a ja upadłem. – Coś nie tak, kochanie? Nie mów, że ci się nie podobam. – pociągnął mnie do pionu i wziął na ręce.
- Czego chcesz? – zapytałem słabo. Nie miałem nawet siły się bronić.
- Ciebie. – powiedział i oblizał obscenicznie usta. Wchodziliśmy z parku. Byłem kompletnie bezwładny. Podeszliśmy pod postój taksówek. – Piśnij choć słowo, a poderżnę ci gardło. – powiedział ostro, i zauważyłem, jak przytyka mi całkiem spory nóż do gardła. – Dociera? – pokiwałem głową. – Grzeczna kurwa. – Wsiedliśmy do jednego z pojazdów. Mężczyzna spojrzał na nas wystraszony.
- Dokąd? – zapytał drżącym głosem. Yuuto podał dokładny adres i rzucił mężczyźnie sporą ilość pieniędzy.
- To wszystko będzie twoje, jeśli zawieziesz nas tam szybko. – taksówkarz pokiwał głową, w geście zrozumienia.
- Czy wszystko z nim w porządku? – mężczyzna spojrzał na mnie. Widziałem, jak pojedyncza kropla potu spływa po jego czole. Ręka Yuu mocno zacisnęła się na moich żebrach, Poczułem ogromny ból. Jednak zrozumiałem, o co mu chodzi. Uśmiechnąłem się.
- Proszę się nie martwić, jestem po prostu bardzo zmęczony. – powiedziałem, starając się nie zawyć z bólu. Chłopak rozluźnił uścisk i pogłaskał mnie po plecach. Po jakiś dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Yuuto pchnął mocno drzwi i zamknął je z hukiem. Szedł szybko, pomiędzy apartamentowcami. Kiedy wszedł do jednego z nich, udaliśmy się do windy. Jej drzwi się rozsunęły wtedy chłopak wszedł do nich i nacisnął guzik z którymś piętrem. Zaczął nerwowo tupać nogą. Kiedy zbliżaliśmy się do jego mieszkania, jedna z jego sąsiadek spojrzała na nas z oburzeniem. Yuuto zignorował to i otworzył drzwi. Od razu skierował nas do sypialni i położył mnie na łóżku. Zrzucił z siebie kurtkę i usiadł na mnie. Zaczął mnie rozbierać. Łzy napłynęły mi do oczu. Karciłem się za bycie takim naiwnym. Nie mogłem się poruszyć, nie mogłem krzyczeć. Zaraz czeka mnie najgorsze. Krople popłynęły po mojej twarzy. Chłopak zaprzestał czynności i spojrzał na mnie.
- Będę delikatny. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Otarł moje mokre policzki i ucałował je. – Obiecuję, że jutro nie będziesz nic pamiętać. Załkałem cicho. Chciałem umrzeć w tamtej chwili. Czułem się upokorzony i poniżony, do granic zdrowego rozsądku. Yuuto uniósł się do mojej twarzy i spojrzał zaskoczony. – Nie płacz, kochanie... – jednak ja dalej szlochałem cicho, bo tylko na tyle było mnie wtedy stać. – Ciii... – Zamruczał delikatnie i z niesamowitą jak dotąd czułością, delikatnie musnął moje ust, by po chwili z czułością powtórzyć to raz jeszcze. Uspokoiłem się odrobinę, sam nie wiedzieć czemu. Poczułem przyjemność, płynącą z tak prostej pieszczoty. Lekko zamglonymi oczami spojrzałem na niego, kiedy odsunął się ode mnie i przekręcił głowę na ok, uśmiechając się ciepło. – Nie mogę. – powiedział i westchnął. – Nie mogę patrzeć, jak cierpisz, kochanie. Jesteś taki delikatny, piękny. Po co burzyć to piękno tymi łzami? – zapytał i otarł moje mokre policzki. Przyglądałem mu się bardzo uważnie. – Nie chcę, by moje szczęście było smutne. – wówczas brunet zszedł ze mnie i ułożył się obok, nakrywając nas kocem. W tamtej chwili nic już kompletnie nie rozumiałem. Przekręcił mnie do siebie (jako, że ja nie mogłem się ruszyć) i objął mocno. W jednej chwili poczułem się pewnie i bezpiecznie, choć jeszcze kilka minut temu, mógłbym przysiąc, że zostanę zerżnięty, jak tania prostytutka.

- Ichi...? – Yuu uniósł moją twarz i spojrzał na mnie uważnie. Odsunąłem go od siebie i spojrzałem wściekle i z chęcią mordu.
- Ty... Ty chciałeś mnie zgwałcić.
- Co? – Yuu wydał się być zaskoczony moimi słowami. – Co ty najlepszego wygadujesz? Jesteś przemęczony, połóż się lepiej i wyśpij porządnie.
- Chciałeś mnie zgwałcić. – powiedziałem już o wiele pewniej. – Dokładnie tego dnia, którego się poznaliśmy. – chłopak był wyraźnie zszokowany i przestraszony.
- Chyba ci się to przyśniło. – powiedział cicho i ledwo słyszalnie. – To przecież idiotyczne? Nie uważasz? – plątał się i jąkał, starając się zachować pozory. Szło mu to cholernie niezdarnie.
- Co, tego kolesia pod blokiem też masz zamiar zgwałcić? A może nawet po gwałcie chciałbyś go zabić? – zaśmiałem się perfidnie Yuu w twarz i z maniakalnym wzrokiem mordercy spojrzałem na pierścionek zaręczynowy. Minąłem bruneta i stanąłem przed drzwiami wejściowymi. – Możesz zatrzymać ten pierścionek. Ale z nami koniec.


Kolejny parny czerwcowy dzień dał mi się we znaki, niesamowitą duchotą. Zagrzebany po uszy w papierkowej robocie starałem się nie kopać się bardziej w swojej żałosności. Odkąd rozstałem się z Yuuto, nic już nie było takie samo. Straciłem sens i poczucie jakichkolwiek wartości płynących z życia. Żyłem, bo musiałem. Choć ostatnio co raz częściej czułem chęć całkowitego poddania się i przejścia na drugą stronę. Brak cierpienia brzmiał niezwykle kusząco i zachęcająco, jednak pewna blokada wewnątrz mnie nie potrafiła tak po prostu siebie wykończyć. I tak zataczając się w błędnym kole, dzień za dniem żyłem od świtu do zmierzchu, z nadzieją, na nadejście lepszego jutra. Było niewiele po godzinie szesnastej. Chłopaki stroili sprzęt, ja zaś raz coś podpisywałem, raz coś kreśliłem, innym razem darłem na maleńkie kawałki. Robota była bardzo nużąca i przytłaczająca, a ja powoli stawałem się co raz bardziej senny. W pewnym momencie nie zorientowałem się, kiedy przytulony twarzą do biurka zasnąłem, jak małe dziecko. Obudził mnie dosyć nieciekawy dźwięk. Zerwałem się jak opętany, kiedy usłyszałem klucz szczękający w drzwiach frontowych sali prób. Spojrzałem na zegarek - było po godzinie dwudziestej pierwszej. Właśnie zamknięto całe studio, a wraz z nim - mnie. Podbiegłem najszybciej jak to możliwe do drzwi i zacząłem wściekle walić w nie pięściami. Mogłem się jedynie połudzić o cud, bo całe pomieszczenie było dźwiękoszczelne. Zrezygnowany zsunąłem się na ziemię i wyjąłem komórkę - zero zasięgu. Miałem ochotę strzelić sobie w łeb, pecha mógłbym powoli zacząć nazywać swoim nowym przyjacielem. Doznałem zaś niemałego zdziwienia, kiedy ze schowka na sprzęt wyszedł lider zespołu vel hrabia Kazuki, który zdawał się być równie zaskoczony jak ja, zaistniałą sytuacją. Zaklął coś pod nosem i z ogromną niechęcią malującą się na twarzy, podszedł do mnie.
- Co to ma być? - zapytał wściekle. 
- Mnie się pytasz?
- To są jakieś kpiny. - kopnął wściekle drzwi frontowe i rzucając wszelakie klątwy na wokalistę odszedł w przeciwnym kierunku. Rozsiadł się na sofie i głęboko nad czymś rozmyślał. W ty momencie przypomniałem sobie, że możliwie w jednej z szuflad znajdowały się klucze zapasowe - Manabu wspominał mi kiedyś o tym. Z kłębiącą się nadzieją, podbiegłem do biurka i tłukąc się niemiłosiernie, szukałem upragnionego przedmiotu. 
- Możesz być ciszej?! - wrzasnął poirytowany Kazuki. 
- Szukam klucza, dupku. - odpowiedziałem zupełnie obojętnie, nawet nie przenosząc na niego wzroku. Kiedy przewróciłem do góry nogami wszystkie półki, przegrany jęknąłem i uderzyłem głową o blat. 
- I co? - zapytał po chwili ciszy brunet. 
- A jak myślisz? Jesteśmy w potrzasku. - podniosłem się i rozejrzałem po pomieszczeniu.
- Świetnie. Musze tu siedzieć z tobą do rana. - powiedział, z wyraźną pogardą w głosie. Spojrzałem w jego stronę, wściekle i poirytowany do granic możliwości. Tylko tego mi do szczęścia brakowało.  
- Słuchaj ja też nie jestem szczęśliwy z tego powodu, więc zamknij się i nie utrudniaj. Masz jakiś problem? - zapytałem, zupełnie poważnie. Kazuki podniósł się z sofy i podszedł kilka kroków bliżej.
- Owszem, mam. I to ty nim jesteś. Odkąd pojawiłeś się w zespole, tylko wszystko rujnujesz. Było w porządku, ale wtedy Yuuto musiał cię tu przyprowadzić. Czy ty masz jakąś satysfakcję, z niszczenia ludziom życia? - spojrzałem zaskoczony, w brązowe oczy lidera.
- O czym ty mówisz? Kiedy zacząłem z wami pracować, zdawało się, że mnie nawet tolerowałeś, a co nawet więcej, mam ci przypomnieć, co działo się tamtej nocy w klubie? Z tym twoim fałszywym i ckliwym wyznaniem?
- Lubiłem? - Kazuki zaśmiał się wrednie. - Prawda jest taka, że nienawidziłem cię od samego początku. - Tym zdaniem kompletnie wbił mnie w ziemię. Spuściłem wzrok i czekałem, aż zgnoi i zrówna mnie z błotem do końca. Jednak brunet tylko westchnął ciężko i zdawałoby się, że się uspokoił. Podszedł jeszcze bliżej. - Nienawidziłem cię za to, jaki jesteś. Nienawidziłem cię za to, jak traktowałeś innych. Nienawidziłem cię, za twoje zaślepienie pracą. Nienawidziłem cię, za to, że nie dostrzegasz pewnych oczywistych rzeczy. - uniosłem głowę i spojrzałem mu w oczy. - Nienawidziłem cię za to, jak się uśmiechasz. Za to, z jakim pożądaniem patrzyłeś na Yuu. Za twoje oczy. Sposób bycia. Ale najbardziej w tym wszystkim znienawidziłem siebie za to, że od naszego pierwszego spotkania nie potrafiłem przestać cię kochać, mimo iż wiedziałem, że należysz do Yuuto. - nie dotarło do mnie ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie. Stałem jedynie jak słup soli, nie wiedząc co zrobić ze sobą. Poczułem się wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. - Ichi, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że odrzucisz wszystko to, co powiedziałem. Czy mogę cię jedynie o coś poprosić? 
- Ale...
- Zamknij na chwilę oczy. - Kazuki odezwał się, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Posłusznie wykonałem polecenie. Poczułem, że jego  dłoń swobodnie wplątuje się w moje włosy, druga zaś przyciska mocno do siebie, jakby bał się, że zaraz mu gdzieś ucieknę. Jego oddech wyraźnie się do mnie przybliżył. Powoli, wręcz niewyczuwalnie złożył pierwszy i bardzo krótki pocałunek na moich ustach. Świat mi zawirował, a czas stanął w miejscu, na dotyk jego ust. W tej chwili, bardzo się ucieszyłem, że zostaliśmy zamknięci w tej sali. Sam przybliżyłem się i pewnie oddałem pocałunek, czując, jak chłopak wkłada w to wiele uczucia i czułości, aż w brzuchu zawirowały mi motylki. Zupełne szaleństwo. Przy Yuu, nigdy czegoś takiego nie czułem. Kazuki nie dał za wygraną i z pożądaniem, wpijał się w moje wargi raz po raz, sprawiając, że kompletnie straciłem zmysły. Jego unikatowy zapach był jak afrodyzjak, jeszcze bardziej tylko mnie nakręcał w pocałunkach. Lider wówczas zwolnił i składając ostatni krótki pocałunek, dysząc ucałował moje czoło. Pragnąc jego dotyku i doznać jeszcze raz tej fali emocji natychmiastowo wtuliłem się mocno w niego. Kazuki pogładził mnie po plecach i przytulił mocno do siebie. Zaczął przeczesywać moje włosy.
- Jesteś idiotą. - powiedziałem, tłumiąc w sobie łzy szczęścia. - Kocham cię i obiecaj mi, że już nigdy nie zostawisz mnie samego.
- Obiecuję. - odparł mi, wyraźnie szczęśliwy jak ja. Czułem, że w końcu nastał dla mnie dobry czas.    
0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Rozdział XVI

Przyjrzałem się z małej odległości swojemu dziełu końcowemu. Przełknąłem nerwowo ślinę. Chłopak odwrócił się do lustra i wytrzeszczył oczy.
- Coś nie tak? Przepraszam, spieszyłem się, w sumie, to tu mogłem to zrobić odrobinę lepiej ale...
- ... jest świetnie! - krzyknął i zaczął przeglądać się z każdej strony. - Jesteś cudotwórcą. - podszedł do mnie i przytulił mnie.
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnąłem się i poklepałem Byou po plecach. - Dajcie z siebie wszystko.
- Jak zawsze zresztą. - odparł dziarsko i poprawił skórzany kołnierz, swojej koszuli. Zakręcił biodrami i wyszedł na korytarz, prowadzący wprost na salę koncertową. Było to już trzecie show, odkąd trasa się rozpoczęła. Idąc halą, powoli nagłaśniały się krzyki i skandowania. Cały zespół zgromadził się przed głównym wejściem. Złożyli ręce i po krótkim okrzyku, weszli na scenę. Stanąłem na schodkach, obserwując ich z boku. To będą długie dni. Bardzo długie dni.

Ostatnie skandowania, pożegnanie ze strony lidera i oklaski. Widziałem, że powoli zbliżają się w moją stronę schodząc  ze sceny. Odsunąłem się o kilka kroków i stanąłem w jasno oświetlonym holu, gdzie czekała reszta ekipy. Stali dość daleko, więc nie słyszałem ich rozmów. Chłód ogarnął całe moje ramiona, na co zadrżałem i dostałem gęsiej skórki. Blado świecące jarzeniówki głośno brzęczały, irytując mnie. Wtedy zjawili się oni – Screw, w całym swoim wydaniu. Kazuki jako pierwszy przecisnął się przez ciężką kotarę. Ukradkiem spojrzałem na jego obandażowaną dłoń. Minął mnie bez słowa, nawet nie spoglądając w moją stronę. Podszedł do reszty i rozpoczął rozmowę z gościem z obsługi technicznej, żywo gestykulując, mówił mu o kilku błędach powstałych przy nagłośnieniu. Tamten słuchał uważnie, co chwile jedynie potakując. Zacisnął czoło w wąską kreskę i przetwarzał to, co mówił do niego lider.
- I jak się podobało? – zapytał Byou, wyrywając mnie z zamyślenie. Potrząsnąłem lekko głową i przymknąłem oczy.
- Było świetnie. Oprócz tego, że w połowie musieli wymieniać ci mikrofon. – zaśmiałem się smutno. Blondyn uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. Objął mnie ramieniem w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
- Daj sobie spokój, królewno.
- O czym mówisz?
- Nie udawaj. – dał mi pstryczka w nos. – Z Kazukim. – po tych słowach spuściłem głowę. Nie, wcale nie chciałem i nie miałem zamiaru dawać sobie z nim spokoju. – Zaraz wszyscy wybieramy się na małe after party. Idziesz z nami, trochę się rozerwiesz, co? – oczy zabłysnęły mi po tych słowach. Wzrok przeniosłem na oczy Byou i uśmiechnąłem się. – Widzisz? – zaśmiał się. – Od razu lepiej.
Minąłem go, oraz resztę i udałem się w kierunku toalety. Kiedy wszedłem do środka, zobaczyłem bladego Yuuto, stojącego przed umywalką. Chłopak ciężko oddychał. Otarł wierzchem dłoni kącik ust i chlusnął sobie zimną wodą w twarz. Stanąłem obok niego i pomasowałem po plecach.
- To znowu ze stresu? – To nie był pierwszy raz, kiedy Yuu wymiotował przed, czy po koncercie. Nie umiał radzić sobie z tremą, choć na scenie w ogóle tego nie okazywał. Pokiwał jedynie głową. Objąłem go mocno i przytknąłem usta do jego czoła. – Spokojnie. – powiedziałem i delikatnie ucałowałem jego włosy. – Już po wszystkim. – Chłopak wtulił się we mnie, lekko drżąc. – Już po wszystkim... – powtórzyłem, głaskając go po plecach. Jego oddech powoli się uspokoił. Otarłem jego czoło z zimnego potu i delikatnie ująłem podbródek.  Przekręciłem lekko głowę, uśmiechnąłem się i pokiwałem głową. – Musisz porządnie odpocząć.
- Nie, nie. Już jest okej. – odpowiedział i też się uśmiechnął. Pocałował mnie w czubek nosa. – Kocham cię bardzo, wiesz? Najmocniej jak się da. – ułożył dłonie na mojej klatce piersiowej i spojrzał na pierścionek zaręczynowy. Widziałem w jego oczach pełno szczęścia. Zachichotał. Szkoda, że sam tego szczęścia nie potrafiłem odnaleźć.
- Ja ciebie też kocham. – wziąłem jego dłoń z obrączką i ucałowałem ją, następnie delikatnie ucałowałem jego nos i na końcu powoli musnąłem o w usta. Objąłem jego twarz dłońmi i wsunąłem je, w jego włosy, pogłębiając pocałunek. Westchnąłem cicho i zetknąłem nasze czoła.

- Chciałbym podziękować wszystkim, za to co robicie, bo Screw, to nie tylko my. Screw to cała ekipa, która ma ogromny wkład, w każdy nasz występ i dopina wszystko na ostatni guzik. Zdrowie! – wszyscy wznieśliśmy nasze lampki z musującym jabłkowym szampanem i stuknęliśmy kieliszkami. Przechyliłem naczynie i upiłem kilka łyków. Bąbelki połaskotały mnie w gardło. Byou zszedł ze sceny, odkładając mikrofon. Wrócił do naszego stolika i usiadł obok mnie. Również napił się trunku i oblizał usta. Zagryzł lekko  dolną wargę, ukazując białe jak śnieg zęby. Widać było, że chciał coś powiedzieć, jednak nie za bardzo wiedział jak o to zapytać.
- No dalej, inaczej będziesz gnić tu do jutra. – pośpieszyłem go i zaśmiałem się.
- Skąd wiesz, że chcę cię o coś zapytać? – zdezorientowany przechylił głowę i wytrzeszczył oczy.
- Znam cię. – puściłem mu oczko. – Więc? – odwróciłem się plecami do Yuu, który zawzięcie wykłócał się z Manabu o kolor jego włosów.
- Menedżerowi bardzo podobają się efekty twojej pracy. Rozesłał zdjęcia twoich prac i stylizacji do kilku innych agencji. Masz dobry staż, odpowiedzi były szybkie. Masz możliwość pracowania z takim zespołem, jakim zechcesz. – powiedział blondyn jednym tchem i wbił wzrok w zawartość szklanki. Objął ją, obiema rękoma. Nie odezwałem się. Nigdy mi nie przeszło przez myśl, możliwość pracowania z wymarzonymi zespołami.  Zabrzmiało, jakby właśnie moje marzenia się spełniały jednak szybko się otrząsnąłem. – Gratuluję, Ichi. Udało ci się, nie? – zaśmiał się smutno, wciąż patrząc na swojego szampana.
- Chyba cię pogięło. Nigdzie się nie wybieram. – poklepałem go po plecach. Blondyn natychmiast odżył i rzucił mi się na szyję, prawie wylewając zawartość szklanki na mnie. – Spokojnie. – zaczęliśmy się śmiać. – Nie mam zamiaru was zostawać, a i wy, się mnie tak łatwo nie pozbędziecie. – przybliżyłem się do Byou. – Kazuki nie przyjdzie? – zapytałem szeptem. Odkąd impreza się zaczęła, nie mogłem go nigdzie dostrzec. Blondyn pokiwał przecząco głową.
- Mówił, że musi pozałatwiać parę spraw i że może wpadnie może do nas na chwilę potem. – pokiwałem głową. Było mi trochę smutno, że nie spędzi tego czasu z nami, nawet jeśli miał mnie zupełnie ignorować.
- Ichi przyznaj mi rację. – Yuuto trącił mnie w ramię. Odwróciłem się do niego i spojrzałem, na rozbawionego Manabu.
- ...Ettou? – zapytałem zdezorientowany.
- To wiśnia, prawda? – chwycił kosmyk włosów Manabu i wskazał na niego.
- Wiesz, no...
- Nie. To zachód słońca o poranku. – Manabu przerwał mi, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
- Zachód słońca o poranku? Ty ośle, widziałeś kiedyś zachodzące słońce rano? – szatyn wymachiwał nerwowo ramionami, czym jeszcze bardziej rozbawił gitarzystę.

Śmialiśmy się w najlepsze, aż rozbolał mnie brzuch. Alkohol polał się strumieniami, większość z nas była już wstawiona, nie wspominając o gościu z obsługi technicznej, który zaliczył zgon, pod jednym ze stolików. Odsunąłem od siebie Yuuto, który spojrzał na mnie cały rozbawiony.
- Dokąd idziesz? – zapytał, bełkocząc i chwiejąc się na boki.
- Do baru, po kolejną butelkę szampana. – odpowiedziałem i wstałem od stolika. Zataczając się lekko dobrnąłem do lady i nieprzytomnie wlepiłem wzrok w butelki. Przede mną stał jakiś gość, którego nie mogłem rozpoznać. Dyskutował z barmanem, popijając co chwilę whiskey. Moja cierpliwość powoli się kończyła, kiedy barman poszedł w innym kierunku, po następna kolejkę, dla nieproszonego gościa.
- Pardon, szanowny skurwysynie. – zacząłem, po czym czknąłem głośno i zaśmiałem się sam z siebie. - Mógłbyś ruszyć swoje dupsko gdzie indziej? Kolejkę kurwa robisz. – kontynuowałem i kiedy miałem mu nawrzucać, odwrócił się w moją stronę i wściekle spojrzał mi w oczy. Zachłysnąłem się powietrzem, kiedy zauważyłem, że był to Kazuki. Sparaliżowało mnie. Wściekły lider podziękował barmanowi, chwycił szklankę i odchodząc trącił mnie ramieniem.
- Co dla pana? – zapytał mężczyzna. Nie odpowiedziałem. Stałem jedynie jak słup soli. – Proszę pana, wszystko w porządku?
- Tak. Ja... – potrząsnąłem głową. – Proszę się mną nie trudzić. – odpowiedziałem i odszedłem.

Kiedy wyszedłem z łazienki, Yuu siłował się, z zapięciem swojej koszuli. Chwiał się lekko na boki, co chwile próbując złapać równowagę. Zaśmiałem się. Podszedłem do niego i złapałem za kołnierz. Zdjąłem z niego tą część garderoby i odrzuciłem gdzieś na bok.
- A rozporek? – zaśmiał się.
- Już ja wiem, co ty masz na myśli. Nie ma mowy. – potargałem mu włosy. Odwróciłem się. Wtedy Yuu podszedł do mnie i objął mnie od tyłu, zsuwając ręcznik z moich bioder.
- Proszęęę. – zajęczał jak małe dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki. Przesunął dłoń po moim kroczu na co westchnąłem  i oparłem głowę na jego ramieniu. – Kochaj się ze mną. – wtedy odwróciłem się do niego. Objąłem go za szyję i pocałowałem krótko. Yuu sięgnął do swojego rozporka i odpiął go, po czym ściągnął z siebie spodnie, razem z bokserkami. Popchnął mnie lekko tak, że usiadłem na krańcu łóżka. Sam zaś podszedł i usiadł na podłodze, rozkładając moje nogi. Jedną ręką chwycił mnie za przyrodzenie, drugą ułożył na moim udzie, przesuwając nią raz po raz. Spoglądając mi w oczy polizał czubkiem języka główkę prącia, na co jęknąłem cicho i zamknąłem oczy. Zadowolony z mojej reakcji, wziął go całego do ust i poruszał powoli i rytmicznie głową. Wplotłem dłonie w jego włosy i odgarnąłem mu je z twarzy. Oddychałem ciężko, nie kontrolując odgłosów jakie wydawałem. Wtedy Yuu dołączył do zabawy język, a ja czułem, jak powoli odpływam zupełnie gdzie indziej. Opadłem mimowolnie na łóżko. Po chwili przestał, a ja zamruczałem niezadowolony. Wdrapał się i usiadł na moich udach, na co ja dźwignąłem się i jedną ręką objąłem go w pasie, a drugą złapałem za podbródek. Powoli zacząłem w niego wchodzić, na co zareagował przeciągłym jęknięciem i ułożył dłonie na mojej klatce piersiowej, po czym wbił mi paznokcie w skórę.
- Zaraz przestanie boleć. – po tych słowach pocałowałem go długo i namiętnie, wkładając w pieszczotę możliwie jak najwięcej uczucia. Yuu uniósł biodra w górę, po czym opuścił je. Z każdym następnym ruchem, grymas bólu schodził z jego twarzy, a zastępowało to uczucie błogiej przyjemności. Obie ręce ułożył na moich udach i zaczął przyspieszać swoje ruchy, a ja czułem, że dochodzę. Po raz kolejny pocałowałem go, tym razem badając językiem wnętrze jego ust. Yuu wykonał jeszcze kilka pełnych ruchów, raz po raz wchodziłem i wychodziłem z niego, aż osiągnąłem szczyt i opadłem na miękkie łóżko wyginając się w łuk. Zadowolony z mojej reakcji szatyn nachylił się nade mną i pocałował w policzek, a potem w usta.
- Dziękuję. – powiedział i ułożył się obok mnie.

- Dziś sesja, twoja w tym głowa, żeby zrobić z nich bożyszczy. – powiedział stanowczo mężczyzna.
- Jak rozumiem mam zająć się i fryzurami i makijażem i ubiorem, mam rację?
- Dokładnie tak. – klasnął zadowolony w ręce. – Ale niestety nie mamy tyle czasu, żebyś mógł zająć się wszystkimi. Do pomocy będzie kilka osób, także ty skup się na tej, która została ci przydzielona. – upił łyk chłodnej wody, aż pokaźna gula przejechała po całej długości jego gardła.
- Mhm. Z kim dzisiaj pracuję? – zapytałem i przyjrzałem się niewielkiemu zdjęciu, które było oprawione w srebrną ramkę.
- Czeka na ciebie, w trzysta osiem. Radzę ci, żebyś zabrał się już do roboty, o dwunastej będzie tu fotograf. – zasalutowałem na pożegnanie, po czym wyszedłem z biura menadżera. Pogwizdywałem wesoło i wyjąłem z kieszeni marynarki kopertę, ze zdjęciami ubrań przygotowanych na dzisiaj. Dostałem je od głowy zespołu, bo w takim klimacie miała być utrzymana sesja. Przystanąłem na chwilę i uważnie przyjrzałem się zawartości. Przede mną dziecinnie banalne zadanie. Dotarłem pod wyznaczony pokój i pchnąłem lekko drzwi. O mało co nie przewróciłem się o własne nogi, gdy wchodząc w odbiciu lustra zauważyłem postać Kazukiego, który czekał na mnie, siedząc na czarnym skórzanym fotelu, popalając papierosa.  Uniósł  go, po czym strzepnął popiół na podłogę i wypuścił nonszalancko dym z ust. Spuściłem głowę i podszedłem do pudeł, w których przygotowane były kosmetyki i pędzelki. Przebierałem je, po czym starając się opanować spojrzałem raz jeszcze na jego twarz, zastanawiając się, jaki wykonać mu makijaż. Męczyła mnie myśl, jak bardzo był wściekły za sytuację i cyrk, jaki odstawiłem wczorajszego wieczora. Napotkałem się z jego wzorkiem, po czym speszony i lekko drżącymi rękoma wyciągnąłem wszystko, co uważałem za potrzebne. Kazuki wydawał się być zupełnie spokojny i w żaden sposób nie poruszony zaistniałą sytuacją. Postanowiłem zacząć od nałożenia żelowego cienia, o kolorze głębokiej czerwieni. Podszedłem do niego i bez słów uniosłem jego podbródek tak, że nasze twarze znajdowały się na tej samej wysokości. W żaden sposób nie mogłem opanować rumieńca na swojej twarzy i drżącą dłonią, zacząłem nakładać kosmetyk. Chłopak nie przestawał palić, czym utrudniał mi pracę, bo dym co chwilę leciał mi do oczu i drażnił je. Przymrużałem powieki, jednak dzielnie nie pisnąłem ani słowa. Ułatwił mi jedynie tą ciężką współpracę tym, że póki co, miał zamknięte oczy. Kiedy skończyłem nakładanie cienia, chwyciłem eyeliner w żelu i pędzelkiem zacząłem nakładać go cienko przy linii jego rzęs tak, aby ich nie posklejać. Wtedy Kazuki otworzył oczy, a ja o mało co nie dźgnąłem go w oko. Przystawił papierosa do ust i patrząc mi się prosto w oczy, na zmianę zaciągał się i wypuszczał dym, który znowu drażnił moje oczy. Kiedy szara smuga po raz kolejny zaszczypała moje czerwone już oczy, wyjechałem pędzelkiem tak, że znalazł się on w jego oku. Kazuki zasyczał i jedynie zamrugał kilkakrotnie.
- Prze...praszam. – drugą cześć słowa wypowiedziałem prawie, że niesłyszalnie.
- To się bardziej postaraj. Nie mam zamiaru spędzić tu reszty dnia. Zwłaszcza z tobą. - wyraźnie zaakcentował ostatnie zdanie, dając mi do zrozumienia, jak bardzo nie chce tu przebywać. Puściły mi nerwy. Uderzyłem dłonią o stół.
- Posłuchaj. – powiedziałem już o wiele pewniej, niż kilka minut temu. – Jeśli aż taką męczarnią jest dla ciebie przebywanie tutaj, nie wiem po co w ogóle przychodziłeś. Unikasz mnie, traktujesz jak powietrze, choć mieliśmy wyjaśnić sobie parę spraw. Już nawet na to nie oczekuję, więc zamknij się i nie utrudniaj nam obojgu współpracy tutaj. Nikt inny w tej chwili się tobą nie zajmie, bo każdy ma przydzielonego kogoś innego, więc albo siedzisz cicho, albo wypierdalaj. – nawet nie zorientowałem się, kiedy oparłem dłonie, na oparciach fotela i patrzyłem mu prosto w oczy, wypowiadając co raz to wścieklej, każde kolejne słowo. Kazuki patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie docierało do niego to, co przed chwilą powiedziałem.Wtedy drzwi od Sali otworzyły się i stanął w nich Byou.

- Wszystko okej? Usłyszałem jakiś krzyki, więc przyszedłem zobaczyć co się dzieje. – w jednym momencie spojrzeliśmy na niego, dając do zrozumienia, że przeszkadza. – Fotograf zaraz tu będzie, pośpieszcie się. – kiedy blondyn opuścił pomieszczenie, Kazuki wypuścił głośno powietrze i odwrócił głowę. Bez słowa wróciłem do wcześniej wykonywanej pracy. 
0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Prolog II

~

Poruszyłem się i wciąż nie otwierając oczu przeciągnąłem się w łóżku. Do pomieszczenia wpadały ciepłe promienie słońca, które przyjemnie grzały całe moje ciało. Przesunąłem dłońmi po pościeli, miejsce obok mnie było puste. Zmęczony po wczorajszej nocy poprawiłem sobie poduszkę i postanowiłem jeszcze się przespać, kiedy poczułem, jak coś łaskocze mnie w brzuch. Zaśmiałem się. Łaskotanie przenosiło się co raz to wyżej i wyżej, aż zatrzymało się na mojej szyi i złożyło na niej kilka bardzo czułych i przeciągłych pocałunków. Zamruczałem cichutko.
- Jeszcze pięć minut, mamo. - zaśmiałem się i przytuliłem natręta do mojej klatki piersiowej i pogładziłem po włosach. Chłopak dźwignął się i wyrwał z mojego uścisku. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Nie ma spania, wstawaj! - zachichotał i zaczął mnie łaskotać. Zacząłem się wyrywać, jednak chłopak był silniejszy i chwycił moje nadgarstki, po czym skrzyżował je nad moją głową. Zaprzestał czynności, nachylił się i ucałował mnie bardzo delikatnie. - Jak się czujesz?
- Lepiej być nie może. - spojrzałem mu w oczy. Uśmiechnął się szeroko i przytknął swoje czoło do mojego. 
- W końcu mogę mieć cię tylko dla siebie. Z dala od wszystkich. Tylko ty... - powędrował palcem wskazującym po moim torsie. - ...i ja. - uśmiechnąłem się. Pogładziłem go po plecach. 
- Też na to czekałem. - odpowiedziałem. Zapadła chwila ciszy. Wyraźnie słyszałem oddech Kazukiego. Delikatnie wygrzebałem się spod niego. Zupełnie zapomniałem, że jestem nagi, więc szybko chwyciłem bokserki i nałożyłem ja na siebie. Wtedy brunet podszedł do mnie i chwycił za nie, ściągając je powoli. 
- Jeszcze ci mało? - zaśmiałem się i odwróciłem do niego.
- Oj, no chodź. - chłopak zrobił minę zbitego psa i objął mnie w pasie. Pokręciłem głową i minąłem go. Wyszedłem na taras. Pogoda była przepiękna. Słońce i ani jednej chmurki, zero wiatru - słowem idealnie. Oparłem się o barierkę i spojrzałem przed siebie. Przede mną rozciągały się cudowne widoki jednego z mały przybrzeżnych włoskich miast. Kazuki wynajął apartament specjalnie tu, wiedział, jak bardzo chciałem tu kiedyś wrócić. Wybrał bardzo spokojnie miejsce, czym sprawił mi niesamowitą radość, przekazując mi kluczyki. Przymknąłem powieki. Wsłuchałem się w szum wody i szelest bujnie zielonych drzew. Uśmiechnąłem się do siebie. Wyciągnąłem rękę i spojrzałem, na złotą obrączkę. Wczoraj spędziłem najcudowniejszą noc w swoim życiu. 
Nawet nie wiem kiedy te dwa lata zleciały. Płyta sprzedała się świetnie, Screw miało dobry punkt wybicia. Yuuto już od ponad pół roku nie gra w zespole, jego miejsce zajął nowy tatuś i sensei grupy - Rui. Bardzo pozytywny chłopak. Wniósł między nas wiele pozytywnej energii, po wielu kłótniach i nieprzyjemnych sytuacjach. Spięcia wprowadzały tylko ciężką atmosferę, przez co pozostali członkowie nie mogli się zbytnio dogadać. Starałem się nie mieszać w ich sprawy, żeby tylko nie pogarszać sytuacji. Od kiedy ruszyliśmy w trasę, mój związek z byłym basistą posypał się bardzo szybko. Nie mogłem pozbierać się przez długi czas, będąc w sytuacji, która wówczas wydawała mi się bez wyjścia - straciłem Yuuto, a mój obiekt westchnień nie chciał nawet na mnie patrzeć. Jednak dzięki Byou, sprawy ułożyły się kompletnie inaczej. Zeszliśmy się, nie wiele potem, dzięki jego niewielkiej pomocy. Dokładnie półtora roku później Kazuki oświadczył mi się i teraz spędzaliśmy nasz miesiąc miodowy. Mogłoby się wydawać, że to sen, jednak tym razem tak nie było. Czułem się niesamowicie szczęśliwy, po tak długim czasie niepowodzeń. Ale wróćmy się do dnia, kiedy rozpoczęła się trasa. 

~

Przyjrzałem się z małej odległości swojemu dziełu końcowemu. Przełknąłem nerwowo ślinę. Chłopak odwrócił się do lustra i wytrzeszczył oczy.
- Coś nie tak? Przepraszam, spieszyłem się, w sumie, to tu mogłem to zrobić odrobinę lepiej ale...
- ... jest świetnie! - krzyknął i zaczął przeglądać się z każdej strony. - Jesteś cudotwórcą. - podszedł do mnie i przytulił mnie. 
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnąłem się i poklepałem Byou po plecach. - Dajcie z siebie wszystko.
- Jak zawsze zresztą. - odparł dziarsko i poprawił skórzany kołnierz, swojej koszuli. Zakręcił biodrami i wyszedł na korytarz, prowadzący wprost na salę koncertową. Było to już trzecie show, odkąd trasa się rozpoczęła. Idąc halą, powoli nagłaśniały się krzyki i skandowania. Cały zespół zgromadził się przed głównym wejściem. Złożyli ręce i po krótkim okrzyku, weszli na scenę. Stanąłem na schodkach, obserwując ich z boku. To będą długie dni. Bardzo długie dni. 

~

CHAPTER II - THE BEGINNING

0 Comments
Posted in Arrangement, Art, Business

Rozdział XV

- Czy ty masz mózg?! - blondyn wściekle wymachiwał rękoma. - Mogliśmy sobie dzisiaj to wszystko odpuścić, i koncert i singiel mogły poczekać. Nie wierzę, jak możesz być tak uparty. - brunet obserwował to wszystko, nic nie mówił, jedynie przenosił swój wzrok na osoby, które akurat wyrzucały na niego swoje skargi i zażalenia. Poruszyłem się niespokojnie i zahaczyłem o klamkę, otwierając drzwi jeszcze bardziej. Wtedy spojrzenia - moje i lidera spotkały się. Chłopak otworzył na mój widok usta, chcąc coś powiedzieć, jednak zamknął je po chwili. Zignorował pozostałych i ruszył pewnie w moim kierunku. Wpadłem. Pchnął drzwi, zaraz zamykając je za sobą.
- Miało cię tu nie być. – warknął wściekle. Gość z obsługi technicznej odwrócił się i krzywo się do mnie uśmiechnął, po czym zwinął się z korytarza pozostawiając go pustym. Przełknąłem nerwowo ślinę. Nie potrafiłem zdobyć się na wypowiedzenie czegokolwiek. Stałem tak tylko i patrzyłem w jego wściekle iskrzące się, brązowe tęczówki. Podszedł do mnie pociągnął mocno za rękę i bez słowa prowadził gdzieś, sam nie wiedziałem gdzie. To się nie może skończyć dobrze. Wepchnął mnie do jakiegoś niewielkiego schowka na sprzęt i przyszpilił do ściany. Nadgarstki uniósł ponad moją głowę i trzymał je, przyciskając do chłodnej ściany. Mierzył mnie przez chwilę wzrokiem, po czym pokręcił głową z niezadowoleniem. Rozluźnił uścisk i postawił kilka kroków do tyłu. Potarł policzek i przymknął powieki.
- No więc? – zapytał po dłuższej chwili ciszy. Westchnąłem. Bardzo potrzebowałem, żeby mnie przytulił w tej chwili. Sam by nic nie inicjował, jeszcze by mi się oberwało. Starałem się opanować emocje, dreszcze wstrząsnęły całym moim ciałem.
- Tak się składa, że mój chłopak też gra w tym zespole. – rzuciłem, czując, jak głos mi się lekko załamał. – Miałem unikać ciebie, a nie jego. – Kazuki uniósł głowę spoglądając na sufit.
- Masz rację, zapomnijmy o tym. – lekko dźwignąłem się od ściany i chciałem ruszyć do wyjścia, kiedy Kazuki zablokował mi skutecznie drogę, uniemożliwiając przejście. – Nie skończyłem jeszcze. – dodał.
- Daj spokój, nie ma o czym gadać.  
- Owszem, jest. – powiedział, ale już o wiele łagodniej. Przyciągnął mnie do siebie powoli i przytulił niepewnie. Pogładził moje plecy, a potem ułożył dłoń na mojej głowie i przeczesywał moje włosy, co chwilę bawiąc się jakimś kosmykiem. Znowu poczułem jego unikatowy zapach. Zapach tytoniu i ciężkich, męskich perfum. Zaciągnąłem się nim i objąłem kurczowo, jakbym się bał, że zaraz gdzieś mi ucieknie i już nigdy nie wróć. Uspokoiłem się. Poczułem, że negatywne emocje ze mnie parują i stan lekkiej błogości mnie wypełnia. Schowałem głowę w zagłębieniu jego szyi. – Przepraszam. – zaczął po chwili. – Zachowałem się jak skończony dupek i tchórz.
- O czym mówisz? – zapytałem, lekko zdezorientowany.
- O tym czasie, przez który nie odzywaliśmy się do siebie. Wcale o tobie nie zapomniałem, choć próbowałem. Z marnym skutkiem.
- Poczekaj. – odsunąłem się od niego trochę niechętnie. – Dlaczego tak właściwie się stało? Jesteśmy tylko znajomymi, o takich byle jakich się szybko zapomina. – chłopak spojrzał zdziwiony na mnie, przekręcił głowę, po czym spuścił ja i pokręcił przecząco. Przyparł mnie do drzwi i zmusił do spojrzenia w oczy.
- O znajomych może i tak, ale ja nie umiałem zapomnieć o osobie, którą kocham. – zanim zdążyłem wypowiedzieć cokolwiek, serce podeszło mi do gardła. Kazuki zbliżył swoją twarz i przechylił głowę i zatrzymując się o kilka milimetrów od moich ust powiedział:
- Kocham cię i nie umiem bez ciebie żyć. – po tych słowach pocałował mnie bardzo delikatnie i czule, muskając moje wargi prawie, że niewyczuwalnie. Miał miękkie i ciepłe usta, którymi delikatnie jak motyl pieścił moje. Nie oddałem pocałunku, bo cały się spiąłem i nie umiałem oddać pieszczoty. Czułem ucisk w brzuchu, ogarnęło mnie podniecenie, które mieszało się z nieopisanym lękiem. Odsunął się ode mnie niewiele i westchnął. – Ale masz Yuuto i to za niego niedługo wyjdziesz. Musisz mi to wybaczyć, zapomnijmy o tym. Moja wina. – powiedział, a ja usłyszałem wyraźne zawiedzenie w jego głosie. Zatęskniłem za jego dotykiem.
- Nie, poczekaj. – sam chwyciłem go pewnie za marynarkę i mocno przyciągnąłem do siebie. Nie wierzyłem, że to robię, ale pocałowałem go. Sam to zainicjowałem. Kazuki objął mnie jedną ręką w pasie, drugą ujął mój podbródek. Ja sam wsunąłem dłonie w jego włosy i całkowicie oddawałem się tej ekstazie. Pożądanie rosło we mnie z każdą chwilą, przylgnąłem do niego całym ciałem. Odsunąłem się od niego po chwili łapczywie łapiąc powietrze i oddychając płytko. Z amokiem i kompletnie omamiony spojrzałem  mu w oczy i uśmiechnąłem się.
- Ja ciebie też kocham, idioto.

- Czy ty masz mózg?! - blondyn wściekle wymachiwał rękoma. - Mogliśmy sobie dzisiaj to wszystko odpuścić, i koncert i singiel mogły poczekać. Nie wierzę, jak możesz być tak uparty. - brunet obserwował to wszystko, nic nie mówił, jedynie przenosił swój wzrok na osoby, które akurat wyrzucały na niego swoje skargi i zażalenia. Poruszyłem się niespokojnie i zahaczyłem o klamkę, otwierając drzwi jeszcze bardziej. Wtedy spojrzenia - moje i lidera spotkały się. Chłopak otworzył na mój widok usta, chcąc coś powiedzieć, jednak zamknął je po chwili. Zignorował pozostałych i ruszył pewnie w moim kierunku. Wpadłem. Pchnął drzwi, zaraz zamykając je za sobą. Minął mnie, rzucając jedynie spojrzenie pełne chłodu. Ocknąłem się. Odwróciłem się i patrzyłem jak odchodzi. W sercu poczułem ucisk, a łzy podeszły mi do oczu. Otarłem je szybko, poklepałem się po policzkach i wszedłem, witając się z pozostałymi.
- I jak ci się podobało? – zapytał Yuu, który od razu się na mnie uwiesił. Objąłem go jedną ręką w pasie i ucałowałem w policzek.
- Świetnie, jak zawsze. – wymruczałem mu do ucha. Wtedy do sali wszedł menedżer zespołu. Stanął na przeciwko chłopaków.
- Musze przyznać, że tą akcją narobicie sobie niezłego rozgłosu. – zaśmiał się. – Gdzie jest Kazuki? – zapytał po chwili i zaczął się rozglądać?
- Wyszedł jakąś chwilę temu. – odparł Byou.
- W takim razie musisz iść ze mną i podpisać kilka papierów. To ważne, skoro chcecie wydać płytę, nie mam racji? – wszyscy spojrzeli po sobie zaskoczeni. Wiedziałem, że byli przekonani, że po tym incydencie ich szanse na zaistnienie będą marne, jednak mężczyzna uznał to wszystko za świetną akcję promocyjną. Już widzę te nagłówki gazet czy reakcje innych. Blondyn uścisnął sobie dłoń z menadżerem i po krótkiej wymianie zdań opuścili pomieszczenie.

- Nie umiem. – jęknąłem żałośnie i schowałem twarz w dłoniach.
- Wspominał mi o tym. Nie rozumiem jego zachowania. – odpowiedział blondyn i upił kilka łyków Martini. Zawiesił szklankę w powietrzu i zakołysał nią lekko. – Szczerze to wiem tyle co ty. Nie traktował nikogo w taki sposób. Dziwne to wszystko. A co jeśli jest w tym jakiś cel?
- Skąd mnie to wiedzieć, co jest w jego głowie? Jednego dnia bawi się w moją opiekunkę, a następnego mówi, że dla niego będę martwy.
- Może warto sobie odpuścić?
- Łatwo mówić. – Dźwignąłem się lekko. Przystawiłem butelkę do ust i przechyliłem ją.
- A jeszcze łatwiej wykonać. – odparł blondyn i nachylił się w moją stronę. – Wiesz co się mówi? Tego kwiatu to pół światu.
- Ale ja nie chce połowy świata, ja chcę jego. – znowu załkałem jak rozhisteryzowana nastolatka w japońskiej dramie. Siedzieliśmy z blondynem od kilku godzin w jakiejś knajpie na obrzeżach Tokio. Była niewielka. Cała przednia ściana była przeszklona tak, że można było podziwiać panoramę miasta. Oprócz nas, nikogo tutaj nie było. Zresztą – co się dziwić, skoro było grubo po północy. Ułożyłem twarz na dłoni i spojrzałem na widok, który malował się przede mną.
- Zobaczysz, kiedyś będziemy się z tego śmiać. – powiedział po chwili ciężkiej ciszy i zaśmiał się nerwowo.
- Może kiedyś. – odparłem, prawie że niesłyszalnie. – Byou, a ty?
- Hm? – chłopak oderwał się od szklanki.
- Byłeś kiedyś aż tak zakochany? – blondyn zmieszał się po tych słowach. Odstawił szklankę, spuścił głowę i wlepił wzrok w jej zawartość. Myślał o czymś gorączkowo.
- Można tak chyba powiedzieć. – zaczął po chwili. – I chyba nawet gorzej niż ty. Z tą różnicą, że sytuacja była postawiona jasno, ja byłem skreślony na starcie. Jeśli chodzi o ciebie i Kazukiego, to jest jeden wielki znak zapytania. To bardzo możliwe, że czuje coś do ciebie. – po tych słowach przeniosłem na niego wzrok, a oczy mi zabłysnęły. Bardzo bym chciał, żeby chłopak miał rację.
- Skąd ten wniosek?
- Przed chwilą sam mówiłeś, że nie wiesz, co jest w jego głowie, więc... – westchnął i również spojrzał na panoramę miasta. - Tak po prostu. Tak po prostu wnioskuję, że coś może być na rzeczy. Dajmy mu czas, to będzie najlepsze rozwiązanie.

Wszystko od tamtego czasu potoczyło się szybko, runęło jak lawina. Chłopaki mieli dobry start, stopniowo zdobywali upragniony rozgłos, dni mijały, a ja dalej nie widywałem Kazukiego. Każdej nocy powracał do mnie koszmar, w którym chłopak umierał w szpitalu na moich oczach. Każdej nocy budziłem się z tego powodu. Każdej nocy bałem się przez to zasnąć, bo cierpienie które ogarniało mnie wtedy było nie do opisania. Isao powrócił do pracy. Jego brat jest pełni sił. Miku powrócił do swojego życia i swoich zajęć, był bardzo szczęśliwy u boku Ayumi. Mimo iż nie pracowaliśmy już ze sobą, utrzymywaliśmy stale kontakt. Sprawa mojego ślubu z Yuuto również stała w miejscu. Zupełnie przestaliśmy rozmawiać na ten temat, choć jakieś plany już mieliśmy. Chłopak nic nie inicjował i nie przyspieszał na siłę, powtarzał jedynie, że weźmiemy go wtedy, jak oboje faktycznie będziemy i gotowi i pewni tak ważnej decyzji. Byłem mu wdzięczny. U jego boku czułem się bezpieczny i kochany, ale nie czułem już do niego tego, co kiedyś. Z każdym następnym dniem, co raz bardziej odnosiłem wrażenie, że stawał się moim bratem, niż chłopakiem. Całym sercem starałem się znienawidzić Kazukiego i obrzydzić go sobie, jednak wychodziło mi to z odwrotnym skutkiem – to tylko sprawiało, że tęskniłem za nim co raz to bardziej. Dla zespołu był to intensywny czas, niedługo miała ukazać się ich płyta, toteż wiele czasu spędzali na próbach i w studiu. Byou dopinał wszystko na ostatni guzik, zawalając nocki i pracując bardzo ciężko. Czasami przesiadywałem z nim w sali nagraniowej do trzeciej, bądź czwartej nad ranem dopóki blondyn nie stwierdzał, że utwór ma istotę rzeczy i może uznać go za skończony. Widziałem, jak bardzo był zdeterminowany i pochłonięty. Kiedy wytwórnia ustaliła z liderem ostateczną datę wydania albumu, zapadły również decyzje o ich pierwszej trasie koncertowej. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem, że tracę wszystko. Przecież to wiązało się z wyjazdem i Yuuto i Kazukiego, co oznaczało – dla mnie i narzeczonego długie rozłąki, a dla mnie i Kazukiego, zerowe szanse, na jakiekolwiek podtrzymanie kontaktu. Byou jednak od razu uspokoił mnie, proponując, abym pojechał z nimi i spróbował swoich sił jako fryzjer. Muszę przyznać, że ogromnie ucieszyła mnie taka profesja, co więcej, od razu się zgodziłem. Czekała mnie jednak kolejna, trudna rozłąka.

- Udało ci się, dzieciaku. – zaśmiał się, choć wiedziałem, że był smutny. – Od samego początku w ciebie wierzyłem. – poklepał mnie po ramieniu.
- Isao, będzie mi brakować pracy tutaj. Chciałbym ci za wszystko podziękować. Obiecuję, że jak tylko będę wracać do Tokio, będę cię odwiedzać.
- Trzymam cię za słowo, lolitko. – puścił do mnie oczko. – To kiedy zaczynasz?
- Za niecałe dwa tygodnie. – westchnąłem. Choć czułem się szczęśliwy, z jednej strony rozstanie się dla mnie z tym miejscem nie było lada wyzwaniem. Za bardzo przywiązałem się do ludzi tutaj. I do wspomnień, przede wszystkim.
- Będziesz musiał mi się koniecznie pochwalić efektami pracy.
- Na pewno tak zrobię. – uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem dłoń w kierunku czarnowłosego mężczyzny. Chwycił ją pewnie, potrząsnął nią, następnie objął mnie ramieniem i poklepał po plecach.
- Trzymaj się. – powiedział po chwili.
- Ty również. – uśmiechnąłem się i opuściłem sklep. Wtedy poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. Odszedłem parę kroków, po czym odwróciłem się i ostatni raz przed przygotowaniami do wyjazdu spojrzałem, na moje w tej chwili już byłe miejsce pracy. Łzy płynęły mi po policzku, a ja starałem się nie szlochać. Dostrzegłem Isao w witrynie. Pomachał mi, na co ja również mu odmachałem. Właśnie zaczynałem zupełnie nowy etap w życiu, który wiązał się z nowymi rozstaniami. Wszedłem do mojego ulubionego parku, na obrzeżach miasta. Kiedy przedzierając się przez kamienne alejki dotarłem nad staw, spojrzałem w niebo. Nie było ani jednej chmurki, a księżyc w pełni oświetlał to miejsce. Zacisnąłem pięści i uśmiechnąłem się sam do siebie.

Dam z siebie wszystko.


~THE END~