Rozdział IX

~

- Straciłem kiedyś przez to przyjaciela. – Kazuki ścisnął mocniej materiał mojej koszulki. – Wiesz jaki to ból, patrzeć, jak ktoś umiera w twoich ramionach? – zapytał i spojrzał mi w oczy. Jego były czerwone i opuchnięte od płaczu. Było mi go żal. Pogłaskałem go po plecach. Yuuto mnie zabije, jak wrócę do domu. Jest piąta nad ranem, a ja dalej tu siedzę.
- Wiem jaki. Sam straciłem. To znaczy… Ona wciąż żyje, ale…
- Dla ciebie jakby umarła?
- Tak, dokładnie tak. – spuściłem głowę. – Tyle czasu się znaliśmy. Zawdzięczam jej wiele rzeczy. Tęsknię czasami, za tymi wszystkimi wspaniałymi chwilami.
- Taki już najwidoczniej porządek w tym wszystkim. – powiedział, ocierając łzy. – Niektórym trzeba pozwolić odejść. Żałujesz?
- Zdarza się. Ale tego że tu jestem – ani trochę. – chłopak zaśmiał się serdecznie na te słowa. Pogładził moje udo i ponownie na mnie spojrzał.
- To jak, obiecujesz?
- Obiecuję. – spojrzałem mu głęboko w oczy. Kazuki zbliżył się do mnie niepewnie. Przymknąłem powieki. Jego oddech owiewał mi wargi, jego ręka ujęła mnie za podbródek.
- Będziesz musiał mi to kiedyś wybaczyć. – powiedział, niemalże stykając już nasze usta, kiedy nagle…


- Ichi, słuchasz mnie w ogóle? - Kazuki wyrwał mnie z zamyślenia, machając mi ręką przed twarzą. Świetnie, nie mam pojęcia o czym mówił.
- Tak, tak. Po prostu przyswajam informacje. 
- No to sam rozumiesz. - wyciągnął paczkę papierosów i odpalił jednego. - Znam tego gościa, miał kiedyś wtyki w Yakuzie. Szuka takich naiwnych dzieciaków i opycha im tanie narkotyki za niebotyczną sumę. Bez urazy. - spojrzał na mnie. - Tak właśnie wrobił w to mojego przyjaciela. Uzależnił się. Widziałem jak cierpiał, kiedy nie miał przy sobie tego gówna. Wręcz szalał - był gotowy zrobić wszystko, byleby mieć tą chwilę wątpliwej przyjemności . W pewnym momencie zauważyłem, że on już nie potrafił postrzegać świata w pozytywach, kiedy nie ćpał. - Kazuki wypuścił dym. Pochylił głowę i zamyślił się. - Nie mam zamiaru przysparzać mu klientów. Masz przy sobie te rzeczy?
- Mam. - odpowiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni kilka woreczków i strzykawkę. Chłopak podszedł do mnie i chwycił moją rękę za nadgarstek tak mocno, że upuściłem wszystkie przedmioty na ziemię. - Co ty wyprawiasz? - zapytałem. Chciałem się schylić i odebrać moją własność, kiedy on przydepnął ją butem i odepchnął gdzieś w głąb pomieszczenia.
- Zapamiętaj, że nigdy więcej się tego nie tkniesz, jasne? - bardziej stwierdził, niż zapytał. Był wkurzony, widziałem to w jego oczach. Kompletnie nie potrafiłem zrozumieć jego zachowania. Powietrze w pomieszczeniu zrobiło się ciężkie. Zapanowała nieprzyjemna cisza. Przełknąłem nerwowo ślinę i rozluźniłem nadgarstek który ściskał. Jeszcze trochę i przestanie tam dopływać krew. Kazuki przeniósł swój wzrok na moje usta, po czym ponownie spojrzał mi w oczy. Po chwili rozluźnił uścisk i wyprostował się. - Jest jeszcze jedno. - zaczął po dłuższej przerwie. - Chodzi o Yuuto.
- Nie obchodzi mnie to, co cię z nim wcześniej łączyło. - powiedziałem chłodno. Nie potrzebowałem jego rad.
- Przymknij się na choć na chwilę i mnie posłuchaj. Zapewne już dowiedziałeś się od Byou, że kiedyś byliśmy ze sobą. - prychnąłem. - Myślisz, że zostawiłem go, bo miałem taki kaprys? Nie. I lepiej będzie, jeśli też będziesz o tym wiedzieć. - skrzyżowałem ręce na piersi. Zapewne za chwilę wygłosi mowę życia. - Kochałem go, a tak mi się przynajmniej wydawało. Do dziś pluję sobie w twarz za to, jak mogłem być tak naiwny i ślepy, że nie dostrzegłem tego, że kurwił się na prawo i lewo. - po tych słowach znieruchomiałem i wgapiłem się tępo w jakiś punkt. Co takiego? Fakt, że Byou wspominał o tym, że Yuuto nie związywał się z nikim i lubił przygody na jedną noc, ale nie sądziłem, że jednak do tego stopnia. Ręce zadrżały mi niepewnie. Nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Objąłem się lekko rękoma i zacząłem nimi masować ramiona. Pochyliłem się lekko do przodu i spuściłem głowę. Poczułem, jak wzbierała we mnie złość. - Chcę cię tylko ostrzec, bo nie chce mi się wierzyć, że on tak nagle się zmienił. Pewnie zabawia się tobą, jak chyba wszystkimi innymi. - Przymknąłem powieki. Jego słowa wręcz miażdżyły moją czaszkę. 


~ Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i jego słowa:
- No to teraz się zabawimy, kochanie. ~


-Ichi, wszystko okej? - zapytał Kazuki, widząc jak się kulę. Próbowałem sobie to wszystko jakoś poukładać. 
- Ja... - słowa ugrzęzły mi w gardle. - Będę już iść. 
- Poczekaj, odwiozę cię.
- Nie trzeba.
- Cały się trzęsiesz. - powiedział i podszedł do mnie. Chwycił mnie pewnie za ramiona i podniósł. Następnie objął mnie w pasie. - Dasz radę, czy mam cię zanieść na dół? - zaśmiał się serdecznie.
- Jest ok. - kiedy chciałem postawić krok, nogi się pode mną ugięły i gdyby nie to, że Kazuki mnie trzymał, runął bym z hukiem na ziemię. Chłopak docisnął mnie mocno do siebie, przykucnął i wolną rękę włożył mi pod kolana. Kiedy wziął mnie na ręce, spojrzałem na niego pytająco. 
- Właśnie widzę, że nawet bardzo ok. Nawet nie próbuj protestować. - żebym miał chociaż do tego siłę!

~

Stałem oparty rękoma o parapet. Yuuto jeszcze spał. Przytknąłem czoło do chłodnej szyby. Wszystko potoczyło się strasznie szybko. Nasze spotkanie, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, zaręczyny. A to wszystko w zaledwie kilka tygodni. Niemożliwe? A jednak. Deszcz pukał w szybę. Rozpadało się na dobre. Było chłodno i pochmurnie, pogoda idealnie odzwierciadlała mój nastrój. Sięgnąłem, nie wiem po którą już szklankę Jamesona. Obserwowałem, jak bursztynowy płyn z wolna napełnia naczynie. Utsukushi otarł się o moją nogę i spojrzał na mnie. Wdrapał się na parapet, usiadł obok butelki z alkoholem i uważnie mi się przyglądał. Dzień powoli się zaczynał. Było chwile po szóstej nad ranem. Bez namysłu przechyliłem szklankę i wypiłem do dna. Teraz sam nie wiedziałem, czy oświadczyny to dobry pomysł. Przejechałem dłonią po szybie. Dlaczego wszystko musi dziać się przeciwko mnie? Sięgnąłem do metalowej papierośnicy i wyjąłem z niej fajkę. Odszukałem również zapalniczkę i po chwilę raczyłem się tytoniem, który ostro palił mnie w gardło. Chciałbym wyjaśnić te sprawę, chciałbym być pewien, że Yuuto to właściwy facet na resztę życia. Wszystko w środku buzowało we mnie, choć na zewnątrz tego nie okazywałem. Pogładziłem dłonią skroń. Jaki mamy dzisiaj dzień tygodnia? Wyciągnąłem z kieszeni komórkę. Czwartek. W sobotę mam oświadczyć się Yuuto po koncercie. Jakaś bariera pękła we mnie w tym momencie. Łzy znowu napełniły moje oczy. Ostatni czas był wręcz przepełniony nimi do porzygu. Nie mogłem uwierzyć w to, jak słaby byłem. Musiałem w końcu wziąć się w garść. Przetarłem szybko powieki i poklepałem się krzepiąco po policzku. Dziś muszę się dźwignąć i w końcu wrócić do pracy. Ugasiłem papierosa o parapet i ruszyłem w stronę łazienki. Kiedy przechodziłem obok naszej sypialni zauważyłem, że Yuuto już nie śpi. Chłopak siedział na łóżku z kolanami podkulonymi pod brodę. Był wyraźnie smutny. Uchyliłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia. Brunet uniósł lekko głowę w moją stronę. Usiadłem obok niego i objąłem go ramieniem. Pocałowałem go w policzek, po czym ten mocno wtulił się we mnie. Pogładziłem go po włosach.
- Jak się spało? - zapytałem po chwili.
- Nie spałem w ogóle. - powiedział smutno i pociągnął nosem. Ręką ująłem go za podbródek i zmusiłem, do spojrzenia mi w oczy.
- Yuu, co się dzieje? - kciukiem pogładziłem go po policzku. Był mokry, musiał płakać.
- To nic takiego. - uśmiechnął się smutno. Objąłem go za ramiona i pchnąłem powoli na łóżko. Sam ułożyłem się na nim, kolano zaś wepchnąłem między jego nogi. Ucałowałem go delikatnie i powoli.W między czasie splotem nasze dłonie, wolną zaś przeczesywałem jego włosy.
- To jak, powiesz mi? - przymknął oczy. łzy ponownie z nich wypłynęły. - Yuu... Proszę. - chłopak mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Nie rozumiem, dlaczego on, oni to robią. - jego łzy spływały mi po obojczykach. Podniosłem go do siadu. Przysunąłem go do siebie plecami, głowę ułożyłem na jego ramieniu i mocno go objąłem.
- No już spokojnie. - Yuuto ściskał mocno moje dłonie. - Cichutko. - wyszeptałem mu uspokajająco do ucha. - Powoli i od początku. - uspokoił swój oddech i nabrał powietrza.
- Odkąd się rozstałem z Kazukim, on nieustannie niszczy mi życie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że powiedział ci o mnie wiele nieprawdziwych rzeczy. Boję się, że mu wierzysz. W jego oczach jestem zwykłą kurwą. - zamarłem na chwilę.
- Skąd ci to przyszło to głowy?
- Wiem jaki on jest. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, a teraz mści się na mnie.
- Myślisz, że miałby ku temu powody?
- To całkiem możliwe. - Yuu otarł policzek. - W końcu kiedyś byliśmy ze sobą, prawda?
- Mhm. Dlaczego się rozstaliście? - brunet zamilkł na chwilę. - Hm?
- Nie chciałem się z nim przespać. On stwierdził, że go nie kocham i dlatego nie chcę tego zrobić. To jest chore, czy seks nie jest dopełnieniem miłości, a nie na odwrót? - przymrużyłem wściekle oczy. Wiedziałem, że coś jest nie tak z tym, co mówił Kazuki. Nienawiść przepełniła moje serce, miałem ochotę go zabić w tym  momencie. Byłem głupi - jak mogłem wierzyć jemu, a nie osobie którą kocham. - Jemu tylko zależało na tym, żeby mnie przelecieć. - chłopak znowu się rozpłakał. Przytuliłem go mocniej. Nie pozwolę już nikomu wpychać się do naszego życia.
- Nie wierzę mu. Nie wierzę już nikomu. Tylko tobie. Nie płacz proszę, nie masz powodu. Nawet nie wiesz, jak jest mi przykro kiedy widzę cię w takim stanie. - Yuuto odwrócił się do mnie przodem. Pocałował mnie i uśmiechnął się.
- Jesteś mój i tylko mój.

~Słyszę cmokanie niezadowolenia.

- Chyba się zapominasz, kochanie. – Yuuto. – Już do końca życia, będziesz mój i tylko mój.~


Złapałem się za głowę, ostry ból przeszedł przez całe moje ciało.
- Ichi, co ci jest? - zapytał Yuuto?
- Jest ok, myślę, że jestem po prostu przemęczony. 

~

Spóźniony wybiegłem z domu. Po drodze popychałem ludzi. Zatrzymałem się i zwolniłem kiedy dostrzegłem znajomą wiatę. Potarłem dłonie o siebie, mróz był dziś wyjątkowo upierdliwy. Po śniegu zostało już niewiele, szare chmury kłębiły się na niebie. Zanosiło się znowu na deszcz. Skierowałem się do metra. Mało było tu ludzi, jak na taką porę. Schodziłem schodami w dół, kiedy w oddali dostrzegłem postać Kazukiego. Cholera, wsiadał akurat do tego samego metra co ja. Pojechać innym nie mogłem, inaczej spóźniłbym się do pracy. Narzuciłem kaptur na głowę, z nadzieją, że może mnie nie zauważy. Z trudem opanowywałem się, żeby się na niego nie rzucić. Wziąłem głęboki wdech i pewnym krokiem wszedłem do przedziału. Nie było w nim nikogo oprócz mnie i dwóch innych osób. Lekko się skuliłem i powoli odwróciłem głowę. Kazuki rozmawiał z jakąś dziewczyną, miała fioletowe włosy, gładko uczesane i prostą grzywkę. Czyżby jego nowa "zdobycz"? Nie mam pojęcia ile czasu im się tak przypatrywałem. Stanęliśmy na jednym z przystanków. Jego towarzyszka przytuliła go i wysiadła. Uniosłem głowę trochę wyżej by zobaczyć czy Kazuki też wysiada, kiedy chłopak odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi w oczy. Cholera! Zauważył mnie. Uśmiechnął się i ruszył w moją stronę. Skorzystałem z tego, że jeszcze metro jeszcze nie ruszyło i szybko wysiadłem. Do schodów wyjściowych wręcz biegłem, nie odwracając się. Kiedy wyszedłem z budynku i stwierdziłem, że jestem sam, usiadłem na ławce i zacząłem ciężko oddychać. Najlepszej kondycji to ja nie miałem. Schowałem twarz w dłoniach i poklepałem się nimi kilkakrotnie. No cóż, wygląda na to, że ten ostatni odcinek przejdę pieszo. Stchórzyłem. Zamiast powiedzieć mu, co o nim myślę - uciekłem, najzwyczajniej w świecie. 
- Ichi! - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się, kilka metrów dalej stał uśmiechnięty Byou. Podszedł bliżej i oparł się dłońmi o ławkę. Spojrzał na mnie z góry. - Co tam ciekawego słychać, królewno? - zaśmiał się. - Słyszałem, że masz coś kiepski humor.
- Nie ukrywam, że bywało lepiej. - wyciągnąłem papierosy, chłopak usiadł koło mnie. Odpaliłem jednego i odwróciłem się w stronę chłopaka.
- A jak z Yuuto? Oświadczyny wciąż aktualne?
- Jak najbardziej. - uśmiechnąłem się. - Tak jak mi doradziłeś, zrobię to po waszym koncercie w sobotę.
- Yatta! - blondyn klasnął w ręce. - Nie mogę się doczekać. Trzymam za ciebie kciuki.
- Dzięki.  - rzuciłem. Spojrzałem na ogromny zegar na dworcu. Świetnie, jestem spóźniony.

~

Zauważyłem Miku wchodząc już po schodach. Pchnąłem szklane drzwi i wszedłem do środka. Przynajmniej tu było ciepło. Zdjąłem kurtkę i rzuciłem ją na fotel.
- Wybacz mi to spóźnienie. - powiedziałem, ściągając szalik. - Zaspałem.
- Szok, że w ogóle się tu pojawiłeś. - nawet nie drgnął. Cały czas, wpatrywał się w jakiś punkt, poza sklepem. Uśmiechnąłem się cierpko. Potarłem dłonią tył głowy.
- Byli tu jacyś klienci, zanim przyszedłem?
- Był jakiś gość. Pytał się o ciebie.
- Hm? - odwróciłem się w stronę siwego. - Kto to był?
- Ten koleś, do którego ślinisz się, od ostatnich kilku tygodni. - Kazuki? Po co miał by tu przychodzić? Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. Przecież jeszcze nie całe pół godziny temu zwiałem przed nim w metrze. Miał powody, żeby przyjść i pogadać. Teraz zdałem sobie sprawę z idiotyzmu mojego zachowania. Zamiast przyjąć temat "na klatę", wolałem skulić ogon i ominąć rozmowę.
- Dawno to było? - zapytałem po chwili ciszy.
- Etto, jakieś dziesięć, góra piętnaście minut temu. - Dziwne, że nie minęliśmy się po drodze.
- Nieważne, dzięki. - poszedłem na zaplecze. Wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer.
- Tak? - głęboki głos odezwał się po drugiej stronie.
- Byou?
- Ichi, o co chodzi? - kopnąłem jakiś kamień, który napatoczył mi się pod nogi.
- Wspominałeś ostatnio, że znasz całkiem fajny klub w centrum miasta...
- ...I ty masz ochotę tam dzisiaj iść i napierdolić się w trzy dupy, mam rację? - chłopak był wyraźnie rozbawiony.
- Czytasz mi w myślach. - uśmiechnąłem się. - To jak?
- Jestem za. Wpadnę po ciebie.
- Jeszcze pomyślę, że wyciągasz mnie na randkę. - zaśmiałem się.
- Słoneczko, jeśli chodzi o imprezy i alkohol - ja się piszę zawsze. I ty lepiej pilnuj Yuu, a nie mi tu niemoralne propozycje składasz. - teraz śmialiśmy się oboje. Pożegnałem się z chłopakiem i rozłączyłem się. Stałem tak jeszcze chwilę na zapleczu. O tak. Zdecydowanie  potrzebuje się upić i rozluźnić.

~

Ze względu na mały ruch, skończyliśmy pracę na dziś szybciej. Kiedy wróciłem do domu, miałem trochę czasu, żeby się przygotować. Chciałem dziś wyglądać o wiele bardziej wyzywająco niż na co dzień, jednak nikt nie pobije w tym tej zboczonej księżniczki. Yuu zostawił mi kartkę, że musi coś załatwić i wróci trochę później. Zajrzałem do szafy. Zaśmiałem się pod nosem, kiedy wyciągnąłem skórzane spodenki z podwiązkami i skórzanym dołem. Idealnie. Ściągnąłem koszulkę i spodnie, po czym zacząłem nakładać pierwszą część stroju. Kiedy zapiąłem guzik, poczułem jak ktoś łapie mnie za dłonie i ponownie go rozpina. Yuuto.
- Gdzieś się wybierasz? - zapytał kuszącym głosem. Przygryzł płatek mojego ucha.
- O mało przez ciebie nie umarłem.
- Urocze wdzianko. - powiedział i zaczął ściągać ze mnie spodnie. Zarumieniłem się.
- Yuu... Dopiero co zacząłem się w to ubierać...
- Przestań głupio gadać i przeleć mnie w końcu. - odwrócił mnie przodem do siebie i pociągnął do łóżka. 
- A to ponoć ja jestem niewyżyty. - zaśmiałem się i od razu wsunąłem dłoń do jego bokserek. 

~

Muzyka docierała do moich uszu, już z poprzedniej uliczki. Nie mam pojęcia, skąd Byou znał takie kluby - niby znajdowaliśmy się w centrum, jednak byliśmy teraz w miejscu kompletnie odizolowanym. Byłem w tych okolicach pierwszy raz. Kiedy podeszliśmy do ochrony, Byou zamienił z nimi kilka słów i wyciągnął jakąś przepustkę. Jeden z goryli uśmiechnął się i podali sobie ręce.
- Chodź. - Byou pociągnął mnie za rękę. Kiedy weszliśmy do środka, zobaczyłem coś czego potrzebowałem - tłum ludzi, głośna muzyka i alkohol lejący się strumieniami. Uśmiechnąłem się zaczepnie. - Od czego zaczynamy? - zapytał blondyn po chwili i pociągnął mnie w stronę baru. Barman w tym czasie rozlewał kolorowe shoty do kieliszków. 
- Może coś mi zaproponujesz? - na te słowa Byou spojrzał na mnie zadziornie i nachylił się do gościa za ladą. Po chwili postawił przed nami niebieskie drinki.
- Czyżby blue lagoona? - zapytałem, przyglądając się zawartości szklanki.
- Powiedzmy, że tak. Jedynie mocniejsza. Zdrowie! - powiedział blondyn i stuknęliśmy szklankami. Wypiliśmy od razu do dna. - Widzę, że dziś narzucasz sobie tempo! - zaśmiał się.
- Następna kolejka. - kiedy odebraliśmy następne zamówienie, Byou wyciągnął mnie na parkiet. Straciłem rachubę czasu - piliśmy drinki jeden za drugim, co raz bardziej chwiejnym krokiem wracając potańczyć. Wszyscy w około zdawali się mieć tak samo pozytywny nastrój jak my. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się tak bawiłem. Po jakimś czasie usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików. Śmialiśmy się i gadaliśmy trochę już bełkocząc, kiedy przy jednym ze stolików dostrzegłem Kazukiego. Wychyliłem się lekko i to co zobaczyłem, zamurowało mnie. Rozmawiał i pił z Yuuto. Gula ścisnęła mnie w gardle. Pociągnąłem Byou do wyjścia, pod pretekstem, że idziemy zapalić. Kiedy staliśmy na zewnątrz, na balkonie na tyłach klubu, zapytał:
- Coś szybko cię stamtąd wyrzuciło. - chłopak chwiejnym krokiem podszedł do barierki i odpalił papierosa. Nie mogłem się nadziwić, że jeszcze nie zabił się na tych zabójczych koturnach. Słabo mi się robiło, kiedy widziałem ile mają centymetrów. 
- Chciałem zapalić, to tyle. - stanąłem obok niego i zrobiłem to samo. Chłopak zaczął chichotać. - Wszystko ok? - zapytałem, uśmiechając się szeroko.
- Masz całkiem niezły tyłek królewno. - rzucił, kiedy się już trochę uspokoił. - Nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię tak ubranego. - powiedział i podszedł bliżej do mnie. Zaciągnął się dymem i wypuścił go, odwracając twarz. Zaśmiałem się.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.
- To mnie uświadom. - powiedział i znowu zaczął chichotać. Byliśmy już oboje nieźle wstawieni. Nawet nie wiem kiedy blondyn zaczął gładzić ręką mój tors. Uśmiechnąłem się i usiadłem na barierce. Byou stanął przede mną i jedną rękę oparł po moim lewym boku. Patrzył mi prosto w oczy. - Jesteś ukrytym zboczeńcem?
- Ależ oczywiście. - poruszyłem znacząco brwiami i zaczęliśmy się śmiać.Alkohol uderzał nam do głowy, teraz już nie kontrolowałem się. Złapałem blondyna za tyłek, na co ten zamruczał.
- Ktoś tu chyba ma ochotę się zabawić, co? - zapytał kusząco.
- A żebyś wiedział. - po tych słowach Byou pociągnął mnie z powrotem do środka i zaprowadził w kierunku toalet. Usiadł na blacie i założył nogę na nogę. Podszedłem do niego i położyłem ręce, po jego bokach. Przekręciłem delikatnie głowę. Jak widać blondyn był zadowolony z obrotu sytuacji. W dalszym ciągu jednak nie zbliżałem się do niego. Popatrzyłem w jego oczy - miał ładne, brązowe tęczówki. - Przyznam, że twój tyłek też jest niczego sobie. - chłopak jedną ręką, zaczął rozluzowywać jedną z podwiązek od moich spodni. Gdy ją odpiął, zaczął gładzić mnie po udzie.  Co jak co, ale ta Diva świetnie potrafiła kokietować. Zbliżyłem się nieznacznie. Byou rozchylił delikatnie wargi, które aż prosiły się, żeby je pocałować. Kiedy dzieliło nas kilka milimetrów, spojrzał mi w oczy.
- Nie powinniśmy.
- Wiem. - odpowiedziałem, po czym chłopak wpił się w moje usta. 

21 komentarzy:

  1. Ichi się kurwi. Nie ładnie. ~Miku Nao

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie. Ichi, Ty niegrzeczny!

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest świetne :P BOSKIE ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Genialne!
    Akiś, kolejny raz skutecznie poprawiasz mi humor. <3 /Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie teraz ich ktoś przyłapie! D: swietne, jak zawsze <3 mam nadzieje, ze kolejny rozdzial bedzie szybciej :< pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. O proszę Akiro, zaskoczyłaś mnie. Ichi staje się co raz większą dziweczką, nieźle!
    Czy ta dziewczyna w fioletowych włosach to Rieen? :)

    btw. OPISAŁAŚ GENIALNY STRÓJ, chcę ;-;'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ście się czepili, jeny XD
      A strój wiem, też kocham. <3

      Usuń
  7. O mało się nie popłakałam jak zobaczyłem,że wstawiłaś kolejny rozdział. Jesteś prześwietna,wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Co tam robi Yuuto razem z Kazukim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się wyjaśni, w następnym rozdziale, słoneczka.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. @.@ W KOŃCU! You made me day :3
    Ichi jakiś taki "rozluźniony" się robi po używkach XD
    Hehs, może Ichi, Yuuto i Kazuki będą sobie żyli w wesołym trójkąciku, aww :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłamz nowego rozdziału! Nie wiem czemu, ale mam przeczucie że dziewczyna w fioletowych włosach to Kotsu. Czekam na następny rozdział, pewnie ich nakryją~

    OdpowiedzUsuń
  12. Wowowow to, jest świetne. Czeka czeka czekaj, fioletowe włosy prosta grzywka tulenie z Kazu, czyżby Rieen? W każdym bądź razie bardzo się cieszę że wróciłaś z nowym rozdziałem. ♡

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiec tak.. opowiadanie super. Mozna sie posmiac czasami. W pewnych momentach naprawde wyobrazam sobie ichiego w pewnych sytuacjach xd. Czekam na nastepne rodzialy! ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiec tak.. opowiadanie super. Mozna sie posmiac czasami. W pewnych momentach naprawde wyobrazam sobie ichiego w pewnych sytuacjach xd. Czekam na nastepne rodzialy! ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepraszam, ale kim jest ta Momo i Paula? Bardzo mnie to ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam, ale kim jest ta Momo i Paula? Bardzo mnie to ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  17. Biedny Yuuto :c nie bedzie szczesliwy jak sie dowie ze Ichi go zdradza.

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.