- Poczekaj. – ułożył głowę na
mojej brodzie. – Przepraszam nie tak miało to wyglądać. Proszę, daj mi to
wyjaśnić. – wyszeptał. Odetchnąłem. Odwróciłem się do niego i odsunąłem go do
siebie.
- Słucham. – założyłem ręce na
piersi.
- Źle zacząłem. Nie chciałem
tego tak zjebać. – powiedział i potarł dłonią czoło. – Nawet nie wiesz ile
czasu zbierałem się, żeby ci to powiedzieć. – spuścił głowę. Oparłem się
plecami o jedną z kabin. Zaśmiał się smutno. – Ale się spóźniłem, prawda? – w
jego oczach widziałem pełno bólu. – No wiesz, Ty i Yuu... Te zaręczyny...
Cieszę się, że wam się układa. – zaczął bawić się jednym ze swoich naszyjników.
Wziął głęboki wdech i zamknął oczy. – Ichi ja...
- Ichia ja... - zamknął oczy i
próbował zebrać się do kupy. Uśmiechnął się lekko i postawił kilka kroków do
przodu. Zatrzymał się.Mimo iż był bliżej, w dalszym ciągu dzieliła nas pewna
odległość. Obserwowałem to wszystko w spokoju. Otworzył usta, chcąc coś
powiedzieć, kiedy drzwi z głośnym hukiem otworzyły się i stanął w nich Byou i
Yuuto.
- No gołąbki, wasze dziesięć
minut się skończyło. - powiedział roześmiany, wymachując telefonem w dłoni. Yuu
minął blondyna i podszedł do mnie. Przytulił się do mojego ramienia i pogładził
mnie po nim, wewnętrzną częścią dłoni.
- Jeszcze się nie pozabijali?
- zapytał Jin, zaglądając do pomieszczenia, przez ramię Byo. Zaśmiali się.
Spojrzałem na Kazukiego który wlepiał we mnie swoje duże, brązowe oczy.
Widziałem w nich zawiedzenie i pełno bólu. Odwrócił głowę i posłał spojrzenie
pełne mordu w stronę pozostałych. Wzdrygnąłem się na ten gest.
- Przykro mi stary, jednak nie
poruchasz. - zaśmiał się Jin, kiedy reszta mu wtórowała.
- Za to ja wiem kto tak. -
szepnął mi Yuu na ucho i uśmiechnął się. Kazuki odwrócił się i wyminął resztę.
- Ej, daj spokój, obrażasz się
o takie rzeczy? - zapytał Jin, udając, że jest mu przykro. Ruszył za liderem.
- Chodźcie do nich, później
będziecie się miziać. - Byou skinął na nas ręką, wciąż nie przestając rechotać
pod nosem. Kiedy wyszli i zostałem sam z brunetem, westchnąłem ciężko i potarłem dłonią czoło.
- Wszystko ok? - zapytał Yuu,
spoglądając na mnie. - Kazuki powiedział coś nie tak? - nie odpowiedziałem.
Podszedłem jedynie do umywalek i odkręciłem zimną wodę. Przemyłem nią twarz.
Yuu objął mnie od tyłu w pasie. - Zrobił ci coś?
- Możemy o nim nie gadać? -
starałem się opanować i nie wylewać negatywnych emocji na bruneta. Odwróciłem
się do niego i przeczesałem jego włosy. Zdobyłem się na prawie niewidoczny
uśmiech. - Proszę. - wziąłem go za ręce.
- No dobrze. - pocałował mnie
w czubek nosa i pociągnął w kierunku wyjścia.
Do końca wieczoru Kazuki
unikał mojego spojrzenia. Był nieobecny, nie odzywał się prawie w ogóle,
jedynie wtedy, kiedy ktoś go o coś pytał. Czułem się dziwnie. Cały czas się
zastanawiałem, co chciał mi wtedy powiedzieć.
- A ty Ichi? - z zamyślenia
wyrwał mnie głos Byou. Potrząsnąłem głową.
- Przepraszam, nie słuchałem
cię. Możesz powtórzyć? - starałem się brzmieć w miarę naturalnie.
- Nieważne, idziesz zapalić?
- Mogę. - odsunąłem od siebie
Yuu, który był już nieźle wstawiony, dźwignąłem się i poszedłem za blondynem.
Ukradkiem znowu spojrzałem na jego tyłek, za co od razu się skarciłem. Jednak
musiałem przyznać sam przed sobą, że chodził wyjątkowo zgrabnie. Znowu miał na
sobie buty, których obcas sprawiał, że od samego patrzenia kręciło mi się w
głowie. Zarzucał lekko biodrami i nucił coś pod nosem. Kiedy staliśmy na
zewnątrz, oparł się o barierkę.
- O czym gadaliście? -
zapytał, odrobinę bełkocząc. Pokręciłem głową z politowaniem i kopnąłem puszkę,
która akurat nawinęła mi się pod nogi.
- Problem w tym, że za bardzo
nawet nie rozmawialiśmy. - zaśmiałem się nerwowo i potarłem tył głowy.
- Jak to?
- Tak wyszło. - podszedłem do
barierki i zacząłem przeszukiwać kieszenie. Odnalazłem papierosy i zapalniczkę.
- W takim razie nie wnikam co
tam robiliście. - zaśmiał się. Po tych słowach przed oczami stanął mi obraz
bruneta, który patrzy na mnie z żalem. Strzepnąłem popiół. Spojrzałem na
blondyna. Kiwał się na boki, nie mogąc trafić papierosem w ogień. Podszedłem do
niego i pomogłem odpalić.
- Dziękuję. - wymamrotał,
trzymając fajkę w ustach. Znowu zaczął chichotać. Zupełnie jak tego wieczora,
kiedy zbliżyliśmy się do siebie. Przymknąłem powieki i przystawiłem papierosa
do ust.
- O czym tak myślisz? - zapytał
po chwili.
- To nic konkretnego. -
westchnąłem cicho.
- Złaź! - zaśmiałem się i
poruszyłem biodrami tak, że otarłem się o jego krocze. Westchnął.
- Oj Ichi... - przeciągnął
słodko. - Wiem, że chcesz.
- Jesteś pijany. -
powiedziałem i chwyciłem go za biodra. Odsunąłem go od siebie i usiadłem obok.
Usłyszałem jęk niezadowolenia.
- Nie kochasz mnie. -
powiedział smutno, a mnie zakuło serce. Spojrzałem na niego, westchnąłem i
pogładziłem po policzku.
- Nie mów tak, dobrze wiesz,
że kocham. - nachyliłem się i ucałowałem go w czoło. - A teraz spać. - nakryłem
go kocem, wcześniej ściągając z niego koszulkę i spodnie.
- Ichiiii... - pokręciłem
głową z politowaniem i usiadłem na nim okrakiem. Złożyłem mu na ustach krótki i
bardzo czuły pocałunek.
- Rano mi za to podziękujesz.
- powiedziałem i poczochrałem go po włosach. Yuu przyciągnął mnie mocno do
siebie i przytulił.
- Proszę. - jego głos sprawiał
wrażenie, jakby był bliski płaczu. Objąłem go i pogładziłem po plecach.
Oderwałem się od niego i spojrzałem w oczy.
- Jesteś strasznie niewyżyty.
- sięgnąłem ręką do jego bokserek i wsunąłem tam rękę. Przejechałem dłonią, po
całej długości jego penisa. Zamruczał. Ucałowałem go w szyję, następnie zębami
chwyciłem za kolczyk w wardze. Zaśmiał się. Przesunąłem po metalu ustami i
delikatnie wpiłem się w jego. Pogładził mnie po plecach i chwycił, za moją
bieliznę. Zsunął ją i odrzucił gdzieś w głąb pomieszczenia. Zaczął stymulować
mnie pewnymi ruchami, na co zareagowałem, jęcząc przeciągle w jego usta. Wtedy
z pokoju obok, dobiegł mnie dźwięk, dzwoniącego telefonu. Nie przerywałem
jednak pocałunków i otarłem się sugestywnie o bruneta. Telefon po chwili
przestał, jednak nie długo potem, irytujący dźwięk powrócił.
- Odbierz. - powiedział Yuu,
między pocałunkami.
- Nie przestawaj. - wysapałem
w jego usta. Komórka jednak nie dawała za wygraną Wkurwiony do granic
możliwości, niechętnie oderwałem się od partnera i zwlokłem się do
salonu.Chwyciłem urządzenie i odebrałem. Usłyszałem szloch i łkanie.
- Ich..i - Byou. Chłopak nie
mógł wydobyć z siebie słowa. Zaniepokoiłem się jego zachowaniem.
- Byou? Byou, słyszysz mnie? -
odpowiedział mi głośny płacz. - Co się dzieje? - poczułem jak powoli ogarnia
mnie lęk.
- Kazuki. - załkał. - On miał
wypadek.
Siedziałem na jednym z
plastikowych krzeseł, obok jego sali. Byou nerwowo klął pod nosem, że pozwolił
mu wracać na motocyklu do domu, w takim stanie. Wstałem i podszedłem do szyby, z
której miałem widok na Kazukiego. Cały w bandażach i z ręką w gipsie, był pod
pilną obserwacją lekarza i kilku pielęgniarek. Mówili coś między sobą, kiedy
doktor pokiwał głową w stronę personelu i wyszedł do nas. Zerwałem się z
miejsca i spojrzałem na niego wyczekująco.
- Co z nim? – mężczyzna
westchnął i złożył ręce, po czym przystawił je do twarzy.
- Udało nam się ustabilizować
jego stan. Miał naprawdę dużo szczęścia. – potarł skronie. – Ma złamane trzy
żebra i prawą rękę. Poza tym masa zadrapań i siniaków.
- Kiedy się obudzi? – zapytał
Jin.
- W tej chwili znajduje się w
stanie śpiączki farmakologicznej. To było konieczne. Za jakiś tydzień będziemy
go wybudzać. Jest mi bardzo przykro.– po
tych słowach lekarz odszedł. Byou podszedł do szyby i uderzył w nią wściekle
pięściami.
- Jak on mógł być takim
idiotą, żeby jechać po pijaku! – wrzasnął blondyn. – Wieczny egoista, teraz ma,
co chciał. Pieprzony dupek! – Zsunął się na ziemie i opadł na kolana. Uniósł
ręce i spojrzał na nie. – Dlaczego... Dlaczego my mu na to pozwoliliśmy...? –
rozpłakał się na dobre. Jin podszedł do roztrzęsionego wokalisty, przykucnął i
objął go.
- Nie mieliśmy na to wpływu. –
pogładził go po plecach. – Najważniejsze jest to, że żyje. – obserwowałem to
wszystko i czułem jak łzy napływają mi do oczu. Zacisnąłem mocno pięści i
starałem się kontrolować emocje. Wtedy jednak coś we mnie pękło, odwróciłem się
i poszedłem w kierunku wyjścia. Zasłaniając się lekko ręką, pchnąłem drzwi.
Wściekły, szedłem co raz to szybciej i kiedy byłem już poza budynkiem, zacząłem
biec. Nie wiedziałem dokąd, po prostu zmierzałem tam, gdzie nogi niosły mnie
jak najdalej stąd. Taranując po drodze ludzi, przepychałem się między nimi, aż
sam nie wiem kiedy znalazłem się pod sklepem muzycznym. Przystanąłem, gdyż
zaczęło brakować mi sił. Oparłem się o ścianę i zjechałem na dół. Przytknąłem
rękę do czoła i zacząłem donośnie płakać. Dławiłem się łzami i karciłem, za to
jak go potraktowałem wtedy w klubie. Zsunąłem rękę niżej. Rozejrzałem się po
okolicy. Tu spotkałem go pierwszy raz. Wpadliśmy na siebie, niby przypadkiem. I
przez to niby przypadkowe spotkanie, całe moje życie się zmieniło.
Diametralnie. Czasami kiedy nie mogę
spać w nocy, myślę o tym, jak pięknie się wtedy uśmiechał do mnie i cały
zarumieniony, pomagał mi się pozbierać do kupy. O tym jak spotkałem go przed
próbą ich zespołu. O tym, jak się naćpałem i zgarnął mnie zamroczonego spod
klubu. O tym, jak chłodno obserwował mnie i Yuu. Szczęśliwych i zakochanych. O
tym, jak po ich koncercie zignorował mnie i po raz pierwszy poczułem, że to nie
jest zauroczenie. Jak bardzo zabolała nieczułość z jego strony. O tym, jak próbowałem
go znienawidzić, z całego serca. Podkurczyłem kolana pod siebie i zacząłem się
krztusić. Uświadomiłem sobie jak nigdy, że mogłem go stracić raz na zawsze i
nie powiedzieć tego, że go kocham. Kocham...
Tak, kocham go i kochałem, od
pierwszego spotkania.
- Cholera. – zakląłem
otwierając jeden, z licznych listów leżących obok mnie. Trochę się tego
nazbierało. Uważnie doczytałem wiadomość do końca i spojrzałem na Miku. Siedział
tam gdzie zawsze, czyli na blacie przede mną. – Dlaczego nic mi nie mówiłeś? –
potarłem ręką tył głowy. Czarne na białym – nie zapłaciłem rachunków praktyczne
za wszystko, w ostatnim miesiącu.
- Nie trzeba było chodzić
takim rozkojarzonym. Twoja wina, ty tu rządzisz. Weź się lepiej do roboty,
inaczej pójdziemy z torbami. – trochę zaskoczył mnie chłód z jego strony.
Jednak otrzeźwiło mnie to wystarczająco, żeby zorientować się jak bardzo przez
życie uczuciowe, zaniedbałem pracę. Nie chodziło tu o chłód wypowiedzi Miku,
lecz o trafność i prawdziwość tych słów. Wstałem i podszedłem tak, że stanąłem
naprzeciwko niego.
- Masz rację, przepraszam.
Faktycznie zawaliłem, zgoda? – Objąłem chłopaka, na co ten od razu zaczął się
wyrywać.
- Puszczaj fiutogłowy! –
wrzasnął zniesmaczony moim zachowaniem. Wiedziałem, że tak zareaguje, jednak
chciałem się z nim trochę podroczyć. W końcu wyrwał się z mojego uścisku,
otrzepał i wrócił do poprzedniej pozycji. Założył ręce na piersi i prychnął. –
Zamiast rozczulać się jak pizda, ogarnij się człowieku. Isao nie byłby
zadowolony. – zaśmiałem się. – Przejrzyj dokładnie resztę, twój przydupas
zostawił coś dla ciebie, glonie. – Uniosłem brwi do góry. Mówił o Kazukim?
Rzuciłem się od razu do sterty papierów i gorączkowo rozrzucałem je po biurku.
Wtedy dostrzegłem kopertę, z odręcznie i pięknie napisanymi słowami „do
Ichiego”. Przyglądałem się chwilę świstkowi papieru, po czym ruszyłem na
zaplecze. Wyszedłem na zewnątrz i przysiadłem na schodkach. Drżącymi rękoma
otwierałem kopertę, starając się jej nie uszkodzić. Odłożyłem ją na bok i
zacząłem uważnie czytać. Z każdym kolejnym słowem łzy napływały mi do oczu, by
w końcu swobodnie kaskadami spływać po mojej twarzy. Przycisnąłem kartkę mocno
do siebie, skuliłem się i otarłem wierzchem dłoni powieki. Smugi makijażu
odbiły się na mojej porcelanowej skórze. Mokre miejsca uderzył chłód
zbliżającej się wiosny. Zamrugałem kilkakrotnie oczyma, by wyostrzyć sobie
obraz. Spojrzałem jeszcze raz na ostatnią linijkę tekstu. Chciałbym wierzyć, że
to nie jest prawda, jednak słowa mówiły same za siebie. Imię ich właściciela,
dźwięcznie odbiło mi się echem w głowie.
- Cieszę się, że przeczytałeś
mój list. – powiedział. Uśmiechał się zupełnie, jak dawniej. Jak gdyby nic się
nie stało. Przysunął się trochę bliżej mnie i odchrząknął. – Nie za bardzo
mieliśmy okazję porozmawiać, stwierdziłem, że jeśli napiszę list, może zechcesz
kiedyś go przeczytać. I zrobiłeś to, nawet nie wiesz jaką sprawiło mi to
radość. – założył kosmyk włosów za ucho. Spuścił lekko głowę, czekając na mój
ruch.
- Mi też sprawił radość. –
uśmiechnąłem się. Podniósł się i spojrzał na mnie znowu obdarowując mnie
szczerym i szerokim uśmiechem. – Dziękuję. – powiedziałem i objąłem go. Od razu
odwzajemnił uścisk. Jedną ręką pogładził mnie po twarzy i spojrzał mi w oczy.
Zagryzł lekko wargę i spojrzał na moje usta.
- Mogę? – zapytał nieśmiało.
Odpowiedziałem mu lekko chichocząc. Zbliżył się i przekręcił głowę.
- Kocha... – nie dane mu było
dokończyć bo złapał się za klatkę piersiową i zaczął ciężko oddychać.
- Co się dzieje? – zapytałem.
Nie mógł odpowiedzieć, zaczął się dusić i pokasływać. – Lekarza! Pomocy! –
krzyknąłem, chłopak położył się i robił się co raz bardziej siny. Maszyna do
której był podpięty oznajmiała, że jego puls spada. – Pomocy! – krzyczałem płaczliwie.
Po chwili do sali wbiegł lekarz i kilka pielęgniarek.
- Proszę natychmiast opuścić
pomieszczenie. – posłusznie wyszedłem i obserwowałem przez szybę koszmar,
najgorszy w swoim życiu. Lekarz złapał za masażer serca, krzycząc coś do personelu.
Oczy powiększyły mi się nienaturalnie. Cały pobladłem i zacząłem drżeć. Pod
wpływem urządzenia przyłożonego do klatki piersiowej jego ciało wygięło się w
łuk. Jego powieki zamknęły się. Lekarz znowu coś krzyczał i ponownie potraktował
go serią impulsów elektrycznych. Nie dawał za wygraną, a respirator pokazał
przeciągła linę. Stali tam jeszcze chwilę, reanimując go. Po chwili okrążyli
jego łóżko tak, że nie widziałem co się dzieje. Zaprzestali czynności. Czyli
już wszystko z nim w porządku, tak..? Doktor odwrócił się i wyszedł z sali.
Serce zabiło mi szybciej, otworzyłem usta, chcąc coś powiedzieć, kiedy mężczyzna
mnie uprzedził. Westchnął. Spojrzał na mnie, a w jego oczach odczytałem, że coś
jest nie tak.
- Zgon, szesnasta dwadzieścia
trzy. – usiadłem z wrażenia po tych słowach. Złapałem się za głowę i zacząłem
głośno krzyczeć i wyć z bólu. Kazuki. Proszę.
Nie zostawiaj
mnie.
Zerwałem się do siadu, cały
zalany potem. Zlustrowałem pomieszczenie. Obok mnie Yuuto spał, mocno wtulony w
poduszkę. Złapałem się za głowę. To był tylko sen... Tylko sen... Choć moje
serce przeszło chyba trzy zawały, czułem, że wszystko było tak realistyczne.
Jego dotyk, oddech i ciepło... Delikatnie wstałem, żeby nie obudzić bruneta i
wyszedłem do kuchni. Przysiadłem na blacie i rozpłakałem się na dobre.
- Będziemy robić zmiany. –
powiedział i poklepał mnie po plecach. – I jak, doszedłeś do jakiś ciekawych
wniosków? - Oparł się o krzesło tak, że
zaskrzypiało. Odpalił papierosa i swoim zwyczajem założył nogę na nogę i
chwycił fajkę w dwa palce. Robił to, w bardzo kobiecy sposób. Zatrzepotał
rzęsami i wypuścił dym, czekając na moją odpowiedź.
- Tak. Tak Byou, kocham go,
jeśli to chciałeś usłyszeć. – uśmiechnął się i podniósł głowę, wlepiając wzrok
w sufit małego pomieszczenia. Wiatrak kręcił się, stopniowo ochładzając
duchotę. Zacisnąłem ręce na materiale spodni.
- I po co było się tak
oszukiwać? – żachnął, na co ja przewróciłem oczami.
- Dajmy sobie już spokój.
- Nie, dopóki tego nie
załatwisz.
- Nie mam na razie takiej
potrzeby.
- Jeśli myślisz, że przejdzie
ci od tak, jesteś w błędzie kochanie. – wstał i podszedł do okna.
- Wiem, wiem. – potarłem dłońmi
skronie.
- Za trzy dni go wybudzają.
Pogadaj z nim. Masz okazje. Uda się, to wszyscy będą szczęśliwi – no może poza
Yuu, nie uda się – mówi się trudno. Zawsze masz narzeczonego. – powiedział i
puścił mi oczko.
- Nie wierzę, jak możesz traktować ludzi tak
przedmiotowo? – byłem oburzony jego słowami.
- Możesz powtórzyć? Bo się
chyba kurwa przesłyszałem. – słyszałem narastającą w nim wściekłość. Spojrzałem
zdziwiony jego zachowaniem. Nigdy wcześniej taki nie był. – Posłuchaj, bo nie
będę powtarzać drugi raz. Jak możesz mówić mi o tym, że traktuję ludzi jak
zabawki, skoro sam to robisz? – zadrżałem na te słowa. – A Yuuto, to na co ci,
skoro kochasz Kazukiego? Bo chyba nie do kochania.
- Kocham Yuu.. – powiedziałem ledwo
słyszalnie.
- Przed chwilą powiedziałeś,
że kochasz Kazu. Więc? Zdecyduj się, bo i ty i Kazuki i Yuuto cierpicie na tym
wszystkim. Nie uważasz? – zatkało mnie. Moje zachowanie ostatnich miesięcy
powoli do mnie dotarło. Co się ze mną dzieje? Dlaczego wszystko odwraca się
przeciwko mnie? – Rusz do cholery jasnej dupę i idź mu to powiedz. Bo być może
nie będzie więcej takiej okazji.
- Zjebałem Byou. Wszystko
zjebałem. – podszedł do mnie i zmusił do spojrzenia w oczy.
- To idź to teraz naprawić. –
klepnął mnie w twarz. Uśmiechnąłem się i zaśmiałem. Ruszyłem w kierunku drzwi,
zanim jednak wyszedłem, odwróciłem się i rzuciłem:
- Byou?
- Tak?
- Dziękuję.
Nie odzywała się. Zacisnęła jedynie usta w wąską kreskę. Trwała tak
przez jakiś czas, spodziewałem się takiej reakcji z jej strony. Można
powiedzieć, że nawet chyba gorszej.
- To jakiś żart, mam rację? – uniosła bilet i spojrzała na mnie jak na
idiotę.
- Ani trochę. – powiedziałem i zamieszałem słomką w kolorowym napoju.
Podparłem rękę na dłoni i spuściłem wzrok. – Za kilka dni się wyprowadzam. –
położyła bilet na stole.
- I mówisz mi o tym, właśnie teraz. – spoglądała na mnie z wyrzutem. –
Paula wiedziała? – pokiwałem twierdząco głową.
- Wiem, że powinienem był wcześniej...
- ...ale tego nie zrobiłeś. – dokończyła za mnie. – Jesteś tchórzem. I
w dodatku egoistą. – zmieszałem się. Miała rację. Stchórzyłem. Była chyba
jedyną osobą, która nie potrafiła przyjąć do wiadomości tego, że kiedyś i tak
bym to zrobił. Zawsze jej o tym mówiłem. Zawsze mówiłem o tym, że się
wyprowadzę. A ona zawsze nie chciała o tym słuchać. Wstała.
- Rin, proszę, poczekaj.
- Nie. Nie mam ochoty cię znać. – odeszła. Tak po prostu. Tyle lat
znajomości, skończyło się w jednym momencie. Nie, nie poszedłem za nią.
Wiedziałem, że plany będę wiązać z utratą przyjaciół i tworzeniem sobie nowych konfliktów, jednak wizja cudownego życia tam, przesłoniła mi wszystko.
Zacisnąłem pięści. Wiem, że dam radę. Tam nie będę musiał się tym przejmować.
- Środek działa na każdego
inaczej. Na jednych natychmiastowo, na drugich po kilku godzinach, a nawet
dniach. – powiedział postawny mężczyzna. – Dawki jednak wciąż pozostają takie
same. Mimo wszystko nie przemęczajcie go zbyt szybko. Jedyne czego on w tej
chwili potrzebuje, to odpoczynku.
- Ma się rozumieć. –
odpowiedziałem i uśmiechnąłem się. Podałem rękę lekarzowi prowadzącemu i
pożegnałem się z nim. Stanąłem przed drzwiami do sali, w której leżał Kazuki.
Wziąłem głęboki wdech. W końcu będziemy sami. Kiedy wszedłem do pomieszczenia,
niepewnie podszedłem do jego łóżka i przysiadłem. Jego twarz miała przybrany
spokojny wyraz. Oddychał, przez lekko uchylone wargi. Był bledszy niż zazwyczaj
i trochę bardziej wychudzony. Skórę miał odrobinę szarawą, włosy zaś niesfornie
potargane, opadały mu na policzki. Nachyliłem
się w jego stronę i przeczesałem je powoli. Były bardzo przyjemne w dotyku.
Obserwowałem go tak jakiś czas. Wówczas przypomniał mi się sen sprzed kilku
dni, w którym umarł. Odczucia były tak silne, że na nowo przytłoczyły mnie.
Posmutniałem. Zacisnąłem powieki ze świadomością, że mogłem naprawdę go
stracić. Kciukiem pogładziłem go po policzku. Prawą dłoń miał w gipisie, a na
żebrach bandaże. Wydawał się być taki kruchy i delikatny. Ułożyłem głowę na
jego klatce. Usłyszałem spokojne bicie serca i powolne, długie oddechy. Kiedy
pomyślałem o tym, że już mógłbym więcej tego rytmu nie usłyszeć, a jedynie
słowo „zgon.” Poczułem jak łzy roszą mi się na rzęsach. Zamrugałem tak, że
popłynęły po policzku. Świadomość utraty była nie do przyjęcia. A jednak żyje.
Chwyciłem go za dłoń i splotłem ją z moją. Nie podnosząc się z jego klatki
piersiowej patrzyłem, a łzy wciąż płynęły.
- Zrobię wszystko, żeby cię
ochronić. – załkałem, mocząc jego bandaż. – Mogłeś zginąć, dlaczego wtedy
zdecydowałeś się jechać? - Zapytałem, bardziej jakby sam siebie. – Nie pozwolę ci
nigdy więcej zrobić takiej głupoty. Zrozum idioto. Kocham cię.
Wtedy poczułem,
jak jego dłoń mocniej zaciska się na mojej.
Ach, cudownie.
OdpowiedzUsuńKocham to jak piszesz. Wszystko ubierasz tak ładnie w słowa. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Nie codziennie spotyka się takie osoby. Na pewno zostanę stałą czytelniczką.
Wystraszyłaś mnie tym snem Ichiego. Jak dobrze, że to był tylko sen.
Jestem ciekawa jak potoczą się sprawy, więc życzę weny.
Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
UsuńPopłakałam się. ;____; to była moja ulubiona część chyba. Cudowne. Wspaniale piszesz <3 Chyba umrę, czekając na kolejny rozdział. :< ludzie! Komentujcie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny~
Akira... Ryczę. Dziewczyno, Ty to potrafisz grać na uczuciach. Jesteś wspaniała. //Yoshike
OdpowiedzUsuńYoshike kochanie, odezwij się do mnie na email.
UsuńNIESAMOWITE.
OdpowiedzUsuńInaczej tego okreslic nie mozna.
Ryczałam. Dławiłam sie łzami juz kilka krotnie...
Dzieki twojemu stylowi pisania wczułam sie idealnie i historie.
'oby to opowiadanie trwało wiecznie' pomyslała, a kaciki jej ust lekko podniosły sie...
Pozdrawiam Ciebie i Bete... *hug*
To niesamowicie kochane, dziękuję. To ważne słowa.
UsuńAkiro.. zniszczyłaś mnie doszczętnie tym rozdziałem. Nic więcej po za tym co na gadu nie powiem. Zgadzam się z komentarzami wyżej. (┳Д┳)
OdpowiedzUsuńGdybym miał uczucia to bym płakał.
OdpowiedzUsuńJeju ;-; aż mi łzy napłynęły do oczu o; wspaniale piszesz o;
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział. Akiro, zdecydowanie jesteś moją ulubioną autorką yaoi. Jesteś dla mnie promyczkiem, który rozjaśniania mi dzień. Dziękuję, że poświęcasz na uszcześliwianie nas swój czas.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
Weny kochana //Sumire
Piszesz przepięknie :) Oczywiście się popłakałam :'> Wszystko tak się zgrywa... Nie umiem nawet dobrze opisać ;-; Po prostu jesteś mistrzynią! Mogła bym czytać Twoje opowiadania bez końca. Czekam na następne rozdziały i życzę weny :)
OdpowiedzUsuńPewien czas temu zdecydowalam sie przeczytac Twoje opowiadanie i ciesze sie, bo jestem mile zaskoczona. Rowniez kilka razy chcialam je skomentowac, ale nie wiedzialam jak. Moge powiedziec, ze przyjemnie sie czyta, a fabula jest wciagajaca. Tym rozdzialem dodatkowo sprawilas, ze strasznie sie rozplakalam. Dziekuje Ci, ze znow cos czytam i to z tak ogromna przyjemnoscia. Oczywiscie czekam na kolejny rodzial (*^_^*) / KotsuChan
OdpowiedzUsuńSiadam, rozkładam książki z myślą "tak, to dziś, nauczę się czegoś!", postanawiam zerknąć na bloga, bo "a może jest coś nowego" i... Tak, z pewnością czeka mnie bardzo wartościowa nauka, z tym czytelniczym-rozchwianiem-emocjonalnym, jakie mi zafundowałaś.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, w miarę czytania spodziewałam się jakiegoś większego "BOOM" (nie mówię, że piszesz w sposób przewidywalny, ot, po prostu ciężko silnie wyjść poza jakiś "opowiadaniowy schemat", kiedy ma się takiego marudnego czytelnika, który już tyle FF w życiu pochłonął, jak ja). Gdy przeczytałam, "Ich..i - Byou. Chłopak nie mógł wydobyć z siebie słowa" w mojej głowie błysnęło "No, pięknie, Kazuki.".
Zaskoczyłaś mnie jednak snem Ichi'ego. Słowa lekarza... No, przyznam szczerze, mało estetycznie rozdziawiłam gębę i pomyślałam "WAIT. WHAT?". Powinnam się już przyzwyczaić do Twoich gierek z czytelnikiem, to już któryś raz z kolei, jak łapię się na od-autorską podpuchę, mającą dać odbiorcy mentalnego kopniaka adrenaliny. Jak kropnę, będzie na Ciebie.
Przyznam, że... idhwoihfifwifiowoifw, nie-mogę-czytać-o-Kazuki'm, serio, moja zwariowana, fangirlowska, popieprzo... strona każe mi mentalnie walić głową w ścianę i wywrzaskiwać "NiezgadzamsiędojasnejcholeryNienienienie!". (Tak, możesz to zignorować, po prostu musiałam się podzielić moją dogłębną frustracją). Co do Yuuto: nadal mnie nieludzko drażni. Nie lubię mazgajów, podstępnych knowań (bo coś tu jest na rzeczy!) i rozwiązywania wszystkiego "łóżkowo". Wstydź się, Yuu, cukiereczku. *w tym miejscu mina pełna pogardy, tak*
Widzę, że niemal wszystkich doprowadziłaś do łez i spazmów (*hihihi*) - ja, co prawda, nie uroniłam "łzy wzruszenia" (ale jeszcze żadnemu autorowi internetowych opowiadań nie udało się wycisnąć ze mnie czegoś tak nieprzyjemnie dramatycznego), mimo tego wzruszyłam się. "Na sucho", że tak rzecz ujmę. Dobra robota.
Weny!