Rozdział XIX



- Aoi! – był wyraźnie zadowolony – Nie zauważyłem cię wcześniej. – Czarnowłosy wstał z miejsca i przytulił młodszego. Coś we mnie zawrzało. Tak nie przytulają się dobrzy przyjaciele. Kazuki przysiadł się między nas i zamówił kolejnego drinka. Podjęli się rozmowy na temat zespołu bruneta. Kazuki wydawał się być strasznie szczęśliwy, z okazji rozmowy z Aoim. Uśmiechał się co chwilę, potakiwał i śmiał, z byle pierdół. Nie chciałem dłużej tego oglądać, więc dźwignąłem się z miejsca i wyszedłem na zaplecze. Tam zastałem kogoś, kogo spodziewałbym się teraz najmniej. 


Rysy twarzy wyglądały mi na dość dziwnie znajome. Podczas gdy mój obiekt obserwacji wdał się w konwersację z nie wiele wyższą od siebie osobą, próbowałem poukładać sobie pewne cechy i gesty, wspomnianego wcześniej obiektu. Duże oczy, lekko przymrużone, przez drażniący śluzówki dym papierosowy, nienaganna figura, delikatność w wykonywaniu najprostszych czynności - nawet kiedy strzepywała popiół, robiła to z ogromnym wdziękiem. Uśmiechnęła się szczerze do rozmówcy. Żeby zbytnio nie rzucać się w oczy, co by nie wyjść na bezczelnego gapia, postawiłem kilka niewielkich kroków do tyłu, by móc dalej spokojnie lustrować twarz dziewczyny. Tyły pubu, szczerze powiedziawszy, do świetnie oświetlonych nie należały, przez co kolor włosów pozostawał zagadką. Jednak prosto ścięta grzywka, odsłaniające ogromne oczy istotki, zdawała się co nieco zdradzać. Próbując poruszyć każdą możliwą komórkę w mózgu usilnie szperałem w odmętach pamięci za choćby urywkiem wspomnień, który mógłby mi coś zasugerować. Przekręciłem głowę lekko w bok i wciąż nie przenosząc wzroku – wyciągnąłem Djarumę i starałem się trafić ogniem w końcówkę, kiedy zorientowałem się, że o mało co nie podpaliłem filtra.   Nieprzyjemny wiatr owiał moje plecy, powodując, że lekkie dreszcze wstrząsnęły moi ramionami.  Dziewczyna wciąż nie odrywała wzroku, od swojego rozmówcy. Postanowiłem, że dam sobie spokój, bo gra nie była warta świeczki. Może tylko ją gdzieś spotkałem, przebywając poza domem i teraz ubzdurało mi się, że ją znam. Przystawiając papierosa do ust, przysiadłem na chłodnej, metalowej barierce i spokojnie obserwowałem najgłupsze szczegóły zaplecza. Wtedy na myśl przyszedł mi sklep Isao. Zupełnie zapomniałem, że miałem go odwiedzić. Spoglądając na wyświetlacz, uznałem, że mężczyzna jeszcze nie śpi, więc od razu wybrałem jego numer. Długo nie musiałem czekać.
- Tak słucham? – zachrypnięty, głęboki, męski głos, tonem obojętności dźwięczał, po drugiej stronie.
- Czy pańska lodówka dobrze chodzi? – zacząłem żartobliwie, by nieco przypomnieć mu o mojej osobie.
- Mnie na to nie nabierzesz, lolitko. – zaśmiał się. – Powoli zaczynałem myśleć, że w twojej nowej fusze wywieźli cię do lasu, brutalnie zgwałcili i zakopali.
- Wszystko jest w porządku. – No, prawie w porządku. – Jak twój brat? Widać jakieś poprawy, jeśli chodzi o stan zdrowia?
- Owszem, jest co raz lepiej. – słyszałem ulgę w jego głosie. – Zostawmy to, lepiej opowiedz mi, jak ci idzie.
- Całkiem nieźle! Zdążyłem już wiele się nauczyć, ekipa i specjaliści, którzy mnie otaczają są ogromnym wsparciem. Bez nich, by mnie tu dzisiaj nie było. – zarobiłem krótką pauzę. – Czasami jednak brakuje mi muzycznego. – westchnąłem cicho do słuchawki.
- Masz może czas, żeby wyjść napić się czegoś? – Isao wydał się być zatroskany. Zawsze taki był. Byłem dla niego, jak młodszy brat. Zawsze mieliśmy wspólny język i zainteresowania, które tylko naszą więź wzmacniały. Czułem się podle, za bardzo odpychając go w odstawkę, kiedy tylko nowa praca pochłonęła mnie całkowicie. Ale odkąd tu mieszkam – zawsze tak było. Będąc jeszcze u Isao i na praktykach u pani Sayuri – nie było mowy o spóźnieniu, pomyłce czy błędach. W końcu wziąłem odpowiedzialność za swoje czyny. Tyle, że niedługo potem poznałem Yuu, pojawił się również Kazuki i wszystko szlag trafił. Mam nadzieję, że teraz moja trasa pod górkę się skończyła i w końcu będę mógł ułożyć wszystko na swoim miejscu. Zawsze stawiałem dzienną metaforę, że życie czasami może być, jak puzzle – jeśli potrafi się je odpowiednio ułożyć, to nie ma mowy, żeby coś do czegoś nie pasowało, a efekt końcowy dawałby spójną i harmonijną całość. Tyle, że moje puzzle, się gdzieś pogubiły. Poza tym – najwyższa pora się ogarnąć, mam osiemnaście lat, nie osiem.
- Jestem w Tarimi, jeśli chcesz, to wpadnij.
- Mówisz o pubie przynależnym do tego Koreańczyka? 
- Tak, dokładnie tak.
- Nie będę ci przeszkadzać? – O ile się nie mylę, miłość mojego życia jest zajęta swoim „przyjacielem” i nawet nie raczy sprawdzić co ze mną. Na samą myśl o tym, poczułem, że coś we mnie kipi.
- Nie, nie. Będzie mi miło znów cię spotkać, Isao.
- Będę tam, za jakiś czas. Do zobaczenia.
- Trzymaj się. – rozłączyłem się. Wtedy zauważyłem, że nie jestem sam. Spokojnym ruchem spojrzałem za siebie. Za mną stał mój obiekt obserwacji ostatnich dziesięciu minut.
- Wiedziałam, że skądś cię znam. – wyjęła mi to z ust. Jej głos był przeuroczy. Potrząsnąłem lekko głową, marszcząc brwi w geście niezrozumienia. Dziewczyna westchnęła tylko ciężko i założyła ręce na piersi.
- Przykro mi, ale nie mogę sobie przypomnieć kim jesteś. – powiedziałem, zgodnie z prawdą, rozkładając lekko ręce, na znak kapitulacji. Brakowało tylko białej flagi.
- Widzisz tamten neon? – zapytała i podeszła do mnie. Wskazała na niego palcem, kierując drugą ręką mój podbródek w jego stronę.
- Chodzi ci o ten nad pubem? – zapytałem, próbując pojąc, do czego zmierza.
- Jeśli skrzywdzisz mojego braciszka, zawiśniesz na nim jajami w dół, zrozumiano? – już nie zdawała się być tak urocza, jak wcześniej była. Na samo wyobrażenie tego, potwornie się wzdrygnąłem. Ale wtedy mnie olśniło.
- Rieen? – wymówiłem jej imię powoli i bardzo cicho, upewniając się, czy nie zrobiłem błędu. Uśmiechnęła się promieniście.
- Brawo. – odgarnęła ręką kosmyk włosów, który opadł jej na twarz.  – Zauważyłam cię, odkąd wyszedłeś na zaplecze. Kazuki wiele o tobie mówi. – niczym zacięta płyta, powtórzyła słowa Aoiego. – Jesteście tu dziś razem, mam rację?
- Masz. – odpowiedziałem i spojrzałem na drzwi. – Tyle, że Kazuki jest teraz zajęty.
- Hm? – była wyraźnie zdziwiona. – Jak to zajęty?
- Aktualnie jest odcięty od świata. – kopnąłem kamyk, który akurat leżał w pobliżu i włożyłem ręce, do kieszeni marynarki. – Rozmawia z Aoim. – Imię tego bufona, wymówiłem z lekkim syknięciem. Rieen zaśmiała się. Spojrzałem na nią. Nic już nie rozumiałem.
- Musisz się przyzwyczaić. – odparła po chwili.
- To znaczy? – poirytowanie, mógłbym przysiąc, w tej chwili u mnie szczytowało.
- Wejdźmy do środka, tam ci wszystko dokładnie opowiem.
Kiedy pchnąłem ciężkie drzwi, wpuściłem swoją towarzyszkę jako pierwszą. Kazuki zapatrzony, jak w obrazek, rozmawiał wciąż z Aoim, żywo przy tym gestykulując. Byłem potwornie zazdrosny. Przeszliśmy obok nich. Nawet nie zwrócili na to uwagi. Rieen skinęła lekko na jedną z kelnerek. Zajęliśmy miejsce przy wolnym stoliku w kącie pomieszczenia.
- Co tu robisz, jeśli mogę spytać? – podjąłem się pierwszy rozmowy.
- Jestem współwłaścicielką. Dwa razy biały Moet Chandon! – uśmiechnąłem się pod nosem, bardzo lubiłem półsłodkie wino, zwłaszcza białe. Przesunąłem lekko palcem, po brzegach zapalniczki zdegustowany widokiem dwójki przy barze. Zauważyłem kątem oka, jak Aoi śmieje się do Kazukiego, odrzucając przy tym włosy za ucho. Sparodiowałem ten gest, z okropnie przebrzydłą miną i piskliwym, dziecięcym śmiechem. Wtedy do moich uszu dotarł chichot.
- Musisz być bardzo zazdrosny. – szybko odwróciłem się w stronę Rieen.  Zaczerwieniłem się, ze względu na swoje dziecinne zachowanie. Miała rację, cóż mogłem powiedzieć? Burknąłem jedynie coś do siebie, na co ona jedynie pokręciła głową z dezaprobatą i pobłażliwym, delikatnym uśmiechem. Spojrzała w ich stronę i westchnęła.
- Nasi rodzice, są bardzo dobrymi przyjaciółmi. Zwłaszcza ojcowie. Są dla siebie jak bracia, bo znają się, można rzec, że od kołyski. – zaczęła zupełnie naturalnie, jakby to była rozmowa o pogodzie czy wczorajszym kursie waluty jena japońskiego. Postanowiłem póki co się nie wtrącać. Postawiła pierwszy krok, gdzie ja wolałem zostać bezpiecznie w miejscu. Pociągnęła mnie za rękę, jak starsza siostra robi, troszcząc się o młodszego braciszka. Nie potrzebowała moich słów, by to zrobić, za co byłem jej bardzo wdzięczny. Wtedy poczułem pewnego rodzaju przywiązanie do tej dziewczyny, choć znałem ją od zaledwie piętnastu minut. Zupełnie jakby z mojego milczenia odczytała nieme pytanie. Teraz już rozumiałem, dlaczego była tak ważną osobą dla Kazukiego. Bo nie była tylko siostrą. Była też prawdziwą przyjaciółką.
- Aoi i Kazuki dorastali razem. Shiroyama od zawsze był dla Myszki jak starszy brat. Odkąd pamiętam, zabiegał o autorytet w oczach Yuu, nawet w tak zupełnie banalnych sprawach. Chciał w pewien sposób poczuć jego uznanie. Dla niego zawsze był osobą bardziej dojrzałą czy doświadczoną.  Już od dzieciaka o to z nim walczył – od wspólnych zabaw na boisku, strzelaniu z procy, wspinaniu na drzewo, przez pierwszą dziewczynę, lepsze oceny, próbowanie alkoholu, aż po wyścigi na motocyklach. To Aoi począł (bez głupich skojarzeń, zboczuchy wy. Od autora.) w Kazukim tą fascynację muzyką. To on go uczył grać na jego pierwszej gitarze akustycznej. Ale nawet nie mówiąc już o muzyce – zrobiła wymowny gest ręką i sięgnęła, po cygaretkę waniliową – po prostu Aoi zawsze był dla niego. Doskonale wiem, że nigdy się nie pokłócili, nawet obojgu to przez myśl nie przeszło. Zawsze mu kibicował, pocieszał, czy robił za niańkę i swatkę. – spojrzała z ciepłym uśmiechem w stronę Kazukiego. Wciąż się nie odzywałem, jedynie wzrokiem powiodłem na kelnerkę, która akurat stawiała przy nas zamówione wcześniej wino. – Dalej w nim widzę tego bachora, który próbuje mu wiele udowodnić.  – wtedy, odwróciła się do mnie i poklepała mnie krzepiąco po policzku. – Posłuchaj. Jesteś już duży, więc musisz przyjąć pewne rzeczy do wiadomości, bez tupania nogą. Aoi już na zawsze pozostanie jakąś ważną częścią życia dla Kazukiego. I nie proszę cię, abyś to w pełni akceptował, ale chociaż zrozumiał. – pokiwałem jedynie głową w odpowiedzi, choć nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. Zrozumieć? Trudna sprawa. Muszą się często widywać, skoro są dla siebie tacy ważni, a przez to czuję się jakbym był w zupełnym bonusie w związku, nie tylko z Zukkim, ale też z Aoim. Potrząsnąłem głową, na samą myśl o tym, bo wiedziałem, że moja wyobraźnia rzuci naszą trójkę za chwilę na łóżko. Postanowiłem jednak kontynuować temat. Musiałem wiedzieć.
- Czy oni kiedyś byli ze sobą? – zapadła chwila ciszy, między nasza dwójką. Jej smugi delikatnie przecinały jedynie rozmowy innych obecnych i cicho grająca muzyka. Poczułem ucisk w dole brzucha, oznaczający, że to, co mogę za chwilę usłyszeć, tylko potwierdzi moje obawy. Już miałem się wycofać, kiedy Rieen zaśmiała się nerwowo.
- Nie mam pojęcia. – zająknęła się. I niestety dalej bezskutecznie próbowała to ukryć. Czy to jakiś rodzaj unii siostrzano-braterskiej? – Poza tym, to niedorzeczne, nie uważasz? – chyba zorientowała się, jak bardzo nienaturalnie wypowiadała wcześniejsze słowa, więc teraz nabrała więcej odwagi.  Nie podobało mi się to. Pomimo tego co mi powiedziała, czułem niedosyt. Niestety, moje przekonania z każdą sekundą dwoiły się jak bakterie. Uporczywe bakterie. Wygląda na to, że reszty będę musiał dowiedzieć się, na własną rękę.
- Grunt, że jesteście razem, prawda? – podsunęła mi swoją lampkę z winem, na gest toastu, co więc ująłem swoją i stuknęliśmy delikatnymi brzeszkami kieliszków. Spojrzałem w stronę baru, któryś już raz, dzisiejszego wieczora.
- No tak. – westchnąłem ciężko. Razem? Teraz, to ja się boję nawet otworzyć lodówkę, żeby przypadkiem i tam Aoiego nie spotkać.
- A teraz musisz mi wybaczyć, jest już końcówka weekendu, a przede mną jeszcze sporo roboty papierkowej. Powodzenia. – na pożegnanie jedynie delikatnie pocałowała mnie w policzek. Świetnie. Moje szanse na dowiedzenie się czegoś od Rieen, właśnie zmalały do zera. Wtedy dostrzegłem, jak do baru wszedł Isao. Mężczyzna od razu mnie zauważył. Uśmiechnął się ciepło i przysiadł, na wolne obok mnie miejsce.

Nie odzywałem się do Kazukiego, przez całą drogę powrotną. Nie miałem nawet jak wejść mu w zdanie, bo wciąż oblewał mnie słowotokiem gadki o wszystkim i o niczym. Byłem odrobinę zły na niego, że w celu spędzenia czasu razem wybraliśmy się, na zwykłego drinka, a on zajął się „panem idealnym”. Nie wspomniał nic na jego temat, nawet nie wiem, czy zauważył to, jak bardzo odsunął mnie na bok, kiedy tylko on się pojawił. Cały czas jednak się uśmiechał w ten sposób, w jaki uśmiechać się może tylko on, co powoli mi to wszystko wynagradzało. Nie ukrywałem też jednak, że byłem już nieźle wstawiony, więc chyba tak naprawdę, to było mi wszystko jedno. Potakiwałem jedynie co chwilę i odwzajemniałem słabo jego uśmiech, gdyż z nadmiaru alkoholu moje mięśnie ważyły tonę, a ja sam o mało co, nie zasnąłem kilka razy na stojąco w trakcie naszego powrotu. Kiedy stanęliśmy pod drzwiami, on wciąż nie przestawał gadać.

- Hm. – zmarszczył brwi i wymownie przystawił dłoń do ust, w pozie zamyślenia. Zatupał nerwowo nogą, aż bezradnie dłonie opuścił. Natychmiast przylgnęły do kieszeni spodni. – Nie wiele wiem na ten temat. – powiedział po chwili. Czułem, że za chwilę zacznę wegetować w mieszkaniu blondyna w sile bezradności w całej tej sytuacji. Przerzucałem telefon z ręki do ręki, czekając, aż Byou kontynuuje swoją kontemplację.
- To, że znają się od dzieciństwa, zapewne wiesz? – pokiwałem jedynie twierdzącą głową. – Wiem, że często się spotykają i wychodzą gdzieś razem. Ale szczerze powiedziawszy, nie miałbym się czym martwić na twoim miejscu, Ichi. – przysiadł się obok mnie i położył rękę na moim ramieniu. Jak to nie mam czym, skoro się spotykają, a nie wiem w jakim celu? Nie chcę dać się drugi raz wrobić w toksyczny związek, jak ten z Yuuto. Powoli miałem wychodzić z siebie i siadać obok, zastanawiając się przy okazji, jak mogłem mu tak zaufać, w tym co mówił, kiedy Primadonna snuł dalej. – Aoi od jakiegoś już czasu ma dziewczynę, kto wie, czy już nie narzeczoną.
- Jak długo? – zapytałem jak automat, wyrwany z transu. Byou zaśmiał się.
- Nie chciałbym cię okłamywać, ale jakoś od siedmiu miesięcy, o ile mnie pamięć nie myli. Poza tym, wydaje mi się, że za bardzo histeryzujesz. Doskonale wiemy, i ty i ja, o tym, jak bardzo Kazuki cię kocha i świata poza tobą nie widzi. Nie rozumiem więc, dlaczego starasz się to odrzucić od siebie, świadomie bądź nie. – pokiwałem głową z niezrozumieniem. – Wydaje mi się, że Aoi to twój najmniejszy problem.
- To znaczy? – teraz już naprawdę miałem ochotę się załamać.
- Jedno słowo. – żachnął blondyn.
- Jestem na skraju załamania emocjonalnego, a ty się chcesz teraz bawić w, kurwa, kalambury ze mną? - blondyn urządzał sobie ze mnie kabaret. Czułem, że zaraz mu przyłożę, najbliżej leżącym w zasięgu moich rąk przedmiotem.
- Spokojnie. – powiedział, kiedy już się uspokoił. – Miałem na myśli Yuuto. Masz zamiar mu powiedzieć  o was?
- Masz na myśli, czy chcę popełnić samobójstwo?
- Wiesz, że prędzej czy później się dowie. I lepiej, żeby dowiedział się tego od ciebie, niż kogoś innego. Yuu to dorosły facet, będzie musiał to przyjąć do wiadomości.
- A co jeśli w jakiś sposób pokomplikuje to pewne rzeczy w zespole, a co gorsza odejdzie? – może i dorosły, ale wiem, jak bardzo by go to zabolało. Mimo iż już z nim nie byłem, dalej się o niego troszczyłem. W końcu o mało co (na szczęście, czy też nieszczęście?) się nie pobraliśmy. Z dnia na dzień nie przestanę go kochać i wiem o tym doskonale. Poza tym, to był wciąż przyjaciel Kazukiego. Nie chciałbym im w jakiś sposób popsuć relacji. Czułbym okropne wyrzuty sumienia.
- Mówi się, że prawda boli, a kłamstwa leczą, ale ile chcesz utrzymywać to w tajemnicy? Jak długo masz zamiar karmić go kłamstwem, że jesteś teraz zupełnie samotny? Przypominam ci tylko, że i Yuu i Kazuki grają w jednym zespole, a i wiem, że zapewne Myszka będzie chciał się tobą pochwalić reszcie. Jesteśmy jego przyjaciółmi, więc rzadko kiedy coś przed nami ukrywa. – zamarłem. W tym momencie wyobraziłem sobie, jakby się z tego rozpętała wojna. Blondyn miał rację. Muszę to załatwić z nim pierwszy, choć jeszcze nie mam pojęcia jak.

5 komentarzy:

  1. Niezly rozdzial. Czekam na wiecej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następny rozdział? Czekam z niecierpliwością! ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Akira, żyjesz jeszcze?

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.