Rozdział I

~

Promienie słońca delikatnie wpadały przez okno mieszkania. Było uchylone, wczoraj zmęczenie wzięło górę, toteż po szybkim zapaleniu papierosa, zrzuciłem z siebie tylko koszulkę i od razu poszedłem spać.
Z zewnątrz dochodziła masa odgłosów. Tokio żyło pełnią życia. Leżałem na materacu, tępo wgapiając się w sufit. Nie mam pojęcia ile czasu tak spędziłem. Odwróciłem głowę i spojrzałem na zegarek. Parę minut po jedenastej. Sfinks siedział na wysepce kuchennej, uważnie mnie obserwując. Machał delikatnie ogonem, raz w lewo, raz w prawo. Wyglądał niesamowicie wdzięcznie. Podniosłem się do siadu, lekko opierając się na łokciach. Poczułem ogromny ból w dole pleców. Wygody spania na materacu właśnie się odezwały. Syknąłem lekko, po czym zacząłem delikatnie masować obolałą kość. Muszę natychmiast coś z tym zrobić, inaczej za miesiąc nie będę w stanie wstać samodzielnie. W poniedziałek odbieram wypłatę, toteż zabiorę się za urządzanie lokalu. Odkąd tu się wprowadziłem, nie robiłem jakiegoś poważniejszego remontu, z wyjątkiem łazienki.
Wstałem i podszedłem do "sierściucha". Oparłem się lekko o blat, zaś drugą ręką zacząłem gładzić go po głowie. Kot zaczął łasić się do mnie i cicho pomrukiwać. Minąłem go, z zamiarem przygotowania sobie śniadania, jednak gdy otworzyłem lodówkę, mógłbym przysiąc, że słyszę tam świerszcza. Pusto.

~

Jak na środek zimy, dzień był dzisiaj naprawdę przyjemny. Zdawałoby się nawet, że jest kilka stopni na plusie. Niespiesznie wlokłem się bocznymi uliczkami Tokio w kierunku pustego placu obok parku, który znajdował się kilka przecznic dalej. Ze względu na wczesną porę (a było około dwunastej), postanowiłem udać się na bazar, który właśnie rozstawiony był w tamtym miejscu. Praktycznie każdego dnia można było tam kupić świeże produkty, bezpośrednio od hodowców i rolników. Stwierdziłem, iż mam ogromną ochotę na sushi, a zawsze kiedy miałem na nie chęć - zaopatrywałem się w potrzebne rzeczy właśnie tam. Mijałem dziesiątki twarzy uśmiechniętych ludzi, wszyscy byli czymś bardzo pochłonięci. Zarówno od miasta jak i od jego mieszkańców biła niesamowita, pozytywna energia. Ciężko było tu złapać przysłowiowego "dołka". Wtuliłem delikatnie brodę w szalik, rękoma zaś powędrowałem w kierunku wewnętrznej kieszeni kurtki w celu odszukania papierosów, jednak zamarłem kiedy zamiast fajek poczułem swoje żebra, przez materiał cienkiej koszulki Z pewnością mogłem je wtedy wszystkie policzyć. Kiedy ostatni raz robiłem jakieś zakupy? Całymi dniami pracowałem, zdarzało mi się w trakcie wychodzić coś zjeść, jednak obowiązki pochłaniały mnie tak bardzo, że zwyczajnie o tym zapominałem.  Z tego wszystkiego okropnie schudłem. Dobrze, że chociaż kota karmiłem należycie. Dosięgłem w końcu upragnionego przedmiotu. Odnalazłem również zapalniczkę i po chwili  głęboko zaciągnąłem się dymem. Każdego dnia pijałem szklankę kawy, śniadania nie jadłem (bo zwyczajnie nie miałem na to czasu) paliłem w trakcie pracy, a czasami (szaleństwo!) piłem energetyki, co by nie zasnąć na stanowisku. Ot całe moje posiłki w ciągu dnia. Po tym nadmiarze kawy, którą doiłem jak krowa hektolitrami, odnoszę wrażenie, że zamiast krwi w moim organizmie płynie kofeina. Jak tak dalej pójdzie, to wykończę się. Chyba jednak z góry przesądziłem swoje możliwości - nie jestem robotem i o samych napojach kofeinowych i tytoniu daleko nie zajdę. Mój perfekcjonizm zaprowadził do tego, że się zaniedbałem. Nie mogłem w tej chwili się nadziwić sobie, jakim cudem ja jeszcze stoję.  Zdarzało się, że pan Isao burknął coś na mnie na temat tego, że znikam w oczach, ale puszczałem tą uwagę mimo uszu. Był on dobrym i troskliwym człowiekiem, a co najważniejsze - nie zadawał zbędnych pytań. Za to ceniłem go sobie chyba najbardziej.

Skręciłem. W oddali zaczęły mi migać stoiska i krzątający się przy nich ludzie. Powoli zbliżałem się do celu. Mijałem akurat słup ogłoszeniowy i zapewne przeszedłbym obok niego obojętnie, jednak moją uwagę przykuł pewien plakat. Zatrzymałem się i cofnąłem o kilka kroków. Uważnie przyjrzałem się ogłoszeniu. W jednym z moich ulubionych klubów, miał się odbyć dzisiaj koncert wybitnego artysty jazzowego - saksofonisty Hirokiego Nobuo. Co prawda wolałem ostrzejsze brzmienia, jednak pan Isao puścił mi kiedyś kilka płyt tego wykonawcy. Bajka. Zdawałoby się, że instrument jest stworzony dla niego i kiedy na nim grał, nie było jego, czy instrumentu. Była jedna dusza. Może warto byłoby się wybrać? Ten weekend miałem wolny, w domu i tak bym się nudził, a w końcu trochę czasu mogę poświęcić sobie. Strasznie ciekawiło mnie zobaczenie go na żywo. Wyciągnąłem z kieszeni telefon, w celu poinformowania pana Isao o tym wydarzeniu, jednak w słuchawce sygnał odbił się głucho kilka razy, po czym się urwał. Ponowiłem czynność jeszcze dwa razy, aż w końcu się poddałem. Ruszyłem przed siebie. Koncert zaczyna się o dwudziestej, mam jeszcze masę czasu.

~


- Dzień dobry pani Hidami! - zawołałem entuzjastycznie w kierunku niskiej, siwiutkiej i zgarbionej staruszki. Jak zawsze włosy miała starannie upięte w wysoki kok. Przy jej boku, wesoło szczekał maleńki kundelek. Podszedłem do jej stoiska i rękoma delikatnie przepuściłem ryż między palcami. Był miękki i wręcz śnieżno biały. Wygląda na to, że jak zawsze został zebrany jeszcze tego samego dnia.
- Witaj Ichi! Dawno Cię tu nie widziałam. - Kobieta spojrzała na mnie. - Jeszcze dziś rano był zbierany. - No proszę, nie myliłem się.
- Jak zawsze z resztą. Ostatnio bardzo pochłonęła mnie praca, miałem masę obowiązków. Dziś odpoczywam. - Pani Hidami obdarzyła mnie  wzrokiem pełnym troski i uśmiechnęła się.
- Zmizerniałeś chłopaku. Tyle ile zawsze? - sięgnęła po papierową torebkę i skinęła dłonią.
- Tak, tak. - jak zwykle wymijałem pytanie, dotyczące stanu mojego wyglądu. Staruszka zaczęła odważać ryż, po czym podała mi go. Sięgnąłem do portfela, kiedy kobieta chwyciła mnie lekko za dłoń i pokiwała głową. Ściągnąłem brwi, w geście niezrozumienia.
- Zabierz te pieniądze.
- Niech się pani nie wygłupia. - ponowiłem próbę podania jej pieniędzy, kiedy oberwałem po ręce.
- Nie wezmę ich od Ciebie.
- Nie wypada tak! - jęknąłem, masując dłoń.
- Już Ty mi nie mów, co wypada a co nie. Bierz to i zmykaj. - No po prostu świetnie. Czy ja się naprawdę tak zapuściłem, że wyglądałem jak biedne i zagłodzone dziecko? To był miły gest, ze strony staruszki, jednak poczułem się okropnie niezręcznie. Podziękowałem jej i szybko się pożegnałem czując, że mam ogromnego rumieńca na twarzy. Ponownie wmieszałem się w tłum. Było tu dziś naprawdę dużo ludzi.

Zacząłem się zastanawiać co się dzieje z panem Isao. Zawsze odbierał telefony, nawet kiedy był bardzo zajęty. Jak każdy miewał problemy w życiu, ale był otwartym człowiekiem, więc zawsze mówił mi o wszystkim. Mimo od tak krótkiego pobytu tutaj i czasu, od jakiego u niego zacząłem pracować - zdążył mi zaufać i niejednokrotnie nazwać przyjacielem. Myślę, że ja jego również mogłem tak nazwać. W pracy rozmawialiśmy godzinami - a to muzyce, a to o instrumentach, a to o czymś kompletnie nie mającym znaczenia. Zawsze potrafił mi coś doradzić, ze względu na większy "bagaż życiowy". Nazywał mnie szczeniakiem i powtarzał, że najlepsze jeszcze przede mną, a on sam jest już starym kundlem i gorzej chyba już nie będzie.



Kręciłem się niby bezcelowo od jakiś trzech godzin, ale jeśli chodzi o takie miasta jak Tokio - to mogę tak i wieczność. Masa kolorów i neonów aż biła po oczach, słyszałem jakieś krzyki, śmiechy, rozmowy, kłótnie. Jednym słowem mówiąc -  czułem to tętniące życie tutaj. Przetarłem oczy, miałem wrażenie, że to wszystko jakiś sen. A jednak, stoję na jednej z najbardziej zatłoczonych dzielnic tej metropolii. Zawróciłem w jakąś uliczkę, gdy nagle usłyszałem tekst, bardzo dobrze znanej mi piosenki:

Nani ga aru no?
The world line which is not in sight
Nani o sasageru?
Nani ka kake teru…

Zatrzymałem się.

Divergence
Itsu kara
Divergence
Shibarareta?
Ima mo menimieru kono sekai de ikite iru
Divergence
Itsu made
Divergence
Waraeru no?...

-... Ima mo tenohira kara kitto nanika ga koborete. - dopowiedziałem szeptem i uśmiechnąłem się do siebie. Odwróciłem głowę i ujrzałem na rogu niewielki sklep. To stamtąd dochodziła muzyka. W jego witrynach porozwieszane były gitary, płyty winylowe i jakieś kartki. Zaciekawiony podszedłem bliżej. Przez lekko przyciemnione szyby dostrzegłem postać wysokiego i szczupłego mężczyzny. Był dobrze zbudowany. Miał średniej długości czarne włosy. Siedział na skórzanym, czerwonym fotelu i na gitarze akustycznej przygrywał do melodii, która leciała z głośników. Od czasu do czasu podśpiewywał coś pod nosem. Stanąłem w drzwiach po czym oparłem się o futrynę. Przyglądałem mu się uważnie. Delikatnie sunął dłońmi, po strunach instrumentu. Nic się nie liczyło poza nim i melodią. Kiedy skończył, przeniósł swój wzrok na mnie.
- Długo tu stoisz, dzieciaku? – zapytał z lekkim uśmiechem.
- Chwilę.
- Trzeba było mi przerwać.
- Chciałem posłuchać. Nie codziennie idąc ulicą słyszę, jak ktoś przygrywa do Mejibray.
- No proszę, jednak dzieciak ma gadane. – skrzyżował ręce na piersi. – Właź do środka, bo zamarzniesz w tej futrynie. - Siknął na mnie ręką.
Wszedłem do pomieszczenia, teraz uważnie mogłem się rozejrzeć. Po mojej lewej stronie wisiały rozmaite gitary – basowe, elektryczne, akustyczne, klasyczne. Po prawej stronie stały dwa skórzane, czerwone fotele. Nad nimi wisiała masa płyt, zarówno winylowych jak i kompaktowych. Na wprost od wejścia była połyskująca metalicznie czarno – czerwona lada. Za nią również wisiały płyty, ale też futerały i kostki do gitar. Całe pomieszczenie było czarne. Mężczyzna okrążył blat dookoła i oparł się na nim łokciami.
- Czegoś tu szukasz?
- Właściwie to tylko przechodziłem. – podszedłem do jednej z gitar.
- To kiedy się przeprowadziłeś?
- Słucham? – mężczyzna wyrwał mnie z zamyślenia, bezpośrednim pytaniem.
- Nie jesteś stąd. – odparł, przeczesując czarne kosmyki ręką.
- Będzie jakoś tydzień. – zwróciłem się w jego stronę.
- Przepraszam, nie przedstawiłem się w ogóle. Nazywam się Hideki Isao.
- Ryu Ichigo, ale wolę po prostu Ichi. – mężczyzna zaśmiał się serdecznie.
- No więc, „Pop prostu Ichi”, co Cię tu sprowadza?
- Przyjechałem tu z zamiarem zostania stylistą sławnych japońskich zespołów rockowych.
- Interesujesz się Visual Kei? – zadał dość retoryczne pytanie, po czym puścił do mnie oczko.
- Jak to, nie widać, że jestem lolitą? – zapytałem ironicznie, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
- I jak idzie Ci realizacja tego planu?
- Na razie nijak. Skończyłem jedynie liceum plastyczne, wydałem prawie całość oszczędności na zakup mieszkania i podróż. Muszę znaleźć jakąś pracę dorywczą, żeby pójść na kursy. Póki co – aklimatyzuję się.
- Długo interesujesz się taką muzyką?
- Jakieś pięć lat.
- Całkiem sporo. Wiesz, dosyć nie dawno otworzyłem się z interesem, jednak sam nie daje sobie tutaj rady. Jestem szczerze zaskoczony, bo nie spodziewałem się takiego ruchu. Mogę się mylić, ale Twoje pojęcie o muzyce jest niemałe. Myślę, że możemy się dogadać. – Isao wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłem ją niepewnie, a on ją potrząsnął.

~

Cholera, jak tu duszno. Rozumiem że jest zima, ale tłum jaki zebrał się na tej alejce był okropny, jedni stali i wpadali na drugich. Nie szło ruszyć się w żadną stronę. Próbowałem przejść parę kroków, żeby jakoś się uwolnić, kiedy dostrzegłem znajomą mi twarz. Isao! Stał na uboczu z jakimś mężczyzną, zawzięcie o czymś rozmawiali. Zazwyczaj wesoły człowiek, teraz wydawał się być bardzo smutny i przygnębiony. Rozpychałem się łokciami, taranując ludzi, chcąc zmierzyć w jego kierunku. Drugi facet już odszedł, czarnowłosy stał teraz i palił. Mocno się  nad czymś zastanawiał. Kiedy udało mi się skręcić, podszedłem do niego. Uniósł głowę do góry.
- Ichi, nie zauważyłem Cię tu wcześniej. – jego wyraz twarzy był obojętny. Wypuścił dym z ust, ponownie opuszczając głowę.
- Dzwoniłem do pana kilka razy. Dziś wieczorem w Toketsu…
-… Słyszałem, Hiroki Nobuo. Niestety nie dam rady się tam pojawić, choćbym bardzo chciał. – przerwał mi, zanim zdążyłem dokończyć. Coś jest z nim nie tak. – Przykro mi, ale w poniedziałek sklep będzie zamknięty. Wiem, że powinienem był Cię o tym wcześniej poinformować, jednak sam niedawno się dowiedziałem.
- O czym…? – zapytałem niepewnie.
- Widzisz… Kilka dni temu zadzwonili ze szpitala, mój brat ciężko zachorował. Jutro mają go wypisać i ktoś będzie musiał się nim zająć. Przez jakiś czas. Obawiam się, że na ten czas muszę zamknąć interes.
- Jest mi bardzo przykro panie Isao, rozumiem pańską sytuację. – Oparłem się obok niego na barierce. Zamarłem na chwilę w bezruchu. Nabrałem powietrza w płuca i podjąłem:
- Proszę spokojnie opiekować się bratem, ja mogę zająć się sklepem.  – powiedziałem na wydechu. Isao spojrzał na mnie i pokręcił głową.
- Nie dasz sobie sam rady z tym wszystkim.
- Dam. Zanim mnie pan przyjął, też pan musiał sobie jakoś radzić prawda? – objąłem go jednym ramieniem.
- Ichi to bardzo miło z Twojej strony, ale…
-…Żadnego ale. – przerwałem mu.
- Jesteś uparty, lolitko. – zaśmiał się smutno. – Dziękuję. – Dodał po chwili. Odpowiedziałem mu uśmiechem. – Chociaż tak teraz myślę… Mam młodszego siostrzeńca, gdzieś w Twoim wieku, myślę, że mógłby Ci pomóc na ten okres czasu. Jak tylko bratu się polepszy, znów wrócę. Skontaktuję się z nim dzisiaj.
- Ok, nie ma problemu.

~

Dochodziła godzina 16.00. Skończyłem posiłek jakiś czas temu, byłem z siebie bardzo zadowolony. Lubiłem sobie sporadycznie coś ugotować i nie chwaląc się – wychodziło mi to całkiem nieźle. Sfinks kręcił mi się koło nóg, kiedy zmywałem naczynia.
- Czego byś chciał, piękny? – kot ocierał się teraz o mnie. I wtedy mnie olśniło. Utsukushi! To jest właściwie imię dla tego wdzięcznego stworzonka. – Utsukushi – powtórzyłem i przykucnąłem, by pogładzić go po głowie – podoba Ci się? – Kot zaczął mruczeć, pod wpływem mojego dotyku.
Koncert zaczynał się o dwudziestej, jednak musiałem doprowadzić się do ładu. Muszę w końcu jakoś wyglądać. Trochę roboty przede mną jest – muszę odnowić kolor na włosach, potem je ułożyć, zrobić makijaż i wybrać stosowny ubiór. I teraz pytanie – trzy godziny (bo musze jeszcze godzinę przeznaczyć na dotarcie tam) to dużo, czy mało czasu? Pora się przekonać.

~

Pchnąłem ciężkie, drewniane, dębowe drzwi i wszedłem do środka. Na sali panował półmrok. Złapałem rękoma kołnierz niedbale zapiętej koszuli, po czym poprawiłem go. Postawiłem na coś klasycznego – biała koszula, czarne spodnie od garnituru i pasujące buty. Jednak żeby nie wyglądać zbyt sztywno jak na swój wiek, przerzuciłem krawat przez szyje, a kołnierz i dwa guziki pod nim zostawiłem odpięte, przez co odsłoniłem tym moje odstające obojczyki. Toketsu, był chyba jedynym takim „klubem” w mieście (osobiście, bardziej nazwałbym to pubem). Miejsce miało klimat, rodem z filmów o Bondzie. Kilka nisko zawieszonych lamp, jako tako oświetlały pomieszczenie. W powietrzu unosił się zapach tytoniu ,starej whiskey i ciężkich męskich perfum. Po rogach pomieszczenia były porozstawiane skórzane brązowe narożniki, przy których stały dębowe stoły. Nad nimi wisiały wcześniej już wymienione lampy. Kolejne stoliki przy ścianach oddzielały niskie półścianki. Na samym środku był okrągły bar, przy którym stały stołki barowe. Była tam masa rozmaitych alkoholi. Niewielka scena znajdowała się na wprost drzwi i jednocześnie za barem. Instrumenty były tam już porozstawiane. Spojrzałem na zegarek. Za chwilę się zacznie. Siedziały tu same bufony i bogate bubki, nie każdego było stać na przesiadywanie w tak drogim miejscu. Jednak jako że z obu prac miałem całkiem przyzwoite zarobki – od czasu do czasu mogłem sobie pozwolić na wypicie tutaj kilku drinków.
Dostrzegłem w przeciwległym rogu sali wolne miejsce. Usiadłem na narożniku, a po chwili podeszła do mnie kelnerka.
- Czy podać coś panu? – zapytała niska brunetka, o zjawiskowej urodzie.
- Szklankę podwójnego Jamesona. *
- Już się robi. – odeszła, posyłając mi zadziorny uśmiech. Wyciągnąłem papierosy. Przysunąłem popielniczkę bliżej siebie i zacząłem palić. Rozległy się brawa. Hiroki wraz z zespołem weszli na scenę i zajęli swoje miejsca. Światła lekko przygasły, a mistrz zaczął grać. Zamknąłem oczy, oparłem głowę o zagłowie kanapy i wsłuchałem się w cudowne dźwięki. Mogę teraz odpoczywać. W poniedziałek zaczyna się dla mnie harówka za dwóch, choć nie przerażało mnie to w najmniejszym stopniu. Bardzo lubiłem pracować, nie ukrywam tego. Każdy dzień, zbliżał mnie do upragnionego kursu. Założyłem nogę na nogę i ponownie spojrzałem w kierunku sceny. Kelnerka postawiła obok mnie szklankę, po czym odeszła.
Po chwili poczułem, jak ktoś dosiada się obok mnie. Byłem zbyt wsłuchany w muzykę, żeby zwrócić na to uwagę. Świetnie, a już myślałem, że będę mieć dzisiaj spokój.  Jednak kiedy utwór się skończył, zaciekawiony obejrzałem się, w stronę mojego nowego „gościa”. Przede mną siedział wysoki chłopak. Miał brązowe, asymetrycznie ścięte włosy, które były starannie ułożone. Mocny makijaż podkreślał jego brązowe oczy. Miał pełne wargi, w których znajdował się kolczyk. Ubrany był całkiem podobnie do mnie – biała koszula, czarna mucha, marynarka, spodnie od garnituru. Był visualem, byłem tego niemalże pewien. Jak widać swój do swojego ciągnie. Kiedy zauważył, że przyglądam mu się dłuższą chwilę, uśmiechnął się zadziornie i przygryzł wargę. Oparł się wygodniej na siedzeniu i  zaczepnym głosem powiedział:
- Nie mogę się nadziwić, że takie osoby jak Ty, siedzą tutaj same. – Spokojnie wypuściłem dym z ust. Skierowałem dłoń w kierunku popielniczki, po czym strzepnąłem spalony tytoń.
- I dlatego postanowiłeś się tu dosiąść, mam rację? – zapytałem obojętnie, zwracając głowę w kierunku sceny. Chłopak odpowiedział mi uśmiechem.
- Yuuto. – przedstawił się po chwili, również kierując wzrok w kierunku artysty.
- Ichigo. – odparłem beznamiętnie. Ponownie przy naszym (teraz już naszym, odkąd się tu dosiadł) stoliku zjawiła się brunetka.
- Dwa razy podwójny Jameson. Dla mnie z lodem. – zwrócił się do niej. Dziewczyna odeszła w stronę baru. Spojrzałem pytająco na Yuuto.
- To już nie mogę postawić Ci drinka? – zapytał, znowu się uśmiechając. – Spokojnie, nie mam zamiaru Cię zgwałcić. – Dodał po chwili.
- Nikt Ci nie broni. – Uniosłem lekko kąciki ust.
- Zgwałcić czy stawiać alkohol? – zaśmiał się.
- Zostańmy na razie przy Jamesonie. – ponownie przystawiłem papierosa do ust. Tym razem odwzajemniłem uśmiech.
- Wnioskując po Twoim wyglądzie, raczej interesujesz się inną muzyką, mam rację? – zapytał po chwili.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie.
- Zgadza się. – Kelnerka postawiła szklanki na stole. – Tak się składa, że gram na gitarze basowej. – kontynuował.
- Grasz w jakimś zespole? – Zainteresowałem się. Uniosłem szklankę i upiłem spory łyk.
- I tak i nie.
- Jak to?
- Po prostu dopiero zaczynamy. – Również pociągnął łyk. – No więc Ichigo…
- Ichi.
- Ichi. Co robisz w takim miejscu?
- Odpoczywam. Nie wolno mi? – Zacząłem delikatnie kołysać naczyniem w powietrzu. Bursztynowy płyn mozolnie się przelewał.
- Oczywiście, że wolno. Wcześniej nie spotkałem tutaj takiej osoby, jestem po prostu lekko zaskoczony, że oprócz tych bogatych dupków, może tu być ktoś… Inny. – zaakcentował ostatnie słowo.
- A Ty?
- Kiedy mam wolną chwilę, to przychodzę.
- Pytam o teraz. – byłem lekko zirytowany.
- Odpoczywam. Nie wolno mi? – nie taki głupi, załapał o co chodzi.
- Oczywiście, że wolno. – rozsiadłem się wygodnie, teraz jednak całym ciałem skierowałem się w stronę Yuuto. Ponownie zacząłem mu się przyglądać. Muszę przyznać, że był całkiem ładny. W sumie, to chyba nie zaszkodzi, jeśli się trochę z nim zabawię. Nachyliłem się lekko w jego stronę. Dokończyłem whiskey i przysiadłem się bliżej. W ogóle się nie speszył, patrzył na mnie zakładając nogę na nogę. Oparł łokieć o blat, głowę zaś oparł na dłoni. Również zaczął mi się przyglądać.
- No więc Yuuto – tym razem to ja zacząłem, jednak trochę innym tonem głosu. – Długo grasz?
- Kilka lat. Muzyka jest całym moim życiem. – spojrzał na pustą szklankę. – To jak, następna kolejka?
- Jeśli masz ochotę. – Uśmiechnąłem się. Skinął ręką na brunetkę, Najwidoczniej się znali, wspomniał w końcu, że często tu bywa. Kiedy podeszła, nachylił się, zasłonił usta dłonią i szepnął jej coś na ucho, po czym puścił oczko. Dziewczyna spojrzała na mnie.
- Już się robi. – odpowiedziała również z uśmiechem i odeszła.
- Widzę masz tu niezłe wtyki. – rzuciłem. Chłopak zaśmiał się serdecznie w odpowiedzi.
- Jeśli chcesz, możesz kiedyś przyjść na naszą próbę.
- Bardzo. – odparłem zaczepnie.
- Następną mamy za tydzień. Mogę prosić, o Twój numer telefonu, żeby się jakoś z Tobą skontaktować?
- Jasne. – Yuuto podał mi swoja komórkę. Zapisałem mu jego numer. Wziął ją z powrotem ode mnie, po czym puścił mi sygnał, tak abym również mógł zapisać jego numer. Po tej krótkiej wymianie podał mi Jamesona z lodem.
- Zdrowie. – powiedział i przystawił szklankę do mojej. Delikatnie stuknęliśmy nimi o siebie i upiliśmy po kilka łyków. – A Ty czym się tu zajmujesz?
- Mam dwie dorywcze prace póki co. Zbieram na kursy. Chcę zostać stylistą fryzur. – objąłem szklankę obiema dłońmi i spojrzałem na jej zawartość.
- Ambitnie. Może Cię kiedyś zatrudnimy, jak będziemy już „sławni”. – zaakcentował ostatnie słowo z ironią, po czym zaczął się śmiać.
- Tsk, najpierw pomyślę, czy będę chciał dla Was pracować, jak już sam będę „sławny”. – również wypowiedziałem to z ironią i oboje zaczęliśmy się śmiać. Yuuto położył dłoń, na moim kolanie.
- Mieszkasz tu sam, czy z kimś? – zapytał.
- Sam. Chyba, że liczy się kot. – ponownie się zaśmiałem.
- Rozumiem. Nie szukałeś sobie tutaj bratniej duszy? – jego ręka zaczęła gładzić mnie po udzie.
- Nie miałem na to zwyczajnie czasu… - spojrzałem mu głęboko w oczy.
- Musisz być bardzo zapracowany… - Zjechał wzrokiem na moje uda i przygryzł wargę. Dopiłem swoją whiskey do końca, cały czas mu się przyglądając. Odpaliłem już któregoś papierosa dzisiaj. Zaciągnąłem się, po czym zbliżyłem swoją twarz, do twarzy Yuuto, na bezpieczną odległość. Chciałem go trochę pomęczyć. Rozchyliłem usta i wypuściłem dym, który chłopak zaczął od razu po mnie wciągać. Przymknął przy tym powieki. Po chwili sam wypuścił dym, odwracając twarz w inną stronę.
Odsunąłem się od niego. Widziałem w jego oczach to niezadowolenie z przerwanej czynności, jednak on, nie poprzestawał na gładzeniu moich ud. Jak tak dalej pójdzie, to zrobi się zbyt „ciasno” w niektórych miejscach.
- To prawda. – odpowiedziałem. – Mimo wszystko nie narzekam. - Brunet zabrał mi papierosa, wciągnął dym, złapał mnie delikatnie za podbródek i przyciągnął do siebie, tym razem trochę bliżej. Rozchyliłem usta i wciągałem dym, który chłopak w tym czasie wydychał.
- Masz może ochotę się przejść? – Zapytał Yuuto po chwili, z lekkim amokiem w oczach.
- Dlaczego nie. – odparłem. Wstałem i niby „nie chcący” trąciłem go ręką o udo. Zadrżał na ten gest.


~

Szliśmy teraz akurat przez mój ulubiony park na obrzeżach miasta. Jako że Yuu, nie miał żadnego pomysłu gdzie można byłoby się udać, zaproponowałem to miejsce z czystego sentymentu. No… I przynajmniej miałem pewność, że o tej godzinie, nikt tam nie będzie nam przeszkadzać. Rozmawialiśmy praktycznie całą drogę. O tym jak tu trafiłem, o znajomych Yuu, o moich znajomych, o panie Isao i o wielu innych rzeczach. Chłopak co chwilę uśmiechał się do mnie zalotnie. Kiedy dochodziliśmy już do stawu, spojrzałem na księżyc. Yuu stanął obok mnie.
- Ładnie tu. Mieszkam tu tyle lat i jakoś wcześniej nie miałem okazji tu przychodzić. – powiedział.
- A ja to miejsce odwiedzam, praktycznie od samego przyjazdu. Natrafiłem na nie przez przypadek. – odpowiedziałem. Zwróciłem się w jego stronę i strzepnąłem trochę śniegu z jego włosów.
- Mhm. – wymruczał tylko tyle, patrząc mi w oczy. Zauważyłem, że miał jeszcze trochę śniegu z drugiej strony, toteż nachyliłem się lekko, by zobaczyć dokładnie gdzie jest tak, że zbliżyłem się do jego twarzy. Chłopak zamknął oczy, a ja delikatnie strzepnąłem lód.
- Dlaczego zamknąłeś oczy? – zaśmiałem się zaczepnie. Chłopak zmieszał się i bąknął coś niezrozumiale pod nosem. Jeszcze godzinę temu taki pewny siebie, teraz jąkał się i uciekał wzrokiem.
Spojrzałem mu w oczy. – Nie słyszę, co tam mamroczesz. – Zdenerwował się i ujął moja twarz w dłonie. Jego oczy wlepione teraz we mnie, jakby pytały o zgodę Uśmiechnąłem się i zacząłem ponownie zbliżać do niego. Czułem, jak jego oddech delikatnie już ogrzewa mi wargi. Jedną ręką objąłem go w pasie, drugą zaś złapałem za podbródek. Yuuto zbliżał się nie spiesznie, było to raptem kilka chwil, które dla mnie były teraz jak wieki.  W końcu poczułem, jak delikatnie musnął moje wargi. Oderwał się ode mnie, by spojrzeć mi w oczy. Chciałem ponowić pocałunek, kiedy zaczęło kręcić mi się w głowie. Świat zaczął wirować, kolory się wyostrzyły, słyszałem jakieś dziwne dźwięki, miałem ochotę krzyczeć, jednak jedyne na co się wydobyłem to szept. Złapałem się za głowę. Cholera, co się dzieje? Przed oczami migały mi jakieś kształty, obraz falował i rozpływał się. Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i jego słowa:
- No to teraz się zabawimy, kochanie.

Zemdlałem.

16 komentarzy:

  1. Akurat sluchałem dzisiaj kawałka z którego jest ten fragment. Jestem bardzo ciekawy tego drinka, narobiłaś mi smaka, co tam, że na początku przeczytałem DŻEJMS i takie wtf. Ale z tego Yuu jest kawał chuja. Ciekawe co dalej, czekam na kolejne rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż Jeameson to nie jest drink, to zwykła Whiskey. Sama osobiście ją uwielbiam. Został oznaczony gwiazdką, miałam dokładnie wyjaśnić co to jest, jednak zupełnie o tym zapomniałam. Taka przyjemność to około 40 zł, nie pamiętam jednak czy za 500ml czy 1000ml. Jak każdego "whiskacza" powinno się dżejmsona podawać w towarzystwie kostek lodu. Proporcjonalnie nalewa się go do około 1/4 pojemności szklanki, więc kiedy prosi się o podwójną - mówimy wówczas o połowie naczynia.

      Usuń
    2. Pewnie jest wart swojej ceny! Zgadzam się z komentarzami, mogłabyś pomyśleć o czymś w rodzaju książki, hah. Jest jakieś polskie wydawnictwo z tego typu opowiadaniami, mogłabys się tym zainteresować :) Mówi to Twój główny bohater XD

      Usuń
    3. Jest, jest. Uwierz. Za chwilę w osobnym poście postaram się wyjaśnić kilka niedomówień.

      Usuń
  2. Świetne! Bardzo przejrzyście napisane, przyjemnie się czyta. Kiedy rozdział II?

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne! może warto by dodać kiedyś obrazki i wydać w formie mangi (☆^ー^☆). Czyta się cudownie, wszytko jest tak świetnie napisane, że obraz tego wszystkiego aż się pojawia w głowie! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecudowne! Czekamy na rozdział II <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno z lepszych, jakie czytałem, mimo iż jest to dopiero pierwszy rozdział. Przyjemnie się czyta, błędów nie widać i fabuła ciekawa. Z niecierpliwością czekam na dalsze części. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam. Moim zdaniem na poważnie powinnaś zacząć myśleć o napisaniu jakiejś książki. Z niecierpliwością czekam na dalsze części, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponownie dziękuję, za tak ciepłe słowa, jednak do pisania książki mi jeszcze daleko. ;)

      Usuń
  7. Bardzo dobrze się czyta. Cudowne opisy. Wszystko da się wyobrazić. Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię czytać opowiadania, także kiedy to wpadło mi w łapki postanowiłam rzucić okiem i jestem mile zaskoczona *u* Bardzo podoba mi się postać głównego bohatera, którym jest Ichi, osoba którą widzę praktycznie codziennie w szkole. Miło zobaczyć go z innej perspektywy, jako człowieka, który zaczyna nowy rozdział w życiu. Po za tym atmosfera opowiadania magiczna. Kilka razy się nawet zaśmiałam, niektóre momenty są po prostu zabawne :D Bardzo przyjemnie mi się czytało, nie ma żadnych niedomówień. Wszystko czysto i jasno napisane. Wręcz nie można się oderwać! Czekam na więcej! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję! Przeglądałam Twojego aska niejednokrotnie, jest mi niezmiernie miło czytać taką pozytywną uwagę od Ciebie.

      Usuń
  9. 23 yr old Software Consultant Mordecai Waddup, hailing from Fort Erie enjoys watching movies like Red Lights and Leather crafting. Took a trip to Muskauer Park / Park Muzakowski and drives a De Dion, Bouton et Trépardoux Dos-à-Dos Steam Runabout "La Marquise". Idz do tej stronie

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.