Prolog II

~

Poruszyłem się i wciąż nie otwierając oczu przeciągnąłem się w łóżku. Do pomieszczenia wpadały ciepłe promienie słońca, które przyjemnie grzały całe moje ciało. Przesunąłem dłońmi po pościeli, miejsce obok mnie było puste. Zmęczony po wczorajszej nocy poprawiłem sobie poduszkę i postanowiłem jeszcze się przespać, kiedy poczułem, jak coś łaskocze mnie w brzuch. Zaśmiałem się. Łaskotanie przenosiło się co raz to wyżej i wyżej, aż zatrzymało się na mojej szyi i złożyło na niej kilka bardzo czułych i przeciągłych pocałunków. Zamruczałem cichutko.
- Jeszcze pięć minut, mamo. - zaśmiałem się i przytuliłem natręta do mojej klatki piersiowej i pogładziłem po włosach. Chłopak dźwignął się i wyrwał z mojego uścisku. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Nie ma spania, wstawaj! - zachichotał i zaczął mnie łaskotać. Zacząłem się wyrywać, jednak chłopak był silniejszy i chwycił moje nadgarstki, po czym skrzyżował je nad moją głową. Zaprzestał czynności, nachylił się i ucałował mnie bardzo delikatnie. - Jak się czujesz?
- Lepiej być nie może. - spojrzałem mu w oczy. Uśmiechnął się szeroko i przytknął swoje czoło do mojego. 
- W końcu mogę mieć cię tylko dla siebie. Z dala od wszystkich. Tylko ty... - powędrował palcem wskazującym po moim torsie. - ...i ja. - uśmiechnąłem się. Pogładziłem go po plecach. 
- Też na to czekałem. - odpowiedziałem. Zapadła chwila ciszy. Wyraźnie słyszałem oddech Kazukiego. Delikatnie wygrzebałem się spod niego. Zupełnie zapomniałem, że jestem nagi, więc szybko chwyciłem bokserki i nałożyłem ja na siebie. Wtedy brunet podszedł do mnie i chwycił za nie, ściągając je powoli. 
- Jeszcze ci mało? - zaśmiałem się i odwróciłem do niego.
- Oj, no chodź. - chłopak zrobił minę zbitego psa i objął mnie w pasie. Pokręciłem głową i minąłem go. Wyszedłem na taras. Pogoda była przepiękna. Słońce i ani jednej chmurki, zero wiatru - słowem idealnie. Oparłem się o barierkę i spojrzałem przed siebie. Przede mną rozciągały się cudowne widoki jednego z mały przybrzeżnych włoskich miast. Kazuki wynajął apartament specjalnie tu, wiedział, jak bardzo chciałem tu kiedyś wrócić. Wybrał bardzo spokojnie miejsce, czym sprawił mi niesamowitą radość, przekazując mi kluczyki. Przymknąłem powieki. Wsłuchałem się w szum wody i szelest bujnie zielonych drzew. Uśmiechnąłem się do siebie. Wyciągnąłem rękę i spojrzałem, na złotą obrączkę. Wczoraj spędziłem najcudowniejszą noc w swoim życiu. 
Nawet nie wiem kiedy te dwa lata zleciały. Płyta sprzedała się świetnie, Screw miało dobry punkt wybicia. Yuuto już od ponad pół roku nie gra w zespole, jego miejsce zajął nowy tatuś i sensei grupy - Rui. Bardzo pozytywny chłopak. Wniósł między nas wiele pozytywnej energii, po wielu kłótniach i nieprzyjemnych sytuacjach. Spięcia wprowadzały tylko ciężką atmosferę, przez co pozostali członkowie nie mogli się zbytnio dogadać. Starałem się nie mieszać w ich sprawy, żeby tylko nie pogarszać sytuacji. Od kiedy ruszyliśmy w trasę, mój związek z byłym basistą posypał się bardzo szybko. Nie mogłem pozbierać się przez długi czas, będąc w sytuacji, która wówczas wydawała mi się bez wyjścia - straciłem Yuuto, a mój obiekt westchnień nie chciał nawet na mnie patrzeć. Jednak dzięki Byou, sprawy ułożyły się kompletnie inaczej. Zeszliśmy się, nie wiele potem, dzięki jego niewielkiej pomocy. Dokładnie półtora roku później Kazuki oświadczył mi się i teraz spędzaliśmy nasz miesiąc miodowy. Mogłoby się wydawać, że to sen, jednak tym razem tak nie było. Czułem się niesamowicie szczęśliwy, po tak długim czasie niepowodzeń. Ale wróćmy się do dnia, kiedy rozpoczęła się trasa. 

~

Przyjrzałem się z małej odległości swojemu dziełu końcowemu. Przełknąłem nerwowo ślinę. Chłopak odwrócił się do lustra i wytrzeszczył oczy.
- Coś nie tak? Przepraszam, spieszyłem się, w sumie, to tu mogłem to zrobić odrobinę lepiej ale...
- ... jest świetnie! - krzyknął i zaczął przeglądać się z każdej strony. - Jesteś cudotwórcą. - podszedł do mnie i przytulił mnie. 
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnąłem się i poklepałem Byou po plecach. - Dajcie z siebie wszystko.
- Jak zawsze zresztą. - odparł dziarsko i poprawił skórzany kołnierz, swojej koszuli. Zakręcił biodrami i wyszedł na korytarz, prowadzący wprost na salę koncertową. Było to już trzecie show, odkąd trasa się rozpoczęła. Idąc halą, powoli nagłaśniały się krzyki i skandowania. Cały zespół zgromadził się przed głównym wejściem. Złożyli ręce i po krótkim okrzyku, weszli na scenę. Stanąłem na schodkach, obserwując ich z boku. To będą długie dni. Bardzo długie dni. 

~

CHAPTER II - THE BEGINNING

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam twój styl pisania. Jest przecudny <3
    Czekam.
    Bardzo niecierpliwie czekam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału! ^ ^ //Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohoho, cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej. Wspaniały rozdział, czekam na więcej z niecierpliwoscia i życzę Ci weny Akira.

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę Cię, pisz dalsze części..
    Nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  6. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg. Cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.