~
Zbliżał się weekend. Wczoraj przeprowadziłem się do Yuu,
oboje stwierdziliśmy, że tak będzie wygodniej dla nas obojga przynajmniej na jakiś czas. Chłopak zauważył,
że od ostatniej nocy bardzo posmutniałem i stałem się bardziej zamknięty w
sobie. Zaproponował, żebym na ten czas zatrzymał się u niego – bardzo się bał,
że zrobię sobie jakąś krzywdę. O nic nie pytał, po prostu był przy mnie za co
cały czas mu dziękowałem. Mimo wszystko widziałem jak bardzo boli go to, że już
nie uśmiecham się jak dawniej. Kilka dni temu, otrzymałem telefon od Isao. Stan
jego brata już odrobinę się polepszył, jednak przed nimi jeszcze długa droga,
do pełnego powrotu do zdrowia. Mężczyzna miał smutny głos, jednak starał się
nie załamywać kompletnie. Było mi go bardzo szkoda, ten człowiek zawsze był
wulkanem entuzjazmu – tryskał optymizmem i empatią. Podziwiałem to, strasznie
mu tego zazdroszcząc, że nawet w kryzysowych sytuacjach potrafił trzeźwo i
racjonalnie myśleć. Dla niego nie istniało słowo porażka, czy przegrana. Ciągle
powtarzał, że po upadku zawsze trzeba wstać – i nie ważne czy samemu, czy z
czyjąś pomocą. Życie nie raz mu wkopało, a on za każdym razem wychodził z tego
silniejszy. Był mi bardzo wdzięczny za zajęcie się interesem. Czułem się
zadowolony z faktu, że tak mi ufa – a tak krótko się znaliśmy. Jak miałbym mu
nie pomóc? Poza tym, bez pracy chyba bym oszalał tutaj, z braku zajęć. Pani
Sayuri okazała się mieć złote serce, ze spokojem i troską przyjęła moje
przeprosiny, że od kilku dni nie stawiałem się na praktykach. Skłamałbym
mówiąc, że obecny czas jest dla mnie łatwy – wręcz przeciwnie. Mało spałem,
praktycznie nie jadłem, czasem jedynie wrzucałem w siebie alkohol i leki na
uspokojenie. Yuu obserwował to wszystko z niepokojem, widziałem, że często
płakał prze mnie – a mi wtedy serce pękało podwójnie. Nie jestem warty nawet
jego. Tyle mi dawał, a ja sprawiałem mu ból. Czułem się jak egoistyczny
skurwysyn z zimnym sercem. Ilekroć wracałem myślami do wszystkich wydarzeń,
które mnie tak zszargały – ponownie upijałem się, by choć na chwilę zapomnieć.
Jedną nogą stałem już na granicy zatracenia się i kompletnego szaleństwa. Od
ostatnich wydarzeń przestałem rozmawiać z Chujcięto. Chłopak był zobojętniały i
nieczuły. Najwidoczniej i jego męczyły jakieś myśli. Uszanowaliśmy to u siebie
nawzajem i niepotrzebnie nie narzucaliśmy się sobie, ze zbędną gadaniną. Choć
przyznam, że powoli zaczynałem lubić tego chamskiego dupka. Ayumi od jakiegoś
czasu nie pojawiała się w sklepie, co mnie odrobinę zdziwiło, bo zjawiała się
praktycznie codziennie. Jej widok niesamowicie mnie koił, była taka delikatną i
ciepłą osobą. Jej towarzystwo wprowadzało mnie w stan chwilowego wytchnienia –
mogłem tak podziwiać ją całymi dniami, byleby uśmiechała się tak cudownie.
Zacząłem snuć domysły, że może pokłóciła się z siwym i dlatego przestała
przychodzić. Jednak o nic nie pytałem tak, jak zażyczył sobie tego Miku. Jeśli
chodzi zaś o mojego osobistego bezimiennego anioła – i jego również straciłem z
oczu. Nie chodził już tą drogą co wtedy, choć czasem stałem wlepiony w szybę
niczym glon, wypatrując jego osoby. Moja twarz jakby skamieniała, stała się
obojętna na wszystko i wszystkich. Słowa ledwo przechodziły mi przez gardło.
Dni mijały, a ja starałem się wrócić do funkcjonowania jak dawniej.
~
Był późny piątkowy wieczór. Od jakiegoś czasu nie
zmieniając pozycji tkwiłem w salonie, paląc papierosa za papierosem. Nie
odrywałem oczu od ogromnego bilbordu, który był stąd widoczny. Pustka aż
huczała w mojej głowie. Ręce drętwiały mi z zimna, moja skóra stała się
spierzchnięta i szorstka. Powolnym ruchem, przeczesałem dłonią włosy. Były
przesiąknięte zapachem nikotyny. Utsukushi siedział obok mnie na parapecie,
przyglądając się całemu temu obrazkowi. Uniósł jedną łapę, po czym zaczął ją
dokładnie myć. Pogładziłem go po łbie, na co ten zaczął się łasić. Kąciki moich
ust uniosły się prawie, że nie widocznie. Usłyszałem szczęknięcie zamka drzwi
wejściowych. Słabe światło wpadło do pomieszczenia, nieznacznie je oświetlając.
Zamknęły się one z cichym trzaśnięciem.
- Wróciłem, kochanie. – powiedział wesoło Yuuto.
Odpowiedziałem na to nic nie znaczącym mruknięciem. Zgasiłem fajkę, po czym
zabrałem się, za odpalanie następnej.
- Pomyślałem, że może będziesz mieć dzisiaj ochotę napić
się czerwonego wina, wziąłem to które lubisz. Jest piątek, jutro nie pracujesz,
spędzimy może ten czas jak ostatnio, co? – zapytał, wymachując butelką.
Uśmiechał się, jak zwykle pięknie. Podszedłem do niego wolno, obejmując się
ramionami. Było mi zimno. Chłopak usadził mnie na blacie i przytknął swoje
czoło do mojego. Dłonią zaś gładził mój policzek.
- Zmarzłeś. – powiedział, szczelnie mnie obejmując.
Poczułem, jak przyjemne ciepło bije od niego. Objąłem go, drżącymi rękoma.
Wtuliłem usta w jego szyję. – Ichi… - zaczął powoli, jednak nie dałem mu
dokończyć. Pocałowałem go, bardzo delikatnie. Chciałem włożyć w to jak
najwięcej uczucia i czułości. Muskałem jego wargi, wręcz niewyczuwalnie. Yuu,
jak zwykle pamiętałeś o tym co lubię. Chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał w
oczy. Widziałem w nich tyle radości. Szkoda, że sam odbijałem w nich jedynie
cień samego siebie, który został kompletnie wyprany z emocji. Pogładziłem jego
usta, wzdychając cicho. Yuuto przechylił swoją głowę, wolno ją zbliżając.
Zatrzymał się, na kilka milimetrów przed moją twarzą i wyszeptał:
- Proszę, kochaj się dziś ze mną. – jego głos zadrżał.
Zsunąłem się z blatu i ująłem jego dłoń, całując ją. Następnie przeniosłem
pocałunki na jego szyję. Odchylił głowę, pomrukując cicho. W tym czasie ułożył
swoje ręce na moim torsie, wolna sunąc nimi w górę, aż dotarł do zapięcia mojej
koszuli. Chwycił za guzik i zaczął go rozpinać. Przysunąłem go bliżej siebie.
- Tęskniłem Yuu, wiesz? Bardzo. – powiedziałem
zachrypniętym głosem. Odwróciłem go i teraz to on usiadł na blacie. Ująłem jego
twarz w dłonie i ponownie go pocałowałem. Jego kolczyk w wardze łaskotał mnie,
co jeszcze bardziej mnie nakręcało. Położyłem dłonie na jego udach. Dotarłem do
rozporka, siłując się z nim chwilę. Chłopak ściągnął ze mnie koszulkę. –
Chodźmy do sypialni. – powiedziałem, między pocałunkami.
- Nie, zróbmy to tutaj. – jego dłoń pewnie chwyciła mnie
z krocze, na co zareagowałem westchnięciem. Zdjąłem jego spodnie.
~
Poruszałem się w nim powoli. Yuu oplótł mnie nogami w
pasie. Moje ruchy nie były chaotyczne, tylko delikatne. Wciąż nie odrywałem się
od ust chłopaka, który jęczał przeciągle. Założył jedną rękę na moją szyję,
głowę zaś odchylił do tyłu. Jego paznokcie przebijały mi skórę. Zamknął oczy,
wychodząc naprzeciw moim ruchom. Był cały rozpalony, jego tors zroszony był
kropelkami potu. Światło księżyca oświetlało jego twarz z jednej części.
Wyglądał niesamowicie pięknie.
~
Dyszał, powoli, wciąż mocno wtulony we mnie. Uśmiechnął
się. Cały ten chłód uleciał ze mnie, kiedy tak go obserwowałem. Dopiero teraz
zdałem sobie sprawę, jakiego faceta mam obok siebie. Myśli cały czas kierowałem
ku temu nieznanemu, nie doceniając tego, co mam. Troszczył się o mnie,
przejmował się tym wszystkim bardziej niż ja. Wszystko co robił, robił z
ogromnym uczuciem. A ja, nie potrafiłem tego nawet zauważyć. Czułem jak
zakurzone już szczęście, znowu zaczyna we mnie skrzyć. Oczy lekko zaszły mi
łzami. Nie chcę i nie mam zamiaru tracić tego szczęścia już nigdy. Nie pozwolę
mu odejść.
- Ichi, dlaczego płaczesz? – zapytał, kiedy zimna kropla
spłynęła po moim policzku. Teraz już leciały niczym potok, jednak nie z bólu
czy ze smutku. Tylko z radości.
- Bo się cieszę, że cię mam. – odpowiedziałem, ocierając
krople. – Ostatnio jesteś cały czas przy mnie, sprawiłem ci tyle cierpienia.
Chcę ci to wszystko wynagrodzić.
- Jesteś niemożliwy. – westchnął uśmiechając się. – Tak
się w końcu robi, jak się kogoś kocha, mam rację? – zapytał po chwili, śmiejąc
się serdecznie. Zatkało mnie. Czy on mi właśnie powiedział, że mnie kocha?
Serce mi się chyba przekręciło do góry nogami, razem z żołądkiem.
- Yuuto… Ja… To znaczy ty… - próbowałem skleić zdanie.
Chłopak przekręcił lekko głowę i zaczął gładzić, mój jeszcze mokry policzek.
Uśmiechnął się, kącikiem ust. Ująłem jego dłoń. – Jesteś pewien, tego co
mówisz?
- Jak nigdy. – odparł, bez zastanowienia. Poczułem w
sobie dziwny impuls, który zmusił mnie do natychmiastowego działania. Nie
stracę tej okazji, nie stracę ciebie, Yuuto. Wciągnąłem głęboko powietrze, przymykając
powieki. - Wszystko ok? – zapytał.
- Yuu? – mój głos drżał.
- Tak? – nie ma odwrotu. Nie będę nigdy bardziej pewien
słów, które za chwilę wypowiem.
- Jesteś jedną z niewielu osób, które tyle dla mnie
zrobiły. Poświęcasz mi całą swoją uwagę. Nie widzę mojego życia bez ciebie, co
więcej chcę, żebyś spędził je ze mną. - Na chwilę zaniemówiłem. Spojrzałem mu
głęboko w oczy. - Yuuto… Wyjdź za mnie.
~
Sunąłem palcem po jego torsie. Uśmiech nie znikał z jego
twarzy. Ucałował moje czoło.
- Jak się spało? – zapytał.
- Bardzo dobrze. – położyłem głowę, na jego ramieniu,
wtulając się w niego.
- Nigdy jeszcze nie byłem bardziej szczęśliwy.
- Ja też, ale poczekaj, aż naprawdę ci się oświadczę.
- To w nocy, nie było niby na serio? – zapytał, na jego
twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Było, idioto. – powiedziałem, całując go. – Ale było
bez pierścionka i w ogóle. Chcę też tak bardziej oficjalnie. – zdziwienie
ustąpiło miejsca rozradowaniu. – Kocham cię.
- Ja ciebie też. – powiedział. – Pamiętasz, że dzisiaj mam
próbę mojego zespołu? – Szlag by to, zupełnie zapomniałem.
- Uhm, tak… - skłamałem.
- Chciałbym im dzisiaj powiedzieć, o nas. I o zaręczynach
też. Nie masz nic przeciwko, prawda?
- Nie, dlaczego miałbym mieć. To w końcu Twoi
przyjaciele. – powiedziałem, przeczesując jego włosy.
- A Ty? Nie poinformujesz swoich? – na to pytanie
spoważniałem.
- Nie muszą wiedzieć. – powiedziałem oschle. – I się nie
dowiedzą.
- Ale jak…
- Po prostu. – przerwałem, kolejne pytanie Yuu.
Podniosłem się do siadu. – Oni nie są mi do niczego potrzebni. - chłopak
również usiadł i objął mnie rękoma.
- Rozumiem. – powiedział, całując mnie w policzek. –
Chodźmy coś zjeść. – powiedział po chwili.
~
- Znając życie, ta diva zechce zorganizować nam wesele.
Pieprzona Primadonna. * (Jak ktoś zgadnie o kogo chodzi, wyślę następny
rozdział na email, przysięgam. Liczy się kto pierwszy ten lepszy.) – Yuu zaklął
pod nosem, jednak śmiał się przy tym serdecznie.
- To go uświadomisz, że jest w błędzie. – odparłem,
obejmując go w pasie. Ciepłym oddechem owiewałem jego szyję.
- Znam go, nie da nam spokoju. – powiedział, pocierając
czoło dłonią.
- O której w ogóle tam idziemy? – zapytałem,
zaciekawiony.
- Jakoś koło szesnastej. Chłopaki zejdą się trochę
później, jednak to ja dziś jestem odpowiedzialny za rozstawienie sprzętu.
- Ach to dlatego
mnie zaprosiłeś na próbę, ty chamie! Bo nie chcesz sam odwalać roboty, co? –
zapytałem, śmiejąc się.
- Może. – odpowiedział i odwrócił się do mnie. – Nie mogę
się doczekać, żeby pochwalić się wszystkim moim skarbem. – dodał po chwili.
Pocałowałem go czule.
- Ty będziesz w sukience. – zaśmiałem się po chwili.
- Nie ma mowy! – pisnął i sam zaczął się śmiać.
~
Drżącą dłonią chwyciłem telefon. Wypadałoby chociaż
poinformować Paulę, o tym co zaszło. Ostatnimi czasy dzwoniłem do niej
rzadziej, nie z braku czasu czy natłoku zajęć. Nie byłem w stanie komunikować
się z kimkolwiek. Pozbierałem trochę myśli, odetchnąłem, chwyciłem papierosa i
wybrałem numer.
- Halo? - usłyszałem po chwili.
- Paula? Tu Ichi.
- Dawno nie dzwoniłeś. – jej głos, jak zwykle był pełen
entuzjazmu.
- Wybacz, nie miałem zbytnio
na to czasu. – nie chciałem mówić jej prawdy, ma swoje zmartwienia, nie będę
jej dowalać sowich. – Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Tak?
- Pamiętasz jeszcze Yuuto,
prawda?
- Ten chłopak, którego
poznałeś w klubie, mam racje? Co z nim nie tak?
- Zaręczyliśmy się. –
skierowałem się do sypialni. Mimo iż Yuu, krzątał się po kuchni, chciałem
spokojnie porozmawiać z Paulą.
- To fantastycznie! Kiedy
ślub?
- Właściwie to nie wiem. –
podrapałem się w tył głowy. – Oświadczyłem się mu raptem kilka godzin temu. –
Utsukushi przecisnął się przez szparę w drzwiach.
- Zamierzasz zadzwonić do…
- Nie. I ty też tego nie
zrobisz. – powiedziałem oschle. Nie powinienem był tak się unosić, przecież
dziewczyna nic mi nie zrobiła. – Przepraszam. – opanowałem się.- Przynajmniej
nie teraz, dobrze?
- Skoro tak uważasz. – Mimo iż
drzwi były niedomknięte, wyraźnie usłyszałem pukanie dobiegające z przedpokoju.
- Wybacz mi proszę, zadzwonię
później. – Podszedłem bliżej by przyjrzeć się, kto przyszedł.
- Hej, Yuu. – Usłyszałem
głęboki, męski głos.
- Wejdź proszę. – odpowiedział
chłopak. Kroki oddaliły się do salonu.
- Ja tylko przelotnie. Dzwonił
Kazu, przekazać, że za tydzień gramy koncert w … - nie usłyszałem gdyż ciszę
zmąciło mi przeciągłe miauknięcie Utsukushiego.
- Cholera, przymknij się! –
syknąłem cicho.
- Mogłem ci to też przekazać
przez telefon, albo na próbie, jednak przechodziłem. Stwierdziłem, że wpadnę. –
W tym momencie Utsukushi wydarł się jak opętany. – Masz kota? – zapytał gość.
Usiadłem na łóżku, próbując uciszyć kota, jednak ten nie dawał za wygrana. O co
mu chodziło?
- Co? A, tak. – odparł
zdezorientowany Yuuto. Usłyszałem, jak kroki kierują się w stronę sypialni.
- Jaka rasa? I dlaczego nic
nie pow… - w tym momencie wysoki blondyn stanął w drzwiach. Miał ostre rysy,
ubrany cały na czarno. Centymetrów dodały mu zabójcze koturny. W uszach
dzwoniły kolczyki. Wgapiał się teraz we mnie bezczelnie, po czym oblizał
obscenicznie usta i uśmiechnął się zaczepnie. Ruszył w moją stronę kręcąc
biodrami. Usiadł, zakładając nogę na nogę, rękę zaś ułożył na udzie. Dopiero
teraz przypomniało mi się, że jestem jedynie w bieliźnie, na co się
zarumieniłem.
- Widzę, że nie tylko kota
masz nowego. – powiedział kusząco. Jego palec wskazujący przejechał po moim
torsie. – Jak ci na imię, kotku?
- Ichigo.
- Truskawka? Pasuje ci, bo
aktualnie calutki jesteś czerwony. – ponownie się uśmiechnął, a ja czułem, że
spłonę. – Byou. – wyciągnął rękę w moją
stroną, lekko zgiętą w nadgarstku. Zrozumiałem, że nie chodzi o zwyczajne
potrząśnięcie ręką. Chwyciłem delikatnie jego dłoń i uniosłem na wysokość ust.
Kiedy złożyłem na niej motyli pocałunek, chłopak zareagował uroczym chichotem.
W tym momencie do pokoju wszedł Yuuto. – Ładniutki, widzę, że szybko się
pocieszyłeś po…
- Wystarczy, wydaje mi się, że
powinieneś już sobie iść. – powiedział ostro, opierając się o framugę drzwi, z
rękoma założonymi na piersi. Jeszcze nigdy nie widziałem go takiego
wyprowadzonego z równowagi. O kim mówił, ten cały Byou?
~
- Co to miało znaczyć? –
zapytałem, kiedy blondyn już wyszedł. Yuuto westchnął ciężko.
- Zależy co…
- Już ty dobrze wiesz. O czym
on mówił?
- Bo widzisz… - podszedł do
mnie i objął mnie lekko. Nie odwzajemniłem tego, oczekiwałem wyjaśnień. – Całkiem
nie dawno związałem się z takim chłopakiem. On jednak nie traktował mnie
poważnie. Nie byliśmy ze sobą długą, raptem dwa, może góra trzy tygodnie. Potem
mnie zostawił, bo nie czuł, wiesz. „Tego czegoś.” Nie mogłem się zbytnio
pozbierać po tym, jednak wtedy poznałem ciebie i… - był bliski płaczu.
- Już, już. Nie płacz. –
objąłem go ciaśniej.
- Przepraszam… Ja naprawdę cię
kocham, nikt inny się teraz nie liczy oprócz ciebie… - chłopak wtulony w moją
szyję szlochał żałośnie. Uniosłem jego twarz na wysokość mojej i ucałowałem
łzy.
- Nie chcę widzieć mojego
narzeczonego w takim stanie. – chłopak zaśmiał się ciepło na te słowa.
~
Weszliśmy do obszernego
pomieszczenia. Było tu ciemno, w powietrzu unosił się gęsty tuman kurzu, który
do złudzenia przypominał mgłę. Ciemna sala prób, miała na wprost drzwi
wejściowych scenę. Yuu wskazał mi dodatkowy pokój, w którym były kable,
wzmacniacze i stojaki. Pomogłem mu uporać się z tym wszystkim. Kiedy akurat
wyplątywałem się ze sterty sznurów, drzwi wejściowe otworzyły się. Ledwo
dostrzegłem kto tam wchodzi. Zauważyłem Byou i jakiś dwóch gości, których
pierwszy raz widziałem na oczy. Yuu pomógł mi się podnieść.
- Ichi, to jest Jin i Manabu. –
wskazał na dwóch chłopaków, którzy uśmiechnęli się niemalże jednocześnie. Jeden
z nich nawet lekko mi pomachał. – Byo już znasz. – popatrzył wściekle na
blondyna. – gdzie jest Kazuki? – zapytał po chwili. To jeszcze ma ktoś dojść? –
W końcu jest liderem, jak na niego to dziwne, bo zazwyczaj przychodzi przed
wszystkimi i odwala papierkową robotę.
- Dzwonił, że za niedługo się
zjawi. Musi tylko coś załatwić. – odezwał się Jin. Zakręciło mi się w głowie. Pociągnąłem
lekko Yuu na stronę.
- Yuu, gdzie tu jest jakaś
łazienka? – zapytałem szeptem. Pozostała trójka żywo o czymś konwersowała.
- Za frontowymi trzecie drzwi
na prawo, coś nie tak?
- Nie nie, wszystko ok. Zaraz
wracam. – po schodach zszedłem ze sceny i pchnąłem ciężki drzwi. Udałem się do
łazienki. Zapaliłem światło. Natychmiastowo zobaczyłem swoje blade odbicie w
lustrze. Tak to jest, jak się nie je, a pije alkohol. Podszedłem do umywalek i
chlusnąłem sobie zimną wodą w twarz. No, muszę się trochę opanować i wrócić
tam. Nie chcę zawieść Yuuto. Potarłem skronie dłońmi i poklepałem się lekko w
twarz.
~
Po kilku minutach poczułem się
zdecydowanie lepiej. Stwierdziłem, że chyba nie zemdleję, toteż ruszyłem w
kierunku wyjścia. Kiedy zamykałem drzwi, stojąc do nich przodem, nie zauważyłem
osoby którą niechcący popchnąłem odwracając się.
- Przepraszam, nie zauważyłem
pana.
- Tym razem przepraszam, a nie
patrz jak łazisz?
Szkoda ,że nie mogę teraz przeczytać , jutro przeczytam z koleżanką yaoistką , ale jestem pewna że jest jak zwykle zajebisty rozdział
OdpowiedzUsuńZachęcam zatem i miłej lektury życzę !
UsuńW końcu przeczytałam i bardzo mi się spodobało , zachęcam do dalszego pisania
Usuń* Pieprzona Primadonna - czyżby Diva Zespołowa - Byou? (‘∀’●)
OdpowiedzUsuńNie wierzę, Rieen!
UsuńOczywiście, że tak. O kogóż innego mogłoby chodzić?
To określenie pasuje jak ulał do Bjosza-Divy.
UsuńRozdział przyjemny, aczkolwiek - błagam, BŁAGAM, nie zapominaj, że Yuuto to facet z krwi i kości, w porządeczku? (Ukochany zespół - ba! - Namber Łan w serduszku - nie skrzywdź mi ich, bo mogę pogryźć w Odruchu Bezwarunkowym. *śmiech*)
Trzymaj się, weny-weny.
Ależ ma się rozumieć.
UsuńJeju, tak mi się smutno zrobiło bo szkoda mi Yuu, bo przeciez Ichi w koncu bedzie z Kazu T_T jak zwykle wspanialy rozdzial, nie mogę się doczekac kolejnego bardziej niz innych przez to spotkanie, takze BLAGAM, KOMENTUJCIE LUDZIE!!!!!!! Pozdrawiam i życzę weny~ <3
OdpowiedzUsuńŻADNEGO ŚLUBU PRZED SEKSEM. Miku
OdpowiedzUsuń(ノ´д`) Biedny Kazuki, co on pocznie? Ichi z Yuu. (ノ´д`)ノ Yuu wpadnie w depresję. (一。一;;) Ichi coś Ty zrobił?
OdpowiedzUsuń\(@ ̄∇ ̄@)/cнϋ Akira-sama zacieram rączki na kolejny rozdział. Anon Shi
Dziękuję Ci pięknie, skarbie.
UsuńOMA, OMA OMA OMA OMA OMA OMA.
OdpowiedzUsuńCzłowieku wielbię Cię, naprawdę. Jako że jestem sobie yaoistką i zamiast w nocy spać to czytam mnóstwo opowiadań, więc śmiało stwierdzam że znajdujesz się w pierwszej naczelnej trójce moich ulubionych autorek takich blogów. Gratuluje, bo serio ciężko się dostać na moje podium. XD
Tylko, Akiruś czemu jesteś takim okrutnikiem i kończysz rozdziały w takich momentach?
Ślicznie Ci dziękuję! To miłe, zdobyć takie uznanie. Cóż, Akira, to taki trochę ukryty pedał, więc lubi być chamski. Cóż zrobić?
UsuńWiedziałam, że to będzie Kazuki. Okropnie jest mieć zmysł pisarza i wiedzieć co się stanie TT TT Błagam Cię tylko nie rób z tego miłosnej wersji "Gry o Tron", bo się załamię. Tak strasznie mi żal Yuu, jest taki kochany </3
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię, niesamowite jest to, że potrafisz pisać tak zajebiście w tak krótkim czasie. Dużo weny życzę c:
Sumire
Akiro wredna istotko z wielką weną, dlaczego kończysz w takich momentach?¿ ;___; niemoge doczekać się dalszej części. Piszesz genialnie oby tak dalej :*
OdpowiedzUsuńKim jest Kazuki? Bo już się pogubiłam. :c
OdpowiedzUsuńDokładnie~ kończyć w takiej chwili?._. Zawsze wiesz idealnie kiedy przerwać rozdział xDD I czo ta Ayu nie przychodzi, ale tak milutko jest napisane <3
OdpowiedzUsuńCzekamy na następny~ ^^
Dziękuję, Ayu. ♡
UsuńKocham to, nie mogę się doczekać co wymyślisz dalej! ^^
OdpowiedzUsuńCzytam, czytam i nagle trafiam na moment, gdzie znowu pojawia się moją postać. I nagle wielki uśmiech widnieje na mojej twarzy. Naprawdę miło, że Ichi mimo tego, iż ma nowych znajomych to jednak zadzwonił do mojej bohaterki, żeby o wszystkim ją poinformować. Jednak nigdy nie zareagowałbym na wieść o zaręczynach, jak Paula z opowiadania. Ja oczywiście była bym zaskoczona, jednocześnie ciesząc się jego szczęściem. Jednakże nie powstrzymałabym się od wygłoszenia kazania, coś w stylu: "Jaki ślub? Ichi, ale ile wy się znacie? Kilka miesięcy zaledwie. Nie za wcześnie na takie poważne decyzje? Chłopie, Ty masz przecież dopiero osiemnaście lat! Całe życie przed Tobą." xD Ogólnie, za spokojną i poważną reakcje mojej postaci plus dla Ciebie, Akiro, bo mnie tym zaskoczyłaś :)
OdpowiedzUsuńOk, skoro wszyscy, to ja też ponarzekam. Okropnie przerywasz! Wcześniej mi to jakoś nie przeszkadzało, ale teraz jestem potwornie ciekawa, co będzie dalej. Miliony pytań w mojej głowie. Nie pozostaje mi nic, jak tylko czekać na kolejny rozdział :3
Jesteś niesamowicie kochana. Dziękuję! ♡
UsuńKocham to <3 nie mam słów
OdpowiedzUsuń'Moja twarz jakby skamieniała, stała się obojętna na wszystko i wszystkich. Słowa ledwo przechodziły mi przez gardło. Dni mijały, a ja starałem się wrócić do funkcjonowania jak dawniej.' Tak bardzo kojarzy mi się z dzisiejszym dniem, oja XD'
OdpowiedzUsuńNono, coraz ciekawiej, musiałem przeczytać końcówkę V rozdziału bo nie chcesz już tak często dodawać i prawie się pogubiłem. Zaręczyny? Hohoho, jak zabawnie. Czekam na kolejny rozdział!
Dziękuję, pomyśli się, kiedy dodam. ♡
UsuńGENIALNE! Masz cudowny styl pisania! Te opisy.. Wszystko jest idealne! ~Chi~
OdpowiedzUsuńJeju to jest zajebiste ^^ Błagam dodaj następny rozdział, bo umrę zaraz ;-;
OdpowiedzUsuńObie wiemy, że Ty wiesz, że Twój blog jest zajebisty. Tak czy owak podziwiam Cię za styl i pomysły. \(゚ー゚\) Mogę to pisać bez przerwy na sen, jedzenie i życie towarzyskie. Shi
OdpowiedzUsuńBardzo dobry rozdział, zaczęłam czytać ogólnie od wczoraj i tak mnie wciągnęło, że w szkole na przerwach byłam nieobecna, super. Tak dalej
OdpowiedzUsuńnie będę dużo pisać ,ale zajebiste piszesz opowiadanie. pzdr
OdpowiedzUsuńNo! Wróciłam do domu po cięzkim dniu w szkole i od razu tak poprawił mi się humor. Akira, jesteś niesamowita.
OdpowiedzUsuńAkira Twoje opowiadania są bardzo wciągające aż niemogę doczekać się następnego.
OdpowiedzUsuńStrasznie podoba mi się ten rozdział..
OdpowiedzUsuńOgólnie rzecz biorąc jestem kobietą, wię za bardzo się nie znam. Nie czytam za bardzo yaoi i nigdy nie widziałam żadnego gej porno. Męską anatomię widuję codziennie, bo mieszka ze mną. O ile wiem, że taka pozycja seksualna jest możliwa między kobiet a mężczyzną o tyle nie mam pewności czy jest możliwa miedzy dwoma facetami. Popraw mnie jeśli się mylę. Chodzi mi o wchodzenie w faceta, który siedzi na blacie, on oplata nogami tego co wchodzi i jeszcze się całują. Brzmi jak gimnastyka rodem z kamasutry indyjskiej.
OdpowiedzUsuń