Rozdział X

Byou rozchylił delikatnie wargi, które aż prosiły się, żeby je pocałować. Kiedy dzieliło nas kilka milimetrów, spojrzał mi w oczy.
- Nie powinniśmy.
- Wiem. - odpowiedziałem, po czym chłopak wpił się w moje usta.

~

Musnął moje wargi bardzo delikatnie, prawie, że niewyczuwalnie. Powtórzył tą czynność drugi raz. Za trzecim, rozchylił trochę bardziej moje usta i wsunął tam język. Nie natarczywie i jak zwierzę - zrobił to bardzo powoli i z uczuciem. Oddałem pocałunek. Objąłem go w pasie, on zaś wplótł ręce w moje włosy. Całowaliśmy się co raz bardziej namiętnie. Byou jęczał mi w usta, co jeszcze bardziej mnie nakręcało. Pociągnął mnie mocno tak, że usiadłem na nim okrakiem. Nie miałem ochoty odrywać się od niego, kiedy stęknął w moje usta i odepchnął mnie.
- Stop. Inaczej to zajdzie za daleko. - powiedział po chwili, dysząc. - Przepraszam, to nie miało się tak skończyć. - w jednym momencie otrzeźwiałem. Właśnie zdradziłem Yuuto. Sprawy już wcześniej były skomplikowane, teraz jednak to ja zawaliłem. Odsunąłem się trochę od Byou.
- Ja też przepraszam, to moja wina.
- Nasza. - poprawił mnie. Wyglądał na zawiedzionego. - Niech więcej taka sytuacja się nie powtarza, jesteśmy w końcu kumplami, prawda?
- Prawda. - uśmiechnąłem się i podałem mu rękę. Złapał ją i zsunął się z blatu. - Chcesz wracać do domu? - blondyn przez chwilę milczał.
- Nie, nie. Zostańmy tu jeszcze. - wyminął mnie i nacisnął klamkę od drzwi. Uchylił je lekko i od razu nimi trzasnął.
- Co jest? - zapytałem zdezorientowany. Byou stał tyłem do drzwi i opierał się o nie rękoma.
- Yhm... Słabo mi. - wymamrotał. Podszedłem do niego. Spojrzałem w oczy, następnie dotknąłem ręką czoła, a potem sprawdziłem jego puls. Był w normie.
- Nie wyglądasz tak, jakbyś miał zaraz zemdleć. Chodźmy już stąd. - powiedziałem poirytowany. Chciałem przesunąć chłopaka, ten jednak znowu zaszedł mi drogę.
- Naprawdę mi słabo. - odniosłem wrażenie, że coś ukrywa przede mną.
- Byo, nie wygłupiaj się. Idziemy. - Odepchnąłem chłopaka od drzwi i otworzyłem je. Kiedy wyszedłem z toalet stanąłem wryty. To co zobaczyłem, przyprawiło mnie o mdłości. Yuuto stał kilka metrów dalej, oparty plecami o ścianę, przed nim był Kazuki, jedną ręką opierał się koło jego głowy, drugą trzymał go za rękę. Patrzyli sobie w oczy. Łzy popłynęły mi po policzku.
- Ichi... - usłyszałem za sobą głos blondyna. Ja nie mogłem zdobyć się, na wydobycie z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Stałem, jak słup soli i wpatrywałem się na tą scenę, która rozgrywała się niedaleko. Nie zauważyli nas, byli sobą widocznie bardzo zajęci. Nie mogłem się poruszyć, sparaliżowało mnie. Wtedy Byou przytulił mnie od tyłu i powiedział na ucho:
- Dlatego nie chciałem cię wypuścić. Nie zasługujesz, na takie traktowanie. Nie powinieneś był tego zobaczyć. Jeśli chcesz, możesz zostać u mnie na noc. - w duchu dziękowałem sobie, za to, że mam takiego przyjaciela jak on. Blondyn pogładził mnie po głowie. - Rusz się, królewno. - wziął mnie za rękę i weszliśmy między ludzi. Nie chciałem uwierzyć w to, co widziałem.

~

- Oni oboje mnie oszukali... Oboje... - powiedziałem, już o wiele spokojniej. Przechyliłem butelkę wina i upiłem kilka sporych łyków. Łokciem oparłem się o kolano i ułożyłem dłoń na ręce. Nie miałem już nawet czym płakać. - A co, jeśli mi się to należało? - o dziwo, nie bełkotałem. Od kilku godzin piłem butelkę za butelką, jednak dalej czułem się trzeźwy.
- Nie mów tak. - Byou objął mnie ramieniem. - Nic w tym nie zawiniłeś. Przykro mi, z tego powodu. Co zamierzasz?
- Nie wiem, kocham go. Nie chcę go zostawiać, ale też nie chcę myśleć o tym, co widziałem. Miałeś rację. I Kazuki z resztą chyba też.
- W czym? - blondyn był wyraźnie zdziwiony.
- On... To znaczy Kazu... On mówił, że Yuu... - rozpłakałem się na dobre.
- Spokojnie. - wokalista pogładził mnie po plecach. - Wiem, że musi cię to bardzo boleć. Nie wiem jak mam ci pomóc. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
- Samo to, że jesteś teraz i wysłuchujesz moich lamentów wiele dla mnie znaczy. Doceniam to, naprawdę. - Byou uśmiechnął się.
- Od tego się ma przyjaciół, nie? - zaśmialiśmy się oboje. Zamarłem na chwilę. Wypuściłem powietrze z płuc i przymknąłem powieki.
- To brzmi, jak jakaś zmowa. To jest chore, nienormalne. - powiedziałem, teraz już panując nad sobą. - Najpierw Kazuki mówi mi, że Yuuto sypia z kim popadnie. Potem Yuuto mówi, że to są kłamstwa, bo to wszystko zemsta. A najlepsze jest to, że widzę ich potem w tym cholernym klubie. Razem. - uderzyłem wściekle pięściami w uda. Skuliłem się i objąłem się za głowę. Nic już z tego nie rozumiałem.  Wrócę, na tych parę dni do siebie do mieszkania, żeby wszystko sobie poukładać. - Mógłbyś ze mną pojechać po moje rzeczy?
- Pewnie. - chłopak pomógł mi wstać i ruszyliśmy w stronę podziemnego parkingu. Całą drogę Byou nawijał o jakiś głupotach. Uśmiechałem się smutno i potakiwałem. Cieszyłem się, że z jednej strony chociaż on mógł się wziąć w garść i mieć w sobie tyle dobrego humoru. Co jakiś czas pytał jak się czuję. Gorzej niż własna matka. Nie przeszkadzało mi to jednak - to byłe miłe z jego strony, że poświęcał mi uwagę. Kiedy byliśmy na miejscu spojrzałem na okna naszego mieszkania. Światło się nie paliło, więc Yuu albo nie wrócił jeszcze, albo już spał. Nawet nie chcę myśleć o tym, co tam może się dziać. Pociągnąłem niepewnie blondyna za rękaw w kierunku apartamentowca. Kiedy wkładałem klucz do drzwi, bez problemu zamek szczęknął - a to oznacza, że nikogo nie ma. Zapaliłem światło w przedpokoju. Wszedłem do naszej sypialni i zacząłem pakować swoje rzeczy. Rzucałem je niedbale, byleby jak najszybciej się stąd wynieść. Dostrzegłem śpiącego Utsukushiego. Poprosiłem Byou, by wziął go na smycz i wyprowadził na dół. Kiedy zauważyłem zdjęcie stojące na szafce nocnej, na którym widniałem ja i Yuu, podszedłem do niego i wściekle cisnąłem nim o ścianę. Szkło pękło i rozsypało się w drobny mak. Przypomniało mi się, że również jedno znajduje się w salonie. Odnalazłem je, chwyciłem i roztrzaskałem o ścianę obok tak, że pociąłem sobie rękę. Szkarłatna ciecz spływała po tynku i skapywała na podłogę. Oddychałem ciężko. Wyciągnąłem zapalniczkę z kieszeni, podniosłem fotografię i podpaliłem ją. Stałem tak chwilę i obserwowałem, jak płomień powoli pożera kawałek papieru. Nie obchodziło mnie to, czy wywołam pożar czy nie. Mógłbym tam tak tkwić w środku tego krwawego przedstawienia, jednak kiedy pomyślałem o tym, że za chwile on mógłby tu wrócić razem z nim, szybko mnie ocuciła. Wróciłem się po walizkę i wybiegłem z mieszkania. Na dole Byou czekał razem z moim Sfinksem. Kiedy spostrzegł, że moja ręka krwawi przestraszył się.
- Coś ty najlepszego zrobił? - zapytał, oglądając ją dokładnie. - Trzeba to będzie opatrzyć.
- Po prostu mnie odwieź do domu. - powiedziałem beznamiętnie. Wsiadłem do auta. Zdjąłem swój szalik i owinąłem nim zranioną dłoń. Delikatnie ją opatrywałem, ból dawał o sobie znać, jednak ignorowałem go.

~

Siedziałem i gapiłem się w jakiś punkt, kompletnie nieżywy. Wyłączyłem telefon, nie chciałem gadać z kimkolwiek. Ufałem Yuuto, teraz jednak to wszystko przepadło. Cały ten ból psychiczny rozsadzał mnie od środka, wszystko we mnie krzyczało i wyło z rozpaczy. Chciałbym choć na chwilę zapomnieć.

~- Będę delikatny. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Otarł moje mokre policzki i ucałował je. – Obiecuję, że jutro nie będziesz nic pamiętać.~

Złapałem się za głowę. Ze wspomnień zacząłem odgrzebywać zakurzone obrazy. Nie wiedziałem, co się dzieje.

 ~- Coś ty mi… - chciałem powiedzieć coś, kiedy zebrało mi się na wymioty. Chłopak w dalszym ciągu stał nieruchomo. Założył ręce na piersi i prychnął.~

Zasyczałem. Już chyba mam omamy, z tego wszystkiego. Byou poruszył się niepewnie i szczelniej okrył bluzą. Spojrzałem na niego - wyglądał przeuroczo. Siedział skulony na blacie obok mnie, obejmując się rękoma. Spał. Nalegał, że zostanie u mnie, bo nie chciał, żebym zrobił jakieś głupstwo. Był cholernie upierdliwy, więc w końcu zgodziłem się. Zsunąłem się na podłogę i wziąłem blondyna na ręce. Wbrew pozorom, choć był wyższy ode mnie, był lekki, więc bez problemu ułożyłem go na łóżku. Sam zaś położyłem się obok niego. Zdjąłem z niego bluzę i nakryłem nas. Blondyn wiercił się przez chwilę, po czym otworzył zaspane oczy i spojrzał na mnie.
- Ichi? –zapytał półprzytomny i uroczo potarł oczka.
- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. Śpij dalej. – powiedziałem i przykryłem go szczelniej.
- Przyniosłeś mnie tutaj, prawda?

~Od razu skierował nas do sypialni i położył mnie na łóżku. Zrzucił z siebie kurtkę i usiadł na mnie. Zaczął mnie rozbierać. ~

Przymknąłem powieki i złapałem się za głowę. Blondyn podniósł się do siadu i pogładził mnie po policzku.
- Ktoś tu chyba za dużo wypił, co? – zapytał chichocząc.
- Zdecydowanie. – Wtuliłem się w poduszkę i ułożyłem się wygodniej. Zacząłem zasypiać.  

~

Następnego dnia rano, Byou odwiózł mnie do pracy. Powiedział, że wpadnie wieczorem, to obejrzymy razem jakąś głupawą komedię którą ostatnio wypożyczył. Kiedy wchodziłem do sklepu, było chwilę po dziewiątej. Siedziałem już od jakiś piętnastu minut, na jednej z kanap. Przeglądałem katologi różnych wydawnictw muzycznych, kiedy usłyszałem znajomy głos. Uniosłem lekko głowę znad ulotki i ujrzałem Yuuto. Rozmawiał z Kazukim. Wyglądał jak kościotrup – zapadnięte oczy, blada cera, czerwone oczy. Zignorowałem ich i wróciłem do składania zamówień. Po chwili usłyszałem telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwonił Isao. Wyszedłem na zaplecze i odebrałem.
- Co tam u was słychać? – zapytał. Jego ton głosu był jak zazwyczaj. Wygląda no to, że z jego bratem jest co raz lepiej. Uśmiechnąłem się.
- Interes się póki co kręci, spokojnie, jeszcze nie rozpierdoliliśmy ci lokalu, jeśli o to ci chodzi. – zaśmiałem się. – Jak się czuje brat?
- Lepiej! – wyraźnie było słychać radość w jego głosie. Nie myliłem się. – Myślę, że za jakiś czas wrócę na stan. Jak Miku sobie radzi?
- Etto... – Przełknąłem głośno ślinę.
- Pedale! Masz gościa! – usłyszałem jego głos, dochodzący ze sklepu.
- Świetnie, sam słyszysz! – dodałem szybko. – Wybacz Isao, muszę kończyć. – kiedy odkładałem słuchawkę, dalej słyszałem jak głośno się śmiał. Wróciłem na stanowisko i zobaczyłem tam Yuuto, który blado się uśmiechał.
- Możemy pogadać? – zapytał, ledwo słyszalnie. Westchnąłem ciężko. Pokiwałem głową.
- Zdaje się, że nie mamy o czym. – powiedziałem chłodno.
- Ichi, proszę...- po tych słowach wskazałem mu ręką na zaplecze sklepu. Chłopak wybełkotał coś na kształt „dziękuję” i poszedł. Kiedy zamknąłem za nami drzwi, oparłem się o nie plecami. – Ładnie tu jest. – zaczął po chwili. – Wcześniej tu nie byłem. – stanął naprzeciwko mnie.
- Przejdź do rzeczy, nie mam czasu. Jestem w pracy. – Yuuto posmutniał jeszcze bardziej i spuścił głowę.
- Wiem, że nas widziałeś. To nie jest tak jak myślisz... -  łzy spływały po jego policzkach. Bardzo chciałem podejść do niego przytulić i powiedzieć, że go kocham, jednak powstrzymałem się.
- Ja już nie wiem, co ja myślę. Zawiodłem się. Cholernie. – sam go zdradziłem, co ja wygaduję najlepszego?
- Wiem o tym, wiem... Ale proszę, daj mi to wyjaśnić. Spotkałem się z nim, żeby pogadać na temat jego zachowania.
- To fajne sobie miejsce wybraliście na takie rozmowy.
- Wiem, jak mogło to wyglądać... Ale kiedy do niego zadzwoniłem, akurat tam przebywał. – na chwilę się zamyśliłem. Kazuki? Tam? Po co? – Poszedłem tam, widziałem cię z Byou, wygląda na to, że dobrze się bawiliście... – uśmiechnął się smutnie. – Nie chciałem wam przeszkadzać. – kontynuował. – Potem wziął mnie na ubocze i powiedział, że kiedyś bardzo mnie kochał, ale teraz wszystko się zmieniło, bo... – chłopak nie dokończył. Zakrył usta dłonią i zmrużył powieki. Zaczął głośno szlochać. Serce mi pękało, kiedy go tak widziałem. – Proszę, wróć do mnie, wiesz, że cię kocham...
- Wiem, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Daj mi czas. – chłopak otarł policzki i podszedł do mnie.
- Przepraszam. Będę już iść. – Pocałował mnie w policzek i opuścił zaplecze. Stałem tam jeszcze chwilę. To wszystko w tej chwili wydawało się być kompletnie bez sensu.

~

Siedziałem i przeglądałem nasze saldo z ostatniego miesiąca. Uśmiechnąłem się – byliśmy na sporym plusie. Miku siedział w swoim zwyczaju na blacie przede mną i zajadał się kolejną tabliczka czekolady. Wtedy do sklepu zawitała Ayu, z jakimś chłopakiem. Uniosłem się z nad lady i przywitałem się z nimi.
- Ohayo! – krzyknęła wesoło. – Ichi, Miku, to jest Hideki. – wskazała na wysokiego gościa, o wściekle czerwonych włosach, które opadały mu na twarz. Miał czarne soczewki, które powiększały jego oczy. Ubrany był cały na czarno. Musze przyznać, że był całkiem przystojny. Chłopak podszedł do nas i podał mi rękę. Potrząsnąłem nią i uśmiechnąłem się do niego. Czyżby chłopak Ayu? Hideki również podszedł do siwego, jednak ten nie zareagował na jego gest. W dalszym ciągu jadł czekoladę.

~

[MIKU]

Wściekle mierzyłem gościa wzrokiem. Ayumi wydawała się być strasznie szczęśliwa. Kiedy tylko opuścili sklep, stwierdziłem, że nie mam zamiaru dłużej czekać. Poprosiłem ja o spotkanie. Nie pozwolę, żeby jakiś gość sprzątnął mi ją sprzed nosa. Nie oddam jej tak łatwo. O umówionej godzinie czekałem na nią, w naszym ulubionym miejscu. Był to taras widokowy, znajdujący się przy jednej ze skarp. Był piękny zachód słońca. Rozlewało się ono swoją czerwienią, po całej długości horyzontu. Biło od niego przyjemne ciepło. Chwyciłem kurczowo barierki i zacząłem liczyć do dziesięciu. No cóż. Są dwie opcje – albo dziewczyna zaakceptuje to, co mam zamiar jej powiedzieć, albo przestanie się do mnie odzywać. Kiedy tylko zobaczyłem ją z tym facetem, poczułem, że straciłem wszystko. Będę w stanie zrobić wszystko – bo w końcu nie mam nic do stracenia. Przestępowałem z nogi na nogę. Uniosłem głowę, by spojrzeć na krajobraz przede mną. Wiatr zawiał lekko, przeczesując moje włosy, które okalały mi twarz. Okryłem się szczelniej bluzą i stanąłem tyłem do barierki. Zauważyłem ją w oddali. Wyglądała naprawdę pięknie. Wziąłem głęboki wdech. No, raz kozie śmierć.
- Hej. – podeszła i przytuliła się do mnie mocno. Odwzajemniłem uścisk. Czułem, że w ramionach trzymam wszystko, cały swój świat. – Ponoć stało się coś i chciałeś ze mną pomówić...
- Hai, hai. Mam pewien problem.
- No to słucham. – uśmiechnęła się i stanęła obok mnie, patrząc mi w oczy.
- Wiem, że zawsze mogę ci wszystko powiedzieć, bo zawsze mi coś doradzisz... Otóż... Wygląda na to, że się zakochałem. – po tych słowach, dziewczyna posmutniała. Widziałem w jej oczach zawiedzenie. Nie rozumiałem takiej reakcji z jej strony. Postanowiłem kontynuować. – Do tego stopnia, że nie umiem od kilku dni normalnie funkcjonować.
- No więc, kim jest ten szczęściarz?
- Szczęściara. – poprawiłem ją.
– Jaka jest?
- Cudowna. Jest prześliczna. Zawsze pięknie pachnie jaśminem i różami. Uwielbiam ten zapach – jest tylko jej. Unikatowy. Znam ją dość długo. Bardzo jej ufam. Zawsze jest wesoła i uśmiechnięta, w porównaniu do mnie. Jest moim kompletnym przeciwieństwem. Delikatna, krucha i bardzo dziewczęca. Zabawne, bo jest nawet niższa ode mnie. – zaśmiałem się gorzko. -Sam nie wiem, kiedy się w niej tak cholernie zadurzyłem. – spojrzałem na Ayu. Patrzyła na mnie bardzo uważnie.
- Kim jest? – dopytywała się.
- Nazywa się Ayumi i stoi przede mną. – po tych słowach dziewczyna zaniemówiła. Spodziewałem się najgorszego. Liczyłem na to, że dostanę zaraz w twarz, jednak dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła mnie. Schowała głowę, w zagłębieniu mojej szyi. - Ayu... Od kilku lat, nie wiem jak mam ci powiedzieć, że cię kocham. – podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
- Po prostu to zrób.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, głupku. – powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Wziałem ją na ręce, Ayu oplotła mnie nogami w pasie. Pogłaskałem ją wierzchem dłoni po policzku. Ująłem go delikatnie i pocałowałem ją. Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy, niż jestem teraz.

~

[ICHI]

- Był dzisiaj. – powiedziałem, wyciągając z lodówki piwo. – Ale to nie ma znaczenia.
- Nie ukrywam, że dziś na próbie był kompletnie nieobecny. Mylił najprostsze akordy, nie mógł się na niczym skupić. – podałem blondynowi jedną butelkę do ręki. Od razu upił kilka łyków. – Jak on tak ma jutro zagrać na koncercie – to kaplica. Ma tam być przedstawiciel jednej z wytwórni płytowych, to może być dla nas wielka szansa.
- No to faktycznie macie krótko mówiąc przejebane. – sięgnąłem po otwieracz i zacząłem siłować się z kapslem. – Co teraz?
- Słuchaj, wiem, że to może zabrzmieć dosyć egoistycznie, ale może pogadaj z nim co? Tu chodzi o dobro całego zespołu, nie tylko moje, czy jego.
- Jeśli tak to wygląda... Postaram się, ale nic nie obiecuję.
- Dziękuję. – Byou poklepał mnie po ramieniu. – Co z zaręczynami?
- Sam nie wiem. Zobaczę, jak jutro się to wszystko ułoży. Swoją drogą, widziałem ostatnio Kazukiego z jakąś dziewczyną.
- Miała fioletowe włosy?
- Tak, skąd wiesz, o kogo mi chodzi?
- Kazuki nie kumpluje się zbytnio z dziewczynami, z wyjątkiem Rieen. To jego siostra, a jednocześnie najlepsza przyjaciółka. Dlaczego pytasz?
- Z ciekawości, spotkałem ich ostatnio.
- Zazdrosny? – Byou poruszył znacząco brwiami.
- Kpisz. Ja tu myślę, jak ułożyć na powrót sprawy z Yuu, a ty mi tu  z takimi tekstami wyjeżdżasz. – zaczęliśmy się śmiać.
- Mam wrażenie, że Kazuki jakoś dziwnie na ciebie reaguje.
- Hm? – zapytałem, odrywając się od butelki. – Co masz na myśli?
- Sam do końca nie wiem, ale przy tobie zachowuje się inaczej niż zazwyczaj. Zastanawiam się jak to nazwać. – zawiesiłem się. W dalszym ciągu nie wiem, co Kazuki powiedział wtedy Yuu, w klubie. Wtedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Byo, zapraszałeś kogoś jeszcze? – spojrzałem pytająco na chłopaka. Kiedy otworzyłem drzwi, zaniemówiłem.
- Możemy pogadać?
- Nie wierzę, najpierw Yuuto, teraz ty. Co wyście się tak uwzięli? Nie mam zamiaru z tobą gadać.
- Daj mi to wytłumaczyć. – Kazuki wyglądał, na zdenerwowanego.
- Powtarzasz się, zupełnie jak on.
- Proszę. – popatrzył na mnie błagalnie. Przewróciłem oczyma.
- Byle szybko, nie mam zamiaru marnować czasu dla ciebie. – zamknąłem drzwi. Odeszliśmy parę kroków od mojego mieszkania.
- Wiem, jak to mogło wyglądać...
- ... Kochałeś go, spotkaliście się w klubie, bo tak, bo pogadać. Wiem to już. Coś jeszcze? – założyłem ręce na piersi. Kazuki odwrócił się i podszedł do mnie, bardzo blisko. Spojrzał w oczy.
- Może i go kochałem, ale teraz wszystko nabrało innego znaczenia. Ichi, ja... – Nie dane było mu dokończyć, bo w tym momencie Byou wyszedł z mieszkania.
- Wybaczcie mi, że wam przeszkadzam, ale zdaje się, że Utsukushi się zrzygał.
- Świetnie. – powiedziałem i uderzyłem się otwartą dłonią w czoło.

- Widzę, że masz gościa. – Kazuki spojrzał najpierw na mnie, potem na blondyna. Primadonna oparł się o framugę drzwi i pomachał mu. – Będę się zbierać, widocznie jesteś zajęty. – po tych słowach odwrócił się i odszedł. 


_________________________________________________________________________________


Pozwolę sobie tutaj zapytać, czy znalazł by się ktoś chętny - kto ma chwilę czasu i mógłby zająć się betą. Zainteresowane osoby, proszę zgłosić się na email. Osoba "betująca" ma za zadanie sprawdzić rozdział czy nie ma w nim żadnych błędów - interpunkcyjnych, ortograficznych, składniowych i tak dalej. Umożliwili to szybsze ich dodawanie, aniżeli ja mam je sama sprawdzać.

Druga sprawa. Czy są jakieś parringi (poza SCREW również), o których chcielibyście przeczytać shoty? Ostatnio ktoś chciał  coś z RukixByou, zaczynam poważnie o tym myśleć.

Trzy. Za niedługo zacznę dodawać nową serię KazukixIchi. Będzie w trochę innym stylu, niż obecna seria. Nie podam Wam dokładnej daty kiedy - bo sama jeszcze do końca tego nie wiem. 

14 komentarzy:

  1. Whoa, więcej proszę.
    Nawet nie wiesz jak czekałam jakiegoś fragmentu Vincenta x Ayu. Co do paringów jestem jak najbardziej za Ruki/Byou, ale wcale się nie obrażę za Kaia (GazettE) połączonego z bliżej nieokreślonym ktosiem z screw.

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOOOOOOO *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, Akiro. *uśmiech*
    Zachowanie Yuuto sprawia, że w kieszeni otwiera mi się przysłowiowy nóż. Złapałam się na tym, że oglądając komentarz SCREW z czasów, kiedy Yuuto był jeszcze ich basistą, gapiłam się na tego Urodziwego Skurczybyka, pomstując pod nosem (Cóż Ty uczyniła, Akiro?). Mazgaj, po stokroć mazgaj i Podręcznikowa Ofiara Losu, która próbuje rozwiązać wszystkie problemy wypłakując sobie oczy (albo dobierając się komuś do spodni, ale kwestię "podejrzanej rozwiązłości łóżkowej" wspaniałomyślnie zignoruję! *uśmieszek*).
    Kazuki... Uuu, a cóż on najlepszego kombinuje? Nie będę się rozwodzić nad kreacją jego postaci - nikt nigdy chyba nie będzie w stanie opisać go w sposób, w jaki istnieje w mojej wyobraźni (ale to wina tego, że tak go bezwstydnie i całkowicie idealizuję, czyniąc z niego Pół Boga).
    Byou nieodmiennie mnie bawi - i chyba tak miało być, domyślam się, że robi tu za Etatowego-Błazna (te zabójcze koturny!) i, czasami, Ramię Do Wypłakania Się (ale akcja Ichi-Byou-Toaleta była rozkosznie dobra, aprobuję!).
    Ichi... Nie oszczędzasz biedaka, co? Że też on jeszcze funkcjonuje, biorąc pod uwagę te rozliczne bitchslapy, dołki i doliny, które kopie pod nim Los, zdrady, namioty (*hi-hi-hi*), skoki w bok... A to wszystko podsypane odrobiną Białego Proszku oraz ogromną słabością do whiskey. Biedna Biedaczyna. *śmiech*
    Podsumowując - jest ciekawie, czekam na kontynuację, z pewnością jeszcze nie raz zdołasz mnie zaskoczyć.
    .
    .
    .
    .
    P.S. - Siostra...? SIOSTRA? *I don't want to live on this planet anymore*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mogę wyjść z podziwu co do Twojego stylu pisania, to czysta przyjemność dla oczu. Jak zwykle, dziękuję Ci za cudowny komentarz i za poświęcenie chwili na przeczytanie tych moich wypocin. Byłabym zaszczycona, gdybyś zechciała ze mną zacząć korespondować drogą listową.

      Usuń
    2. ' mi, że wam przeszkadzam, ale zdaje się, że Utsukushi się zrzygał.'
      Lof

      Usuń
  4. Co ten kot...
    Akiś, kolejny rozdział i znowu poprawiasz mi humor. Chyba powinnam Ci bardzo, ale to bardzo podziękować. //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite! Tak się nakręciłam, że przeczytałam wszystkie rozdziały od początku XD'

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy kolejny? Naprawdę niesamowicie piszesz! Na początku stwierdziłem, że to pewnie będzie do dupy, ale myliłem się. Super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeszłaś samą siebie, tego się nie spodziewałam!

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.