Rozdział VIII

- Ach, o to ci chodzi. No więc widzisz, uhm… - zaczął i zawiesił się. – Yuuto był przywiązany do byłego chłopaka. Kiedy zerwali, bardzo cierpiał, jednak nie minęło wiele czasu i zszedł się z tobą. Można powiedzieć, że z niego trochę taki Casanova. Nigdy się nie angażował w związki, zazwyczaj były to dla niego przygody na jedną noc. Sam byłem w szoku, kiedy mi powiedział, że od kilku tygodni ma kogoś. No ale potem skończyło się, jak się skończyło. – blondyn westchnął.
- Rozumiem. – czyli jednak nie potrzebnie panikowałem. Yuuto mnie nie okłamał. – Kto więc był moim poprzednikiem? – odetchnąłem z ulgą i zapytałem o wiele spokojniej.
- Kazuki.

Omal nie zakrztusiłem się, kiedy Byou wymówił jego imię. On? I Yuuto?
- Coś nie tak? – zapytał blondyn, widząc moją reakcję. Poderwałem się gwałtownie ze swojego miejsca. – Ichi, co się dzieje? – usłyszałem za sobą zdziwiony głos  wokalisty.
- Muszę coś załatwić. – powiedziałem i szybkim marszem ruszyłem w stronę wyjścia. Tego jest za wiele, nawet jak na mnie. Przepychałem się między ludźmi. Sam nie wiem kiedy łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak mnie bolał ten fakt, że mój obecny narzeczony i… W tym momencie próbowałem usilnie nazwać to, co czuję do Kazukiego. Nie znałem go, jak można więc mówić o tym, że się kogoś kocha? Ale byłem pewien, że nie byłem nim tylko zauroczony. Muszę dać upust wszystkim emocjom. Może to i będzie żałosny krok, ale w tej chwili będzie on dla mnie ukojeniem. Przynajmniej na jakiś czas. Kiedy wyszedłem przez szklane drzwi, chmury na niebie kłębiły się niespokojnie. Zbierało się na deszcz. Ręce wsunąłem do kieszeni. Spuściłem głowę i nie odrywając wzroku od chodnika, szedłem przed siebie. Otarłem wierzchem dłoni mokry policzek. Powietrze było rześkie i chłodne, mimo iż byłem w centrum miasta. Oddychałem głęboko i powoli, żeby trochę się uspokoić. Kiedy wyszedłem poza główne ulice, skierowałem się na boczne uliczki. Wiedziałem czego i kogo szukam.

~

- Do jutra! – pomachałem kobiecie ręką i uśmiechnąłem się.
- Do jutra, do jutra! – odpowiedziała mi pani Sayuri. Skończyłem praktyki na dziś, toteż niespiesznym krokiem ruszyłem  do swojego domu. Muszę przyznać, że czułem  się z siebie dumny. Umiałem  już co raz więcej, ale to wszystko zasługa tej kobiety. Mimo iż nie prowadziła wielkiego interesu, jeśli chodzi o włosy była prawdziwą czarodziejką. Zadowolony z siebie stwierdziłem, że udam się do mojej ulubionej restauracji na sushi. Przy okazji po drodze zaliczę niewielkie zakupy do domu.  Kiedy byłem już blisko celu, usłyszałem ciche syknięcie. Zatrzymałem się i zacząłem rozglądać. Wtem zauważyłem gościa, ubranego całego na czarno. Stał oparty o ścianę jakiegoś budynku i palił papierosa. Chyba mi się przesłyszało.
- Ej młody, tak, do ciebie mówię. – odezwał się, kiedy chciałem odejść. Kiwnął na mnie ręką. Zdezorientowany podszedłem bliżej. – Widzę, że humor ci dopisuje, co?
- Jest nie najgorzej. – sam wyciągnąłem swoje fajki i odpaliłem jedną.
- Ale wiesz, różnie w życiu bywa. – powiedział po chwili. Zaczął grzebać w kieszeni.
- Przejdź do konkretów. – nie miałem ani czasu ani ochoty wdawać się, w dyskusje z jakimś dziwnym typem.
- Jakby ci kiedyś tego szczęścia zabrakło – wyciągnął z kieszeni strzykawkę i kilka opakowań z białą substancją – zawsze możesz się świetnie pocieszyć.
- Chyba odmówię.
- Skoro tak uważasz. – Schował przedmioty z powrotem. – To wiedz, gdzie możesz mnie szukać. – podał mi swoją wizytówkę. Uważnie się jej przyjrzałem. Kiedy uniosłem wzrok, gościa dawno już nie było.

~

Wszedłem do obszernego pomieszczenia. Wyciągnąłem papier i jeszcze raz przeczytałem. Siedziało tu pełno osiłków i mięśniaków. Wyglądałem przy nich komicznie – wychudzony jak szkielet. Ruszyłem pewnie i skręciłem koło ostatniego stolika na sali w rogu. Szedłem ciasnym korytarzem, aż doszedłem do ostatnich drzwi. Pchnąłem je i stanąłem w mało oświetlonym pokoju. Za biurkiem siedział typ, którego szukałem.
- A jednak wróciłeś po szczęście.
- Obejdźmy się bez zbędnych ceregieli. Ty mi dajesz to, czego ja chcę, ja tobie płacę i jest po krzyku. – powiedziałem oschle i usiadłem, naprzeciwko niego. Mężczyzna zaśmiał się na te słowa.
- Ależ proszę, cukiereczku.-  Mężczyzna sięgnął do szuflady. Zasunął ją i ułożył na stole przed sobą biały proszek i strzykawki.  Chciałem po nie sięgnąć, kiedy uderzył mnie w rękę. Zacmokał i pokręcił głową. – Nie tak szybko. Najpierw pokaż pieniądze. – zrobiłem co powiedział. Wyjąłem z kieszeni spory plik pieniędzy. Ułożyłem go na stole przed sobą.
- Coś za coś. – powiedziałem. Wtedy mężczyzna przesunął po stole przedmioty, ja zaś zrobiłem to z pieniędzmi. Zabrałem towar i uśmiechnąłem się.
- Miłej zabawy życzę. – powiedział. Zasalutowałem mu i wstałem. Kiedy już naciskałem klamkę, mężczyzna rzucił - Przyjemnie się robi z tobą interesy.

~

Nie mogłem wrócić do domu, klucze zostały w mieszkaniu Yuuto. Stwierdziłem, że nie będę się nie wiadomo gdzie szlajać, toteż wychodząc z baru skierowałem się na boczne uliczki. Przeszedłem ich kilka, aż w końcu uznałem, że jest tu spokojnie. Oparłem się o budynek i zjechałem na dół. Wyciągnąłem strzykawki i napełniłem je narkotykiem. Zsunąłem rękaw kurtki do połowy, ukazując mój wychudzony nadgarstek. Spiąłem rękę kilkakrotnie, aż ukazały mi się żyły. Wziąłem głęboki wdech.  Przytknąłem ostrze do ręki. No już, zaraz będzie po wszystkim. Wbiłem strzykawkę i nacisnąłem dozownik do samego końca. Odrzuciłem pusty przedmiot na bok i zakryłem ponownie rękę. Wgapiłem się w jeden punkt i zacząłem czekać, aż to świństwo zacznie działać. Spuściłem głowę i zacząłem bawić się sznurówką w moim bucie. Wolną ręką pogładziłem się po włosach. W co za gówno dałem się wplątać? Gość mnie oszukał. Dostałem pewnie jakiś tani lek, a jako, że wcześniej nie obracałem się w takim światku – skąd mogłem to wiedzieć? Pieniądze poszły w błoto, jeśli tylko spróbuje po nie wrócić i je odzyskać, jego obstawa zabije mnie na wejściu. Zakląłem pod nosem i dźwignąłem się żeby wstać. Wtedy zachwiałem się. Zimny pot oblał moje ciało, a serce zaczęło niebezpiecznie szybko kołatać. Kręciło mi się w głowie, przed oczami zaczęły migać różne światła i obrazy. Postawiłem krok, jednak o mało co nie przewróciłem się. No proszę a jednak. Zacząłem szybko oddychać. Miałem wrażenie, że zaraz umrę. Co ja najlepszego zrobiłem?

~

Yuuto zbliżał się nie spiesznie, było to raptem kilka chwil, które dla mnie były teraz jak wieki.  W końcu poczułem, jak delikatnie musnął moje wargi. Oderwał się ode mnie, by spojrzeć mi w oczy. Chciałem ponowić pocałunek, kiedy zaczęło kręcić mi się w głowie. Świat zaczął wirować, kolory się wyostrzyły, słyszałem jakieś dziwne dźwięki, miałem ochotę krzyczeć, jednak jedyne na co się wydobyłem to szept. Złapałem się za głowę. Cholera, co się dzieje? Przed oczami migały mi jakieś kształty, obraz falował i rozpływał się. Ostatnie co zobaczyłem to twarz Yuuto, która teraz przybrała wyraz triumfu i jego słowa:
- No to teraz się zabawimy, kochanie.
- Coś ty mi… - chciałem powiedzieć coś, kiedy zebrało mi się na wymioty. Chłopak w dalszym ciągu stał nieruchomo. Założył ręce na piersi i prychnął.
- Jak można być takim naiwnym? – zapytał z pogardą. – Dałeś się wrobić, jak pierwsza lepsza dziwka. I teraz właśnie taką będziesz. – postawił kilka kroków w moją stronę. Chciałem uciec, jednak wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa. – Nie uciekniesz przede mną. Choćbyś chciał. – wtedy chłopak lekko popchnął mnie, a ja upadłem. – Coś nie tak, kochanie? Nie mów, że ci się nie podobam. – pociągnął mnie do pionu i wziął na ręce.
- Czego chcesz? – zapytałem słabo. Nie miałem nawet siły się bronić.
- Ciebie. – powiedział i oblizał obscenicznie usta. Wchodziliśmy z parku. Byłem kompletnie bezwładny. Podeszliśmy pod postój taksówek. – Piśnij choć słowo, a poderżnę ci gardło. – powiedział ostro, i zauważyłem, jak przytyka mi całkiem spory nóż do gardła. – Dociera? – pokiwałem głową. – Grzeczna kurwa. – Wsiedliśmy do jednego z pojazdów. Mężczyzna spojrzał na nas wystraszony.
- Dokąd? – zapytał drżącym głosem. Yuuto podał dokładny adres i rzucił mężczyźnie sporą ilość pieniędzy.
- To wszystko będzie twoje, jeśli zawieziesz nas tam szybko. – taksówkarz pokiwał głową, w geście zrozumienia.
- Czy wszystko z nim w porządku? – mężczyzna spojrzał na mnie. Widziałem, jak pojedyncza kropla potu spływa po jego czole. Ręka Yuu mocno zacisnęła się na moich żebrac., Poczułem ogromny ból. Jednak zrozumiałem, o co mu chodzi. Uśmiechnąłem się.
- Proszę się nie martwić, jestem po prostu bardzo zmęczony. – powiedziałem, starając się nie zawyć z bólu. Chłopak rozluźnił uścisk i pogłaskał mnie po plecach. Po jakiś dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Yuuto pchnął mocno drzwi i zamknął je z hukiem. Szedł szybko, pomiędzy apartamentowcami. Kiedy wszedł do jednego z nich, udaliśmy się do windy. Jej drzwi się rozsunęły wtedy chłopak wszedł do nich i nacisnął guzik z którymś piętrem. Zaczął nerwowo tupać nogą. Kiedy zbliżaliśmy się do jego mieszkania, jedna z jego sąsiadek spojrzała na nas z oburzeniem. Yuuto zignorował to i otworzył drzwi. Od razu skierował nas do sypialni i położył mnie na łóżku. Zrzucił z siebie kurtkę i usiadł na mnie. Zaczął mnie rozbierać. Łzy napłynęły mi do oczu. Karciłem się za bycie takim naiwnym. Nie mogłem się poruszyć, nie mogłem krzyczeć. Zaraz czeka mnie najgorsze. Krople popłynęły po mojej twarzy. Chłopak zaprzestał czynności i spojrzał na mnie.
- Będę delikatny. – powiedział i spojrzał mi w oczy. Otarł moje mokre policzki i ucałował je. – Obiecuję, że jutro nie będziesz nic pamiętać.

~

- Hej, Momo! – wołasz entuzjastycznie. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz mnie tak nazwałaś. Śmieję się do Ciebie. Kiwasz na mnie ręką, żebym podszedł. Stoimy w centrum jakiegoś miasta, pełno tu ludzi. Uśmiechasz się, tak jak zawsze. Czy Ty kiedykolwiek bywasz smutna? Nie wydaje mi się. Ruszam w Twoją stronę. Zaczynasz stawiać kilka kroków do tyłu. Staram się odnaleźć Ciebie  wzrokiem, wśród tłumu. Wciąż się wycofujesz. Pewnym marszem ruszam za Tobą. Wciąż się śmiejesz. Tak serdecznie, tak ciepło. Jest dziś piękna pogoda. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Dokąd chcesz mnie zabrać? Odwracasz się i idziesz. Podążam za Tobą, starając się nie zgubić. Wchodzisz w jakąś uliczkę. Zniknęłaś mi z pola widzenia. Czuję, jak silne ramiona oplatają mnie wokół pasa.
- Stęskniłem się. – odwracam się. Uśmiecham się szeroko, na twój widok.
- Kazuki. – mówię cicho, stykając nasze czoła. Łapiesz mnie za podbródek i całujesz. Bardzo powoli i delikatnie. Rękoma sunę po twoim torsie. Wtem osuwasz się w moich ramionach. Łapię cię i upadam z tobą na podłogę. Rozpływasz się w powietrzu. Słyszę cmokanie niezadowolenia.
- Chyba się zapominasz, kochanie. – Yuuto. – Już do końca życia, będziesz mój i tylko mój.

~

Uspokoiłem swój oddech. Obraz który był zdeformowany powoli zaczął wracać do normy. Przede mną ktoś kucał, wciąż byłem na tej samej uliczce. Przytknąłem rękę do czoła, było mi bardzo zimno.
- Powoli. – mój wybawca dźwignął mnie, żebym wstał.  Zamrugałem kilkakrotnie oczami. Odwróciłem się szybko i podpierając się ręką ściany, zwymiotowałem. Ktoś położył rękę na moich plecach. – Już okej, już okej. – ręka delikatnie sunęła po moich plecach. – Ichi, popatrz na mnie. Proszę. – odwróciłem się. Przede mną stał Kazuki. Teraz już nie z chęcią mordu w oczach lecz jakby… zatroskany? – Powiedz mi, jak się czujesz? – Cała złość na niego upłynęła ze mnie w jednej chwili. Pogładził mnie otwartą dłonią po twarzy.
- Lepiej. – znowu się zachwiałem, chłopak zareagował i złapał mnie, mocno przyciskając do siebie. Objął mnie i wtulił moją głowę w jego szyję. Byłem zbyt oszołomiony, żeby jakoś na to zareagować.
- Dlaczego wziąłeś ten syf? – Spojrzał na mnie. Westchnąłem ciężko.
- Ja… - zawiesiłem się. – Ja sam nie wiem.
- Obiecaj, że już tego nie zrobisz. – Byłem zdziwiony jego reakcją. Skąd on się tu wziął w ogóle?
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem? – odpowiedziałem mu pytaniem. Chłopak zmieszał się i nic nie powiedział. – Śledziłeś mnie?
- Można tak powiedzieć. Dokończmy tą rozmowę u mnie, okej?
- Nie, nie. Będę się zbierać do domu.
- Chcesz żeby Yuuto zobaczył cię w takim stanie? – cholera. Miał rację.
- Nie trzeba, serio. Chyba dam sobie radę. – oszaleję, robi mi się gorąco.
- Ale ty nie masz nic do gadania, wiesz? – po tych słowach pociągnął mnie za rękę w kierunku motocykla który stał nie opodal. Usiadł na nim i poklepał miejsce za sobą, patrząc na mnie. Niepewnie usiadłem, po czym chłopak podał mi kask. – Obejmij mnie mocno. – powiedział i sam go założył. Przyciągnął moje ręce i sam założył mi je w pasie.

~

- Widziałem, że byłeś zdenerwowany i płakałeś. Nie, nie śledziłem cię. – chłopak wyprzedził moje pytanie. – Chciałem zapytać o co chodzi, jednak byłeś zbyt szybki. Musiałem cię gonić. Potem zniknąłeś w tym klubie i straciłem cię z oczu. Gdy cię znalazłem, było już za późno. Wziąłeś to gówno. A ja dalej nie rozumiem – po co. Ichi… - Kazuki zawiesił się. – Czy to dlatego zemdlałeś wtedy w studiu? Jesteś uzależniony? – jak dobrze, że nie domyśla się dlaczego. Miałem ochotę wstać i wykrzyczeć mu wszystko co czuję, jednak…. Wolałem pozostawić to dla siebie. Nie chciałem, żeby przestał się do mnie odzywać.
- Ja? Nie. To był mój pierwszy raz…
- Pierwszy i ostatni.
- Dlaczego tak ci zależy? Nikt cię nie prosił, żebyś mi wtedy pomógł. Tak samo z Yuuto, co to kurwa miało być? Taka wielkoduszna Matka Teresa z ciebie? Nie potrzebuje ani twoich rad, ani ciebie. Odkąd cię tylko spotkałem wpierdalasz mi się w życie nieustannie. Swojego lepiej pilnuj, bo jeszcze kolejny chłoptaś ci spierdoli. – dopiero teraz do mnie dotarło, że powiedziałem zdecydowanie za dużo. Kazuki po tych słowach spuścił głowę i nic nie odpowiedział. Wstał po chwili i podszedł do okna. Przystawił dłonie do twarzy. Czy on… płacze? Westchnąłem ciężko. – Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. – Cisza. – Będzie lepiej, jeżeli sobie już pójdę.  – Zwróciłem się ku wyjściu.
- Ichi poczekaj. – zatrzymał mnie jego głos. – Musimy chyba pogadać.

~

Nacisnąłem dzwonek. Schowałem brodę, w zagłębieniu kurtki. Ustaliliśmy z Kazukim jedną wersję wydarzeń. Kiedy zamek szczęknął, osłupiony Yuuto stanął w drzwiach. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. No cóż, miał przed sobą dosyć niecodzienny widok. Wyglądałem jak wyjęty psu z gardła – cały brudny i gdzieniegdzie podarty.
- Ichi, gdzieś ty był? Chciałem już zgłosić zaginięcie na policji! – wydarł się po chwili. Wszedłem do mieszkania. Kazuki oparł się o framugę.
- Jak wracałem do domu, napadło mnie kilku gości. Kazuki mi pomógł. – Yuuto spojrzał na bruneta zdziwiony.
- Tak właśnie było. – powiedział, wyprzedzając pytanie chłopaka. Podszedł do niego i wyciągnął rękę w jego kierunku.
- Dziękuję. – powiedział chłodno. – Kazuki na ten gest założył ręce na piersi i pokręcił głową.
- Pilnuj go następnym razem. – po tych słowach odwrócił się i odszedł.

~

- Straciłem kiedyś przez to przyjaciela. – Kazuki ścisnął mocniej materiał mojej koszulki. – Wiesz jaki to ból, patrzeć, jak ktoś umiera w twoich ramionach? – zapytał i spojrzał mi w oczy. Jego były czerwone i opuchnięte od płaczu. Było mi go żal. Pogłaskałem go po plecach. Yuuto mnie zabije, jak wrócę do domu. Jest piąta nad ranem, a ja dalej tu siedzę.
- Wiem jaki. Sam straciłem. To znaczy… Ona wciąż żyje, ale…
- Dla ciebie jakby umarła?
- Tak, dokładnie tak. – spuściłem głowę. – Tyle czasu się znaliśmy. Zawdzięczam jej wiele rzeczy. Tęsknię czasami, za tymi wszystkimi wspaniałymi chwilami.
- Taki już najwidoczniej porządek w tym wszystkim. – powiedział, ocierając łzy. – Niektórym trzeba pozwolić odejść. Żałujesz?
- Zdarza się. Ale tego że tu jestem – ani trochę. – chłopak zaśmiał się serdecznie na te słowa. Pogładził moje udo i ponownie na mnie spojrzał.
- To jak, obiecujesz?
- Obiecuję. – spojrzałem mu głęboko w oczy. Kazuki zbliżył się do mnie niepewnie. Przymknąłem oczy. Jego oddech owiewał mi wargi, jego ręka ujęła mnie za podbródek.
- Będziesz musiał mi to kiedyś wybaczyć. – powiedział, niemalże stykając już nasze usta, kiedy nagle…


20 komentarzy:

  1. Akiraa! To jest świetne.
    Kocham, kocham, kocham to opowiadanie.
    Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ichi:
    http://img.myepicwall.com/2014/01/c940e38f456ecc484212c2573a5ba783.gif

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ICHI ĆPUN Z NAMIOTEM, ahahahah XD

      Usuń
    2. Żałuję, że na blogspocie nie ma opcji "lubię to" pod komentarzami :C

      Usuń
  3. W rzeczywistości też jestem takim bezdusznym chujem, o nie ale wpadka XD Już powili zaczyna mi nie przeszkadzać to, ze lubisz przerywać w takich momentach. Ale przyznam, że strasznie trzymasz w napięciu, strasznie to opowiadanie wciąga i nie wiadomo kiedy jak co ale szybko się kończy rozdział. Cholernie lubię Twój styl pisania, mimo, że na początku podszedłem do tego dosyć sceptycznie bo jakiś anonim pisze o mnie opowiadanie, co to ma w ogóle być- tak teraz jestem wiernym czytelnikiem XD Życzę mega owocnej pracy na feriach!

    OdpowiedzUsuń
  4. Akiro. Piszesz naprawdę ciekawe opowiadania. Są one całkiem inne od przeczytanych przeze mnie opowiadań Yaoi. Oczywiście Ty piszesz o wiele lepsze bo, większość wciska w każdym momencie scenę yaoi. Czekam na następne. <4

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zamiast spać i się wyspać czytam Twoje opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Iczi aka ćpun Kazu aka beksa Yutto aka przewrażliwiona matka. Wut. Spodziewałabym się chyba wszystkiego tylko nie ćpającego Icziego ok. W każdym bądź razie to. Jest. Świetne. A Ty dalej jesteś okrutna i ucinasz w takich momentach, meh to zaczyna być irytujące. Ale i tak wielbię Ciebie i Twój styl pisania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, było mi szkoda Yuu, ale dobrze że przypomniałaś jakim chujem jest XD (patrz. fragmencik o zamiarach zgwałcenia Ichiego) Bardzo mi się podoba, po każdym rozdziale mam coraz większą ochotę na kolejne. Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em, a to nie była przypadkiem halucynacja?

      Usuń
  8. Świetne, bardzo lubię twoje opowiadania :) Powoli wszystko się wyjaśnia, ale jednak komplikuje, oby tak dalej. Weny w następnych rozdziałach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm... Ten rozdział był dla mnie troche zagmatfany... w pewnych momentach nie wiedziałam kto co mówi itd.. ;-;

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze wspaniałe, Kochana. Tak trzymaj. //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesteś przecudowna. Uwielbiam Twoje opowiadanie. Pisz dalej. Błagam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Akira,kochanie,pisz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Akiro, uwielbiam te opisy pisane kursywą, po wzięciu przez Ichiego prochów. Zdawało mi się, że początki tych fragmentów już czytałam gdzieś w poprzednich rozdziałach (szczególnie ten zaczynający się od "Hej, Momo!" ♥), kiedy nagle okazało się, że ich zakończenie jest całkiem inne niż dotychczas znałam. I wiesz co? Podoba mi się. Yuuto taki brutalny? Not bad. Taka psychodelia trochę. W sumie, cóż się dziwić? Tak to jest po narkotykach xD

    Po za tym mam nadzieję, że kiedyś rozjaśnisz przyczyny konfliktu pomiędzy Ichim a Rin, bo zjada mnie ciekawość. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego właściwie zerwali znajomość. Skoro z nią przestał się kontaktować, to czemu z moją postacią, Paulą, akurat nie. Trochę nie ogarniam.
    Hah, jak zwykle wielką analizę robię xD

    Dodam, że potwornie nienawidzę zdania: "[...] powiedział, niemalże stykając już nasze usta, kiedy nagle…".

    T_T
    NAGLE?!
    CO NAGLE?!
    To się robi coraz bardziej denerwujące i, jak powiedział Ichi wciągające ;___;

    Rozumiem, że zapewne nie dodasz Rozdziału IX w najbliższych dniach, więc czekam na niego CIERPLIWIE.
    Aha, i na więcej o Chujcięto też czekam, bo dawno Go nie było w opowiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Opowiadanie jak zwykle fajne, tylko w niektórych momentach nie wiedzałam o.co chodzi. Pisz.dalej kochana. ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaki Ichi... Jaki Kazuki... co. ._______. Dlaczego przerywasz w takim momencie nooo?

    OdpowiedzUsuń
  16. Akira,wracaj do nas i pisz dalej! Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przecudowne jak ty,pisz. Kochamy Cie.

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.