- Czy ty masz mózg?! - blondyn
wściekle wymachiwał rękoma. - Mogliśmy sobie dzisiaj to wszystko odpuścić, i
koncert i singiel mogły poczekać. Nie wierzę, jak możesz być tak uparty. -
brunet obserwował to wszystko, nic nie mówił, jedynie przenosił swój wzrok na
osoby, które akurat wyrzucały na niego swoje skargi i zażalenia. Poruszyłem się
niespokojnie i zahaczyłem o klamkę, otwierając drzwi jeszcze bardziej. Wtedy
spojrzenia - moje i lidera spotkały się. Chłopak otworzył na mój widok usta,
chcąc coś powiedzieć, jednak zamknął je po chwili. Zignorował pozostałych i
ruszył pewnie w moim kierunku. Wpadłem. Pchnął drzwi, zaraz zamykając je za
sobą.
- Miało cię tu nie być. –
warknął wściekle. Gość z obsługi technicznej odwrócił się i krzywo się do mnie
uśmiechnął, po czym zwinął się z korytarza pozostawiając go pustym. Przełknąłem nerwowo ślinę. Nie potrafiłem zdobyć się na wypowiedzenie czegokolwiek. Stałem tak
tylko i patrzyłem w jego wściekle iskrzące się, brązowe tęczówki. Podszedł do
mnie pociągnął mocno za rękę i bez słowa prowadził gdzieś, sam nie wiedziałem
gdzie. To się nie może skończyć dobrze. Wepchnął
mnie do jakiegoś niewielkiego schowka na sprzęt i przyszpilił do ściany.
Nadgarstki uniósł ponad moją głowę i trzymał je, przyciskając do chłodnej
ściany. Mierzył mnie przez chwilę wzrokiem, po czym pokręcił głową z niezadowoleniem. Rozluźnił uścisk i postawił kilka kroków do tyłu. Potarł
policzek i przymknął powieki.
- No więc? – zapytał po
dłuższej chwili ciszy. Westchnąłem. Bardzo potrzebowałem, żeby mnie przytulił w
tej chwili. Sam by nic nie inicjował, jeszcze by mi się oberwało. Starałem się
opanować emocje, dreszcze wstrząsnęły całym moim ciałem.
- Tak się składa, że mój
chłopak też gra w tym zespole. – rzuciłem, czując, jak głos mi się lekko
załamał. – Miałem unikać ciebie, a nie jego. – Kazuki uniósł głowę spoglądając
na sufit.
- Masz rację, zapomnijmy o
tym. – lekko dźwignąłem się od ściany i chciałem ruszyć do wyjścia, kiedy
Kazuki zablokował mi skutecznie drogę, uniemożliwiając przejście. – Nie skończyłem
jeszcze. – dodał.
- Daj spokój, nie ma o czym
gadać.
- Owszem, jest. – powiedział,
ale już o wiele łagodniej. Przyciągnął mnie do siebie powoli i przytulił
niepewnie. Pogładził moje plecy, a potem ułożył dłoń na mojej głowie i
przeczesywał moje włosy, co chwilę bawiąc się jakimś kosmykiem. Znowu poczułem
jego unikatowy zapach. Zapach tytoniu i ciężkich, męskich perfum. Zaciągnąłem
się nim i objąłem kurczowo, jakbym się bał, że zaraz gdzieś mi ucieknie i już
nigdy nie wróć. Uspokoiłem się. Poczułem, że negatywne emocje ze mnie parują i
stan lekkiej błogości mnie wypełnia. Schowałem głowę w zagłębieniu jego szyi. –
Przepraszam. – zaczął po chwili. – Zachowałem się jak skończony dupek i tchórz.
- O czym mówisz? – zapytałem,
lekko zdezorientowany.
- O tym czasie, przez który
nie odzywaliśmy się do siebie. Wcale o tobie nie zapomniałem, choć próbowałem.
Z marnym skutkiem.
- Poczekaj. – odsunąłem się od
niego trochę niechętnie. – Dlaczego tak właściwie się stało? Jesteśmy tylko
znajomymi, o takich byle jakich się szybko zapomina. – chłopak spojrzał zdziwiony
na mnie, przekręcił głowę, po czym spuścił ja i pokręcił przecząco. Przyparł
mnie do drzwi i zmusił do spojrzenia w oczy.
- O znajomych może i tak, ale
ja nie umiałem zapomnieć o osobie, którą kocham. – zanim zdążyłem wypowiedzieć
cokolwiek, serce podeszło mi do gardła. Kazuki zbliżył swoją twarz i przechylił głowę i zatrzymując się o kilka milimetrów od moich ust powiedział:
- Kocham cię i nie umiem bez
ciebie żyć. – po tych słowach pocałował mnie bardzo delikatnie i czule,
muskając moje wargi prawie, że niewyczuwalnie. Miał miękkie i ciepłe usta,
którymi delikatnie jak motyl pieścił moje. Nie oddałem pocałunku, bo cały się
spiąłem i nie umiałem oddać pieszczoty. Czułem ucisk w brzuchu, ogarnęło mnie
podniecenie, które mieszało się z nieopisanym lękiem. Odsunął się ode mnie
niewiele i westchnął. – Ale masz Yuuto i to za niego niedługo wyjdziesz. Musisz
mi to wybaczyć, zapomnijmy o tym. Moja wina. – powiedział, a ja usłyszałem
wyraźne zawiedzenie w jego głosie. Zatęskniłem za jego dotykiem.
- Nie, poczekaj. – sam chwyciłem
go pewnie za marynarkę i mocno przyciągnąłem do siebie. Nie wierzyłem, że to
robię, ale pocałowałem go. Sam to zainicjowałem. Kazuki objął mnie jedną ręką w
pasie, drugą ujął mój podbródek. Ja sam wsunąłem dłonie w jego włosy i
całkowicie oddawałem się tej ekstazie. Pożądanie rosło we mnie z każdą chwilą,
przylgnąłem do niego całym ciałem. Odsunąłem się od niego po chwili łapczywie
łapiąc powietrze i oddychając płytko. Z amokiem i kompletnie omamiony
spojrzałem mu w oczy i uśmiechnąłem się.
- Ja ciebie też kocham,
idioto.
- Czy ty masz mózg?! - blondyn
wściekle wymachiwał rękoma. - Mogliśmy sobie dzisiaj to wszystko odpuścić, i
koncert i singiel mogły poczekać. Nie wierzę, jak możesz być tak uparty. -
brunet obserwował to wszystko, nic nie mówił, jedynie przenosił swój wzrok na
osoby, które akurat wyrzucały na niego swoje skargi i zażalenia. Poruszyłem się
niespokojnie i zahaczyłem o klamkę, otwierając drzwi jeszcze bardziej. Wtedy
spojrzenia - moje i lidera spotkały się. Chłopak otworzył na mój widok usta,
chcąc coś powiedzieć, jednak zamknął je po chwili. Zignorował pozostałych i
ruszył pewnie w moim kierunku. Wpadłem. Pchnął drzwi, zaraz zamykając je za
sobą. Minął mnie, rzucając jedynie spojrzenie pełne chłodu. Ocknąłem się.
Odwróciłem się i patrzyłem jak odchodzi. W sercu poczułem ucisk, a łzy podeszły
mi do oczu. Otarłem je szybko, poklepałem się po policzkach i wszedłem, witając
się z pozostałymi.
- I jak ci się podobało? –
zapytał Yuu, który od razu się na mnie uwiesił. Objąłem go jedną ręką w pasie i
ucałowałem w policzek.
- Świetnie, jak zawsze. –
wymruczałem mu do ucha. Wtedy do sali wszedł menedżer zespołu. Stanął na przeciwko
chłopaków.
- Musze przyznać, że tą akcją
narobicie sobie niezłego rozgłosu. – zaśmiał się. – Gdzie jest Kazuki? –
zapytał po chwili i zaczął się rozglądać?
- Wyszedł jakąś chwilę temu. –
odparł Byou.
- W takim razie musisz iść ze
mną i podpisać kilka papierów. To ważne, skoro chcecie wydać płytę, nie mam
racji? – wszyscy spojrzeli po sobie zaskoczeni. Wiedziałem, że byli przekonani,
że po tym incydencie ich szanse na zaistnienie będą marne, jednak mężczyzna
uznał to wszystko za świetną akcję promocyjną. Już widzę te nagłówki gazet czy reakcje innych. Blondyn uścisnął sobie dłoń z menadżerem i po krótkiej
wymianie zdań opuścili pomieszczenie.
- Nie umiem. – jęknąłem żałośnie
i schowałem twarz w dłoniach.
- Wspominał mi o tym. Nie
rozumiem jego zachowania. – odpowiedział blondyn i upił kilka łyków Martini.
Zawiesił szklankę w powietrzu i zakołysał nią lekko. – Szczerze to wiem tyle co ty. Nie traktował nikogo w taki sposób. Dziwne to wszystko. A co jeśli jest
w tym jakiś cel?
- Skąd mnie to wiedzieć, co
jest w jego głowie? Jednego dnia bawi się w moją opiekunkę, a następnego mówi,
że dla niego będę martwy.
- Może warto sobie odpuścić?
- Łatwo mówić. – Dźwignąłem się
lekko. Przystawiłem butelkę do ust i przechyliłem ją.
- A jeszcze łatwiej wykonać. –
odparł blondyn i nachylił się w moją stronę. – Wiesz co się mówi? Tego kwiatu
to pół światu.
- Ale ja nie chce połowy
świata, ja chcę jego. – znowu załkałem jak rozhisteryzowana nastolatka w
japońskiej dramie. Siedzieliśmy z blondynem od kilku godzin w jakiejś knajpie
na obrzeżach Tokio. Była niewielka. Cała przednia ściana była przeszklona tak,
że można było podziwiać panoramę miasta. Oprócz nas, nikogo tutaj nie było. Zresztą – co się dziwić, skoro było grubo po północy. Ułożyłem twarz na dłoni i
spojrzałem na widok, który malował się przede mną.
- Zobaczysz, kiedyś będziemy
się z tego śmiać. – powiedział po chwili ciężkiej ciszy i zaśmiał się nerwowo.
- Może kiedyś. – odparłem,
prawie że niesłyszalnie. – Byou, a ty?
- Hm? – chłopak oderwał się od
szklanki.
- Byłeś kiedyś aż tak
zakochany? – blondyn zmieszał się po tych słowach. Odstawił szklankę, spuścił
głowę i wlepił wzrok w jej zawartość. Myślał o czymś gorączkowo.
- Można tak chyba powiedzieć. –
zaczął po chwili. – I chyba nawet gorzej niż ty. Z tą różnicą, że sytuacja była
postawiona jasno, ja byłem skreślony na starcie. Jeśli chodzi o ciebie i
Kazukiego, to jest jeden wielki znak zapytania. To bardzo możliwe, że czuje coś
do ciebie. – po tych słowach przeniosłem na niego wzrok, a oczy mi zabłysnęły.
Bardzo bym chciał, żeby chłopak miał rację.
- Skąd ten wniosek?
- Przed chwilą sam mówiłeś, że
nie wiesz, co jest w jego głowie, więc... – westchnął i również spojrzał na
panoramę miasta. - Tak po prostu. Tak po prostu wnioskuję, że coś może być na
rzeczy. Dajmy mu czas, to będzie najlepsze rozwiązanie.
Wszystko od tamtego czasu
potoczyło się szybko, runęło jak lawina. Chłopaki mieli dobry start, stopniowo
zdobywali upragniony rozgłos, dni mijały, a ja dalej nie widywałem Kazukiego.
Każdej nocy powracał do mnie koszmar, w którym chłopak umierał w szpitalu na
moich oczach. Każdej nocy budziłem się z tego powodu. Każdej nocy bałem się
przez to zasnąć, bo cierpienie które ogarniało mnie wtedy było nie do opisania.
Isao powrócił do pracy. Jego brat jest pełni sił. Miku powrócił do swojego
życia i swoich zajęć, był bardzo szczęśliwy u boku Ayumi. Mimo iż nie
pracowaliśmy już ze sobą, utrzymywaliśmy stale kontakt. Sprawa mojego ślubu z
Yuuto również stała w miejscu. Zupełnie przestaliśmy rozmawiać na ten temat,
choć jakieś plany już mieliśmy. Chłopak nic nie inicjował i nie przyspieszał na
siłę, powtarzał jedynie, że weźmiemy go wtedy, jak oboje faktycznie będziemy i
gotowi i pewni tak ważnej decyzji. Byłem mu wdzięczny. U jego boku czułem się
bezpieczny i kochany, ale nie czułem już do niego tego, co kiedyś. Z każdym następnym
dniem, co raz bardziej odnosiłem wrażenie, że stawał się moim bratem, niż
chłopakiem. Całym sercem starałem się znienawidzić Kazukiego i obrzydzić go
sobie, jednak wychodziło mi to z odwrotnym skutkiem – to tylko sprawiało, że
tęskniłem za nim co raz to bardziej. Dla zespołu był to intensywny czas,
niedługo miała ukazać się ich płyta, toteż wiele czasu spędzali na próbach i w
studiu. Byou dopinał wszystko na ostatni guzik, zawalając nocki i pracując
bardzo ciężko. Czasami przesiadywałem z nim w sali nagraniowej do trzeciej,
bądź czwartej nad ranem dopóki blondyn nie stwierdzał, że utwór ma istotę
rzeczy i może uznać go za skończony. Widziałem, jak bardzo był zdeterminowany i
pochłonięty. Kiedy wytwórnia ustaliła z liderem ostateczną datę wydania albumu,
zapadły również decyzje o ich pierwszej trasie koncertowej. Kiedy się o tym
dowiedziałem, poczułem, że tracę wszystko. Przecież to wiązało się z wyjazdem i
Yuuto i Kazukiego, co oznaczało – dla mnie i narzeczonego długie rozłąki, a dla
mnie i Kazukiego, zerowe szanse, na jakiekolwiek podtrzymanie kontaktu. Byou
jednak od razu uspokoił mnie, proponując, abym pojechał z nimi i spróbował
swoich sił jako fryzjer. Muszę przyznać, że ogromnie ucieszyła mnie taka
profesja, co więcej, od razu się zgodziłem. Czekała mnie jednak kolejna, trudna
rozłąka.
- Udało ci się, dzieciaku. –
zaśmiał się, choć wiedziałem, że był smutny. – Od samego początku w ciebie
wierzyłem. – poklepał mnie po ramieniu.
- Isao, będzie mi brakować
pracy tutaj. Chciałbym ci za wszystko podziękować. Obiecuję, że jak tylko będę
wracać do Tokio, będę cię odwiedzać.
- Trzymam cię za słowo,
lolitko. – puścił do mnie oczko. – To kiedy zaczynasz?
- Za niecałe dwa tygodnie. –
westchnąłem. Choć czułem się szczęśliwy, z jednej strony rozstanie się dla
mnie z tym miejscem nie było lada wyzwaniem. Za bardzo przywiązałem się do
ludzi tutaj. I do wspomnień, przede wszystkim.
- Będziesz musiał mi się
koniecznie pochwalić efektami pracy.
- Na pewno tak zrobię. –
uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem dłoń w kierunku czarnowłosego mężczyzny. Chwycił
ją pewnie, potrząsnął nią, następnie objął mnie ramieniem i poklepał po
plecach.
- Trzymaj się. – powiedział po
chwili.
- Ty również. – uśmiechnąłem się
i opuściłem sklep. Wtedy poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. Odszedłem parę
kroków, po czym odwróciłem się i ostatni raz przed przygotowaniami do wyjazdu
spojrzałem, na moje w tej chwili już byłe miejsce pracy. Łzy płynęły mi po
policzku, a ja starałem się nie szlochać. Dostrzegłem Isao w witrynie. Pomachał
mi, na co ja również mu odmachałem. Właśnie zaczynałem zupełnie nowy etap w
życiu, który wiązał się z nowymi rozstaniami. Wszedłem do mojego ulubionego
parku, na obrzeżach miasta. Kiedy przedzierając się przez kamienne alejki
dotarłem nad staw, spojrzałem w niebo. Nie było ani jednej chmurki, a księżyc w
pełni oświetlał to miejsce. Zacisnąłem pięści i uśmiechnąłem się sam do
siebie.
Dam z siebie
wszystko.
~THE END~
Wiedziałem, od razu wiedziałem, że nie będzie takiej sielanki, hahah. Oczywiście nie byłabyś sobą gdybyś nie rozwaliła czytelnika na milion kawałków. Szkoda, że takie krótkie. Zakończenie najgorzej się czytało, te wspominki, ugh, ten rozdział był bolesny, nie ważne jak to brzmi. No nic, powodzenia w następnych opowiadaniach bo rozumiem, że nie bez powodu jest to 'THE END'. :)
OdpowiedzUsuńJAK TO KONIEC? PRZECIEZ.. SPRAWA ICHIEGO I KAZUKIEGO NIE ZOSTAŁA ZAKONCZONA.. A MOZE PLANUJESZ 2 CZESC? ~MYSLI SOBIE: POWIEDZ TAK! POWIEDZ TAK!~;-;
OdpowiedzUsuńSpokojnie, koniec tu ma zupełnie inne znaczenie. Dzisiaj postaram się dodać coś w postaci prologu.
UsuńJejku, strasznie melancholijny ten rozdział :c Akiro, jesteś mistrzem grania na uczuciach <3
OdpowiedzUsuńPiękne, Akiro. Ale po co ja Ci to piszę... Ty doskonale o tym wiesz.// Yoshike
OdpowiedzUsuń