Po kilku minutach poczułem się zdecydowanie lepiej. Stwierdziłem, że
chyba nie zemdleję, toteż ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy zamykałem drzwi,
stojąc do nich przodem, nie zauważyłem osoby którą niechcący popchnąłem
odwracając się.
- Przepraszam, nie zauważyłem pana.
- Tym razem przepraszam, a nie patrz jak łazisz?
Stałem i gapiłem się na
chłopaka, jakbym go pierwszy raz w życiu widział. Skąd on się tu wziął do
cholery? Już miałem cię z głowy, a teraz to wszystko poszło na marne. Dlaczego
to zawsze musi przytrafiać się mnie? Niech mi ktoś powie, że to jest żart. Tyle
dni czekałem, żeby cię zobaczyć. Tyle dni płakałem, bo nie mogłem podziwiać
twojego uśmiechu. Tyle dni zajęło mi wyrzucenie cię z pamięci. Tyle dni
próbowałem pokochać kogoś innego. I teraz kiedy wszystko miało być lepiej –
spotykam cię. Stoisz i uśmiechasz się, jak gdyby nigdy nic. Gdybyś tylko
wiedział. Chciałem postawić krok do
tyłu, kiedy zachwiałem się. Zacząłem słabnąć, jednak chłopak w porę podbiegł do
mnie i mocno mnie objął. Chciałem wyswobodzić się z jego uścisku, jednak był
zbyt silny.
- Wszystko ok? – zapytał.
- Puść mnie, dam sobie radę. –
powiedziałem ledwo słyszalnie. Mój anioł ujął mnie za podbródek, zmuszając mnie
do spojrzenia mu w oczy. Był blisko. Zdecydowanie za blisko.
- Chyba żartujesz. Twoje oczy
bieleją. – powiedział, dokładnie oglądając moją twarz. - Chłopaki! - krzyknął.
Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem i wyszedł przez nie Yuuto. Kiedy nas tak
zobaczył, pobladł cały i podbiegł.
- Ichi! Co Ci jest? – czułem,
że zaczynam odpływać. – Ichi! – chłopak krzyczał, ale słyszałem co raz mniej i
co raz mniej wyraźniej. Wziął mnie w ramiona. – Błagam, Ichi nie zamykaj oczu,
popatrz na mnie! – jego obraz rozmywał mi się, by po chwili zacząć czernieć. –
Ichi!
Zemdlałem.
~
Ostre światło wdarło mi się
między powieki. Słyszałem głosy, bardzo niewyraźne. Chciałem się poruszyć,
jednak byłem czymś skrępowany. Kiedy lekko uchyliłem oczy, zobaczyłem kilka
czarnych plam nad sobą.
- Witamy wśród żywych. –
powiedział jeden z głosów. – Jak się spało? – wybełkotałem coś na kształt
„gdzie ja jestem?”.
- Ichi! – usłyszałem Yuuto. –
Chcesz mnie do zawału doprowadzić? – jego dłoń spoczęła na mojej twarzy. Otworzyłem
oczy. Nade mną wisieli Yuu, Byou i Kazuki.
- Trzeba go trochę ocucić. –
powiedział blondyn, przyglądając mi się uważnie.
- Co się stało? – zapytałem
słabo.
- Zemdlałeś. – odpowiedział
Kazuki. Wtem poczułem zimny chlust wody centralnie na mojej twarzy. Kiedy
podniosłem się do siadu i przetarłem twarz, zobaczyłem stojącego przede mną
Jina z rękoma uniesionymi nad głową, w których trzymał wiadro.
- Ty baranie, nie to miałem na
myśli mówiąc ocucić! – krzyknął Byou, po czym uderzył niższego otwartą dłonią w
głowę.
- Działałem szybko i
impulsywnie! Mogę poprawić! – chłopak zamachnął się rękę w celu uderzenia mnie
w twarz, jednak ręka Kazukiego szybko go zablokowała.
- Starczy już tych twoich
metod. – powiedział chłodno. – Jak się czujesz? – spojrzał w tym momencie na
mnie.
- Yuuto, pomóż mi wstać. –
zignorowałem jego pytanie. Chłopak podał mi rękę i pociągnął za sobą mocno.
Ujął moją twarz w dłonie.
- Wystraszyłeś mnie. –
powiedział smutno.
- Przepraszam, zachowałem się
jak dupek. Zaniedbałem się ostatnio. Nie zawracaj sobie tak tym głowy. –
powiedziałem i obejmując go, przytknąłem jego czoło do mojego.
- Nawet tak nie mów.
- No cóż, próbę chyba trzeba
będzie odwołać. – powiedział Kazuki.
- Czuję się już lepiej,
proszę, wróćmy na salę. Nie odwołujcie tego, z mojego powodu. Tylko przysparzam
wam kłopotów. – odpowiedziałem, jednak wciąż ignorowałem lidera.
- Skoro tak mówisz, to nie ma
co czekać. – rzucił Byou, ruszając w kierunku sali. Kazuki spojrzał na mnie i
odwrócił się. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji. Zazwyczaj zarażający
empatią, teraz przeszył mnie chłodem. Poczułem się dziwnie. Wtuliłem się
mocniej w Yuu.
- Chodźmy. – powiedział.
~
Byou ustawił stojak i wysunął
z niego mikrofon. Lider podał mu jakieś kartki papieru. Blondyn uważnie je
przejrzał, po czym odchrząknął. Wskazał na Jina, który dzierżył pałeczki. Chłopak
zastukał nimi trzy razy. Zaczęli grać, jakiś wolny utwór. Siedziałem, na jednym
z niepodpiętych wzmacniaczy, naprzeciwko nich. Spojrzałem na Yuu. Chłopak
bardzo wczuł się w piosenkę, delikatnie sunął po strunach basu. Kiedy odwrócił
swój wzrok, ukradkiem popatrzyłem na Kazukiego. Nasze spojrzenia się spotkały -
chłopak posłał mi uśmiech, na co ja jedynie wróciłem do podziwiania Yuuto. Do
końca próby, starałem się nie patrzeć w stronę mojego anioła.
~
- Jeszcze wina? – zapytał czarującym głosem. Skinąłem lekko głową.
Uśmiechnął się i przystawił szyjkę, do mojej lampki. Ciemnoczerwony płyn rozlał
się, po całej jej objętości. Odstawił trunek na bok, po czym uniósł naczynia.
Podał mi jedno do ręki.
- Za co dziś wypijemy? – przysunął się do mnie.
- Za nas. - odparłem, stukając naszymi kieliszkami. Oboje upiliśmy po
kilka łyków, po czym brunet wziął mnie za rękę.- Dokąd idziemy?
- Chcę ci coś pokazać.
Szliśmy niespiesznie jakąś
boczną drogą. Księżyc wysoko na niebie oświetlał to miejsce. Spojrzałem na
Kazu. Mimo iż było ciemno, widziałem w jego oczach te iskierki radości.
Uśmiechał się. Kiedy zauważył, że mu się przyglądam, ucałował czubek mojego nosa.
Ścisnął pewniej moją rękę, po czym objął mnie w pasie. Pachniał cudownie, miał
swój unikatowy zapach – ciężkie męskie perfumy i tytoń. Uwielbiałem go. Minęło
raptem kilka dni, odkąd jesteśmy ze sobą – jednak czułem, jakbym go znał całe
życie. Nigdy nie czułem się tak dobrze. Skręciliśmy obok niewielkiego
zagajnika. Przedzieraliśmy się chwilę przez krzaki i zarośla, kiedy pod stopami
poczułem twardą fakturę. Szliśmy po drewnie. Po chwili moim oczom ukazał się
staw. Bardzo mały, z każdej strony otoczony był drzewami. Prawie do jego
środka, rozciągało się małe molo. Weszliśmy na nie, dochodząc do końca. Kazuki
wziął mnie za ręce i spojrzał mi w oczy.
- Jest coś ważnego, co chciałbym ci powiedzieć.
- Tak? – czas tu nie istniał, liczyliśmy się tylko my dwoje.
- Bardzo chcę, żebyś o tym wiedział. – przystawił swoje czoło do moje i
przymknął powieki. – Wychodzę za mąż. - Słucham?
- To fantastycznie! –
powiedział Jin. Wszyscy zaczęli bić brawo, oprócz Kazukiego. Chłopak miał
założone ręce na piersi i patrzył na mnie spod byka. Dziwnie się zachowywał.
- Kiedy ślub? – zapytał Manabu.
- Jeszcze nie mamy ustalonej
daty. – odpowiedział Yuuto. Trzymał mnie mocno za rękę. Uśmiechał się szeroko.
Nachylił się do mnie i szepnął – Kocham cię.
- Ja ciebie też.- Odwróciłem się do niego i mocno przytuliłem.
- Nie widzę innej opcji, żeby
królowa nie zorganizowała wam wesela. – powiedział Byou, wskazując na siebie.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Mówiłem, że tak będzie? –
zaśmiał się Yuu. Pokręciłem głową. Kazuki spuścił głowę i odszedł w przeciwnym
kierunku. Zaczął przeglądać jakieś papiery. – Zbierajmy się.
~
Ponownie oklepałem wszystkie
kieszenie.
- Na pewno dobrze sprawdziłeś?
– zapytał chłopak po chwili.
- Chyba został na sali. Daj mi
chwilę, zajrzę tam i wracam.
- Będę czekać przy wyjściu. –
wróciłem się do ciemnego pomieszczenia. Natychmiastowo wskoczyłem na scenę i
zacząłem się rozglądać. Wtem z zamyślenia wyrwał mnie głos:
- Tego szukasz? – znowu on.
Odwróciłem się. Kazuki stał oparty jedną ręka o wzmacniacz, w drugiej zaś,
trzymał mój telefon. Zmieszałem się. Podszedłem do niego niepewnie i zabrałem
swoją własność.
- Dzięki. – powiedziałem chłodno.
Chciałem odejść, kiedy chłopak znowu mnie zatrzymał.
- A więc, żenisz się z Yuuto? –
nie odpowiedziałem. Co go to w ogóle obchodziło? Przełknąłem nerwowo ślinę,
ręce zaś zacisnąłem w pięści. Spojrzałem na bruneta przez ramię. – Nie wiesz, w
co się pakujesz. – dodał po chwili. Jeszcze będzie mi dyktować, z kim mam
spędzić życie? Co to, to nie.
- Nie potrzebuję twoich rad. –
rzuciłem oschle i wyszedłem z sali. Jednak przechadzając się po korytarzach
budynku jego słowa odbijały mi się echem w głowie. Najpierw Byo, teraz Kazuki. Nie
miałem pojęcia, o co im obojgu mogło chodzić. I jeszcze ta reakcja Yuuto, kiedy
Byo próbował go zapytać o jego byłego chłopaka. Uderzyłem się otwartą dłonią w
policzek. Muszę dać sobie spokój, chyba za bardzo histeryzuję.
Rozmawialiśmy na ten temat, po co to
znowu odgrzebywać? Nie mam zamiaru się z nim kłócić. Coś we mnie jednak
pozostawało, pod znakiem zapytania.
Całą drogę do domu milczałem.
Oparłem czoło, o chłodną szybę samochodu. Ręka Yuu, spoczęła na moim kolanie.
- Wszystko ok? – zapytał.
- Jestem bardzo zmęczony. –
wykręciłem się, choć tak naprawdę wciąż rozmyślałem o słowach Kazu.
- Nie dziwię ci się. Jak
wrócimy do domu, masz odpocząć.
- Mhm. – mruknąłem i
przymknąłem powieki.
~
- Wiem, że to nie jest szczyt romantyzmu, ale no cóż… - nie przestawał
całować mojej szyi. Pogładziłem go po plecach.
- Nie liczy się gdzie, ważne, że z tobą. – odpowiedziałem, na co
chłopak zareagował uśmiechem. Deszcz spływał, po tylnej szybie samochodu. Może
i na zewnątrz było chłodno, jednak tutaj było zdecydowanie za gorąco. Kazuki
otarł się o mnie, na co odpowiedziałem cichym jęknięciem. Ucałował moje czoło,
następnie czubek nosa i na końcu dopiero moje usta. Objąłem jego kark. Mogłem
trwać tak wiecznie. Zjechał rękoma do mojego rozporka, by po chwili zacząć
zsuwać ze mnie spodnie. Wciąż nie odrywał się od moich warg. Uczucie było nie
do opisania. Czułem się, jakbym był w zupełnie innym wymiarze. Wszystko działo
się powoli. Każdy dotyk, każdy pocałunek, każde zbliżenie – sprawiało, że
chciałem chłonąć go więcej. Złożyłem pocałunek na jego obojczyku.
- Powoli… - chłopak spojrzał na mnie.
- Po prostu to zrób. – odpowiedziałem.
~
Kiedy się obudziłem, poczułem,
że leżę na czymś miękkim. Byłem już w domu. Kiedy otworzyłem oczy – uderzyły mnie
te znajome barwy ciemnego fioletu sypialni mojej i Yuu. Chciałem się dźwignąć
do siadu, kiedy poczułem dziwny ucisk w dole brzucha. Uniosłem delikatnie ciemny
koc, którym byłem nakryty i to co zobaczyłem, wprawiło mnie w osłupienie. Miałem
postawiony uroczy namiot w bokserkach.
- Kurwa. – zakląłem cicho. W
tym momencie Yuuto wszedł do pokoju. Puściłem przykrycie i starałem się udawać,
że nic się nie stało.
- Wyspałeś się? – zapytał siadając
koło mnie.
- Nawet, nawet… - odpowiedziałem.
Byłem kompletnie spięty.
- To dobrze, cieszę się. –
chłopak wdrapał mi się na kolana chcąc mnie pocałować, jednak kiedy otarł się o
to miejsce, spojrzał na mnie i zarumienił się. Zacisnąłem mocno powieki.
Cholera, co za wstyd. – Ktoś ma chyba problem. – powiedział Yuuto po chwili. –
Ale dla mnie to nie problem, żeby go rozwiązać. – dodał kusząco, po czym
popchnął mnie tak, żebym leżał. Sam usiadł na mnie okrakiem i nachylił się nade
mną, opierając ręce na moim torsie.
- Jesteś niemożliwy. –
powiedziałem śmiejąc się, po czym chłopak mnie pocałował.
~
- Ten będzie idealny! –
wykrzyknął Byou, pokazując mi pierścionek.
- To już chyba dwudziesty, o
którym tak mówisz. – powiedziałem poirytowany.
- Ale to już jest na pewno
ten! – od około godziny staliśmy w sklepie jubilerskim. Zabrałem wokalistę ze
sobą, żeby pomógł mi wybrać pierścionek zaręczynowy dla Yuuto. – Znam gościa
dobrych parę lat, wiem jakie błyskotki lubi. Czy mogłaby go nam pani pokazać? –
Byou uśmiechnął się, do wysokiej rudowłosej kobiety. Ta odpowiedziała mu
śmiechem i wyciągnęła biżuterię. Podała mi ją, po czym zacząłem dokładnie
oglądać. Srebrny pierścionek, z białymi kamieniami – był bardzo prosty, jednak
w całej tej właśnie prostocie znajdowała się istota rzeczy. – Zaufaj mi, Ichi.
- Skoro tak mówisz. –
odpowiedziałem po chwili namysłu. – No dobrze, poproszę zapakować.
Kiedy wyszliśmy ze sklepu,
zaproponowałem, żebyśmy poszli się czegoś napić. Przyznam , że latanie za ta
divą, było nie lada wyzwaniem. Siedzieliśmy z blondynem, w jednej z małych
kafejek w wielkim centrum handlowym.
- Wciąż nie wiem, gdzie by go
zabrać. – powiedziałem i westchnąłem cierpiętniczo.
- Chcesz, żeby to było coś
oryginalnego?
- Czytasz mi w myślach. – zaśmiałem
się.
- Wiesz, za tydzień mamy
koncert. Może wtedy spróbuj szczęścia?
- To nie głupi pomysł. –
powiedziałem, przystawiając słomkę do ust. Między nami zapadła chwila ciszy. Postanowiłem
co nieco podpytać go, o co mogło chodzić Kazukiemu.
- Byou, mam pytanie.
- Hm? – zapytał chłopak,
odrywając się od słomki. – O co chodzi?
- Pamiętasz jak ostatnio u nas
byłeś?
- No tak. – zapytał zdezorientowany.
– Co w związku z tym?
- Co miałeś na myśli, mówiąc,
że Yuu, szybko się pocieszył?
- Ach, o to ci chodzi. No więc
widzisz, uhm… - zaczął i zawiesił się. – Yuuto był przywiązany do byłego
chłopaka. Kiedy zerwali, bardzo cierpiał, jednak nie minęło wiele czasu i
zszedł się z tobą. Można powiedzieć, że z niego trochę taki Casanova. Nigdy się
nie angażował w związki, zazwyczaj były to dla niego przygody na jedną noc. Sam
byłem w szoku, kiedy mi powiedział, że od kilku tygodni ma kogoś. No ale potem
skończyło się, jak się skończyło. – blondyn westchnął.
- Rozumiem. – czyli jednak nie
potrzebnie panikowałem. Yuuto mnie nie okłamał. – Kto więc był moim
poprzednikiem? – odetchnąłem z ulgą i zapytałem o wiele spokojniej.
- Kazuki.
Jakie to przesłodzone. Hahaha namiot, Akira rozjebałaś mnie XD
OdpowiedzUsuńkc bardzo, Akiś za to opo. Jednak opłacało się jeszcze raz sprawdzić czy czegoś nie dodałaś. Iczi|Yutto|Kazu oma wiesz co jest najgorsze? To że nie ogarniam mojego myślenia i przez chwilę miałam wizję takiego trójkącika. ;-; W każdym bądź razie patrząc na ilość razy jaką się tu dzisiaj tfu wczoraj pojawiłam na tym blogu sprawdzając czy nie ma nowego stwierdzam że można to opo podliczyć już do uzależnień, oma. Chcę już następny. (☆▽☆)
OdpowiedzUsuńMoja szczęka leży dwa piętra niżej D: Chyba Ichi wychodzi na tym najgorzej, taki rozdarty między dwoma facetami. Boże, aż mi się zmierzch przypomniał .___. Odnoszę wrażenie, że Juu będzie w tej historii Jacobem, a szkoda, bo go lubię </3
OdpowiedzUsuńCzekanie na ten rozdział to była straszna tortura, myślałam, że nie wytrzymam, zaglądałam tu 26401635928163495 razy. Zlituj się nad biednymi czytelnikami ;-;
Pisz kochana, bo masz przeogromny talent.
Sumire
Świetne tak, jak każdy rozdział. Piszesz cudowne opowiadania, oby tak dalej, już z niecierpliwością czekam na następne rozdziały :)
OdpowiedzUsuńWspaniałe! Idealne! Akira, zostań moją mentorką. //Yoshike
OdpowiedzUsuńCo ten Ichi. Miłosny trójkąt.
OdpowiedzUsuńOho! Oho-ho! Kroi się intryga. Czuję się zaciekawiona.
OdpowiedzUsuń(+ Boże, kobieto, przez Ciebie - gdy kiedyś poznam Ichi'ego - będę mieć skrzywioną perspektywę. *śmiech*)
Ahahahahahhah to sobie wyobraź co muszą czuć moje 2 koleżanki z klasy jak to czytają XD
UsuńNo, Ichi, niedługo ślub, a Ty namioty rozstawiasz~ ヽ(´□`。)ノ
UsuńCO WYŚCIE SIĘ TAK DO TYCH NAMIOTÓW PRZYCZEPILI? XD
UsuńLUBIĘ NAMIOTY!
UsuńTo chodź rozstawiać. ;_;
UsuńRozstawiamy namiot!~
OdpowiedzUsuńMatko, będzie mi smutno kiedy Ichi tak chamsko zostawi Yuuto dla Kazukiego /:
OdpowiedzUsuńJak zwykle zakończone w najbardziej pożądanym momencie. :D
OdpowiedzUsuńJak zwykle zajefajny rozdział, tylko dlaczego akurat w takim, mięciel?
OdpowiedzUsuń