Rozdział XIV

- Zrobię wszystko, żeby cię ochronić. – załkałem, mocząc jego bandaż. – Mogłeś zginąć, dlaczego wtedy zdecydowałeś się jechać? - Zapytałem, bardziej jakby sam siebie. – Nie pozwolę ci nigdy więcej zrobić takiej głupoty. Zrozum idioto. Kocham cię.

Wtedy poczułem, jak jego dłoń mocniej zaciska się na mojej.

Otworzył oczy i gwałtownie je przymrużył. Zamrugał nimi kilkakrotnie i westchnął cicho. Dźwignął się lekko, jednak zasyczał i szybko położył się z powrotem. Oderwałem się od niego i puściłem jego dłoń. Chłopak przez chwilę wydawał się nie kontaktować ze światem, jedynie rozglądał się po pomieszczeniu. Wtedy jego wzrok zwrócił się ku mnie i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłem ją lekko i pomogłem mu usiąść. Do sali wszedł lekarz.
- Jak się czujesz? - zapytał i poświecił mu latarką po oczach. - Źrenice w porządku. - mruknął.
- Dobrze, tylko boli mnie klatka piersiowa i trochę kręci mi się w głowie. - odpowiedział zachrypniętym głosem. Lekarz poruszał jego kończynami sprawdzając koordynację. Kazuki nie odrywał wciąż wzorku ode mnie. Wydawał się być zaskoczony moją wizytą.
- Wszystko jak należy.
- Kiedy będę mógł wrócić do grania na gitarze? - szybko zapytał.
- Nie ma mowy o jakiejkolwiek grze. - powiedział stanowczo mężczyzna. Kazuki spojrzał na niego, jakby nie dowierzał w to, co słyszy.
- Słucham? - zapytał niepewnie.
- Przynajmniej do czasu, aż twoja ręka w pełni się nie zrośnie. - poprawił okulary na nosie.
- Nie mogę, nasz zespół...
- Przykro mi, ale twoje zdrowie to priorytet. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Odpoczywaj. - powiedział i opuścił pomieszczenie. Kazuki ponownie przeniósł swój wzrok na mnie.
- Długo tu siedzisz?
- Może z dziesięć minut. - powiedziałem i otarłem wierzchem dłoni jeszcze wilgotne od płaczu policzki. Chłopak spojrzał na mnie i przejechał opuszkami  palców po mokrych śladach.
- Płakałeś? - zapytał, patrząc na mnie wyczekująco.
- Nie, ja tylko... - zaciąłem się. Nie miałem pojęcia co mu powiedzieć. Nic racjonalnego nie przychodziło mi do głowy, w co mógłby uwierzyć. Zastanawiałem się, czy słyszał moje wyznanie.Wtedy Kazuki pewnie przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Jedną ręką gładził mnie po włosach. Ucałował lekko moją szyję.
- Po prostu bałem się o ciebie. Tak cholernie się bałem. - powiedziałem i znowu się rozpłakałem.
- Dziękuję. - odparł i delikatnie mną kołysał, chcąc mnie uspokoić.

- Niewiele pamiętam, szczerze powiedziawszy. - westchnął i pogładził mnie po wewnętrznej części dłoni. - Sporo piliśmy, byłem strasznie zdenerwowany, chciałem wrócić do domu, wsiadłem na motor i... pustka. - spojrzał przez okno. Zapadła chwila ciszy. Widocznie gorączkowo o czymś rozmyślał. Poruszyłem się niepewnie i opuściłem głowę.
- Kiedy cię wypuszczają? - zapytałem cicho, skupiając uwagę na jego dłoni, która spoczywała na mojej.
- Pojutrze. - odpowiedział i przysunął się bliżej mnie. Chwycił mnie za obie dłonie, splótł je ze swoimi i ucałował. - Posłuchaj mnie teraz uważnie, dobrze? - pokiwałem twierdząco głowa w odpowiedzi. Uśmiechnął się lekko i przejechał jedną ręką po moim udzie, przechodząc na brzuch i ciągnął tą wędrówkę powoli przez mój tors, kończąc na mojej twarzy. Tam jego dłoń spoczęła na moim policzku. - Mogę cię o coś poprosić?
- O co tylko zechcesz. - odpowiedziałem bez chwili zastanowienia.
- Ichi... Tyle razy chciałem z tobą porozmawiać o pewnych bardzo ważnych dla mnie rzeczach. To się odwlekało przez długi czas. Przemyślałem jednak sprawę dużo wcześniej. To nie ma sensu. - zrobił pauzę. Przyglądałem mu się uważnie, myśląc do czego zmierza. - Zapomnijmy o sobie. Udajmy tak, jakbyśmy nigdy się nie znali.
- Ale...
- Tak będzie lepiej, wiesz? - puścił moje dłonie i odsunął się. - Dla ciebie mam być martwy. I ty dla mnie też będziesz.
- Lepiej dla kogo? - wysyczałem.
- Dla ciebie. Dla mnie. Dla Yuu. Dla reszty chłopaków zresztą też. - zrobił pauzę. - Wiem, że mnie nienawidzisz. - spojrzałem zaskoczony na niego i poczułem ucisk w żołądku. - Unikniemy w ten sposób sporów i niezbyt przyjemnych sytuacji. To jak? - jeszcze niespełna godzinę temu wyznałem mu miłość (co z tego, że spał, a przynajmniej udawał), a teraz on próbuje mi wmówić, że go nienawidzę. On nie usłyszał... Nic nie usłyszał. Ucisk nasilił się bardziej, a mi odebrało mowę. Wtedy drzwi pomieszczenia otworzyły się i stanęła w nich lekko zaskoczona sytuacją Rieen.
- Nie będę wam przeszkadzać. - rzuciłem i szybko stamtąd wyszedłem.

Dwudziesty czwarty marca, godzina... Nawet nie wiem która, w każdym razie jest noc. Sięgam po kolejną garść leków nasennych. Nie, nie chcę się zabić, aczkolwiek myślałem o tym. Po prostu nie sypiam zbyt dobrze od ostatnich dni. O jedzeniu nie wspomnę - mdli mnie, gdy tylko wezmę cokolwiek do ust. Poza alkoholem czy papierosami. Stres chyba wypluł mój żołądek. Mam wrażenie, że moje nerwy ponaciągane są jak struny. Cienkie struny. Dwudziesty czwarty marca. Mijają dokładnie trzy tygodnie, odkąd ostatni raz widziałem Kazukiego. Od wyjścia ze szpitala nie chodzi już tymi samymi drogami co zawsze, na próżno jednak codziennie wypatruję go przez ciemne szyby witryn sklepowych. Nie pojawia się na próbach, chłopaki mają w zastępstwie gitarzystę supportującego, dopóki lider nie wróci do pełni sił. Czasami kiedy przechadzam się po mieście szukam go pod klubem cerberów Yakuzy. Tam też go nie ma. Dwudziesty czwarty marca. Kazuki nie daje żadnego znaku życia, przynajmniej mnie, bo innych nie ignoruje. Wprowadził swój plan w życie tak, jak zapowiedział. Dla niego umarłem. Przez pewien czas też próbowałem uśmiercić go w mojej pamięci, jednak wszystkie sytuacje i jego słowa nie chcą zostać pogrzebane. Nie odszedłem od Yuuto, Byou miał rację, traktuję ludzi przedmiotowo. Zostałem na tym, na czym jest mi wygodnie. Gdyby nie brunet, nie wiem, czy bym teraz żył. Za tydzień zapada ostateczna decyzja o wydanie ich pierwszego singla, mają zagrać kolejny koncert i rozpocząć promocję. Byou chwalił mi się, że ma już pełno piosenek na ich debiutancki album. Pokazywał mi teksty i melodię do niektórych z nich. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobały. Blondyn przychodzi codziennie. Tylko on wie o tym, co dzieje się w środku. Tylko przy nim jestem wypranym z emocji, bezdusznym człowiekiem, którego serce dawno skamieniało i posypało się na kawałki. Przy innych byłem starym, zwyczajnym Ichim. Brzydziłem się sobą patrząc z perspektywy czasu, jaką nieludzką kreaturą się stałem. Przyłapałem się kiedyś na tym, jak kochając się z Yuuto nieświadomie wypowiedziałem imię Kazukiego - gdzie mój kochanek tego w ogóle nie zauważył. Na początku starałem się odrzucić to od siebie, jednak z czasem, za każdym razem kiedy dochodziło między nami do zbliżeń, myślami byłem w zupełnie innym miejscu. Z każdym dniem czułem rosnące obrzydzenie do siebie. Każdego ranka patrzyłem na siebie w lustrze z nienawiścią. Jakiekolwiek chęci do życia opuściły mnie już dawno. Dni były rutyną, a ja usilnie pod maską sztucznego uśmiechu brnąłem przez nie, czując jak opadam z sił. Ta podróż niedługo może się dla mnie skończyć. Sam powoli wpędzałem się do grobu, wyniszczając się od środka. Wiele nocy rozmyślałem o tym, co miłość potrafi zrobić z człowiekiem. A w tym wszystkim czułem się żałośnie. Żałośnie bezsilny, że nie potrafię zwalczyć w sobie, tak patetycznego uczucia. Nie czułem, żeby mnie uskrzydlała – wręcz przeciwnie, każda sekunda napawała mnie przekonaniem, że to jest jak schorzenie, na które istnieje lekarstwo, jednak jest ono na tyle nieosiągalne, że brak dostępu do niego dosłownie przybijał mnie do ziemi. Czasami godzinami potrafiłem snuć się bez celu niczym duch po dzielnicach Tokyo. Wcale nie miałem ochoty iść na ten koncert, jednak wiedziałem, jak ważne to jest dla Yuuto. Nie chciałem zawieść również jego, choć zadawałem sobie sprawę z tego, że powoli oddalaliśmy się od siebie. Spieprzyłem wszystko swoim egoistycznym zachowaniem, nigdy wcześniej się nie kłóciliśmy, gdzie teraz sprzeczki coraz bardziej wkraczały do naszego życia codziennego. To było jak schemat – Yuu miewał pretensje, że unikam go, zaczynałem krzyczeć, mówiłem dużo, zdecydowanie za dużo i za często takie rzeczy, których nie chciałem, chłopak obrażał się na mnie i płakał. Długimi godzinami po prostu płakał. Sumienie ucierało się gdzieś powoli na granicy z mieniem wszystkiego totalnie w dupie i potem przepraszałem już tylko jakby z obowiązku. Miałem wrażenie, że coś ukrywał przede mną.

Dobrze znany dźwięk dzwonka do drzwi zamącił ciszę w jakiej napoczynałem kolejną paczkę srebrnych Westów. Ignorując momentalnie irytujący hałas niespiesznie odpaliłem jednego i kiedy dym przyjemnie drapał mnie w gardło dźwignąłem się z ciepłego miejsca z kanapy, z którego miałem widok na pochmurną pogodę za oknem, która zdawałoby się płakała dziś ze mną. Doczłapałem się bezszelestnie do frontowego wejścia, przesunąłem zamek i nacisnąłem klamkę. Uśmiechnięty od ucha do ucha Byou stał w drzwiach. Bez przywitania wśliznął się w głąb pomieszczenia i postawił sporawą butelkę drogiego winna na blacie wysepki kuchennej. Założył włosy za ucho tak, że długie, srebrne kolczyki zadzwoniły, a jego blond fale opadły mu na ramiona. Stał chwilę, szukając czegoś po szafkach, by po chwili z triumfalną miną wyciągnąć z jednej otwieracz do korkowanego wina. Wcisnął ostrzejszą stronę w miękką fakturę przedmiotu i docisnął ją do końca. Usłyszałem pomruk zadowolenia.
- Nie uwierzysz kogo dzisiaj spotkałem. – wyciągnął otwieracz z korkiem i podszedł do jednej z wiszących szafek. Wyciągnął z niej dwie lampki do wina i chwytając je oraz otwartą już butelkę dosiadł się do mnie. Rozlał płyn i podał mi jedno naczynie. – Mój stary znajomy ze szkoły średniej pracuje w jednej z tych winiarni, których sieciówki całkiem niedawno się otworzyły. – kontynuował widząc, że i tak raczej się nie odezwę. Zawsze tak robił i byłem mu wdzięczny za to, że nie musiałem nic a nic mówić. Nadrabiał to za nas oboje. – Mam kilka zdjęć. Chcę, żebyś je obejrzał. – wyciągnął kopertę i podał mi ją. Otworzyłem i zacząłem przeglądać różnie skompletowane ubrania. Spojrzał na mnie i zagryzł nerwowo wargi. – Pomożesz mi coś wybrać na koncert? – rozłożyłem je wszystkie na stole przed sobą. Uważnie przyglądałem im się przez chwilę i chwyciłem jedno, na którym cały strój był skąpy i lateksowy. Nie mogło zabraknąć jednej z jego ulubionych par butów (istne killer heels), których platforma i obcas miały łącznie jakieś 25 centymetrów.
- Zdecydowanie ten. – wskazałem wcześniej wymieniony zestaw i podałem mu.
- Nie myślisz, że jak na jeden z pierwszych koncertów to zbyt... wyzywające?
- Dla ciebie takie słowo nie istnieje. – zaśmiałem się gorzko. Blondyn  uśmiechnął się i przytaknął.
- Racja.  

Znalazłem sobie miejsce gdzieś w samym końcu pomieszczenia z dala od sceny. Zgromadzeni fani czekali skandowali, wypatrując wejścia chłopaków na scenę. Swoją pozycję uznałem za bezpieczną i pewną - mogłem stąd podziwiać Kazukiego. Zacząłem bawić się jednym z guzików mojej koszuli, kiedy okrzyki, wrzaski i piski stały się o wiele głośniejsze. Uniosłem głowę w kierunku sceny i przez gęsty tuman dymu i mgły spowitej w sali koncertowej próbowałem odnaleźć postać bruneta. Wszedł jako ostatni. Serce na jego widok przyspieszyło mi niemiłosiernie, poczułem falę gorąca, którą zaraz zastąpił zimny dreszcz, który przeszył cały mój kręgosłup. Wzdrygnąłem się i potarłem nerwowo skronie. Zauważyłem na ręce lidera bandaż zawiązany niezbyt dokładnie, spod którego wystawały szwy. Pomimo to dzierżył swoją gitarę pewnie i mocno. Uśmiechał się, jednak w tym uśmiechu, nie widziałem dawnego Kazukiego - lecz osobę, którą sam się stałem - chodzącą pod maską. Nogi ugięły się pode mną.

Byli już w połowie występu. Obserwowałem go cały czas, choć on mnie nie dostrzegał. Był zbyt daleko i zbyt pochłonięty grą. Widać, że świetnie się bawił z pozostałymi. Wysunął się na przód i z pasją sunął po strunach, grając swoją solówkę, kiedy na jego twarz wpełzł grymas bólu, a po zabandażowanej ręce spłynęła krew. Szwy pękły i to doszczętnie, on jednak nie przestawał grać, choć wiem ile bólu musiała mu sprawić tak obficie krwawiąca rana. Po sali rozniósł się pomruk zaskoczenia, wokalista spojrzał na lidera znacząco, oglądając jego rękę, na co ten pokiwał głową, aby blondyn nie przestawał śpiewać. Patrzyłem na to wszystko, czując ogromny ból rosnący w moim sercu. Tak bardzo chciałem mu wtedy pomóc, choć wiem, że nie mogłem nic a nic zrobić.
Zmierzając w kierunku garderoby usłyszałem głośne krzyki. Zdziwiony zaistniałą sytuacją lekko uchyliłem drzwi, z których dochodził hałas. Kazuki siedział z nowym bandażem na ręce, reszta zaś stała i wydzierała się na niego.
- Czy ty masz mózg?! - blondyn wściekle wymachiwał rękoma. - Mogliśmy sobie dzisiaj to wszystko odpuścić, i koncert i singiel mogły poczekać. Nie wierzę, jak możesz być tak uparty. - brunet obserwował to wszystko, nic nie mówił, jedynie przenosił swój wzork na osoby, które akurat wyrzucały na niego swoje skargi i zażalenia. Poruszyłem się niespokojnie i zahaczyłem o klamkę, otwierając drzwi jeszcze bardziej. Wtedy spojrzenia - moje i lidera spotkały się. Chłopak otworzył na mój widok usta, chcąc coś powiedzieć, jednak zamknął je po chwili. Zignorował pozostałych i ruszył pewnie w moim kierunku. Wpadłem.

6 komentarzy:

  1. Jezu. Krzyczę. Mentalnie, ale jednak. W mojej głowie co chwilę pojawia się pytanie "Dlaczego do cholery?". Właśnie nadszedł ten moment kiedy historia zaczyna mnie denerwować, frustrować, ale nie w negatywnym sensie. Cholernie odczuwam wszystko co się dzieje. Akiro, przeszłaś samą siebie // Sumire

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i wysłałem Ci mój dokładny komentarz sms'em to postanowiłem, że tutaj też coś dodam(to byłoby dziwne gdybym nic nie napisał). Nie napiszę o tym jaki świetny, genialny, 'och i ach' jest ten rozdział bo to dosyć często ode mnie słyszysz i dobrze o tym wiesz mimo, że próbujesz czasem zaprzeczać. Otóż nie wiem jak ty to wszystko robisz, opisy nazbyt znajome, jedynym moim zażaleniem jest to, że rozdział jest za krótki i zbyt wciągający *gapi się na swoją lekturę, którą na wczoraj miał przeczytać, a za kilka godzin czekają go 2 godziny rzezi* O lenistwo,nawet nie chce mi się przeczytać tych nieszczęsnych 82 stron. Życzę Ci utrzymania dobrej passy i nowych pomysłów na rozdziały, trzymaj się! (◎_◎;) Ten emotikon chyba idealnie opisuje moją minę po przeczytaniu tego rozdziału, zabawne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Akiro, to jest cudowne! Strasznie mi przykro bo za krótkie. Czekam niecierpliwie na następny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny ten rozdział, chyba chcesz żebym wypłakała się na śmierć TT.TT

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby ktokolwiek widział moją minę podczas czytania tego rozdziału, zapewne umarłby ze śmiechu.
    Oczywiście rozdział jest genialny jak zawsze Akirko.
    Trzymaj się ciepło i niech nie zabraknie Ci weny! A gdybyś chciała porozmawiać to masz mojego meila i numer gadu-gadu. <3 //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  6. Omg zaczęłam dość niedawno czytac twoje opowiadanie. Ale jest tak genialne, że nie mogę sie doczekać kolejnych rozdziałów. Aww *___*

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.