- Hej, Momo! – wołasz entuzjastycznie. Nawet nie pamiętam, kiedy
ostatni raz mnie tak nazwałaś.
Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć Ciebie wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się wycofujesz. Pewnym marszem ruszam za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie, tak ciepło. Jest dziś piękna pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd chcesz mnie zabrać? Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie zgubić. Wchodzisz w jakąś uliczkę.
Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć Ciebie wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się wycofujesz. Pewnym marszem ruszam za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie, tak ciepło. Jest dziś piękna pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd chcesz mnie zabrać? Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie zgubić. Wchodzisz w jakąś uliczkę.
- Tutaj! Momo, tutaj! – krzyczysz i zaczynasz biec. Gonię Cię. Co to za
zabawa? Chcę pędzić za Tobą ile sił, jednak nie mogę. Mam wrażenie, jakby ktoś
wbił moje nogi w ziemię. Świat zaczyna
różowieć, obraz wykrzywia się mi na wszystkie strony. Widzę Cię. Zmierzasz w
stronę jakiegoś blasku. Co chwilę wpadam na kogoś, nie mogę stracić Cię z oczu.
Wszystko faluje – podłoga, obiekty, ściany.
Chodź za mną.
Nie chcę iść w stronę światła, jednak teraz moje nogi same mnie tam
niosą.
No dalej, nie bój się.
Ja… Ja nie chcę.
Podaj mi rękę.
To nie jesteś Ty. Nie ufam Ci.
Chcesz tego…
Proszę, zostaw mnie w spokoju.
Jeszcze trochę.
Nie! Nie, nie, nie! Dlaczego wciąż tam idę?
Nic Ci się nie stanie. To tylko parę kroków.
Myślałem że nigdy nie pozwolisz mi się bać. Dlaczego tam wchodzisz?
Światło zaczyna całkowicie Cię pochłaniać. Odwracasz się. Znowu mnie wołasz.
Znowu gestem pokazujesz, żebym podszedł. A ja tylko stoję. I z przerażeniem
patrzę jak nikniesz. Twój obraz, co raz rzadszy i rzadszy, jak mgła wyparowuje
w powietrzu. Wróć tu, proszę. Ja obiecuję, ja już nie będę… Nie będę takim
egoistą. Nie będę się zaniedbywać. Nie będę Cię już okłamywać. Tylko proszę,
nie zostawiaj mnie tu. Samego. Cholera, słyszysz?!
Upadam na kolana, zaczynam krzyczeć i wyć. Tak po prostu odchodzisz?
Ludzie mijają mnie obojętnie, a ja płaczę. Głośno i donośnie. Wściekle uderzam
pięściami o podłogę. Obiecałaś, że zawsze przy mnie będziesz. Nie ważne co.
Dlaczego teraz łamiesz dane mi słowo? Boję się. Tak bardzo się boję. Proszę,
potrzebuję teraz Twojej pomocy. Nie
pozwól mi się zatracić.
Proszę…
Rin..?
~
Tępy ból głowy rozsadzał mi
czaszkę. Nie otwierałem oczu, choć wiem, że już nie spałem. Usłyszałem jakieś
ciche dźwięki, zaraz obok mnie. Ustały. Skrzywiłem twarz, wypełzł na nią
grymas. Znowu szelest. Położyłem dłoń na czole. Która godzina? Jaki mamy dziś
dzień? I co najważniejsze, gdzie ja jestem? Wypełniało mnie uczucie kompletnej
pustki – wszystko znowu zaczęło się kręcić. Moja ręka opadła, na zimną podłogę.
Znowu zemdlałem.
~
- Yuu…. To.. – jęczałem przeciągle. Spojrzałeś mi prosto w oczy. Nie
mogłem w nich odczytać żadnych emocji. Pogładziłeś mnie otwartą dłonią po
policzku.
- Przestań się ze mną bawić, cholera, Yuuto! – krzyczałem. Uśmiechnąłeś
się. Twoja ręka wróciła do poprzedniego zajęcia. Pieściłeś mnie, przez materiał
bokserek. Delikatnie, niespiesznie, poruszałeś dłonią w górę i w dół. Dlaczego
mnie tak torturujesz? Zaraz oszaleję. Tak nie będzie. Pewnie złapałem Cię za ramiona
i przewróciłem tak, że teraz to ja byłem na górze. Zacząłem z Ciebie ściągać
ostatnią część ubioru. Nachyliłem się i zacząłem składać łapczywe pocałunki na
Twojej szyi. Złapałeś mnie za podbródek tak, żebym spojrzał Ci w oczy.
- Jakiś Ty niecierpliwy. Chciałem być delikatny, nie dałeś mi tej
szansy. Zobaczysz.
Tak Cię zerżnę, że będziesz błagać o więcej.
~
- Hej, śpiąca królewno… - Kto
to był? Czyj to głos?
- Długo masz tak zamiar
jeszcze spać? – Teraz byłem pewien, że nie przesłyszało mi się i że nie jestem
tu sam. Otworzyłem powieki. Obraz co raz się ściemniał bądź rozjaśniał. Kiedy
to się uspokoiło, powoli zacząłem lustrować pomieszczenie. Piaskowy kolor
pokoju, nade mną obraz na którym widniał poranek przy brzegu morza, na
wprost drzwi. Tak, byłem u siebie. Poczułem ulgę. Co się tak właściwie
wydarzyło? Powoli zacząłem rekonstruować wydarzenia.
- Dzień dobry, słoneczko. –
Szybko dźwignąłem się do siadu, co okazało się być złym pomysłem. Zemdliło mnie
i znowu zakręciło mi się w głowie. Starałem się jakoś podnieść, gdy poczułem
jak ktoś oplata mnie rękoma.
- Ostrożnie… - Ja… Ja znam
skądś ten głos.
Byłem wczoraj w Toketsu. Do
stolika dosiadł się chłopak. Rozmawialiśmy, trochę popiliśmy, całowałem się z
nim… A potem? Amnezja. Ile ja wczoraj
wypiłem? Odwróciłem się. Brązowowłosy chłopak puścił mnie. Siedział przede mną,
ciepło się uśmiechając.
- Jak tu wszedłeś i skąd
wiedziałeś gdzie mieszkam? – zapytałem zdezorientowany. Nie przypominam sobie,
żebym wczoraj bezmyślnie palnął mój adres zamieszkania. Zauważyłem teraz, że
mój gość przygląda mi się, z lekkim rumieńcem na twarzy. Spojrzałem na siebie.
Byłem prawie że nagi. O cholera…
- Głuptasie – Zaczął po
chwili. - Zemdlałeś wczoraj, nie mogłem
Cię tam tak samego zostawić. Nie wzywałem karetki, byliśmy na drugim końcu miasta,
zanim by przyjechali było by już po krzyku. W Twoim portfelu znalazłem umowę o
wynajem mieszkania, tam był dokładny adres. Wezwałem taksówkę i Cię tu
przyniosłem. Strasznie leciutki jesteś wiesz? – zaśmiał się uroczo. Wstał i
podszedł do wysepki kuchennej. Podparł się rękoma i usiadł na niej. Wziął do
ręki kubek, po czym przystawił go do ust.
Jak mogłem być takim idiotą,
żeby nosić przy sobie tą pieprzoną umowę? Gość mógł mnie okraść, zgwałcić,
zabić, wywieźć za granicę, sprzedać moje organy na czarnym rynku, a on co?
Odstawił mnie pijanego do domu i tyle? To jest jakaś komedia. Rozejrzałem się
po mieszkaniu. Klucze, portfel i telefon leżały na komodzie. Ręką zjechałem na
pośladki. Nic mnie nie bolało. Czyli wszystko wskazuje na to, że do niczego nie
doszło. Złapałem się za głowę. Normalny człowiek zostawiłby mnie na pastwę
losu. To miło z jego strony, że się mną zajął. Muszę mu się jakoś odwdzięczyć.
Powoli dźwignąłem się na rękach i wstałem. Zachwiałem się niebezpiecznie w porę
łapiąc się komody.
- Nie powinieneś był wstawać.
Musisz odpocząć. – Yuu zeskoczył z komody i objął mnie w pasie.
- Chciałem Ci tylko
podziękować. Wiedz, że mam u Ciebie dług. – Wtuliłem się w chłopaka. Zaczął
gładzić mnie po plecach. Kątem oka dostrzegłem Utsukushi’ego. Spał, wtulony w
moją bluzę.
- Na razie najlepsze co możesz
zrobić to z powrotem się położyć i przespać. – Yuuto spojrzał na mnie i
przytknął rękę do mojego czoła. Widać, bardzo się troszczył. Jego brązowe oczy
wyglądały teraz na zatroskane. Usta miał lekko rozchylone. Podobał mi się. I to
bardzo.
- Chyba masz gorączkę –
szepnął, a ja chwyciłem jego dłoń i przytrzymując ją na wysokości jego twarzy,
drugą ręką objąłem go w pasie. Oparłem moje czoło o jego i napawałem się
widokiem cudownych oczu.
- Przeżyję. – uśmiechnąłem
się. Yuu miał różowiutkie rumieńce na policzkach. Ślicznie wyglądał.
- Mm… może zrobię Ci zimny
okład…? – zająknął się. Ująłem jego podbródek ręką. Przechyliłem głowę w bok.
Niepewnie złożyłem pocałunek na jego ustach. Trwaliśmy tak chwilę. Chłopak
zacisnął piąstki na materiale moich bokserek, jednak po chwili je rozluźnił. Położył
dłonie płasko na moim torsie i zaczął powoli sunąć nimi w górę, aż założył mi
ręce na karku i oddał pocałunek. Przyciągnąłem go do siebie tak, że między
naszymi ciałami nie było dystansu.
- Położę się, jeśli Ty
położysz się ze mną. Nie spałeś w nocy, prawda? – zacząłem po chwili.
- Nie chciałem Cię budzić. –
pogłaskałem go i przeczesałem ręką jego włosy. Pociągnąłem go za rękę, w
kierunku materaca. Stanąłem do niego tyłem i pociągnąłem Yuuto tak, że leżał
nade mną, a ja przytrzymywałem go rękoma w okolicach pasa. Kosmyki jego włosów
opadały mi na twarz.
- Dziękuję – szepnąłem
ponownie. Przymknąłem powieki. Po chwili znów złączyłem nasze usta. W środku
czułem przyjemne ciepło. Yuu jęknął.
~
Oblizałem usta. Kto powiedział, że nie chcę? Ucałowałem Twój tors, a
potem językiem zjeżdżałem co raz niżej i niżej. Otarłem się o Ciebie.
Odpowiedziałeś jęknięciem. Skierowałem moje dłonie na Twoje biodra. Całowałem
Twój brzuch i miednicę. Spojrzałem Ci w oczy.
- I kto tu się z kim bawi, hm? – zapytałeś uśmiechając się zadziornie.
Ręką przejechałem po Twojej męskości. Westchnąłeś przeciągle i odchyliłeś głowę
do tyłu. Przytrzymałem go ręką i językiem przesunąłem po całej jego długości.
Rękoma odgarnąłeś włosy z mojej twarzy. Ucałowałem jego czubek. No, „kochanie”.
Jeszcze zobaczymy, kto będzie dziś krzyczeć.
~
- Hej, Momo! – wołasz entuzjastycznie. Nawet nie pamiętam, kiedy
ostatni raz mnie tak nazwałaś. Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym
podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak
jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w
Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć
Ciebie wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się
wycofujesz. Pewnym marszem ruszam za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie,
tak ciepło. Jest dziś piękna pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd
chcesz mnie zabrać? Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie
zgubić. Wchodzisz w jakąś uliczkę.
- Tutaj! Momo, tutaj! – krzyczysz i zaczynasz biec. O nie, tym razem mi
nie uciekniesz. Znowu próbuję przezwyciężyć w sobie to uczucie ciężkości. Nie
pozwolę Ci odejść.
- Rin! - krzyczę za Tobą. Nie odwracasz się. Przyspieszam, znowu widzę
jak wchodzisz w to światło. To moja szansa. Doganiam Cię i popycham w stronę
oślepiającego blasku. Nagle wszystko znika – miasto, ludzie. Słońce czernieje i
roztapia się na naszych oczach. Twój śmiech ustaje. Stoimy teraz w jakiejś
pustce. Jest bardzo ciemno.
- Ichi, dlaczego..? - mówisz smutnym głosem. Po Twoich policzkach
zaczynają spływać czarne łzy. Chcę podejść i Cię przytulić. Odpychasz mnie.
- Dlaczego?! - nie jesteś tą samą, uśmiechniętą Rin jaką znam. Twoje
oczy stają się całe czarne. Stawiasz krok do tyłu. Twoje ciało, rwie się na
strzępy.
- Dlaczego..? – powtarzasz, z żałosnym
szlochem.
Znów znikasz.
~
Poczułem jak ktoś wtula się w
moją szyję. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Yuuto. Nie spał już, tylko uważnie
mi się przypatrywał. Uśmiechnąłem się do niego.
- Wyspałeś się? - zapytałem. W
odpowiedzi pokiwał głową. W pomieszczeniu było już ciemno, a okno było
uchylone. Rzuciłem okiem na zegarek. Było po dziewiętnastej.
- Jak się czujesz? - zapytał
Yuu.
- Zdecydowanie lepiej.
- Jęczałeś coś przez sen. -
zdębiałem. Że co proszę?
- Słucham? - Spojrzałem na
niego jak na kretyna. - Co konkretnie? - chłopak po tych słowach usiadł na mnie
okrakiem i nachylił się do mojego ucha.
- Chcesz się przekonać? -
zapytał uwodzicielsko. Zamurowało mnie.
- Śnisz. - powiedziałem po
chwili, śmiejąc się nerwowo.
- "Och, Yuu... To,
proszę, mocniej, cholera, Yuu!" - z każdym wypowiadanym słowem chłopak wił
się nade mną, jęczał przeciągle, sapał i pomrukiwał. Zrobiło mi się gorąco.
Westchnął. Zawisł teraz nade mną, palcem zaś wędrował po moim torsie. Uśmiechał
się delikatnie. Dotknął ustami mojej szyi. Jego kolczyk delikatnie łaskotał mnieł
po skórze. Nie mogłem, nie dziś. Jutro idę do pracy. Muszę dawać z siebie dwa
razy więcej .A przecież obiecałem sobie coś zupełnie innego. Odsunąłem zdziwionego Yuu od siebie.
- Przepraszam, nie mogę... -
powiedziałem i spuściłem głowę. - Przepraszam...
- Za co? - pogłaskał mnie po
policzku. - Niczego nawet nie oczekiwałem, Ichi. - ucałował moje czoło. -
Głodny? Bo ja bardzo! - oświadczył rozradowany. Nic nie rozumiem. Właśnie dałem
mu kosza, a on mi oświadcza, że jest głodny? Kompletnie go nie rozumiałem.
- Pewnie. - odpowiedziałem.
~
Było po dwudziestej trzeciej. Yuuto wyszedł jakąś godzinę temu.
Siedziałem na parapecie, przy otwartym oknie. Najwyżej się rozchoruję. Paliłem
powoli i spokojnie. Przymknąłem oczy. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś podobnego. Nie potrafiłem tego nawet jakoś
racjonalnie nazwać. Wcześniej jakoś
chyba nie było „tej” osoby, która potrafiłaby mnie doprowadzić do takiego
stanu. Znam Yuuto nieco ponad dwadzieścia cztery godziny. Oj źle z Tobą Ichi,
oj źle. Wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer.
- Paula? - zapytałem, kiedy rozmówca odebrał.
- Ichi? Co się stało, że dzwonisz o takiej porze?
- Chyba się zakochałem.
~
- Hej, Momo! – wołasz entuzjastycznie. Nawet nie pamiętam, kiedy
ostatni raz mnie tak nazwałaś.Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym
podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak
jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w
Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć
Ciebie wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się
wycofujesz. Pewnym marszem ruszam za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie,
tak ciepło. Jest dziś piękna pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd
chcesz mnie zabrać? Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie
zgubić. Wchodzisz w jakąś uliczkę.
- Tutaj! Momo, tutaj! – krzyczysz i zaczynasz biec. Powoli ruszam za
Tobą. Teraz pozwalam Ci odejść. Znikasz w świetle i uśmiechasz się. Już chyba zrozumiałem, co chcesz mi przekazać.
Czasami lepiej pozwolić komuś odejść, niż
patrzeć na jego cierpienie.
~
Przetarłem zaspane oczy.
Utsukushi wdrapał się na blat i usiadł koło mnie. Ziewnął przeciągle. Dopiłem
kawę i zacząłem się zbierać. Pan Isao dzwonił wczoraj, że dziś trzeba zrobić
remanent. Około dziewiątej przyjedzie dostawca z nowym towarem. Muszę się
zbierać, wygląda na to, że dziś zostanę tam trochę dłużej. Pogładziłem sfinksa.
Miauknął.
-Muszę zmykać bestio. – rzuciłem ospale. Mam karę, za pójście spać
po pierwszej w nocy. Jednak poczułem się znacznie lepiej, po rozmowie z Paulą.
Chwyciłem telefon i klucze i skierowałem się w stronę drzwi. Padał dziś okropny
deszcz. Do pracy mam około godzinę drogi, jednak stwierdziłem, że się przejdę.
Chcę pobyć ze sobą trochę sam na sam. Musze poukładać sobie pewne rzeczy.
Wyszedłem przed budynek, narzuciłem kaptur na głowę i ruszyłem przed siebie.
~
Klucz szczęknął w zamku. Przekręciłem go i wszedłem do
pomieszczenia. Za piętnaście dziewiąta. No proszę, niezły mam czas. Za chwilę
przyjedzie dostawca. Rozejrzałem się. Muszę chwilkę pomyśleć. Zazwyczaj przy
remanencie zaczynaliśmy od wymiany modeli
gitar. Trzeba będzie je zdjąć. Na zapleczu chyba jest drabina, z tego co
pamiętam. Potem futerały, na samym końcu płyty. Muszę też przynieść kilka
pudeł, żeby spakować te rzeczy. Nie ma na co czekać. Dopiero teraz zauważyłem,
że zza lady wystają jakieś siwe pasma. Niezła próba Isao, prawie mnie
wystraszyłeś. Zaciekawiony podszedłem bliżej by przekonać się co tam zostawił.
Oparłem się rękoma o blat i nachyliłem się, kiedy omal nie dostałem zawału
serca.
- No i na co się gapisz, planktonie?
Ha, świetne! Nie mogę doczekać się 3 rozdziału..
OdpowiedzUsuńCiekawe ile teraz trzeba bedzie czekac na kolejny rozdzial T_T ten jest wspanialy!
OdpowiedzUsuńNo już na pewno nie dwa tygodnie myszki. Dziś/Jutro powinien być, jak będzie dużo komentarzy.
UsuńTe powtarzające się sny przypominają mi moje. To jest po prostu okropne, kiedy nie mogę dogonić wiecznie uciekającego celu. Czytając ten rozdział miałam wrażenie, jakbym oglądała horror we własnej głowie. Polecam włączyć jakąś klimatyczną muzyczkę. Aż ciarki przechodzą! Akira, zazdroszczę talentu :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że umieściłaś mnie i Rin w opowiadaniu. Dziękuję, to bardzo miłe :3
Jakiego talentu, przesadzacie... ;)
UsuńRównież często powtarzają mi się sny, staram się nauczyć świadomego. Jeśli chodzi o Ciebie i Rin, to proszę bardzo. To na pewno nie będzie Wasz jedyny epizod tutaj.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo i prawidłowo!
UsuńNie jestem skromna, tylko szczera...
*przepraszam, coś mi sie przycisnęło i usunęłam .__.*
UsuńNie bądź taka skromna ;) Rzadko zdarza się, żeby czytanie opowiadania wywołało u mnie ciarki na plecach. Aż się boje, co będzie w kolejnych rozdziałach xD
<3
UsuńZajebiste!! Tylko nie bardzo rozumiem o co chodzi z tymi wstawkami :((
OdpowiedzUsuńDobrze, że wstawisz dziś lub jutro, bo znowu zapomnimy fabuły i trzeba będzie od nowa czytać Q_Q bardzo fajne to opowiadanie, tylko też trochę nie ogarniam tych snów xD
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba. Będę tu zaglądać w oczekiwaniu na kolejne rozdziały! ^^
OdpowiedzUsuńMyszki moje najsłodsze, uwierzcie, że to wszystko potem wyjdzie, Trzeba zaczekać, to jest taka moja układanka.
OdpowiedzUsuńPaula mówi i horrorze, a mnie akurat ten rozdział chyba najbardziej rozbawił. Robi się coraz ciekawiej. Zastanawia mnie postać Yuuto bo jak sobie próbuję wyobrazić to przychodzi mi tylko na myśl ten, który był w screw, teraz w bcośtam XD Hm..
OdpowiedzUsuńBo chodzi dokładnie o tego Yuuto. (;
UsuńŚwietne opowiadanie, będę zaglądać częściej.
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, dziękuję!
UsuńTotalnie uwielbiam te opowiadanie. Zazdroszczę talentu, oby następny rozdział pojawił się prędko bo czuje niedosyt. Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńwow, kocham to
OdpowiedzUsuń