MIKUXAYU [MEGASHOT]

Karoca niespiesznie mijała boczne uliczki dostojnego Wersalu. Był piękny, ciepły majowy poranek. Zieleń drzew i idealnie ściętych krzewów żywo mieniła się w słońcu. Tutejsi ludzie byli w bardzo dobrym nastroju. Echem odbijał się gwar rozmów i śmiechów. Na niebie nie było ani jednej chmury. Koisuke przystawił pięść do ust i odchrząknął znacząco.
- Paniczu? – zaczął. Nie doczekując się jednak reakcji ze strony młodzieńca, postanowił kontynuować. – Zdaje sobie panicz sprawę z wagi naszej wizyty tutaj? – chłopak nawet nie drgnął. Siedział oparty czołem o szybę, nogi zaś miał założone jedna na drugą. Prawą dłonią opierał się o policzek, lewa natomiast spoczęła na lasce. Jego wzrok nie wyrażał żadnych emocji, spoglądał gdzieś jedynie w dal.
- Rozumiem doskonale, że wolał panicz pozostać w Wiedniu, jednak te odwiedziny będą krótkie. Zostaniemy tu jedynie do niedzieli, wieczorem z powrotem wyruszymy w nasze strony. Postarałem się, aby udało nam się załatwić wszystkie sprawy w jak najkrótszym czasie.
- I widzisz Koisuke – odrzekł po chwili chłopak. – za to cię właśnie cenię. - Lokaj uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową.
- Wieczorem ma odbyć się bal. Jako reprezentant rodziny, obecność panicza będzie obowiązkowa. - po tych słowach młodzieniec przeniósł obie ręce na rękojeść laski. Wzrok zaś wlepił w szkarłatne oczy lokaja.
- Im szybciej to załatwimy, tym lepiej. Wiesz, jak bardzo nienawidzę, gdy ktoś przerywa mi szermierkę i popołudniowe herbaty.
- Ależ oczywiście, to jasne jak słońce. – odpowiedział sługa, poprawiając wdzięcznym gestem okulary.
Kiedy dotarli na miejsce, Koisuke otworzył ciężkie drzwi karocy i sprawnym ruchem pociągnął za złoty sznur, odsłaniając rubinową kotarę. Światło wpadło do środka, oślepiając na chwilę młodzieńca. Warknął niezadowolony pod nosem i zasłonił oczy ręką. Kamień pierścienia rodu cudownie zamienił się w promieniach roziskrzonego słońca. Lokaj rozchylił drzwi, ukłonił się i gestownym ruchem dłoni siknął, czekając na wyjście swojego pana. Niezadowolony chłopak dźwignął się z miejsca i przytrzymując kapelusz, wysiadł z pojazdu. Dokładnie się rozejrzał. Przed jego oczyma rozciągał się piękny, siedemnastowieczny wersalski pałac. Rosłe, bujne, zielone krzewy spokojnie szumiały w lekkich powiewach tej wiosny. Krystaliczna woda pluskała w fontannie z piękną ręcznie robioną rzeźbą półnagiej kobiety, która stała na środku. Pokryta białym marmurem oddawała uczucie błogości i spokoju swoimi idealnymi kształtami w precyzji, jaką pozostawił po sobie jej twórca. Wysoki mężczyzna, nie wiadomo kiedy wyrósł jakby koło niej, z wolna idąc do nowo przybyłych gości. Koisuke stanął za młodzieńcem i nachylił się do niego.
- To majordomus Hideki. Człowiek niezwykle ceniący sobie kulturę osobistą, mistrz słowa i wykwintny zarządca. Wychował już trzy pokolenia tej rodziny. – Miku zdawał się nie być zainteresowany słowami lokaja. Przypatrywał się jedynie zbliżającej się rosłej posturze mężczyzny. – Proszę panicza, aby panicz zachowywał się stosownie i jak na mężczyznę przystało. Przynajmniej w towarzystwie tego bufona. – siwowłosy uśmiechnął się wrednie i zacisnął obie ręce na rękojeści złoconej laski z głową lwa.
- Koisuke zajmij się nim. Nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. – żachnął i poprawił nakrycie głowy. Ruszył w kierunku drzwi wejściowych. Jedwabny, ciemnogranatowy, falbaniasty płaszcz chłopaka, zgrabnie poruszał się na boki. Ouji wesoło pogwizdując, minął majordomusa i przystanął koło fontanny. Kątem oka dostrzegł lokajów, którzy rozmawiali ze sobą. Przysiadł na chłodnym marmurze i ręką zmącił taflę wody, burząc w niej swoje odbicie. Wszystko mu było jedno, dla niego Koisuke mógł tak rozmawiać i wieki. Wcale nie spieszyło mu się, na te jakże „podniosłe” spotkania. Ludzie dla niego byli jak psy, równie dobrze wszyscy mogli umrzeć. Jego serce przepełniała nienawiść, gdy widział, jak silą się na sztuczne uśmiechy i udawanie osób inteligentnych i dobrze wychowanych. Im wszystkim zależało jedynie na pieniądzach, zachowywali się jak zwierzęta, gotowe zrobić wszystko, byleby zdobyć ich jak największe pokłady, na własne zachcianki przerastające tok zdrowego rozumowania. Brzydził się nimi, niejednokrotnie karcąc ich przebywając w takim towarzystwie. Koisuke podszedł do niego.
- Pokój panicza jest już przygotowany. Za godzinę zostanie podany obiad. Proszę udać się z majordomusem Hidekim w kierunku pańskiej komnaty. Ja w tym czasie postaram się pomóc w kuchni.
- Miku po tych słowach wstał i westchnął ciężko.
- Jak dla mnie, to możesz ich wszystkich potruć. – powiedział i nie czekając na starego, ruszył w kierunku wejścia. Rozciągłymi schodami udali się na drugie piętro. Hideki wskazał mu drzwi i otworzył je, odsłaniając młodzieńcowi drogę.
- Wyjdź, chcę zostać sam. – spojrzał pełen pogardy w kierunku lokaja, na co ten posłusznie oddalił się, ówcześniej zamykając za sobą drzwi. Wtedy oczom młodzieńca ukazała się istota, niewiele wyższa od niego. Piękna Meido niosła w ręku kilka ciemno srebrnych nakryć. Kiedy odłożyła je na miejsce, poprawiła zgrabnym ruchem zakolanówki, po czym dokładnie pogładziła czarny materiał, atłasowej sukienki i poprawiła halkę we włosach. Miku przysiadł na krańcu ogromnego łoża, zatapiając się lekko w materacu. Założył nogę na nogę i uważnie obserwował ruchy dziewczyny. Pokręcił głową i zamruczał z zadowoleniem. Zaskoczona spojrzała na niego i zarumieniła się.
- Przepraszam paniczu, czy wszystko w porządku? – zapytała, a jej oczy zalśniły.
- Jak ci na imię, piękna?
- Ichi.

Ouji, znudzony czekaniem, uderzał srebrną łyżką, o jedną z filiżanek. Pomrukiwał co jakiś czas, niecierpliwie wyglądając za dzisiejszym posiłkiem. Wtem drzwi jadalni otworzyły się i czarnowłosy lokaj wpuścił do niego niską istotkę. Młoda dama, o długich i lśniących białych włosach, ciepło się uśmiechając z niesamowitą gracją zbliżała się do ogromnego, zastawionego dębowego stołu. Ubrana była w długą białą jak jej włosy suknię, z halkami, koronkami i masą zdobień. We włosy wpięty miała niewielki kapelusik, z koronką. Duże, błękitne oczy spoczęły na młodzieńcu. Zatrzepotała długimi rzęsami i zasiadła, naprzeciwko chłopaka. Vincent skinął na Koisuke, który stał u jego boku. Lokaj nachylił się.
- Kim ona jest?
- To Himeayumi. Tak jak ty paniczu, jest obecną reprezentantką rodziny, a i jedyną córką panującego tu małżeństwa Matsumoto. Z tego co wiem, kładli ogromny nacisk na wychowanie jej. Potrafi grać na wielu instrumentach, pięknie śpiewać i tańczyć. Jest dwa lata młodsza od ciebie.
- Czy coś jeszcze? – młodzieniec uważnie przyglądał się białej istotce.
- Tylko tyle mi wiadomo. – Koisuke poprawił okrycie wierzchne Vincenta.
- Masz się dowiedzieć o niej, jak najwięcej się da. – odpowiedział stanowczo Miku i ułożył głowę, na dłoni, wygodniej rozsiadając się w wielkim krześle. Lokaj uśmiechnął się, ukłonił i odszedł. Wtedy podano obiad. Ayumi przez cały ten czas nie odezwała się słowem, oboje jedynie w ciszy delektowali się ciepłym posiłkiem. Miku uniósł porcelanową filiżankę i przytknął ją do ust. Spojrzał jeszcze raz na Hime i kiedy ich spojrzenia się spotkały, dziewczyna o mało co nie udławiła się. Zarumieniła się i spuściła głowę, chwyciła jedwabną chustkę i delikatnie otarła nią kąciki ust. Vincent uśmiechnął się i powrócił do jedzenia. Czarnowłosy lokaj zbliżył się do panicza i nie spoglądając mu w oczy zapytał:
- Jaką herbatę, ma panicz ochotę wypić?
- Earl Grey, jaśminowa. Byle szybko, nie cierpię czekać zbyt długo. – Koisuke znajdujący się w głębi pomieszczenia posłał złowieszczy uśmiech w stronę czarnowłosego lokaja, na co ten wzdrygnął się.
- Już się robi. – powiedział, pospiesznie opuszczając pomieszczenie. Koisuke ponownie zajął miejsce koło Vincenta.
- Koisuke, nie strasz tak ludzi. – zaśmiał się młodzieniec.
- Nie cierpię zwłoki, zwłaszcza jeśli chodzi o panicza. Muszą nauczyć się, jak traktować jegomość należycie. – Miku przeniósł swój wzrok na lokaja i pokiwał głową.
- Dlatego Koisuke, jesteś moim najlepszym przyjacielem. – czerwonowłosy zaśmiał się dźwięcznie.
- Doceniam te słowa, paniczu. – odchrząknął i ponownie nachylił się. – Jeśli chodzi o panienkę Ayumi – będę pomagać w jej dzisiejszych przygotowaniach do balu. Udało mi się to ustalić z Hidekim.
- Cudownie. – odpowiedział Vincent, upijając łyk trunku. – Liczę na ciebie.
- To oczywiste. Nie zawiodę. – po tych słowach odszedł.

Koisuke przeglądał materiały sukien, które miały być wybrane na dzisiejszą uroczystość. Panienka siedziała spokojnie na jednej z fioletowych sof, spokojnie popijając herbatę.
- Koisuke, tak? – zapytała. Miała delikatny i dziewczęcy głos. Przez uchylone okna zdało się czuć zapach świeżo ściętych lili i tulipanów.
- Dokładnie tak, panienko. – uśmiechnęła się.
- To bardzo ładne imię.
- Dziękuję, niezwykle miło mi to słyszeć. – Koisuke chwycił jedną z długich sukien i ostrożnie wyciągnął ją z ogromnej garderoby. – Ta będzie idealna. – zaprezentował ją Hime która uważnie jej się przyjrzała, przechylając głowę lekko na bok.
- Jest rzeczywiście piękna. – odparła. Odstawiła filiżankę na etażerkę i podeszła do sługi. – Pomożesz mi ją ubrać?
- Ależ oczywiście, od tego tu jestem. – podeszli do ogromnego lustra, oprawionego w złotą ramę. Hime ściągnęła z siebie okrycie, zostając jedynie w samej halce i bieliźnie. Do pomieszczenia przez lekko uchylone drzwi zajrzała wysoka dziewczyna. Miała długie czarne włosy, zupełnie jak jej oczy. Czerwona suknia z przodu krótsza, z tyłu zaś dłuższa, odsłaniała jej nogi.Talia mocno ściśnięta w wiązanym gorsecie, eksponowała figurę. Uśmiechnęła się lekko, ukazując dołeczki.
- Jak wam idzie? – zapytała. Wślizgnęła się do pomieszczenia. Podeszła do jednej z sof i wygodnie rozsiadła się na niej, zakładając nogę na nogę.
- Koisuke wybrał dla mnie suknię. Co o niej myślisz? – zapytała Ayumi, uśmiechając się. Odwróciła się do czarnowłosej.
- Idealna! – klasnęła w ręce. Zaśmiała się serdecznie. – Cudownie wyglądasz.
- Dziękuję. – odpowiedziała Hime, rumieniąc się lekko. Odwróciła się na powrót do lustra, a Koisuke zaczął wiązać nity, znajdujące się na jej plecach. – Jak się czujesz?
- Całkiem w porządku, dziękuję. – odparła czarnowłosa, gładząc materiał sukni. – Jedynie ból głowy nie chce ustąpić od kilku godzin, ale to chyba z przemęczenia.
- Może potrzeba zawezwać lekarza? – zapytała przejęta Ayumi.
- Uwierz mi, to nic takiego. – wtedy Koisuke odwrócił się.
- Służę swoją pomocą, panienko Himeayumi, czy posiadacie może zioła lecznicze?
- Wydaję mi się że tak, należałoby sprawdzić w zielarni, znajduje się niedaleko kuchni.
- Proszę się mną nie trudzić. – zaśmiała się dziewczyna.  
- To jest mój obowiązek. – odrzekł lokaj, kłaniając się. – Proszę wybaczyć mi na chwilę. – Dodał i opuścił pomieszczenie.
- Ładniutki. – zajęczała czarnowłosa. – Kiedy go zatrudniliście?
- Ależ on u nas nie pracuje. – zaśmiała się Hime. – Jest przynależny do rodu Kemuri . Będzie tu do jutra, pojawi się zapewne na balu. – czarnowłosa poruszyła znacząco brwiami. – Już ja wiem o czym ty myślisz. – Ayumi pokiwała palcem, po czym zaśmiała się.
- Daj już spokój, nikomu trochę zabawy nie zaszkodziło. – odgarnęła włosy i zarzuciła je za ramię. – Poza tym, macie uroczą Meido.

- Proponuje z nią porozmawiać. – powiedział Koisuke. Przechadzali się między reagałami ogromnej biblioteki. Panowała tu niczym nie zmącona cisza. – Przyjaźnią się, myślę, że czegoś się dowiemy.
- Jak ona wygląda? – zapytał Miku. Obcasy jego wysokich wiązanych butów stukały na białym marmurze pomieszczenia, co roznosiło się echem, po całej jego przestrzeni.
- Niezbyt tutejsza.
- Co masz na myśli? – zapytał młodzieniec, chwytając jedną z ksiąg, których bogato złocona okładka przykuwała uwagę. Przesunął po jej grzbicie i otworzył ją. Gęsty tuman kurzu rozniósł się przed jego oczyma, na co zareagował kichnięciem.
- Powiedzmy, że wygląda na kobietę lekkich obyczajów. – Vincent zgrbanie przekładał strony.
- Urocze towarzystwo. – zamknął księgę, ponownie ukazując kurz. – Cóż za obsługa, że nawet nie potrafi zadbać o takie rzeczy. –  kichnął. Koisuke rozmachiwał dym, klnąc po cichu. – Czy ona będzie dziś na balu? 
- Będzie. – odpowiedział i poprawił okulary, które przekrzywiły się. Zdjął je i przetarł jedwabną chustką. – Przypominam, że ma panicz spotkanie z zarządcą jednej z firm partnerskich, współpracujących z tą pańskiego ojca. – Miku warknął wściekle. – Za piętnaście minut, w sali biurowej.
- Znowu on? Ile razy mam mu powtarzać, że nie otrzyma ode mnie nawet grosza?
- To pański obowiązek spotkać się z nim. – odrzekł stanowczo Koisuke.
- W takim razie to będzie nasze ostatnie spotkanie. – na twarz młodzieńća wpełzł złośliwy i triumfalny wyraz, mówiący sam za siebie, jak to spotkanie może się skończyć. Minął Koisuke i udał się do swojej komnaty.

- To będzie szybka transakcja. – odrzekł mężczyzna. Zaśmiał się grubiańsko i odpalił cygaro. Jego smród drażnił młodzieńca w oczy, nie odzywał się  jednak, wciąż wpatrując w dokumenty pozostawione przez prezesa.
- Nie zgadzam się. – odrzekł po chwili rzucając je przed zarozumialca. Zacisnął dłoni szczelniej na rękojeści laski. Zdenerowanie przeszywało go od środka.
- Słucham? Proszę sobie nie żartować. To bardzo dogodne warunki. – odpowiedział i zakasłał dymem.
- Jesteś zwykłym oszustem, nikim więcej. – odpowiedział Miku. – Nabierasz naiwnych i nic niewinnych ludzi, żeby tylko mieć z nich jakąś korzyść. Ba – nawet nie jakąś. Tylko całkiem sporą.
- Ależ o czym panicz mówi? – mężczyzna wydawał się być zestresowany.
- Nie będę powtarzać dwa razy. – jego oczy zdały się wręcz skrzyć wściekłością. – Może i ty masz swoje zagrania, żeby to wszystko skutecznie maskować, ale i ja mam swoje. Myślałeś, że twoje brudne interesy zostaną zakopane tak doszczętnie, że nikt się nie dowie? – po czole mężczyzny spłynęła kropla zimnego potu. – Ja też mam swoje sposoby. I o wszystkim wiem.
- Nie wiem o czym panicz mówi. Proszę szybko podpisać umowę i będzie po sprawie. – wtem Koisuke znalazł się przy nim podtykając sporawy sztylet do gardła, drugą ręką zakrył jego usta tak, aby ten nie mógł krzyczeć.
- Panicz wyraził się jasno. – powiedział wściekle czerwonowłosy. – Chyba nie trzeba powtarzać drugi raz, mam rację? – mężczyzna pokiwał twierdząco głową. Wtedy Koisuke odepchnął go z niemałą siłą tak, że ten uderzył o kant stołu i zawył z bólu, pokładając się na ziemi. Służący przygniótł go nogą do podłogi. – Powidz komuś chodź słowo o zaistniałej sytuacji, a następnym razem, panicz tak miły nie będzie.  

~CHAPTER I THE END~


Z okazji 15 tysięcy wyświetleń bloga postanowiłam, że pod aktualizacją tego posta odpowiem, na Wasze pytania. Mogą dotyczyć one czegokolwiek. (ficka, mnie, słowem wszystkiego). Wybiorę najciekawsze. Pytania wysyłamy na akira.akana@gmail.com - do godziny 22.00.

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba. Jestem na tak.
    Ogólnie to znasz już moją relację.
    Urocza meido.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I panna lekkich moich obyczajów! Dziękuję, to kochane.

      Usuń
  2. Jest wspaniałe. Czy będzie ciąg dalszy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Akiro, bardzo mi się podoba. Jest wspaniałe. Podziwiam Cię za opisy miejsc. //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie. Czekamy na dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń
  5. opowiadanie swietnie napisane opisy postaci sa cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne, czekam na ciąg dalszy. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten one shot różni się charakterem od twojego opowiadania. Tak jakbyś z każdym z nich łączyła inne uczucia, chęć innego przekazu. One shot cudowny, przyjemny i lekki w odbiorze. Czekam na dalszy ciąg.
    P.S. Meido? Naprawdę? Chcesz żeby tu padła, koneko?

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem tak...Czytam sobie i kiedy przeczytałam:
    "-Jak ci na imię,piękna?
    -Ichi" po prostu padłam i wstać nie mogę dalej. Kocham opisy jakie piszesz.Sprawiają,że mam ochotę się tam znaleźć <3.Twoje poczucie humoru jest wspaniałe.To co piszesz jest zabawne i potrafi dostarczyć pozytywnej energii na reszte dnia xD Przynajmniej w moim przypadku <3 . Masz ogromny talent. <3
    Czekam na następną część ^ ^

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.