- Jesteś idiotą. - powiedziałem, tłumiąc w sobie łzy szczęścia. - Kocham cię i obiecaj mi, że już nigdy nie zostawisz mnie samego.
- Obiecuję. - odparł mi, wyraźnie szczęśliwy jak ja. Czułem, że w końcu nastał dla mnie dobry czas.
Przełykając głośno ślinę, niepewnie odwróciłem głowę, jakby czekając na zbawienie. Zukki miał zupełną rację – nie ma sensu do takich rzeczy wysyłać pośredników. To wyłącznie sprawa naszej dwójki. Czekał na mnie na dole. Pomasowałem otwartą dłonią, lekko odrętwiałe lewe ramię. Nie spałem zbyt wygodnie ostatniej nocy. Z nadzieją na zbawienie postanowiłem poudawać nieobecnego, nucąc pod nosem melodię, tylko mnie znaną. Westchnąłem. Wcale nie chciałem tam wracać, choć nie jest to powrót na stałe. Spojrzałem raz jeszcze na jasne, laminowane drzwi i przekręciłem głowę. Następnie uważnie obejrzałem swoje buty, przystawiając je do siebie. Komórka wściekle zawibrowała w mojej kieszeni. Wyjąłem ją i spojrzałem na wyświetlacz. 10:04. Wiadomość. „Dasz radę.” Kazuki też nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji, dla niego też nie było to łatwe. Mimo iż z pobłażliwym uśmiechem na twarzy, powiedział, że poczeka tyle, ile trzeba – wiem, że chciał, żeby trwało to jak najkrócej. Zawahałem się. Skoro nie chciałem tego zrobić, dla własnego świętego spokoju – stwierdziłem, że zrobię to dla niego. Uniosłem dłoń, z wyciągniętym palcem wskazującym w stronę dzwonka, jednak w połowie drogi zatrzymałem ją. Ponownie poczułem chęć gwałtownej ucieczki. Wtedy przed oczyma stanął mi obraz zdenerwowanego bruneta, który nie wiedząc co ma ze sobą zrobić, przestępuję z nogi na nogę, okrążając po raz kolejny jego motocykl. Zdegustowany przygryzłem spuchnięte i spiechrzone wargi. To tak nie wiele, prawda..? Nie ma sensu tego przedłużać. Nacisnąłem dzwonek do drzwi bardzo niepewnie tak, że prawie żaden dźwięk się nie wydobył. Zwątpiłem. Niemożliwe, że nie ma go w domu. Tym bardziej o tak wczesnej porze? W samym środku tygodnia? W duchu pocieszałem się absurdalną myślą, że przecież nie napadli go, ani nie wpadł pod samochód. Zaraz jednak drgnąłem na samą myśl. Może faktycznie coś poszło nie tak? Nie, nie. To idiotyczne. On był mimo wszystko bardziej rozważny ode mnie. Chwyciłem za klamkę i powoli naciskając ją, uchyliłem drzwi do mieszkania. Dlaczego było otwarte? Zerkając do środka nie zauważyłem tam Yuuto. Cicho i unikając gwałtownych ruchów, wślizgnąłem się do środka. Pewniej rozejrzałem się po obszernym pomieszczeniu. W dalszym ciągu jednak nie odnalazłem chłopaka, ani tu, ani w sypialni, ani na balkonie. Kierując odrobinę pewniej kroki w stronę niepościelonego łóżka, usłyszałem za sobą skrzypnięcie drzwi od łazienki. Podskoczyłem na ten gest. Poczułem się jak włamywacz – wszedłem tu bez pukania, nie dając znaku życia. Yuuto spojrzał na mnie zaskoczony, jednak opanowany. Był mokry, najwidoczniej dopiero co zażył kąpieli. Pojedyncze krople spływały po jego umięśnionym torsie, zaś wilgotne włosy oblepiły rumiane policzki. Oboje zbytnio nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Przyjrzałem się mu. Wciąż pięknie wyglądał. Moja mała, nieużywana część wyobraźni, zrzucała z niego ręcznik przepasany na biodrach. Skarciłem się za to. Delikatnie zagryzłem wargi i zdobyłem się na cierpki uśmiech. Nabrałem wody w usta i chcąc wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, westchnąłem jedynie. Yuu oparł się o framugę drzwi. Z wnętrza parnego pomieszczenia biło przyjemne ciepło i zapach kokosu. Brunet najwidoczniej wciąż używał moich ulubionych kosmetyków do kąpieli. Poczułem lekko iskrzące się łzy – w końcu tylko tyle mu po mnie zostało. Zdjęcia spłonęły, jednak mój zapach, to jedyne, które dla niego wciąż musiało trwać. Poczułem się jak najgorszy dupek na świecie.
- Wszystkie twoje rzeczy są z lewej strony. – poprawił mnie, widząc jaki trud sobie zadawałem, w tych marnych poszukiwaniach. Zajrzałem na górną półkę, na wskazanym mi miejscu i faktycznie – wszystkie moje ubrania leżały tam posegregowane i ułożone w jeden stos. Ująłem go dłońmi i przeniosłem, do swojej torby.
Kiedy obudziłem się, poczułem jak silne ramiona oplatają mnie w pasie. Poruszyłem się niespokojnie i przetarłem zaspane oczy. Powoli zlustrowałem pomieszczenie. Leżałem na podłodze, przykryty bluzą, która miała znajomy mi zapach. Dźwignąłem się do siadu. No tak, wczorajszej nocy zostałem zamknięty w sali prób razem z... Kazukim. Spojrzałem przez ramię za siebie. Chłopak spał, lekko skulony. Wyglądał niesamowicie uroczo. Uśmiechnąłem się pod nosem, na myśl o jego wczorajszym wyznaniu. Nachyliłem się nad nim i pocałowałem go w policzek. Na zegarku widniała wczesna godzina – 4:32. Przeciągnąłem się. Miałem szczerą nadzieję, że to nie był sen i że to wszystko działo się naprawdę. Nie chciałem jednak budzić bruneta, który zdawałoby się, spał mocno. Podniosłem się z miejsca i udałem do schowka, umieszczonego w sali, aby poszukać czegoś do picia. Przedzierając się przez sterty kabli, o mało co nie uderzyłem głową, o odstające pręty metalowych półek. Nie wierzyłem, musiało tu coś być. Kiedy chciałem postawić następny krok, potknąłem się o stojak na gitary oraz z teatralnym okrzykiem i rękoma ułożonymi w lot ptaka, wykonałem atak na podłogę w pomieszczeniu. Na moje szczęście w nieszczęściu upadłem na jakieś pudło. Kiedy podniosłem się do siadu, wyprostowałem brzegi pozaginanego kartonu i z ciekawości zajrzałem do środka. Była tu masa różnych rzeczy – stare kostki do gitar, nuty do kilku piosenek, wisiorek i zdjęcia, niedbale włożone w pożółkłą już kopertę. Ująłem ją w dłonie, i otwierając, zacząłem uważnie oglądać fotografie. Na pierwszej widniał Byou, śpiący słodko w namiocie. Blondyn (a wówczas brunet) zakopany po głowę w śpiworze, w lewej ręce dzierżył butelkę po Bourbonie. Zaśmiałem się pod nosem. Nieźle musieli zabalować. Odsłaniając kolejną, ujrzałem chłopaków siedzących przy ognisku. Widać dobrze się bawili – rozmawiali, będąc niesamowicie roześmianymi. Na następnej fotografii Kazuki – o wiele młodszy, bo mógłbym pokusić się o stwierdzenie, iż miał około dziewięciu lat – uśmiechał się szeroko, obejmując jakiegoś chłopca w pasie. Jego kompan miał kruczo czarne włosy i ciemne oczy. Pod pachą zaś trzymał piłkę. Doznałem niemałego szoku, gdy zdjęcie dalej, Kazuki siedział, dzierżąc gitarę akustyczną. Zaś chłopak z poprzedniej fotografii siedział za nim i przytulał go w pasie, drugą ręką wygrywając coś na instrumencie. Wyglądali na zadowolonych. Przełknąłem ciężko ślinę i zmarszczyłem brwi. Tutaj czarnowłosy, miał już o wiele ostrzejsze rysy i kolczyk w dolnej wardze. Usta miał... sam musiałem przyznać przed sobą, że bardzo kuszące – miały pełny kształt. Ciekawe, kim był dla Zukkiego. Przyjaciele się raczej tak nie zachowują, czyż nie? Upuściłem pudło na podłogę i podpierając się metalowej półki, wstałem, wciąż nie odrywając od nich wzroku. To nie wydawało się być tak dawno temu. Powiedziałbym, że góra ze trzy lata. Niby dawne dzieje. A teraz to ja byłem dla niego kimś bliskim, jednak ten fakt odrobinę uciskał moje gardło, powodując, że nabierałem wody w usta. Chciałbym wiedzieć coś o przeszłości Kazukiego, jednak w tej chwili głupio mi było zapytać o te zdjęcia. Z resztą, kurwa, jakby to miało wyglądać? Zostaliśmy parą, jakieś parę godzin temu, a ja już grzebałem w jego osobistych rzeczach. Odsunąłem nogą pudło, na jego pierwotne miejsce. Nerwowo ścisnąłem świstek papieru, który trzymałem w dłoniach. Poczułem nieodpartą chęć ponownego zajrzenia do pudła, żeby sprawdzić zawartość pozostałych kopert, z nikłą nadzieją, że tam może otrzymam odpowiedź, na nurtujące mnie pytanie. Zawahałem się. To nie byłoby fair, tak jak to, co robię teraz. Nie wykonałem żadnego ruchu, kiedy poczułem, jak ktoś całuje mnie w policzek. Szybko zgniotłem zdjęcie i schowałem je do kieszeni. Kazuki mocno przytulił mnie do siebie od tyłu, przyprawiając mnie o zawał serca. Nie zauważył, że zabrałem tą fotografię. Zaspany jedynie ułożył brodę na mojej głowie i jęknął, zachrypniętym głosem:
- Dzień dobry, jak się spało?
- Prawie w ogóle. – zaśmiałem się nerwowo. – Hej, nie zasypiaj na mnie. – trąciłem go w bok.
- Mhm. – przeciągnął ospale, ponownie tuląc mnie do siebie, tym razem już przodem.
- Wróćmy tam, co?
- Jeszcze pięć minut, mamo.
- Oj chodź. – zaśmiałem się i pociągnąłem go w stronę sali prób. Rozsiedliśmy się wygodnie na skórzanej, czerwonej sofie.
Godzina 6:12. Przed nami jeszcze cztery następne siedzenia tutaj, zanim ktokolwiek nas uwolni. Siedziałem na niepodłączonym wzmacniaczu, obok lidera i obejmując szczelnie kubek gorącej kawy, przyglądałem się, jak chłopak brzdąka coś na gitarze akustycznej. Teraz mogę bezkarnie podziwiać go, pod każdym kątem fizycznym. Miał lekko umięśnione ręce, którymi teraz „pieścił” struny instrumentu. Znad grzywki widziałem jego lśniące, brązowe tęczówki, Zaspane tęczówki. Co chwile przygryzał wargi, kiedy się mylił, co wyglądało niesamowicie kusząco. Byłem w istnej hipnozie, kiedy chłopak przeniósł wzrok na mnie i zaśmiał się. Zarumieniłem się i spojrzałem na kubek. Brunet odłożył gitarę, podszedł do mnie i kucnął przede mną. Zabrał mój kubek i postawił go za wzmacniaczem, na którym siedziałem. Wziął moje dłonie. Ucałował je bardzo delikatnie.
- Musisz być bardzo zmęczony. W końcu kilka godzin spaliśmy na podłodze. – zaśmiałem się.
- Ta senność jest znośna. – uśmiechnąłem się. – Jak tylko wrócę do domu, porządnie się wyśpię. – Kazuki spojrzał na mnie z pewnym błyskiem w oku. Nastąpiła między nami chwila niezręcznej ciszy.
- Może zostań u mnie na noc? Możemy obejrzeć jakiś film, zamówić coś do jedzenia i... – każde następne słowo wypowiadał co raz ciszej, jakby bał się mojej reakcji. Uśmiechnąłem się szeroko i pogłaskałem go po policzku.
- Bardzo chętnie. – nachylił się w moją stronę i pocałował mnie bardzo czule.
Zupełną alternatywą do siedzenia w domu, przy głupkowatej komedii okazało się wyjście do pubu. Siedzieliśmy już tam dobrą godzinę i śmialiśmy się w najlepsze. Sięgnąłem po swoją szklankę, gdy zorientowałem się, że jest zupełnie pusta. Jako, że zajęliśmy miejsca przy barze, natychmiast kiwnąłem na barmana, który jak się wcześniej okazało – był również właścicielem tego miejsca i dobrym przyjacielem Kazukiego. Śmiejąc się, nalewał niemieszanego drinka. Kazuki ucałował mnie w policzek i ułożył rękę na moim udzie. Wtedy spojrzał na swoją kieszeń i wyjął z niej telefon. Wściekłym spojrzeniem obrzucił wyświetlacz i westchnął cierpiętniczo.
- Wybacz kotku, muszę odebrać. Dzwoni nasz menago. – szepnął mi na ucho po czym wstał. – Postaram się to załatwić jak najszybciej, ok? – w odpowiedzi uśmiechnąłem się jedynie i pokiwałem głową. Kiedy odprowadziłem bruneta wzrokiem do wyjścia, mozolnie zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Nie było tu dziś zbyt wiele osób. Przy samym wejściu, siedziały jakieś laski, którym biusty wręcz wyskakiwały z sukienek, ze zdecydowanie zbyt głębokim dekoltem. Następnie dwóch biznesmenów popijało whisky, paląc przy tym cygara i zawzięcie dyskutując. Przy ścianie naprzeciw w rogu, ktoś rozmawiał przez telefon, samotnie popijając alkohol. Ostatni zaś stolik zajęła grupka pięciu chłopaków. Dwóch z nich siedziało do mnie tyłem, więc nie mogłem zbytnio widzieć ich twrazy, chyba, że odwracali się do siebie nawzajem. Na przeciwko nich, od lewej siedział dość niski gość, o brązowych krótkich włosach, poskręcanych w loczki. Obok jego towarzysz uśmiechał się promieniście od ucha do ucha ukazując dołeczki, dyskutował z kolegą obok. Ten ostatni wydał mi się dziwnie znajomy. Sięgnąłem po swojego drinka. Wziąłem sporego łyka i chcąc jeszcze raz przyjrzeć się gościowi, o mało co nie zadławiłem się, gdy dostrzegłem, że był to gość z fotografii, którą dziś znalazłem w rzeczach Kazukiego. Sięgnąłem do kieszeni, i kiedy odnalazłem pognieciony świstek papieru, rozłożyłem go i zlustrowałem uważnie. Wszystko się zgadzało. Kolczyk w dolnej wardze, pełne usta, ciemne oczy i czarne włosy, tyle, że teraz nieco dłuższe. Co on tu robił do cholery? Bezczelnie wgapiałem się w niego, kiedy ten rzucił mi ukradkowe spojrzenie. Zatrzymał wzrok na mnie i uśmiechnął się, po czym szepnął coś, do roześmianego przyjaciela. Odwróciłem się z powrotem i czułem, że cały się czerwienię. Wtedy ktoś, dosiadł się obok mnie.
- To miejsce jest zaj...- zaciąłem się w pół słowa, kiedy zauważyłem, że obok mnie, usiadł czarnowłosy i uśmiechał się szarmancko. Chyba się zagalopowałem, nazywając go chłopakiem – wyglądał, na co najmniej dwadzieścia pięć lat. Przysunął swój stołek bliżej mnie. Poczułem się skrępowany i zapragnąłem, aby Kazuki wrócił natychmiast.
- Nie przejmuj się, zaraz dam ci spokój. – zaśmiał się. – Gdzie moje maniery. – odchrząknął. – Jestem Aoi. – wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłem ją niepewnie. W tym momencie zapomniałem, jak się nazywam. Uniosłem brwi i zamiast powiedzieć cokolwiek, wydobyłem z siebie krótki pisk. Odkaszlnąłem i zagrzmiałem:
- Ichi. – widziałem, jak Aoi ledwo powstrzymuje się od śmiechu. Na żywo, wydał mi się być, o wiele przystojniejszy, aniżeliby na fotografii. Cholera.
- Ładniutki jesteś. – powiedział i przetrzepał moje włosy ręką. Poczułem się jak dzieciak w podstawówce. – Kazuki miał zawsze oko do facetów. – gdyby twarz mogła wyrażać jakiekolwiek znaki interpunkcyjne, moja zapewne malowałaby się teraz w jeden wielki znak zapytania. Skąd on może wiedzieć takie rzeczy? Szlag. Przecież muszą znać się kilka lat. – Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. – Aoi jakby odczytał nieme pytanie z mojej miny. Uśmiechnąłem się jedynie.
- Długo się znacie? - podjąłem temat. Po Kazukim ślad póki co zaginął.
- Od bachora praktycznie. – powiedział i skinął na barmana. – Zukki ostatnio wiele o tobie mówił.
- Doprawdy? – starałem się zabrzmieć naturalnie, jednak w moim tonie głosu można było wyczuć wyraźną nutkę irytacji.
- Tak. Chwalił mi się dzisiaj tobą. – poczułem się, jak jakiś przedmiot. Co za dupek. – Zauważyłem was tu, odkąd tylko się pojawiliście, jednak nie chciałem przeszkadzać. Teraz mam okazję, póki nie ma Kazukiego. Chciałem cię trochę poznać. - W odpowiedzi mruknąłem i uśmiechnąłem się gorzko. Wtedy do pomieszczenia wrócił lekko zdezorientowany zaistniałą sytuacją brunet. Kiedy tylko dostrzegł siedzącego obok mnie Aoiego, od razu wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Ktoś mi w końcu wyjaśni, co tu się wyprawia?
- Aoi! – był wyraźnie zadowolony – Nie zauważyłem cię wcześniej. – Czarnowłosy wstał z miejsca i przytulił młodszego. Coś we mnie zawrzało. Tak nie przytulają się dobrzy przyjaciele. Kazuki przysiadł się między nas i zamówił kolejnego drinka. Podjęli się rozmowy na temat zespołu bruneta. Kazuki wydawał się być strasznie szczęśliwy, z okazji rozmowy z Aoim. Uśmiechał się co chwilę, potakiwał i śmiał, z byle pierdół. Nie chciałem dłużej tego oglądać, więc dźwignąłem się z miejsca i wyszedłem na zaplecze. Tam zastałem kogoś, kogo spodziewałbym się teraz najmniej.
Jak wspomniałam zacznę w końcu regularnie komentować. Od czego by tu zacząć?
OdpowiedzUsuńJak zawsze świetnie napisane. W końcu główny bohater ma chwile by złapać oddech. Już zapewne planujesz jakieś dramatyczne wydarzenia, czyż nie? Oprócz tego znów rozbawiłaś mnie swoim dość nietypowym poczuciem humoru. Nie mogę się doczekać kontynuacji. Powodzenia! /A
fajny rozdział <3
OdpowiedzUsuńWiecej,wiecej,wiecej! Jak zwykle swietnie.
OdpowiedzUsuńGenialne, Kochana. //Yoshike
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam całą serię ! To cudowne że ktoś pisze o ScreW. Masz niesamowity talent :)
OdpowiedzUsuńCzekam aż pojawi się kolejny rozdział :D