~
Promienie słońca delikatnie
wpadały przez okno mieszkania. Było uchylone, wczoraj zmęczenie wzięło górę,
toteż po szybkim zapaleniu papierosa, zrzuciłem z siebie tylko koszulkę i od
razu poszedłem spać.
Z zewnątrz dochodziła masa odgłosów. Tokio żyło pełnią życia. Leżałem na materacu, tępo wgapiając się w sufit. Nie mam pojęcia ile czasu tak spędziłem. Odwróciłem głowę i spojrzałem na zegarek. Parę minut po jedenastej. Sfinks siedział na wysepce kuchennej, uważnie mnie obserwując. Machał delikatnie ogonem, raz w lewo, raz w prawo. Wyglądał niesamowicie wdzięcznie. Podniosłem się do siadu, lekko opierając się na łokciach. Poczułem ogromny ból w dole pleców. Wygody spania na materacu właśnie się odezwały. Syknąłem lekko, po czym zacząłem delikatnie masować obolałą kość. Muszę natychmiast coś z tym zrobić, inaczej za miesiąc nie będę w stanie wstać samodzielnie. W poniedziałek odbieram wypłatę, toteż zabiorę się za urządzanie lokalu. Odkąd tu się wprowadziłem, nie robiłem jakiegoś poważniejszego remontu, z wyjątkiem łazienki.
Z zewnątrz dochodziła masa odgłosów. Tokio żyło pełnią życia. Leżałem na materacu, tępo wgapiając się w sufit. Nie mam pojęcia ile czasu tak spędziłem. Odwróciłem głowę i spojrzałem na zegarek. Parę minut po jedenastej. Sfinks siedział na wysepce kuchennej, uważnie mnie obserwując. Machał delikatnie ogonem, raz w lewo, raz w prawo. Wyglądał niesamowicie wdzięcznie. Podniosłem się do siadu, lekko opierając się na łokciach. Poczułem ogromny ból w dole pleców. Wygody spania na materacu właśnie się odezwały. Syknąłem lekko, po czym zacząłem delikatnie masować obolałą kość. Muszę natychmiast coś z tym zrobić, inaczej za miesiąc nie będę w stanie wstać samodzielnie. W poniedziałek odbieram wypłatę, toteż zabiorę się za urządzanie lokalu. Odkąd tu się wprowadziłem, nie robiłem jakiegoś poważniejszego remontu, z wyjątkiem łazienki.
Wstałem i podszedłem do
"sierściucha". Oparłem się lekko o blat, zaś drugą ręką zacząłem
gładzić go po głowie. Kot zaczął łasić się do mnie i cicho pomrukiwać. Minąłem
go, z zamiarem przygotowania sobie śniadania, jednak gdy otworzyłem lodówkę,
mógłbym przysiąc, że słyszę tam świerszcza. Pusto.
~
Jak na środek zimy, dzień był
dzisiaj naprawdę przyjemny. Zdawałoby się nawet, że jest kilka stopni na
plusie. Niespiesznie wlokłem się bocznymi uliczkami Tokio w kierunku pustego
placu obok parku, który znajdował się kilka przecznic dalej. Ze względu na
wczesną porę (a było około dwunastej), postanowiłem udać się na bazar, który
właśnie rozstawiony był w tamtym miejscu. Praktycznie każdego dnia można było
tam kupić świeże produkty, bezpośrednio od hodowców i rolników. Stwierdziłem,
iż mam ogromną ochotę na sushi, a zawsze kiedy miałem na nie chęć -
zaopatrywałem się w potrzebne rzeczy właśnie tam. Mijałem dziesiątki twarzy
uśmiechniętych ludzi, wszyscy byli czymś bardzo pochłonięci. Zarówno od miasta
jak i od jego mieszkańców biła niesamowita, pozytywna energia. Ciężko było tu
złapać przysłowiowego "dołka". Wtuliłem delikatnie brodę w szalik,
rękoma zaś powędrowałem w kierunku wewnętrznej kieszeni kurtki w celu
odszukania papierosów, jednak zamarłem kiedy zamiast fajek poczułem swoje
żebra, przez materiał cienkiej koszulki Z pewnością mogłem je wtedy wszystkie
policzyć. Kiedy ostatni raz robiłem jakieś zakupy? Całymi dniami pracowałem,
zdarzało mi się w trakcie wychodzić coś zjeść, jednak obowiązki pochłaniały
mnie tak bardzo, że zwyczajnie o tym zapominałem. Z tego wszystkiego okropnie schudłem. Dobrze,
że chociaż kota karmiłem należycie. Dosięgłem w końcu upragnionego przedmiotu.
Odnalazłem również zapalniczkę i po chwili
głęboko zaciągnąłem się dymem. Każdego dnia pijałem szklankę kawy,
śniadania nie jadłem (bo zwyczajnie nie miałem na to czasu) paliłem w trakcie
pracy, a czasami (szaleństwo!) piłem energetyki, co by nie zasnąć na
stanowisku. Ot całe moje posiłki w ciągu dnia. Po tym nadmiarze kawy, którą
doiłem jak krowa hektolitrami, odnoszę wrażenie, że zamiast krwi w moim
organizmie płynie kofeina. Jak tak dalej pójdzie, to wykończę się. Chyba jednak
z góry przesądziłem swoje możliwości - nie jestem robotem i o samych napojach
kofeinowych i tytoniu daleko nie zajdę. Mój perfekcjonizm zaprowadził do tego,
że się zaniedbałem. Nie mogłem w tej chwili się nadziwić sobie, jakim cudem ja
jeszcze stoję. Zdarzało się, że pan Isao
burknął coś na mnie na temat tego, że znikam w oczach, ale puszczałem tą uwagę
mimo uszu. Był on dobrym i troskliwym człowiekiem, a co najważniejsze - nie
zadawał zbędnych pytań. Za to ceniłem go sobie chyba najbardziej.
Skręciłem. W oddali zaczęły mi
migać stoiska i krzątający się przy nich ludzie. Powoli zbliżałem się do celu.
Mijałem akurat słup ogłoszeniowy i zapewne przeszedłbym obok niego obojętnie,
jednak moją uwagę przykuł pewien plakat. Zatrzymałem się i cofnąłem o kilka
kroków. Uważnie przyjrzałem się ogłoszeniu. W jednym z moich ulubionych klubów,
miał się odbyć dzisiaj koncert wybitnego artysty jazzowego - saksofonisty
Hirokiego Nobuo. Co prawda wolałem ostrzejsze brzmienia, jednak pan Isao puścił
mi kiedyś kilka płyt tego wykonawcy. Bajka. Zdawałoby się, że instrument jest
stworzony dla niego i kiedy na nim grał, nie było jego, czy instrumentu. Była
jedna dusza. Może warto byłoby się wybrać? Ten weekend miałem wolny, w domu i
tak bym się nudził, a w końcu trochę czasu mogę poświęcić sobie. Strasznie
ciekawiło mnie zobaczenie go na żywo. Wyciągnąłem z kieszeni telefon, w celu
poinformowania pana Isao o tym wydarzeniu, jednak w słuchawce sygnał odbił się
głucho kilka razy, po czym się urwał. Ponowiłem czynność jeszcze dwa razy, aż w
końcu się poddałem. Ruszyłem przed siebie. Koncert zaczyna się o dwudziestej,
mam jeszcze masę czasu.
~
- Dzień dobry pani Hidami! -
zawołałem entuzjastycznie w kierunku niskiej, siwiutkiej i zgarbionej
staruszki. Jak zawsze włosy miała starannie upięte w wysoki kok. Przy jej boku,
wesoło szczekał maleńki kundelek. Podszedłem do jej stoiska i rękoma delikatnie
przepuściłem ryż między palcami. Był miękki i wręcz śnieżno biały. Wygląda na
to, że jak zawsze został zebrany jeszcze tego samego dnia.
- Witaj Ichi! Dawno Cię tu nie
widziałam. - Kobieta spojrzała na mnie. - Jeszcze dziś rano był zbierany. - No
proszę, nie myliłem się.
- Jak zawsze z resztą. Ostatnio
bardzo pochłonęła mnie praca, miałem masę obowiązków. Dziś odpoczywam. - Pani
Hidami obdarzyła mnie wzrokiem pełnym
troski i uśmiechnęła się.
- Zmizerniałeś chłopaku. Tyle ile
zawsze? - sięgnęła po papierową torebkę i skinęła dłonią.
- Tak, tak. - jak zwykle
wymijałem pytanie, dotyczące stanu mojego wyglądu. Staruszka zaczęła odważać
ryż, po czym podała mi go. Sięgnąłem do portfela, kiedy kobieta chwyciła mnie
lekko za dłoń i pokiwała głową. Ściągnąłem brwi, w geście niezrozumienia.
- Zabierz te pieniądze.
- Niech się pani nie wygłupia. -
ponowiłem próbę podania jej pieniędzy, kiedy oberwałem po ręce.
- Nie wezmę ich od Ciebie.
- Nie wypada tak! - jęknąłem,
masując dłoń.
- Już Ty mi nie mów, co wypada a
co nie. Bierz to i zmykaj. - No po prostu świetnie. Czy ja się naprawdę tak
zapuściłem, że wyglądałem jak biedne i zagłodzone dziecko? To był miły gest, ze
strony staruszki, jednak poczułem się okropnie niezręcznie. Podziękowałem jej i
szybko się pożegnałem czując, że mam ogromnego rumieńca na twarzy. Ponownie
wmieszałem się w tłum. Było tu dziś naprawdę dużo ludzi.
Zacząłem się zastanawiać co się
dzieje z panem Isao. Zawsze odbierał telefony, nawet kiedy był bardzo zajęty.
Jak każdy miewał problemy w życiu, ale był otwartym człowiekiem, więc zawsze
mówił mi o wszystkim. Mimo od tak krótkiego pobytu tutaj i czasu, od jakiego u
niego zacząłem pracować - zdążył mi zaufać i niejednokrotnie nazwać
przyjacielem. Myślę, że ja jego również mogłem tak nazwać. W pracy
rozmawialiśmy godzinami - a to muzyce, a to o instrumentach, a to o czymś
kompletnie nie mającym znaczenia. Zawsze potrafił mi coś doradzić, ze względu
na większy "bagaż życiowy". Nazywał mnie szczeniakiem i powtarzał, że
najlepsze jeszcze przede mną, a on sam jest już starym kundlem i gorzej chyba
już nie będzie.
~
Kręciłem się niby bezcelowo od
jakiś trzech godzin, ale jeśli chodzi o takie miasta jak Tokio - to mogę tak i
wieczność. Masa kolorów i neonów aż biła po oczach, słyszałem jakieś krzyki,
śmiechy, rozmowy, kłótnie. Jednym słowem mówiąc - czułem to tętniące życie tutaj. Przetarłem
oczy, miałem wrażenie, że to wszystko jakiś sen. A jednak, stoję na jednej z
najbardziej zatłoczonych dzielnic tej metropolii. Zawróciłem w jakąś uliczkę,
gdy nagle usłyszałem tekst, bardzo dobrze znanej mi piosenki:
Nani ga aru no?
The world line which is not in sight
Nani o sasageru?
Nani ka kake teru…
Zatrzymałem się.
Divergence
Itsu kara
Divergence
Shibarareta?
Ima mo menimieru kono sekai de
ikite iru
Divergence
Itsu made
Divergence
Waraeru no?...
-... Ima mo tenohira kara
kitto nanika ga koborete. - dopowiedziałem szeptem i uśmiechnąłem się do
siebie. Odwróciłem głowę i ujrzałem na rogu niewielki sklep. To stamtąd
dochodziła muzyka. W jego witrynach porozwieszane były gitary, płyty winylowe i
jakieś kartki. Zaciekawiony podszedłem bliżej. Przez lekko przyciemnione szyby
dostrzegłem postać wysokiego i szczupłego mężczyzny. Był dobrze zbudowany. Miał
średniej długości czarne włosy. Siedział na skórzanym, czerwonym fotelu i na
gitarze akustycznej przygrywał do melodii, która leciała z głośników. Od czasu
do czasu podśpiewywał coś pod nosem. Stanąłem w drzwiach po czym oparłem się o
futrynę. Przyglądałem mu się uważnie. Delikatnie sunął dłońmi, po strunach
instrumentu. Nic się nie liczyło poza nim i melodią. Kiedy skończył, przeniósł
swój wzrok na mnie.
- Długo tu stoisz, dzieciaku?
– zapytał z lekkim uśmiechem.
- Chwilę.
- Trzeba było mi przerwać.
- Chciałem posłuchać. Nie
codziennie idąc ulicą słyszę, jak ktoś przygrywa do Mejibray.
- No proszę, jednak dzieciak
ma gadane. – skrzyżował ręce na piersi. – Właź do środka, bo zamarzniesz w tej
futrynie. - Siknął na mnie ręką.
Wszedłem do pomieszczenia,
teraz uważnie mogłem się rozejrzeć. Po mojej lewej stronie wisiały rozmaite
gitary – basowe, elektryczne, akustyczne, klasyczne. Po prawej stronie stały
dwa skórzane, czerwone fotele. Nad nimi wisiała masa płyt, zarówno winylowych
jak i kompaktowych. Na wprost od wejścia była połyskująca metalicznie czarno – czerwona
lada. Za nią również wisiały płyty, ale też futerały i kostki do gitar. Całe
pomieszczenie było czarne. Mężczyzna okrążył blat dookoła i oparł się na nim
łokciami.
- Czegoś tu szukasz?
- Właściwie to tylko
przechodziłem. – podszedłem do jednej z gitar.
- To kiedy się
przeprowadziłeś?
- Słucham? – mężczyzna wyrwał
mnie z zamyślenia, bezpośrednim pytaniem.
- Nie jesteś stąd. – odparł, przeczesując
czarne kosmyki ręką.
- Będzie jakoś tydzień. –
zwróciłem się w jego stronę.
- Przepraszam, nie
przedstawiłem się w ogóle. Nazywam się Hideki Isao.
- Ryu Ichigo, ale wolę po
prostu Ichi. – mężczyzna zaśmiał się serdecznie.
- No więc, „Pop prostu Ichi”,
co Cię tu sprowadza?
- Przyjechałem tu z zamiarem
zostania stylistą sławnych japońskich zespołów rockowych.
- Interesujesz się Visual Kei?
– zadał dość retoryczne pytanie, po czym puścił do mnie oczko.
- Jak to, nie widać, że jestem
lolitą? – zapytałem ironicznie, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
- I jak idzie Ci realizacja tego planu?
- Na razie nijak. Skończyłem jedynie liceum plastyczne,
wydałem prawie całość oszczędności na zakup mieszkania i podróż. Muszę znaleźć
jakąś pracę dorywczą, żeby pójść na kursy. Póki co – aklimatyzuję się.
- Długo interesujesz się taką muzyką?
- Jakieś pięć lat.
- Całkiem sporo. Wiesz, dosyć
nie dawno otworzyłem się z interesem, jednak sam nie daje sobie tutaj rady.
Jestem szczerze zaskoczony, bo nie spodziewałem się takiego ruchu. Mogę się
mylić, ale Twoje pojęcie o muzyce jest niemałe. Myślę, że możemy się dogadać. –
Isao wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłem ją niepewnie, a on ją potrząsnął.
~
Cholera, jak tu duszno. Rozumiem że jest zima, ale tłum
jaki zebrał się na tej alejce był okropny, jedni stali i wpadali na drugich.
Nie szło ruszyć się w żadną stronę. Próbowałem przejść parę kroków, żeby jakoś
się uwolnić, kiedy dostrzegłem znajomą mi twarz. Isao! Stał na uboczu z jakimś
mężczyzną, zawzięcie o czymś rozmawiali. Zazwyczaj wesoły człowiek, teraz
wydawał się być bardzo smutny i przygnębiony. Rozpychałem się łokciami,
taranując ludzi, chcąc zmierzyć w jego kierunku. Drugi facet już odszedł,
czarnowłosy stał teraz i palił. Mocno się nad czymś zastanawiał. Kiedy
udało mi się skręcić, podszedłem do niego. Uniósł głowę do góry.
- Ichi, nie zauważyłem Cię tu wcześniej. – jego wyraz
twarzy był obojętny. Wypuścił dym z ust, ponownie opuszczając głowę.
- Dzwoniłem do pana kilka razy. Dziś wieczorem w Toketsu…
-… Słyszałem, Hiroki Nobuo. Niestety nie dam rady się tam
pojawić, choćbym bardzo chciał. – przerwał mi, zanim zdążyłem dokończyć. Coś
jest z nim nie tak. – Przykro mi, ale w poniedziałek sklep będzie zamknięty.
Wiem, że powinienem był Cię o tym wcześniej poinformować, jednak sam niedawno
się dowiedziałem.
- O czym…? – zapytałem niepewnie.
- Widzisz… Kilka dni temu zadzwonili ze szpitala, mój
brat ciężko zachorował. Jutro mają go wypisać i ktoś będzie musiał się
nim zająć. Przez jakiś czas. Obawiam się, że na ten czas muszę zamknąć
interes.
- Jest mi bardzo przykro panie Isao, rozumiem pańską
sytuację. – Oparłem się obok niego na barierce. Zamarłem na chwilę w bezruchu. Nabrałem
powietrza w płuca i podjąłem:
- Proszę spokojnie opiekować się bratem, ja mogę zająć
się sklepem. – powiedziałem na wydechu.
Isao spojrzał na mnie i pokręcił głową.
- Nie dasz sobie sam rady z tym wszystkim.
- Dam. Zanim mnie pan przyjął, też pan musiał sobie jakoś
radzić prawda? – objąłem go jednym ramieniem.
- Ichi to bardzo miło z Twojej strony, ale…
-…Żadnego ale. – przerwałem mu.
- Jesteś uparty, lolitko. – zaśmiał się smutno. –
Dziękuję. – Dodał po chwili. Odpowiedziałem mu uśmiechem. – Chociaż tak teraz
myślę… Mam młodszego siostrzeńca, gdzieś w Twoim wieku, myślę, że mógłby Ci
pomóc na ten okres czasu. Jak tylko bratu się polepszy, znów wrócę. Skontaktuję
się z nim dzisiaj.
- Ok, nie ma problemu.
~
Dochodziła godzina 16.00.
Skończyłem posiłek jakiś czas temu, byłem z siebie bardzo zadowolony. Lubiłem
sobie sporadycznie coś ugotować i nie chwaląc się – wychodziło mi to całkiem
nieźle. Sfinks kręcił mi się koło nóg, kiedy zmywałem naczynia.
- Czego byś chciał, piękny? –
kot ocierał się teraz o mnie. I wtedy mnie olśniło. Utsukushi! To jest
właściwie imię dla tego wdzięcznego stworzonka. – Utsukushi – powtórzyłem i
przykucnąłem, by pogładzić go po głowie – podoba Ci się? – Kot zaczął mruczeć,
pod wpływem mojego dotyku.
Koncert zaczynał się o
dwudziestej, jednak musiałem doprowadzić się do ładu. Muszę w końcu jakoś
wyglądać. Trochę roboty przede mną jest – muszę odnowić kolor na włosach, potem
je ułożyć, zrobić makijaż i wybrać stosowny ubiór. I teraz pytanie – trzy godziny
(bo musze jeszcze godzinę przeznaczyć na dotarcie tam) to dużo, czy mało czasu?
Pora się przekonać.
~
Pchnąłem ciężkie, drewniane,
dębowe drzwi i wszedłem do środka. Na sali panował półmrok. Złapałem rękoma
kołnierz niedbale zapiętej koszuli, po czym poprawiłem go. Postawiłem na coś
klasycznego – biała koszula, czarne spodnie od garnituru i pasujące buty.
Jednak żeby nie wyglądać zbyt sztywno jak na swój wiek, przerzuciłem krawat
przez szyje, a kołnierz i dwa guziki pod nim zostawiłem odpięte, przez co
odsłoniłem tym moje odstające obojczyki. Toketsu, był chyba jedynym takim „klubem”
w mieście (osobiście, bardziej nazwałbym to pubem). Miejsce miało klimat, rodem
z filmów o Bondzie. Kilka nisko zawieszonych lamp, jako tako oświetlały
pomieszczenie. W powietrzu unosił się zapach tytoniu ,starej whiskey i ciężkich
męskich perfum. Po rogach pomieszczenia były porozstawiane skórzane brązowe
narożniki, przy których stały dębowe stoły. Nad nimi wisiały wcześniej już
wymienione lampy. Kolejne stoliki przy ścianach oddzielały niskie półścianki.
Na samym środku był okrągły bar, przy którym stały stołki barowe. Była tam masa
rozmaitych alkoholi. Niewielka scena znajdowała się na wprost drzwi i jednocześnie
za barem. Instrumenty były tam już porozstawiane. Spojrzałem na zegarek. Za
chwilę się zacznie. Siedziały tu same bufony i bogate bubki, nie każdego było stać
na przesiadywanie w tak drogim miejscu. Jednak jako że z obu prac miałem
całkiem przyzwoite zarobki – od czasu do czasu mogłem sobie pozwolić na wypicie
tutaj kilku drinków.
Dostrzegłem w przeciwległym
rogu sali wolne miejsce. Usiadłem na narożniku, a po chwili podeszła do mnie
kelnerka.
- Czy podać coś panu? –
zapytała niska brunetka, o zjawiskowej urodzie.
- Szklankę podwójnego
Jamesona. *
- Już się robi. – odeszła, posyłając
mi zadziorny uśmiech. Wyciągnąłem papierosy. Przysunąłem popielniczkę bliżej
siebie i zacząłem palić. Rozległy się brawa. Hiroki wraz z zespołem weszli na
scenę i zajęli swoje miejsca. Światła lekko przygasły, a mistrz zaczął grać.
Zamknąłem oczy, oparłem głowę o zagłowie kanapy i wsłuchałem się w cudowne
dźwięki. Mogę teraz odpoczywać. W poniedziałek zaczyna się dla mnie harówka za
dwóch, choć nie przerażało mnie to w najmniejszym stopniu. Bardzo lubiłem
pracować, nie ukrywam tego. Każdy dzień, zbliżał mnie do upragnionego kursu.
Założyłem nogę na nogę i ponownie spojrzałem w kierunku sceny. Kelnerka
postawiła obok mnie szklankę, po czym odeszła.
Po chwili poczułem, jak ktoś
dosiada się obok mnie. Byłem zbyt wsłuchany w muzykę, żeby zwrócić na to uwagę.
Świetnie, a już myślałem, że będę mieć dzisiaj spokój. Jednak kiedy utwór się skończył, zaciekawiony obejrzałem
się, w stronę mojego nowego „gościa”. Przede mną siedział wysoki chłopak. Miał
brązowe, asymetrycznie ścięte włosy, które były starannie ułożone. Mocny
makijaż podkreślał jego brązowe oczy. Miał pełne wargi, w których znajdował się
kolczyk. Ubrany był całkiem podobnie do mnie – biała koszula, czarna mucha,
marynarka, spodnie od garnituru. Był visualem, byłem tego niemalże pewien. Jak widać
swój do swojego ciągnie. Kiedy zauważył, że przyglądam mu się dłuższą chwilę,
uśmiechnął się zadziornie i przygryzł wargę. Oparł się wygodniej na siedzeniu i
zaczepnym głosem powiedział:
- Nie mogę się nadziwić, że
takie osoby jak Ty, siedzą tutaj same. – Spokojnie wypuściłem dym z ust.
Skierowałem dłoń w kierunku popielniczki, po czym strzepnąłem spalony tytoń.
- I dlatego postanowiłeś się
tu dosiąść, mam rację? – zapytałem obojętnie, zwracając głowę w kierunku sceny.
Chłopak odpowiedział mi uśmiechem.
- Yuuto. – przedstawił się po
chwili, również kierując wzrok w kierunku artysty.
- Ichigo. – odparłem beznamiętnie.
Ponownie przy naszym (teraz już naszym, odkąd się tu dosiadł) stoliku zjawiła
się brunetka.
- Dwa razy podwójny Jameson.
Dla mnie z lodem. – zwrócił się do niej. Dziewczyna odeszła w stronę baru.
Spojrzałem pytająco na Yuuto.
- To już nie mogę postawić Ci
drinka? – zapytał, znowu się uśmiechając. – Spokojnie, nie mam zamiaru Cię
zgwałcić. – Dodał po chwili.
- Nikt Ci nie broni. –
Uniosłem lekko kąciki ust.
- Zgwałcić czy stawiać
alkohol? – zaśmiał się.
- Zostańmy na razie przy
Jamesonie. – ponownie przystawiłem papierosa do ust. Tym razem odwzajemniłem
uśmiech.
- Wnioskując po Twoim
wyglądzie, raczej interesujesz się inną muzyką, mam rację? – zapytał po chwili.
- To samo mogę powiedzieć o
Tobie.
- Zgadza się. – Kelnerka postawiła
szklanki na stole. – Tak się składa, że gram na gitarze basowej. – kontynuował.
- Grasz w jakimś zespole? –
Zainteresowałem się. Uniosłem szklankę i upiłem spory łyk.
- I tak i nie.
- Jak to?
- Po prostu dopiero zaczynamy.
– Również pociągnął łyk. – No więc Ichigo…
- Ichi.
- Ichi. Co robisz w takim
miejscu?
- Odpoczywam. Nie wolno mi? –
Zacząłem delikatnie kołysać naczyniem w powietrzu. Bursztynowy płyn mozolnie się przelewał.
- Oczywiście, że wolno.
Wcześniej nie spotkałem tutaj takiej osoby, jestem po prostu lekko zaskoczony,
że oprócz tych bogatych dupków, może tu być ktoś… Inny. – zaakcentował ostatnie
słowo.
- A Ty?
- Kiedy mam wolną chwilę, to
przychodzę.
- Pytam o teraz. – byłem lekko
zirytowany.
- Odpoczywam. Nie wolno mi? –
nie taki głupi, załapał o co chodzi.
- Oczywiście, że wolno. –
rozsiadłem się wygodnie, teraz jednak całym ciałem skierowałem się w stronę
Yuuto. Ponownie zacząłem mu się przyglądać. Muszę przyznać, że był całkiem
ładny. W sumie, to chyba nie zaszkodzi, jeśli się trochę z nim zabawię.
Nachyliłem się lekko w jego stronę. Dokończyłem whiskey i przysiadłem się
bliżej. W ogóle się nie speszył, patrzył na mnie zakładając nogę na nogę. Oparł
łokieć o blat, głowę zaś oparł na dłoni. Również zaczął mi się przyglądać.
- No więc Yuuto – tym razem to
ja zacząłem, jednak trochę innym tonem głosu. – Długo grasz?
- Kilka lat. Muzyka jest całym
moim życiem. – spojrzał na pustą szklankę. – To jak, następna kolejka?
- Jeśli masz ochotę. – Uśmiechnąłem
się. Skinął ręką na brunetkę, Najwidoczniej się znali, wspomniał w końcu, że często
tu bywa. Kiedy podeszła, nachylił się, zasłonił usta dłonią i szepnął jej coś
na ucho, po czym puścił oczko. Dziewczyna spojrzała na mnie.
- Już się robi. –
odpowiedziała również z uśmiechem i odeszła.
- Widzę masz tu niezłe wtyki. –
rzuciłem. Chłopak zaśmiał się serdecznie w odpowiedzi.
- Jeśli chcesz, możesz kiedyś
przyjść na naszą próbę.
- Bardzo. – odparłem zaczepnie.
- Następną mamy za tydzień.
Mogę prosić, o Twój numer telefonu, żeby się jakoś z Tobą skontaktować?
- Jasne. – Yuuto podał mi
swoja komórkę. Zapisałem mu jego numer. Wziął ją z powrotem ode mnie, po czym
puścił mi sygnał, tak abym również mógł zapisać jego numer. Po tej krótkiej
wymianie podał mi Jamesona z lodem.
- Zdrowie. – powiedział i
przystawił szklankę do mojej. Delikatnie stuknęliśmy nimi o siebie i upiliśmy
po kilka łyków. – A Ty czym się tu zajmujesz?
- Mam dwie dorywcze prace póki
co. Zbieram na kursy. Chcę zostać stylistą fryzur. – objąłem szklankę obiema
dłońmi i spojrzałem na jej zawartość.
- Ambitnie. Może Cię kiedyś
zatrudnimy, jak będziemy już „sławni”. – zaakcentował ostatnie słowo z ironią,
po czym zaczął się śmiać.
- Tsk, najpierw pomyślę, czy będę
chciał dla Was pracować, jak już sam będę „sławny”. – również wypowiedziałem to
z ironią i oboje zaczęliśmy się śmiać. Yuuto położył dłoń, na moim kolanie.
- Mieszkasz tu sam, czy z
kimś? – zapytał.
- Sam. Chyba, że liczy się
kot. – ponownie się zaśmiałem.
- Rozumiem. Nie szukałeś sobie
tutaj bratniej duszy? – jego ręka zaczęła gładzić mnie po udzie.
- Nie miałem na to zwyczajnie
czasu… - spojrzałem mu głęboko w oczy.
- Musisz być bardzo
zapracowany… - Zjechał wzrokiem na moje uda i przygryzł wargę. Dopiłem swoją
whiskey do końca, cały czas mu się przyglądając. Odpaliłem już któregoś
papierosa dzisiaj. Zaciągnąłem się, po czym zbliżyłem swoją twarz, do twarzy
Yuuto, na bezpieczną odległość. Chciałem go trochę pomęczyć. Rozchyliłem usta i
wypuściłem dym, który chłopak zaczął od razu po mnie wciągać. Przymknął przy
tym powieki. Po chwili sam wypuścił dym, odwracając twarz w inną stronę.
Odsunąłem się od niego.
Widziałem w jego oczach to niezadowolenie z przerwanej czynności, jednak on,
nie poprzestawał na gładzeniu moich ud. Jak tak dalej pójdzie, to zrobi się
zbyt „ciasno” w niektórych miejscach.
- To prawda. – odpowiedziałem.
– Mimo wszystko nie narzekam. - Brunet zabrał mi papierosa, wciągnął dym,
złapał mnie delikatnie za podbródek i przyciągnął do siebie, tym razem trochę
bliżej. Rozchyliłem usta i wciągałem dym, który chłopak w tym czasie wydychał.
- Masz może ochotę się
przejść? – Zapytał Yuuto po chwili, z lekkim amokiem w oczach.
- Dlaczego nie. – odparłem.
Wstałem i niby „nie chcący” trąciłem go ręką o udo. Zadrżał na
ten gest.
~
Szliśmy teraz akurat przez mój
ulubiony park na obrzeżach miasta. Jako że Yuu, nie miał żadnego pomysłu gdzie
można byłoby się udać, zaproponowałem to miejsce z czystego sentymentu. No… I
przynajmniej miałem pewność, że o tej godzinie, nikt tam nie będzie nam przeszkadzać.
Rozmawialiśmy praktycznie całą drogę. O tym jak tu trafiłem, o znajomych Yuu, o
moich znajomych, o panie Isao i o wielu innych rzeczach. Chłopak co chwilę
uśmiechał się do mnie zalotnie. Kiedy dochodziliśmy już do stawu, spojrzałem na
księżyc. Yuu stanął obok mnie.
- Ładnie tu. Mieszkam tu tyle
lat i jakoś wcześniej nie miałem okazji tu przychodzić. – powiedział.
- A ja to miejsce odwiedzam,
praktycznie od samego przyjazdu. Natrafiłem na nie przez przypadek. –
odpowiedziałem. Zwróciłem się w jego stronę i strzepnąłem trochę śniegu z jego
włosów.
- Mhm. – wymruczał tylko tyle,
patrząc mi w oczy. Zauważyłem, że miał jeszcze trochę śniegu z drugiej strony,
toteż nachyliłem się lekko, by zobaczyć dokładnie gdzie jest tak, że zbliżyłem
się do jego twarzy. Chłopak zamknął oczy, a ja delikatnie strzepnąłem lód.
- Dlaczego zamknąłeś oczy? –
zaśmiałem się zaczepnie. Chłopak zmieszał się i bąknął coś niezrozumiale pod
nosem. Jeszcze godzinę temu taki pewny siebie, teraz jąkał się i uciekał
wzrokiem.
Spojrzałem mu w oczy. – Nie słyszę,
co tam mamroczesz. – Zdenerwował się i ujął moja twarz w dłonie. Jego oczy wlepione teraz we mnie, jakby pytały o zgodę Uśmiechnąłem się i zacząłem ponownie
zbliżać do niego. Czułem, jak jego oddech delikatnie już ogrzewa mi wargi.
Jedną ręką objąłem go w pasie, drugą zaś złapałem za podbródek. Yuuto zbliżał
się nie spiesznie, było to raptem kilka chwil, które dla mnie były teraz jak wieki. W końcu poczułem, jak delikatnie musnął moje wargi. Oderwał się ode mnie,
by spojrzeć mi w oczy. Chciałem ponowić pocałunek, kiedy zaczęło kręcić mi się
w głowie. Świat zaczął wirować, kolory się wyostrzyły, słyszałem jakieś dziwne
dźwięki, miałem ochotę krzyczeć, jednak jedyne na co się wydobyłem to szept. Złapałem się za głowę. Cholera, co się dzieje? Przed oczami migały mi jakieś kształty, obraz falował i rozpływał się. Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i
jego słowa:
- No to teraz się zabawimy,
kochanie.
Zemdlałem.
Akurat sluchałem dzisiaj kawałka z którego jest ten fragment. Jestem bardzo ciekawy tego drinka, narobiłaś mi smaka, co tam, że na początku przeczytałem DŻEJMS i takie wtf. Ale z tego Yuu jest kawał chuja. Ciekawe co dalej, czekam na kolejne rozdziały!
OdpowiedzUsuńOtóż Jeameson to nie jest drink, to zwykła Whiskey. Sama osobiście ją uwielbiam. Został oznaczony gwiazdką, miałam dokładnie wyjaśnić co to jest, jednak zupełnie o tym zapomniałam. Taka przyjemność to około 40 zł, nie pamiętam jednak czy za 500ml czy 1000ml. Jak każdego "whiskacza" powinno się dżejmsona podawać w towarzystwie kostek lodu. Proporcjonalnie nalewa się go do około 1/4 pojemności szklanki, więc kiedy prosi się o podwójną - mówimy wówczas o połowie naczynia.
UsuńPewnie jest wart swojej ceny! Zgadzam się z komentarzami, mogłabyś pomyśleć o czymś w rodzaju książki, hah. Jest jakieś polskie wydawnictwo z tego typu opowiadaniami, mogłabys się tym zainteresować :) Mówi to Twój główny bohater XD
UsuńJest, jest. Uwierz. Za chwilę w osobnym poście postaram się wyjaśnić kilka niedomówień.
UsuńŚwietne! Bardzo przejrzyście napisane, przyjemnie się czyta. Kiedy rozdział II?
OdpowiedzUsuńŚwietne! może warto by dodać kiedyś obrazki i wydać w formie mangi (☆^ー^☆). Czyta się cudownie, wszytko jest tak świetnie napisane, że obraz tego wszystkiego aż się pojawia w głowie! :3
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńPrzecudowne! Czekamy na rozdział II <3
OdpowiedzUsuńJedno z lepszych, jakie czytałem, mimo iż jest to dopiero pierwszy rozdział. Przyjemnie się czyta, błędów nie widać i fabuła ciekawa. Z niecierpliwością czekam na dalsze części. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci serdecznie.
UsuńJestem pod ogromnym wrażeniem, jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam. Moim zdaniem na poważnie powinnaś zacząć myśleć o napisaniu jakiejś książki. Z niecierpliwością czekam na dalsze części, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPonownie dziękuję, za tak ciepłe słowa, jednak do pisania książki mi jeszcze daleko. ;)
UsuńBardzo dobrze się czyta. Cudowne opisy. Wszystko da się wyobrazić. Pisz dalej!
OdpowiedzUsuńLubię czytać opowiadania, także kiedy to wpadło mi w łapki postanowiłam rzucić okiem i jestem mile zaskoczona *u* Bardzo podoba mi się postać głównego bohatera, którym jest Ichi, osoba którą widzę praktycznie codziennie w szkole. Miło zobaczyć go z innej perspektywy, jako człowieka, który zaczyna nowy rozdział w życiu. Po za tym atmosfera opowiadania magiczna. Kilka razy się nawet zaśmiałam, niektóre momenty są po prostu zabawne :D Bardzo przyjemnie mi się czytało, nie ma żadnych niedomówień. Wszystko czysto i jasno napisane. Wręcz nie można się oderwać! Czekam na więcej! :3
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję! Przeglądałam Twojego aska niejednokrotnie, jest mi niezmiernie miło czytać taką pozytywną uwagę od Ciebie.
Usuń23 yr old Software Consultant Mordecai Waddup, hailing from Fort Erie enjoys watching movies like Red Lights and Leather crafting. Took a trip to Muskauer Park / Park Muzakowski and drives a De Dion, Bouton et Trépardoux Dos-à -Dos Steam Runabout "La Marquise". Idz do tej stronie
OdpowiedzUsuń