- Ach, o to ci chodzi. No więc widzisz, uhm… - zaczął i zawiesił się. –
Yuuto był przywiązany do byłego chłopaka. Kiedy zerwali, bardzo cierpiał,
jednak nie minęło wiele czasu i zszedł się z tobą. Można powiedzieć, że z niego
trochę taki Casanova. Nigdy się nie angażował w związki, zazwyczaj były to dla
niego przygody na jedną noc. Sam byłem w szoku, kiedy mi powiedział, że od
kilku tygodni ma kogoś. No ale potem skończyło się, jak się skończyło. –
blondyn westchnął.
- Rozumiem. – czyli jednak nie potrzebnie panikowałem. Yuuto mnie nie
okłamał. – Kto więc był moim poprzednikiem? – odetchnąłem z ulgą i zapytałem o
wiele spokojniej.
- Kazuki.
Omal nie zakrztusiłem się,
kiedy Byou wymówił jego imię. On? I Yuuto?
- Coś nie tak? – zapytał
blondyn, widząc moją reakcję. Poderwałem się gwałtownie ze swojego miejsca. –
Ichi, co się dzieje? – usłyszałem za sobą zdziwiony głos wokalisty.
- Muszę coś załatwić. –
powiedziałem i szybkim marszem ruszyłem w stronę wyjścia. Tego jest za wiele,
nawet jak na mnie. Przepychałem się między ludźmi. Sam nie wiem kiedy łzy
zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak mnie
bolał ten fakt, że mój obecny narzeczony i… W tym momencie próbowałem usilnie
nazwać to, co czuję do Kazukiego. Nie znałem go, jak można więc mówić o tym, że
się kogoś kocha? Ale byłem pewien, że nie byłem nim tylko zauroczony. Muszę dać
upust wszystkim emocjom. Może to i będzie żałosny krok, ale w tej chwili będzie
on dla mnie ukojeniem. Przynajmniej na jakiś czas. Kiedy wyszedłem przez
szklane drzwi, chmury na niebie kłębiły się niespokojnie. Zbierało się na
deszcz. Ręce wsunąłem do kieszeni. Spuściłem głowę i nie odrywając wzroku od
chodnika, szedłem przed siebie. Otarłem wierzchem dłoni mokry policzek.
Powietrze było rześkie i chłodne, mimo iż byłem w centrum miasta. Oddychałem
głęboko i powoli, żeby trochę się uspokoić. Kiedy wyszedłem poza główne ulice,
skierowałem się na boczne uliczki. Wiedziałem czego i kogo szukam.
~
- Do jutra! – pomachałem kobiecie ręką i uśmiechnąłem się.
- Do jutra, do jutra! – odpowiedziała mi pani Sayuri. Skończyłem
praktyki na dziś, toteż niespiesznym krokiem ruszyłem do swojego domu. Muszę przyznać, że
czułem się z siebie dumny. Umiałem już co raz więcej, ale to wszystko zasługa
tej kobiety. Mimo iż nie prowadziła wielkiego interesu, jeśli chodzi o włosy
była prawdziwą czarodziejką. Zadowolony z siebie stwierdziłem, że udam się do
mojej ulubionej restauracji na sushi. Przy okazji po drodze zaliczę niewielkie
zakupy do domu. Kiedy byłem już blisko
celu, usłyszałem ciche syknięcie. Zatrzymałem się i zacząłem rozglądać. Wtem zauważyłem
gościa, ubranego całego na czarno. Stał oparty o ścianę jakiegoś budynku i
palił papierosa. Chyba mi się przesłyszało.
- Ej młody, tak, do ciebie mówię. – odezwał się, kiedy chciałem odejść.
Kiwnął na mnie ręką. Zdezorientowany podszedłem bliżej. – Widzę, że humor ci
dopisuje, co?
- Jest nie najgorzej. – sam wyciągnąłem swoje fajki i odpaliłem jedną.
- Ale wiesz, różnie w życiu bywa. – powiedział po chwili. Zaczął
grzebać w kieszeni.
- Przejdź do konkretów. – nie miałem ani czasu ani ochoty wdawać się, w
dyskusje z jakimś dziwnym typem.
- Jakby ci kiedyś tego szczęścia zabrakło – wyciągnął z kieszeni
strzykawkę i kilka opakowań z białą substancją – zawsze możesz się świetnie
pocieszyć.
- Chyba odmówię.
- Skoro tak uważasz. – Schował przedmioty z powrotem. – To wiedz, gdzie
możesz mnie szukać. – podał mi swoją wizytówkę. Uważnie się jej przyjrzałem.
Kiedy uniosłem wzrok, gościa dawno już nie było.
~
Wszedłem do obszernego
pomieszczenia. Wyciągnąłem papier i jeszcze raz przeczytałem. Siedziało tu
pełno osiłków i mięśniaków. Wyglądałem przy nich komicznie – wychudzony jak
szkielet. Ruszyłem pewnie i skręciłem koło ostatniego stolika na sali w rogu.
Szedłem ciasnym korytarzem, aż doszedłem do ostatnich drzwi. Pchnąłem je i
stanąłem w mało oświetlonym pokoju. Za biurkiem siedział typ, którego szukałem.
- A jednak wróciłeś po
szczęście.
- Obejdźmy się bez zbędnych
ceregieli. Ty mi dajesz to, czego ja chcę, ja tobie płacę i jest po krzyku. –
powiedziałem oschle i usiadłem, naprzeciwko niego. Mężczyzna zaśmiał się na te
słowa.
- Ależ proszę,
cukiereczku.- Mężczyzna sięgnął do
szuflady. Zasunął ją i ułożył na stole przed sobą biały proszek i strzykawki. Chciałem po nie sięgnąć, kiedy uderzył mnie w
rękę. Zacmokał i pokręcił głową. – Nie tak szybko. Najpierw pokaż pieniądze. –
zrobiłem co powiedział. Wyjąłem z kieszeni spory plik pieniędzy. Ułożyłem go na
stole przed sobą.
- Coś za coś. – powiedziałem.
Wtedy mężczyzna przesunął po stole przedmioty, ja zaś zrobiłem to z pieniędzmi.
Zabrałem towar i uśmiechnąłem się.
- Miłej zabawy życzę. –
powiedział. Zasalutowałem mu i wstałem. Kiedy już naciskałem klamkę, mężczyzna
rzucił - Przyjemnie się robi z tobą interesy.
~
Nie mogłem wrócić do domu,
klucze zostały w mieszkaniu Yuuto. Stwierdziłem, że nie będę się nie wiadomo
gdzie szlajać, toteż wychodząc z baru skierowałem się na boczne uliczki.
Przeszedłem ich kilka, aż w końcu uznałem, że jest tu spokojnie. Oparłem się o
budynek i zjechałem na dół. Wyciągnąłem strzykawki i napełniłem je narkotykiem.
Zsunąłem rękaw kurtki do połowy, ukazując mój wychudzony nadgarstek. Spiąłem
rękę kilkakrotnie, aż ukazały mi się żyły. Wziąłem głęboki wdech. Przytknąłem ostrze do ręki. No już, zaraz
będzie po wszystkim. Wbiłem strzykawkę i nacisnąłem dozownik do samego końca.
Odrzuciłem pusty przedmiot na bok i zakryłem ponownie rękę. Wgapiłem się w
jeden punkt i zacząłem czekać, aż to świństwo zacznie działać. Spuściłem głowę
i zacząłem bawić się sznurówką w moim bucie. Wolną ręką pogładziłem się po włosach.
W co za gówno dałem się wplątać? Gość mnie oszukał. Dostałem pewnie jakiś tani
lek, a jako, że wcześniej nie obracałem się w takim światku – skąd mogłem to
wiedzieć? Pieniądze poszły w błoto, jeśli tylko spróbuje po nie wrócić i je
odzyskać, jego obstawa zabije mnie na wejściu. Zakląłem pod nosem i dźwignąłem
się żeby wstać. Wtedy zachwiałem się. Zimny pot oblał moje ciało, a serce
zaczęło niebezpiecznie szybko kołatać. Kręciło mi się w głowie, przed oczami
zaczęły migać różne światła i obrazy. Postawiłem krok, jednak o mało co nie
przewróciłem się. No proszę a jednak. Zacząłem szybko oddychać. Miałem
wrażenie, że zaraz umrę. Co ja najlepszego zrobiłem?
~
Yuuto zbliżał się nie spiesznie, było to raptem kilka chwil, które dla
mnie były teraz jak wieki. W końcu poczułem, jak delikatnie musnął moje
wargi. Oderwał się ode mnie, by spojrzeć mi w oczy. Chciałem ponowić pocałunek,
kiedy zaczęło kręcić mi się w głowie. Świat zaczął wirować, kolory się
wyostrzyły, słyszałem jakieś dziwne dźwięki, miałem ochotę krzyczeć, jednak
jedyne na co się wydobyłem to szept. Złapałem się za głowę. Cholera, co się
dzieje? Przed oczami migały mi jakieś kształty, obraz falował i rozpływał się.
Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i jego
słowa:
- No to teraz się zabawimy, kochanie.
- Coś ty mi… - chciałem powiedzieć coś, kiedy zebrało mi się na wymioty.
Chłopak w dalszym ciągu stał nieruchomo. Założył ręce na piersi i prychnął.
- Jak można być takim naiwnym? – zapytał z pogardą. – Dałeś się wrobić,
jak pierwsza lepsza dziwka. I teraz właśnie taką będziesz. – postawił kilka
kroków w moją stronę. Chciałem uciec, jednak wszystkie części ciała odmówiły mi
posłuszeństwa. – Nie uciekniesz przede mną. Choćbyś chciał. – wtedy chłopak
lekko popchnął mnie, a ja upadłem. – Coś nie tak, kochanie? Nie mów, że ci się
nie podobam. – pociągnął mnie do pionu i wziął na ręce.
- Czego chcesz? – zapytałem słabo. Nie miałem nawet siły się bronić.
- Ciebie. – powiedział i oblizał obscenicznie usta. Wchodziliśmy z
parku. Byłem kompletnie bezwładny. Podeszliśmy pod postój taksówek. – Piśnij
choć słowo, a poderżnę ci gardło. – powiedział ostro, i zauważyłem, jak
przytyka mi całkiem spory nóż do gardła. – Dociera? – pokiwałem głową. –
Grzeczna kurwa. – Wsiedliśmy do jednego z pojazdów. Mężczyzna spojrzał na nas
wystraszony.
- Dokąd? – zapytał drżącym głosem. Yuuto podał dokładny adres i rzucił
mężczyźnie sporą ilość pieniędzy.
- To wszystko będzie twoje, jeśli zawieziesz nas tam szybko. –
taksówkarz pokiwał głową, w geście zrozumienia.
- Czy wszystko z nim w porządku? – mężczyzna spojrzał na mnie.
Widziałem, jak pojedyncza kropla potu spływa po jego czole. Ręka Yuu mocno
zacisnęła się na moich żebrac., Poczułem ogromny ból. Jednak zrozumiałem, o co
mu chodzi. Uśmiechnąłem się.
- Proszę się nie martwić, jestem po prostu bardzo zmęczony. –
powiedziałem, starając się nie zawyć z bólu. Chłopak rozluźnił uścisk i
pogłaskał mnie po plecach. Po jakiś dwudziestu minutach byliśmy na miejscu.
Yuuto pchnął mocno drzwi i zamknął je z hukiem. Szedł szybko, pomiędzy
apartamentowcami. Kiedy wszedł do jednego z nich, udaliśmy się do windy. Jej
drzwi się rozsunęły wtedy chłopak wszedł do nich i nacisnął guzik z którymś
piętrem. Zaczął nerwowo tupać nogą. Kiedy zbliżaliśmy się do jego mieszkania,
jedna z jego sąsiadek spojrzała na nas z oburzeniem. Yuuto zignorował to i
otworzył drzwi. Od razu skierował nas do sypialni i położył mnie na łóżku.
Zrzucił z siebie kurtkę i usiadł na mnie. Zaczął mnie rozbierać. Łzy napłynęły
mi do oczu. Karciłem się za bycie takim naiwnym. Nie mogłem się poruszyć, nie
mogłem krzyczeć. Zaraz czeka mnie najgorsze. Krople popłynęły po mojej twarzy.
Chłopak zaprzestał czynności i spojrzał na mnie.
- Będę delikatny. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Otarł moje mokre
policzki i ucałował je. – Obiecuję, że jutro nie będziesz nic pamiętać.
~
- Hej, Momo! – wołasz entuzjastycznie. Nawet nie pamiętam, kiedy
ostatni raz mnie tak nazwałaś. Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym
podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak
jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w
Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć
Ciebie wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się wycofujesz. Pewnym marszem ruszam
za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie, tak ciepło. Jest dziś piękna
pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd chcesz mnie zabrać?
Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie zgubić. Wchodzisz w
jakąś uliczkę. Zniknęłaś mi z pola widzenia. Czuję, jak silne ramiona oplatają
mnie wokół pasa.
- Stęskniłem się. – odwracam się. Uśmiecham się szeroko, na twój widok.
- Kazuki. – mówię cicho, stykając nasze czoła. Łapiesz mnie za
podbródek i całujesz. Bardzo powoli i delikatnie. Rękoma sunę po twoim torsie.
Wtem osuwasz się w moich ramionach. Łapię cię i upadam z tobą na podłogę.
Rozpływasz się w powietrzu. Słyszę cmokanie niezadowolenia.
- Chyba się zapominasz, kochanie. – Yuuto. – Już do końca życia,
będziesz mój i tylko mój.
~
Uspokoiłem swój oddech. Obraz
który był zdeformowany powoli zaczął wracać do normy. Przede mną ktoś kucał,
wciąż byłem na tej samej uliczce. Przytknąłem rękę do czoła, było mi bardzo
zimno.
- Powoli. – mój wybawca
dźwignął mnie, żebym wstał. Zamrugałem
kilkakrotnie oczami. Odwróciłem się szybko i podpierając się ręką ściany,
zwymiotowałem. Ktoś położył rękę na moich plecach. – Już okej, już okej. – ręka
delikatnie sunęła po moich plecach. – Ichi, popatrz na mnie. Proszę. –
odwróciłem się. Przede mną stał Kazuki. Teraz już nie z chęcią mordu w oczach
lecz jakby… zatroskany? – Powiedz mi, jak się czujesz? – Cała złość na niego
upłynęła ze mnie w jednej chwili. Pogładził mnie otwartą dłonią po twarzy.
- Lepiej. – znowu się
zachwiałem, chłopak zareagował i złapał mnie, mocno przyciskając do siebie.
Objął mnie i wtulił moją głowę w jego szyję. Byłem zbyt oszołomiony, żeby jakoś
na to zareagować.
- Dlaczego wziąłeś ten syf? –
Spojrzał na mnie. Westchnąłem ciężko.
- Ja… - zawiesiłem się. – Ja
sam nie wiem.
- Obiecaj, że już tego nie
zrobisz. – Byłem zdziwiony jego reakcją. Skąd on się tu wziął w ogóle?
- Skąd wiedziałeś, że tu
jestem? – odpowiedziałem mu pytaniem. Chłopak zmieszał się i nic nie
powiedział. – Śledziłeś mnie?
- Można tak powiedzieć.
Dokończmy tą rozmowę u mnie, okej?
- Nie, nie. Będę się zbierać
do domu.
- Chcesz żeby Yuuto zobaczył
cię w takim stanie? – cholera. Miał rację.
- Nie trzeba, serio. Chyba dam
sobie radę. – oszaleję, robi mi się gorąco.
- Ale ty nie masz nic do
gadania, wiesz? – po tych słowach pociągnął mnie za rękę w kierunku motocykla
który stał nie opodal. Usiadł na nim i poklepał miejsce za sobą, patrząc na
mnie. Niepewnie usiadłem, po czym chłopak podał mi kask. – Obejmij mnie mocno.
– powiedział i sam go założył. Przyciągnął moje ręce i sam założył mi je w
pasie.
~
- Widziałem, że byłeś
zdenerwowany i płakałeś. Nie, nie śledziłem cię. – chłopak wyprzedził moje
pytanie. – Chciałem zapytać o co chodzi, jednak byłeś zbyt szybki. Musiałem cię
gonić. Potem zniknąłeś w tym klubie i straciłem cię z oczu. Gdy cię znalazłem,
było już za późno. Wziąłeś to gówno. A ja dalej nie rozumiem – po co. Ichi… -
Kazuki zawiesił się. – Czy to dlatego zemdlałeś wtedy w studiu? Jesteś
uzależniony? – jak dobrze, że nie domyśla się dlaczego. Miałem ochotę wstać i
wykrzyczeć mu wszystko co czuję, jednak…. Wolałem pozostawić to dla siebie. Nie
chciałem, żeby przestał się do mnie odzywać.
- Ja? Nie. To był mój pierwszy
raz…
- Pierwszy i ostatni.
- Dlaczego tak ci zależy? Nikt
cię nie prosił, żebyś mi wtedy pomógł. Tak samo z Yuuto, co to kurwa miało być?
Taka wielkoduszna Matka Teresa z ciebie? Nie potrzebuje ani twoich rad, ani
ciebie. Odkąd cię tylko spotkałem wpierdalasz mi się w życie nieustannie. Swojego
lepiej pilnuj, bo jeszcze kolejny chłoptaś ci spierdoli. – dopiero teraz do
mnie dotarło, że powiedziałem zdecydowanie za dużo. Kazuki po tych słowach
spuścił głowę i nic nie odpowiedział. Wstał po chwili i podszedł do okna.
Przystawił dłonie do twarzy. Czy on… płacze? Westchnąłem ciężko. – Przepraszam,
nie chciałem tego powiedzieć. – Cisza. – Będzie lepiej, jeżeli sobie już
pójdę. – Zwróciłem się ku wyjściu.
- Ichi poczekaj. – zatrzymał
mnie jego głos. – Musimy chyba pogadać.
~
Nacisnąłem dzwonek. Schowałem
brodę, w zagłębieniu kurtki. Ustaliliśmy z Kazukim jedną wersję wydarzeń. Kiedy
zamek szczęknął, osłupiony Yuuto stanął w drzwiach. Otworzył usta, jakby chciał
coś powiedzieć. No cóż, miał przed sobą dosyć niecodzienny widok. Wyglądałem
jak wyjęty psu z gardła – cały brudny i gdzieniegdzie podarty.
- Ichi, gdzieś ty był?
Chciałem już zgłosić zaginięcie na policji! – wydarł się po chwili. Wszedłem do
mieszkania. Kazuki oparł się o framugę.
- Jak wracałem do domu,
napadło mnie kilku gości. Kazuki mi pomógł. – Yuuto spojrzał na bruneta
zdziwiony.
- Tak właśnie było. –
powiedział, wyprzedzając pytanie chłopaka. Podszedł do niego i wyciągnął rękę w
jego kierunku.
- Dziękuję. – powiedział chłodno.
– Kazuki na ten gest założył ręce na piersi i pokręcił głową.
- Pilnuj go następnym razem. –
po tych słowach odwrócił się i odszedł.
~
- Straciłem kiedyś przez to przyjaciela. – Kazuki ścisnął mocniej
materiał mojej koszulki. – Wiesz jaki to ból, patrzeć, jak ktoś umiera w twoich
ramionach? – zapytał i spojrzał mi w oczy. Jego były czerwone i opuchnięte od
płaczu. Było mi go żal. Pogłaskałem go po plecach. Yuuto mnie zabije, jak wrócę
do domu. Jest piąta nad ranem, a ja dalej tu siedzę.
- Wiem jaki. Sam straciłem. To znaczy… Ona wciąż żyje, ale…
- Dla ciebie jakby umarła?
- Tak, dokładnie tak. – spuściłem głowę. – Tyle czasu się znaliśmy.
Zawdzięczam jej wiele rzeczy. Tęsknię czasami, za tymi wszystkimi wspaniałymi
chwilami.
- Taki już najwidoczniej porządek w tym wszystkim. – powiedział,
ocierając łzy. – Niektórym trzeba pozwolić odejść. Żałujesz?
- Zdarza się. Ale tego że tu jestem – ani trochę. – chłopak zaśmiał się
serdecznie na te słowa. Pogładził moje udo i ponownie na mnie spojrzał.
- To jak, obiecujesz?
- Obiecuję. – spojrzałem mu głęboko w oczy. Kazuki zbliżył się do mnie
niepewnie. Przymknąłem oczy. Jego oddech owiewał mi wargi, jego ręka ujęła mnie
za podbródek.
- Będziesz musiał mi to kiedyś wybaczyć. – powiedział, niemalże
stykając już nasze usta, kiedy nagle…
Akiraa! To jest świetne.
OdpowiedzUsuńKocham, kocham, kocham to opowiadanie.
Czekam na więcej.
Ichi:
OdpowiedzUsuńhttp://img.myepicwall.com/2014/01/c940e38f456ecc484212c2573a5ba783.gif
ICHI ĆPUN Z NAMIOTEM, ahahahah XD
UsuńŻałuję, że na blogspocie nie ma opcji "lubię to" pod komentarzami :C
UsuńW rzeczywistości też jestem takim bezdusznym chujem, o nie ale wpadka XD Już powili zaczyna mi nie przeszkadzać to, ze lubisz przerywać w takich momentach. Ale przyznam, że strasznie trzymasz w napięciu, strasznie to opowiadanie wciąga i nie wiadomo kiedy jak co ale szybko się kończy rozdział. Cholernie lubię Twój styl pisania, mimo, że na początku podszedłem do tego dosyć sceptycznie bo jakiś anonim pisze o mnie opowiadanie, co to ma w ogóle być- tak teraz jestem wiernym czytelnikiem XD Życzę mega owocnej pracy na feriach!
OdpowiedzUsuńAkiro. Piszesz naprawdę ciekawe opowiadania. Są one całkiem inne od przeczytanych przeze mnie opowiadań Yaoi. Oczywiście Ty piszesz o wiele lepsze bo, większość wciska w każdym momencie scenę yaoi. Czekam na następne. <4
OdpowiedzUsuńJa zamiast spać i się wyspać czytam Twoje opowiadania.
OdpowiedzUsuńIczi aka ćpun Kazu aka beksa Yutto aka przewrażliwiona matka. Wut. Spodziewałabym się chyba wszystkiego tylko nie ćpającego Icziego ok. W każdym bądź razie to. Jest. Świetne. A Ty dalej jesteś okrutna i ucinasz w takich momentach, meh to zaczyna być irytujące. Ale i tak wielbię Ciebie i Twój styl pisania.
OdpowiedzUsuńJejku, było mi szkoda Yuu, ale dobrze że przypomniałaś jakim chujem jest XD (patrz. fragmencik o zamiarach zgwałcenia Ichiego) Bardzo mi się podoba, po każdym rozdziale mam coraz większą ochotę na kolejne. Kocham <3
OdpowiedzUsuńEm, a to nie była przypadkiem halucynacja?
UsuńŚwietne, bardzo lubię twoje opowiadania :) Powoli wszystko się wyjaśnia, ale jednak komplikuje, oby tak dalej. Weny w następnych rozdziałach :)
OdpowiedzUsuńHmm... Ten rozdział był dla mnie troche zagmatfany... w pewnych momentach nie wiedziałam kto co mówi itd.. ;-;
OdpowiedzUsuńJak zawsze wspaniałe, Kochana. Tak trzymaj. //Yoshike
OdpowiedzUsuńJesteś przecudowna. Uwielbiam Twoje opowiadanie. Pisz dalej. Błagam.
OdpowiedzUsuńAkira,kochanie,pisz.
OdpowiedzUsuńAkiro, uwielbiam te opisy pisane kursywą, po wzięciu przez Ichiego prochów. Zdawało mi się, że początki tych fragmentów już czytałam gdzieś w poprzednich rozdziałach (szczególnie ten zaczynający się od "Hej, Momo!" ♥), kiedy nagle okazało się, że ich zakończenie jest całkiem inne niż dotychczas znałam. I wiesz co? Podoba mi się. Yuuto taki brutalny? Not bad. Taka psychodelia trochę. W sumie, cóż się dziwić? Tak to jest po narkotykach xD
OdpowiedzUsuńPo za tym mam nadzieję, że kiedyś rozjaśnisz przyczyny konfliktu pomiędzy Ichim a Rin, bo zjada mnie ciekawość. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego właściwie zerwali znajomość. Skoro z nią przestał się kontaktować, to czemu z moją postacią, Paulą, akurat nie. Trochę nie ogarniam.
Hah, jak zwykle wielką analizę robię xD
Dodam, że potwornie nienawidzę zdania: "[...] powiedział, niemalże stykając już nasze usta, kiedy nagle…".
T_T
NAGLE?!
CO NAGLE?!
To się robi coraz bardziej denerwujące i, jak powiedział Ichi wciągające ;___;
Rozumiem, że zapewne nie dodasz Rozdziału IX w najbliższych dniach, więc czekam na niego CIERPLIWIE.
Aha, i na więcej o Chujcięto też czekam, bo dawno Go nie było w opowiadaniu :)
Opowiadanie jak zwykle fajne, tylko w niektórych momentach nie wiedzałam o.co chodzi. Pisz.dalej kochana. ^^
OdpowiedzUsuńJaki Ichi... Jaki Kazuki... co. ._______. Dlaczego przerywasz w takim momencie nooo?
OdpowiedzUsuńAkira,wracaj do nas i pisz dalej! Kocham.
OdpowiedzUsuńPrzecudowne jak ty,pisz. Kochamy Cie.
OdpowiedzUsuń