Rozdział VII

Po kilku minutach poczułem się zdecydowanie lepiej. Stwierdziłem, że chyba nie zemdleję, toteż ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy zamykałem drzwi, stojąc do nich przodem, nie zauważyłem osoby którą niechcący popchnąłem odwracając się.
- Przepraszam, nie zauważyłem pana.
- Tym razem przepraszam, a nie patrz jak łazisz?

Stałem i gapiłem się na chłopaka, jakbym go pierwszy raz w życiu widział. Skąd on się tu wziął do cholery? Już miałem cię z głowy, a teraz to wszystko poszło na marne. Dlaczego to zawsze musi przytrafiać się mnie? Niech mi ktoś powie, że to jest żart. Tyle dni czekałem, żeby cię zobaczyć. Tyle dni płakałem, bo nie mogłem podziwiać twojego uśmiechu. Tyle dni zajęło mi wyrzucenie cię z pamięci. Tyle dni próbowałem pokochać kogoś innego. I teraz kiedy wszystko miało być lepiej – spotykam cię. Stoisz i uśmiechasz się, jak gdyby nigdy nic. Gdybyś tylko wiedział.  Chciałem postawić krok do tyłu, kiedy zachwiałem się. Zacząłem słabnąć, jednak chłopak w porę podbiegł do mnie i mocno mnie objął. Chciałem wyswobodzić się z jego uścisku, jednak był zbyt silny.
- Wszystko ok? – zapytał.
- Puść mnie, dam sobie radę. – powiedziałem ledwo słyszalnie. Mój anioł ujął mnie za podbródek, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Był blisko. Zdecydowanie za blisko.
- Chyba żartujesz. Twoje oczy bieleją. – powiedział, dokładnie oglądając moją twarz. - Chłopaki! - krzyknął. Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem i wyszedł przez nie Yuuto. Kiedy nas tak zobaczył, pobladł cały i podbiegł.
- Ichi! Co Ci jest? – czułem, że zaczynam odpływać. – Ichi! – chłopak krzyczał, ale słyszałem co raz mniej i co raz mniej wyraźniej. Wziął mnie w ramiona. – Błagam, Ichi nie zamykaj oczu, popatrz na mnie! – jego obraz rozmywał mi się, by po chwili zacząć czernieć. – Ichi!
 Zemdlałem.

~

Ostre światło wdarło mi się między powieki. Słyszałem głosy, bardzo niewyraźne. Chciałem się poruszyć, jednak byłem czymś skrępowany. Kiedy lekko uchyliłem oczy, zobaczyłem kilka czarnych plam nad sobą.
- Witamy wśród żywych. – powiedział jeden z głosów. – Jak się spało? – wybełkotałem coś na kształt „gdzie ja jestem?”.
- Ichi! – usłyszałem Yuuto. – Chcesz mnie do zawału doprowadzić? – jego dłoń spoczęła na mojej twarzy. Otworzyłem oczy. Nade mną wisieli Yuu, Byou i Kazuki.
- Trzeba go trochę ocucić. – powiedział blondyn, przyglądając mi się uważnie.
- Co się stało? – zapytałem słabo.
- Zemdlałeś. – odpowiedział Kazuki. Wtem poczułem zimny chlust wody centralnie na mojej twarzy. Kiedy podniosłem się do siadu i przetarłem twarz, zobaczyłem stojącego przede mną Jina z rękoma uniesionymi nad głową, w których trzymał wiadro.
- Ty baranie, nie to miałem na myśli mówiąc ocucić! – krzyknął Byou, po czym uderzył niższego otwartą dłonią w głowę.
- Działałem szybko i impulsywnie! Mogę poprawić! – chłopak zamachnął się rękę w celu uderzenia mnie w twarz, jednak ręka Kazukiego szybko go zablokowała.
- Starczy już tych twoich metod. – powiedział chłodno. – Jak się czujesz? – spojrzał w tym momencie na mnie.
- Yuuto, pomóż mi wstać. – zignorowałem jego pytanie. Chłopak podał mi rękę i pociągnął za sobą mocno. Ujął moją twarz w dłonie.
- Wystraszyłeś mnie. – powiedział smutno.
- Przepraszam, zachowałem się jak dupek. Zaniedbałem się ostatnio. Nie zawracaj sobie tak tym głowy. – powiedziałem i obejmując go, przytknąłem jego czoło do mojego.
- Nawet tak nie mów.
- No cóż, próbę chyba trzeba będzie odwołać. – powiedział Kazuki.
- Czuję się już lepiej, proszę, wróćmy na salę. Nie odwołujcie tego, z mojego powodu. Tylko przysparzam wam kłopotów. – odpowiedziałem, jednak wciąż ignorowałem lidera.
- Skoro tak mówisz, to nie ma co czekać. – rzucił Byou, ruszając w kierunku sali. Kazuki spojrzał na mnie i odwrócił się. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji. Zazwyczaj zarażający empatią, teraz przeszył mnie chłodem. Poczułem się dziwnie. Wtuliłem się mocniej w Yuu.
- Chodźmy. – powiedział.

~

Byou ustawił stojak i wysunął z niego mikrofon. Lider podał mu jakieś kartki papieru. Blondyn uważnie je przejrzał, po czym odchrząknął. Wskazał na Jina, który dzierżył pałeczki. Chłopak zastukał nimi trzy razy. Zaczęli grać, jakiś wolny utwór. Siedziałem, na jednym z niepodpiętych wzmacniaczy, naprzeciwko nich. Spojrzałem na Yuu. Chłopak bardzo wczuł się w piosenkę, delikatnie sunął po strunach basu. Kiedy odwrócił swój wzrok, ukradkiem popatrzyłem na Kazukiego. Nasze spojrzenia się spotkały - chłopak posłał mi uśmiech, na co ja jedynie wróciłem do podziwiania Yuuto. Do końca próby, starałem się nie patrzeć w stronę mojego anioła.

~

- Jeszcze wina? – zapytał czarującym głosem. Skinąłem lekko głową. Uśmiechnął się i przystawił szyjkę, do mojej lampki. Ciemnoczerwony płyn rozlał się, po całej jej objętości. Odstawił trunek na bok, po czym uniósł naczynia. Podał mi jedno do ręki.
- Za co dziś wypijemy? – przysunął się do mnie.
- Za nas. - odparłem, stukając naszymi kieliszkami. Oboje upiliśmy po kilka łyków, po czym brunet wziął mnie za rękę.- Dokąd idziemy?
- Chcę ci coś pokazać.
 Szliśmy niespiesznie jakąś boczną drogą. Księżyc wysoko na niebie oświetlał to miejsce. Spojrzałem na Kazu. Mimo iż było ciemno, widziałem w jego oczach te iskierki radości. Uśmiechał się. Kiedy zauważył, że mu się przyglądam, ucałował czubek mojego nosa. Ścisnął pewniej moją rękę, po czym objął mnie w pasie. Pachniał cudownie, miał swój unikatowy zapach – ciężkie męskie perfumy i tytoń. Uwielbiałem go. Minęło raptem kilka dni, odkąd jesteśmy ze sobą – jednak czułem, jakbym go znał całe życie. Nigdy nie czułem się tak dobrze. Skręciliśmy obok niewielkiego zagajnika. Przedzieraliśmy się chwilę przez krzaki i zarośla, kiedy pod stopami poczułem twardą fakturę. Szliśmy po drewnie. Po chwili moim oczom ukazał się staw. Bardzo mały, z każdej strony otoczony był drzewami. Prawie do jego środka, rozciągało się małe molo. Weszliśmy na nie, dochodząc do końca. Kazuki wziął mnie za ręce i spojrzał mi w oczy.
- Jest coś ważnego, co chciałbym ci powiedzieć.
- Tak? – czas tu nie istniał, liczyliśmy się tylko my dwoje.
- Bardzo chcę, żebyś o tym wiedział. – przystawił swoje czoło do moje i przymknął powieki. – Wychodzę za mąż. -  Słucham?


- To fantastycznie! – powiedział Jin. Wszyscy zaczęli bić brawo, oprócz Kazukiego. Chłopak miał założone ręce na piersi i patrzył na mnie spod byka. Dziwnie się zachowywał.
- Kiedy ślub? – zapytał Manabu.
- Jeszcze nie mamy ustalonej daty. – odpowiedział Yuuto. Trzymał mnie mocno za rękę. Uśmiechał się szeroko. Nachylił się do mnie i szepnął – Kocham cię.
- Ja ciebie też.-  Odwróciłem się do niego i mocno przytuliłem.
- Nie widzę innej opcji, żeby królowa nie zorganizowała wam wesela. – powiedział Byou, wskazując na siebie. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Mówiłem, że tak będzie? – zaśmiał się Yuu. Pokręciłem głową. Kazuki spuścił głowę i odszedł w przeciwnym kierunku. Zaczął przeglądać jakieś papiery. – Zbierajmy się.

~

Ponownie oklepałem wszystkie kieszenie.
- Na pewno dobrze sprawdziłeś? – zapytał chłopak po chwili.
- Chyba został na sali. Daj mi chwilę, zajrzę tam i wracam.
- Będę czekać przy wyjściu. – wróciłem się do ciemnego pomieszczenia. Natychmiastowo wskoczyłem na scenę i zacząłem się rozglądać. Wtem z zamyślenia wyrwał mnie głos:
- Tego szukasz? – znowu on. Odwróciłem się. Kazuki stał oparty jedną ręka o wzmacniacz, w drugiej zaś, trzymał mój telefon. Zmieszałem się. Podszedłem do niego niepewnie i zabrałem swoją własność.
- Dzięki. – powiedziałem chłodno. Chciałem odejść, kiedy chłopak znowu mnie zatrzymał.
- A więc, żenisz się z Yuuto? – nie odpowiedziałem. Co go to w ogóle obchodziło? Przełknąłem nerwowo ślinę, ręce zaś zacisnąłem w pięści. Spojrzałem na bruneta przez ramię. – Nie wiesz, w co się pakujesz. – dodał po chwili. Jeszcze będzie mi dyktować, z kim mam spędzić życie? Co to, to nie.
- Nie potrzebuję twoich rad. – rzuciłem oschle i wyszedłem z sali. Jednak przechadzając się po korytarzach budynku jego słowa odbijały mi się echem w głowie. Najpierw Byo, teraz Kazuki. Nie miałem pojęcia, o co im obojgu mogło chodzić. I jeszcze ta reakcja Yuuto, kiedy Byo próbował go zapytać o jego byłego chłopaka. Uderzyłem się otwartą dłonią w policzek. Muszę dać sobie spokój, chyba za bardzo histeryzuję. Rozmawialiśmy  na ten temat, po co to znowu odgrzebywać? Nie mam zamiaru się z nim kłócić. Coś we mnie jednak pozostawało, pod znakiem zapytania.
Całą drogę do domu milczałem. Oparłem czoło, o chłodną szybę samochodu. Ręka Yuu, spoczęła na moim kolanie.
- Wszystko ok? – zapytał.
- Jestem bardzo zmęczony. – wykręciłem się, choć tak naprawdę wciąż rozmyślałem o słowach Kazu.
- Nie dziwię ci się. Jak wrócimy do domu, masz odpocząć.
- Mhm. – mruknąłem i przymknąłem powieki.

~

- Wiem, że to nie jest szczyt romantyzmu, ale no cóż… - nie przestawał całować mojej szyi. Pogładziłem go po plecach.
- Nie liczy się gdzie, ważne, że z tobą. – odpowiedziałem, na co chłopak zareagował uśmiechem. Deszcz spływał, po tylnej szybie samochodu. Może i na zewnątrz było chłodno, jednak tutaj było zdecydowanie za gorąco. Kazuki otarł się o mnie, na co odpowiedziałem cichym jęknięciem. Ucałował moje czoło, następnie czubek nosa i na końcu dopiero moje usta. Objąłem jego kark. Mogłem trwać tak wiecznie. Zjechał rękoma do mojego rozporka, by po chwili zacząć zsuwać ze mnie spodnie. Wciąż nie odrywał się od moich warg. Uczucie było nie do opisania. Czułem się, jakbym był w zupełnie innym wymiarze. Wszystko działo się powoli. Każdy dotyk, każdy pocałunek, każde zbliżenie – sprawiało, że chciałem chłonąć go więcej. Złożyłem pocałunek na jego obojczyku.
- Powoli… - chłopak spojrzał na mnie.
- Po prostu to zrób. – odpowiedziałem.

~

Kiedy się obudziłem, poczułem, że leżę na czymś miękkim. Byłem już w domu. Kiedy otworzyłem oczy – uderzyły mnie te znajome barwy ciemnego fioletu sypialni mojej i Yuu. Chciałem się dźwignąć do siadu, kiedy poczułem dziwny ucisk w dole brzucha. Uniosłem delikatnie ciemny koc, którym byłem nakryty i to co zobaczyłem, wprawiło mnie w osłupienie. Miałem postawiony uroczy namiot w bokserkach.
- Kurwa. – zakląłem cicho. W tym momencie Yuuto wszedł do pokoju. Puściłem przykrycie i starałem się udawać, że nic się nie stało.
- Wyspałeś się? – zapytał siadając koło mnie.
- Nawet, nawet… - odpowiedziałem. Byłem kompletnie spięty.
- To dobrze, cieszę się. – chłopak wdrapał mi się na kolana chcąc mnie pocałować, jednak kiedy otarł się o to miejsce, spojrzał na mnie i zarumienił się. Zacisnąłem mocno powieki. Cholera, co za wstyd. – Ktoś ma chyba problem. – powiedział Yuuto po chwili. – Ale dla mnie to nie problem, żeby go rozwiązać. – dodał kusząco, po czym popchnął mnie tak, żebym leżał. Sam usiadł na mnie okrakiem i nachylił się nade mną, opierając ręce na moim torsie.
- Jesteś niemożliwy. – powiedziałem śmiejąc się, po czym chłopak mnie pocałował.

~

- Ten będzie idealny! – wykrzyknął Byou, pokazując mi pierścionek.
- To już chyba dwudziesty, o którym tak mówisz. – powiedziałem poirytowany.
- Ale to już jest na pewno ten! – od około godziny staliśmy w sklepie jubilerskim. Zabrałem wokalistę ze sobą, żeby pomógł mi wybrać pierścionek zaręczynowy dla Yuuto. – Znam gościa dobrych parę lat, wiem jakie błyskotki lubi. Czy mogłaby go nam pani pokazać? – Byou uśmiechnął się, do wysokiej rudowłosej kobiety. Ta odpowiedziała mu śmiechem i wyciągnęła biżuterię. Podała mi ją, po czym zacząłem dokładnie oglądać. Srebrny pierścionek, z białymi kamieniami – był bardzo prosty, jednak w całej tej właśnie prostocie znajdowała się istota rzeczy. – Zaufaj mi, Ichi.
- Skoro tak mówisz. – odpowiedziałem po chwili namysłu. – No dobrze, poproszę zapakować.
Kiedy wyszliśmy ze sklepu, zaproponowałem, żebyśmy poszli się czegoś napić. Przyznam , że latanie za ta divą, było nie lada wyzwaniem.   Siedzieliśmy z blondynem, w jednej z małych kafejek w wielkim centrum handlowym.
- Wciąż nie wiem, gdzie by go zabrać. – powiedziałem i westchnąłem cierpiętniczo.
- Chcesz, żeby to było coś oryginalnego?
- Czytasz mi w myślach. – zaśmiałem się.
- Wiesz, za tydzień mamy koncert. Może wtedy spróbuj szczęścia?
- To nie głupi pomysł. – powiedziałem, przystawiając słomkę do ust. Między nami zapadła chwila ciszy. Postanowiłem co nieco podpytać go, o co mogło chodzić Kazukiemu.
- Byou, mam pytanie.
- Hm? – zapytał chłopak, odrywając się od słomki. – O co chodzi?
- Pamiętasz jak ostatnio u nas byłeś?
- No tak. – zapytał zdezorientowany. – Co w związku z tym?
- Co miałeś na myśli, mówiąc, że Yuu, szybko się pocieszył?
- Ach, o to ci chodzi. No więc widzisz, uhm… - zaczął i zawiesił się. – Yuuto był przywiązany do byłego chłopaka. Kiedy zerwali, bardzo cierpiał, jednak nie minęło wiele czasu i zszedł się z tobą. Można powiedzieć, że z niego trochę taki Casanova. Nigdy się nie angażował w związki, zazwyczaj były to dla niego przygody na jedną noc. Sam byłem w szoku, kiedy mi powiedział, że od kilku tygodni ma kogoś. No ale potem skończyło się, jak się skończyło. – blondyn westchnął.
- Rozumiem. – czyli jednak nie potrzebnie panikowałem. Yuuto mnie nie okłamał. – Kto więc był moim poprzednikiem? – odetchnąłem z ulgą i zapytałem o wiele spokojniej.
- Kazuki.


16 komentarzy:

  1. Jakie to przesłodzone. Hahaha namiot, Akira rozjebałaś mnie XD

    OdpowiedzUsuń
  2. kc bardzo, Akiś za to opo. Jednak opłacało się jeszcze raz sprawdzić czy czegoś nie dodałaś. Iczi|Yutto|Kazu oma wiesz co jest najgorsze? To że nie ogarniam mojego myślenia i przez chwilę miałam wizję takiego trójkącika. ;-; W każdym bądź razie patrząc na ilość razy jaką się tu dzisiaj tfu wczoraj pojawiłam na tym blogu sprawdzając czy nie ma nowego stwierdzam że można to opo podliczyć już do uzależnień, oma. Chcę już następny. (☆▽☆)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja szczęka leży dwa piętra niżej D: Chyba Ichi wychodzi na tym najgorzej, taki rozdarty między dwoma facetami. Boże, aż mi się zmierzch przypomniał .___. Odnoszę wrażenie, że Juu będzie w tej historii Jacobem, a szkoda, bo go lubię </3
    Czekanie na ten rozdział to była straszna tortura, myślałam, że nie wytrzymam, zaglądałam tu 26401635928163495 razy. Zlituj się nad biednymi czytelnikami ;-;
    Pisz kochana, bo masz przeogromny talent.
    Sumire

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne tak, jak każdy rozdział. Piszesz cudowne opowiadania, oby tak dalej, już z niecierpliwością czekam na następne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe! Idealne! Akira, zostań moją mentorką. //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  6. Co ten Ichi. Miłosny trójkąt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oho! Oho-ho! Kroi się intryga. Czuję się zaciekawiona.
    (+ Boże, kobieto, przez Ciebie - gdy kiedyś poznam Ichi'ego - będę mieć skrzywioną perspektywę. *śmiech*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahahahahhah to sobie wyobraź co muszą czuć moje 2 koleżanki z klasy jak to czytają XD

      Usuń
    2. No, Ichi, niedługo ślub, a Ty namioty rozstawiasz~ ヽ(´□`。)ノ

      Usuń
    3. CO WYŚCIE SIĘ TAK DO TYCH NAMIOTÓW PRZYCZEPILI? XD

      Usuń
    4. LUBIĘ NAMIOTY!

      Usuń
    5. To chodź rozstawiać. ;_;

      Usuń
  8. Rozstawiamy namiot!~

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko, będzie mi smutno kiedy Ichi tak chamsko zostawi Yuuto dla Kazukiego /:

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwykle zakończone w najbardziej pożądanym momencie. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle zajefajny rozdział, tylko dlaczego akurat w takim, mięciel?

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.