Rozdział XVI

Przyjrzałem się z małej odległości swojemu dziełu końcowemu. Przełknąłem nerwowo ślinę. Chłopak odwrócił się do lustra i wytrzeszczył oczy.
- Coś nie tak? Przepraszam, spieszyłem się, w sumie, to tu mogłem to zrobić odrobinę lepiej ale...
- ... jest świetnie! - krzyknął i zaczął przeglądać się z każdej strony. - Jesteś cudotwórcą. - podszedł do mnie i przytulił mnie.
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnąłem się i poklepałem Byou po plecach. - Dajcie z siebie wszystko.
- Jak zawsze zresztą. - odparł dziarsko i poprawił skórzany kołnierz, swojej koszuli. Zakręcił biodrami i wyszedł na korytarz, prowadzący wprost na salę koncertową. Było to już trzecie show, odkąd trasa się rozpoczęła. Idąc halą, powoli nagłaśniały się krzyki i skandowania. Cały zespół zgromadził się przed głównym wejściem. Złożyli ręce i po krótkim okrzyku, weszli na scenę. Stanąłem na schodkach, obserwując ich z boku. To będą długie dni. Bardzo długie dni.

Ostatnie skandowania, pożegnanie ze strony lidera i oklaski. Widziałem, że powoli zbliżają się w moją stronę schodząc  ze sceny. Odsunąłem się o kilka kroków i stanąłem w jasno oświetlonym holu, gdzie czekała reszta ekipy. Stali dość daleko, więc nie słyszałem ich rozmów. Chłód ogarnął całe moje ramiona, na co zadrżałem i dostałem gęsiej skórki. Blado świecące jarzeniówki głośno brzęczały, irytując mnie. Wtedy zjawili się oni – Screw, w całym swoim wydaniu. Kazuki jako pierwszy przecisnął się przez ciężką kotarę. Ukradkiem spojrzałem na jego obandażowaną dłoń. Minął mnie bez słowa, nawet nie spoglądając w moją stronę. Podszedł do reszty i rozpoczął rozmowę z gościem z obsługi technicznej, żywo gestykulując, mówił mu o kilku błędach powstałych przy nagłośnieniu. Tamten słuchał uważnie, co chwile jedynie potakując. Zacisnął czoło w wąską kreskę i przetwarzał to, co mówił do niego lider.
- I jak się podobało? – zapytał Byou, wyrywając mnie z zamyślenie. Potrząsnąłem lekko głową i przymknąłem oczy.
- Było świetnie. Oprócz tego, że w połowie musieli wymieniać ci mikrofon. – zaśmiałem się smutno. Blondyn uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. Objął mnie ramieniem w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
- Daj sobie spokój, królewno.
- O czym mówisz?
- Nie udawaj. – dał mi pstryczka w nos. – Z Kazukim. – po tych słowach spuściłem głowę. Nie, wcale nie chciałem i nie miałem zamiaru dawać sobie z nim spokoju. – Zaraz wszyscy wybieramy się na małe after party. Idziesz z nami, trochę się rozerwiesz, co? – oczy zabłysnęły mi po tych słowach. Wzrok przeniosłem na oczy Byou i uśmiechnąłem się. – Widzisz? – zaśmiał się. – Od razu lepiej.
Minąłem go, oraz resztę i udałem się w kierunku toalety. Kiedy wszedłem do środka, zobaczyłem bladego Yuuto, stojącego przed umywalką. Chłopak ciężko oddychał. Otarł wierzchem dłoni kącik ust i chlusnął sobie zimną wodą w twarz. Stanąłem obok niego i pomasowałem po plecach.
- To znowu ze stresu? – To nie był pierwszy raz, kiedy Yuu wymiotował przed, czy po koncercie. Nie umiał radzić sobie z tremą, choć na scenie w ogóle tego nie okazywał. Pokiwał jedynie głową. Objąłem go mocno i przytknąłem usta do jego czoła. – Spokojnie. – powiedziałem i delikatnie ucałowałem jego włosy. – Już po wszystkim. – Chłopak wtulił się we mnie, lekko drżąc. – Już po wszystkim... – powtórzyłem, głaskając go po plecach. Jego oddech powoli się uspokoił. Otarłem jego czoło z zimnego potu i delikatnie ująłem podbródek.  Przekręciłem lekko głowę, uśmiechnąłem się i pokiwałem głową. – Musisz porządnie odpocząć.
- Nie, nie. Już jest okej. – odpowiedział i też się uśmiechnął. Pocałował mnie w czubek nosa. – Kocham cię bardzo, wiesz? Najmocniej jak się da. – ułożył dłonie na mojej klatce piersiowej i spojrzał na pierścionek zaręczynowy. Widziałem w jego oczach pełno szczęścia. Zachichotał. Szkoda, że sam tego szczęścia nie potrafiłem odnaleźć.
- Ja ciebie też kocham. – wziąłem jego dłoń z obrączką i ucałowałem ją, następnie delikatnie ucałowałem jego nos i na końcu powoli musnąłem o w usta. Objąłem jego twarz dłońmi i wsunąłem je, w jego włosy, pogłębiając pocałunek. Westchnąłem cicho i zetknąłem nasze czoła.

- Chciałbym podziękować wszystkim, za to co robicie, bo Screw, to nie tylko my. Screw to cała ekipa, która ma ogromny wkład, w każdy nasz występ i dopina wszystko na ostatni guzik. Zdrowie! – wszyscy wznieśliśmy nasze lampki z musującym jabłkowym szampanem i stuknęliśmy kieliszkami. Przechyliłem naczynie i upiłem kilka łyków. Bąbelki połaskotały mnie w gardło. Byou zszedł ze sceny, odkładając mikrofon. Wrócił do naszego stolika i usiadł obok mnie. Również napił się trunku i oblizał usta. Zagryzł lekko  dolną wargę, ukazując białe jak śnieg zęby. Widać było, że chciał coś powiedzieć, jednak nie za bardzo wiedział jak o to zapytać.
- No dalej, inaczej będziesz gnić tu do jutra. – pośpieszyłem go i zaśmiałem się.
- Skąd wiesz, że chcę cię o coś zapytać? – zdezorientowany przechylił głowę i wytrzeszczył oczy.
- Znam cię. – puściłem mu oczko. – Więc? – odwróciłem się plecami do Yuu, który zawzięcie wykłócał się z Manabu o kolor jego włosów.
- Menedżerowi bardzo podobają się efekty twojej pracy. Rozesłał zdjęcia twoich prac i stylizacji do kilku innych agencji. Masz dobry staż, odpowiedzi były szybkie. Masz możliwość pracowania z takim zespołem, jakim zechcesz. – powiedział blondyn jednym tchem i wbił wzrok w zawartość szklanki. Objął ją, obiema rękoma. Nie odezwałem się. Nigdy mi nie przeszło przez myśl, możliwość pracowania z wymarzonymi zespołami.  Zabrzmiało, jakby właśnie moje marzenia się spełniały jednak szybko się otrząsnąłem. – Gratuluję, Ichi. Udało ci się, nie? – zaśmiał się smutno, wciąż patrząc na swojego szampana.
- Chyba cię pogięło. Nigdzie się nie wybieram. – poklepałem go po plecach. Blondyn natychmiast odżył i rzucił mi się na szyję, prawie wylewając zawartość szklanki na mnie. – Spokojnie. – zaczęliśmy się śmiać. – Nie mam zamiaru was zostawać, a i wy, się mnie tak łatwo nie pozbędziecie. – przybliżyłem się do Byou. – Kazuki nie przyjdzie? – zapytałem szeptem. Odkąd impreza się zaczęła, nie mogłem go nigdzie dostrzec. Blondyn pokiwał przecząco głową.
- Mówił, że musi pozałatwiać parę spraw i że może wpadnie może do nas na chwilę potem. – pokiwałem głową. Było mi trochę smutno, że nie spędzi tego czasu z nami, nawet jeśli miał mnie zupełnie ignorować.
- Ichi przyznaj mi rację. – Yuuto trącił mnie w ramię. Odwróciłem się do niego i spojrzałem, na rozbawionego Manabu.
- ...Ettou? – zapytałem zdezorientowany.
- To wiśnia, prawda? – chwycił kosmyk włosów Manabu i wskazał na niego.
- Wiesz, no...
- Nie. To zachód słońca o poranku. – Manabu przerwał mi, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
- Zachód słońca o poranku? Ty ośle, widziałeś kiedyś zachodzące słońce rano? – szatyn wymachiwał nerwowo ramionami, czym jeszcze bardziej rozbawił gitarzystę.

Śmialiśmy się w najlepsze, aż rozbolał mnie brzuch. Alkohol polał się strumieniami, większość z nas była już wstawiona, nie wspominając o gościu z obsługi technicznej, który zaliczył zgon, pod jednym ze stolików. Odsunąłem od siebie Yuuto, który spojrzał na mnie cały rozbawiony.
- Dokąd idziesz? – zapytał, bełkocząc i chwiejąc się na boki.
- Do baru, po kolejną butelkę szampana. – odpowiedziałem i wstałem od stolika. Zataczając się lekko dobrnąłem do lady i nieprzytomnie wlepiłem wzrok w butelki. Przede mną stał jakiś gość, którego nie mogłem rozpoznać. Dyskutował z barmanem, popijając co chwilę whiskey. Moja cierpliwość powoli się kończyła, kiedy barman poszedł w innym kierunku, po następna kolejkę, dla nieproszonego gościa.
- Pardon, szanowny skurwysynie. – zacząłem, po czym czknąłem głośno i zaśmiałem się sam z siebie. - Mógłbyś ruszyć swoje dupsko gdzie indziej? Kolejkę kurwa robisz. – kontynuowałem i kiedy miałem mu nawrzucać, odwrócił się w moją stronę i wściekle spojrzał mi w oczy. Zachłysnąłem się powietrzem, kiedy zauważyłem, że był to Kazuki. Sparaliżowało mnie. Wściekły lider podziękował barmanowi, chwycił szklankę i odchodząc trącił mnie ramieniem.
- Co dla pana? – zapytał mężczyzna. Nie odpowiedziałem. Stałem jedynie jak słup soli. – Proszę pana, wszystko w porządku?
- Tak. Ja... – potrząsnąłem głową. – Proszę się mną nie trudzić. – odpowiedziałem i odszedłem.

Kiedy wyszedłem z łazienki, Yuu siłował się, z zapięciem swojej koszuli. Chwiał się lekko na boki, co chwile próbując złapać równowagę. Zaśmiałem się. Podszedłem do niego i złapałem za kołnierz. Zdjąłem z niego tą część garderoby i odrzuciłem gdzieś na bok.
- A rozporek? – zaśmiał się.
- Już ja wiem, co ty masz na myśli. Nie ma mowy. – potargałem mu włosy. Odwróciłem się. Wtedy Yuu podszedł do mnie i objął mnie od tyłu, zsuwając ręcznik z moich bioder.
- Proszęęę. – zajęczał jak małe dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki. Przesunął dłoń po moim kroczu na co westchnąłem  i oparłem głowę na jego ramieniu. – Kochaj się ze mną. – wtedy odwróciłem się do niego. Objąłem go za szyję i pocałowałem krótko. Yuu sięgnął do swojego rozporka i odpiął go, po czym ściągnął z siebie spodnie, razem z bokserkami. Popchnął mnie lekko tak, że usiadłem na krańcu łóżka. Sam zaś podszedł i usiadł na podłodze, rozkładając moje nogi. Jedną ręką chwycił mnie za przyrodzenie, drugą ułożył na moim udzie, przesuwając nią raz po raz. Spoglądając mi w oczy polizał czubkiem języka główkę prącia, na co jęknąłem cicho i zamknąłem oczy. Zadowolony z mojej reakcji, wziął go całego do ust i poruszał powoli i rytmicznie głową. Wplotłem dłonie w jego włosy i odgarnąłem mu je z twarzy. Oddychałem ciężko, nie kontrolując odgłosów jakie wydawałem. Wtedy Yuu dołączył do zabawy język, a ja czułem, jak powoli odpływam zupełnie gdzie indziej. Opadłem mimowolnie na łóżko. Po chwili przestał, a ja zamruczałem niezadowolony. Wdrapał się i usiadł na moich udach, na co ja dźwignąłem się i jedną ręką objąłem go w pasie, a drugą złapałem za podbródek. Powoli zacząłem w niego wchodzić, na co zareagował przeciągłym jęknięciem i ułożył dłonie na mojej klatce piersiowej, po czym wbił mi paznokcie w skórę.
- Zaraz przestanie boleć. – po tych słowach pocałowałem go długo i namiętnie, wkładając w pieszczotę możliwie jak najwięcej uczucia. Yuu uniósł biodra w górę, po czym opuścił je. Z każdym następnym ruchem, grymas bólu schodził z jego twarzy, a zastępowało to uczucie błogiej przyjemności. Obie ręce ułożył na moich udach i zaczął przyspieszać swoje ruchy, a ja czułem, że dochodzę. Po raz kolejny pocałowałem go, tym razem badając językiem wnętrze jego ust. Yuu wykonał jeszcze kilka pełnych ruchów, raz po raz wchodziłem i wychodziłem z niego, aż osiągnąłem szczyt i opadłem na miękkie łóżko wyginając się w łuk. Zadowolony z mojej reakcji szatyn nachylił się nade mną i pocałował w policzek, a potem w usta.
- Dziękuję. – powiedział i ułożył się obok mnie.

- Dziś sesja, twoja w tym głowa, żeby zrobić z nich bożyszczy. – powiedział stanowczo mężczyzna.
- Jak rozumiem mam zająć się i fryzurami i makijażem i ubiorem, mam rację?
- Dokładnie tak. – klasnął zadowolony w ręce. – Ale niestety nie mamy tyle czasu, żebyś mógł zająć się wszystkimi. Do pomocy będzie kilka osób, także ty skup się na tej, która została ci przydzielona. – upił łyk chłodnej wody, aż pokaźna gula przejechała po całej długości jego gardła.
- Mhm. Z kim dzisiaj pracuję? – zapytałem i przyjrzałem się niewielkiemu zdjęciu, które było oprawione w srebrną ramkę.
- Czeka na ciebie, w trzysta osiem. Radzę ci, żebyś zabrał się już do roboty, o dwunastej będzie tu fotograf. – zasalutowałem na pożegnanie, po czym wyszedłem z biura menadżera. Pogwizdywałem wesoło i wyjąłem z kieszeni marynarki kopertę, ze zdjęciami ubrań przygotowanych na dzisiaj. Dostałem je od głowy zespołu, bo w takim klimacie miała być utrzymana sesja. Przystanąłem na chwilę i uważnie przyjrzałem się zawartości. Przede mną dziecinnie banalne zadanie. Dotarłem pod wyznaczony pokój i pchnąłem lekko drzwi. O mało co nie przewróciłem się o własne nogi, gdy wchodząc w odbiciu lustra zauważyłem postać Kazukiego, który czekał na mnie, siedząc na czarnym skórzanym fotelu, popalając papierosa.  Uniósł  go, po czym strzepnął popiół na podłogę i wypuścił nonszalancko dym z ust. Spuściłem głowę i podszedłem do pudeł, w których przygotowane były kosmetyki i pędzelki. Przebierałem je, po czym starając się opanować spojrzałem raz jeszcze na jego twarz, zastanawiając się, jaki wykonać mu makijaż. Męczyła mnie myśl, jak bardzo był wściekły za sytuację i cyrk, jaki odstawiłem wczorajszego wieczora. Napotkałem się z jego wzorkiem, po czym speszony i lekko drżącymi rękoma wyciągnąłem wszystko, co uważałem za potrzebne. Kazuki wydawał się być zupełnie spokojny i w żaden sposób nie poruszony zaistniałą sytuacją. Postanowiłem zacząć od nałożenia żelowego cienia, o kolorze głębokiej czerwieni. Podszedłem do niego i bez słów uniosłem jego podbródek tak, że nasze twarze znajdowały się na tej samej wysokości. W żaden sposób nie mogłem opanować rumieńca na swojej twarzy i drżącą dłonią, zacząłem nakładać kosmetyk. Chłopak nie przestawał palić, czym utrudniał mi pracę, bo dym co chwilę leciał mi do oczu i drażnił je. Przymrużałem powieki, jednak dzielnie nie pisnąłem ani słowa. Ułatwił mi jedynie tą ciężką współpracę tym, że póki co, miał zamknięte oczy. Kiedy skończyłem nakładanie cienia, chwyciłem eyeliner w żelu i pędzelkiem zacząłem nakładać go cienko przy linii jego rzęs tak, aby ich nie posklejać. Wtedy Kazuki otworzył oczy, a ja o mało co nie dźgnąłem go w oko. Przystawił papierosa do ust i patrząc mi się prosto w oczy, na zmianę zaciągał się i wypuszczał dym, który znowu drażnił moje oczy. Kiedy szara smuga po raz kolejny zaszczypała moje czerwone już oczy, wyjechałem pędzelkiem tak, że znalazł się on w jego oku. Kazuki zasyczał i jedynie zamrugał kilkakrotnie.
- Prze...praszam. – drugą cześć słowa wypowiedziałem prawie, że niesłyszalnie.
- To się bardziej postaraj. Nie mam zamiaru spędzić tu reszty dnia. Zwłaszcza z tobą. - wyraźnie zaakcentował ostatnie zdanie, dając mi do zrozumienia, jak bardzo nie chce tu przebywać. Puściły mi nerwy. Uderzyłem dłonią o stół.
- Posłuchaj. – powiedziałem już o wiele pewniej, niż kilka minut temu. – Jeśli aż taką męczarnią jest dla ciebie przebywanie tutaj, nie wiem po co w ogóle przychodziłeś. Unikasz mnie, traktujesz jak powietrze, choć mieliśmy wyjaśnić sobie parę spraw. Już nawet na to nie oczekuję, więc zamknij się i nie utrudniaj nam obojgu współpracy tutaj. Nikt inny w tej chwili się tobą nie zajmie, bo każdy ma przydzielonego kogoś innego, więc albo siedzisz cicho, albo wypierdalaj. – nawet nie zorientowałem się, kiedy oparłem dłonie, na oparciach fotela i patrzyłem mu prosto w oczy, wypowiadając co raz to wścieklej, każde kolejne słowo. Kazuki patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie docierało do niego to, co przed chwilą powiedziałem.Wtedy drzwi od Sali otworzyły się i stanął w nich Byou.

- Wszystko okej? Usłyszałem jakiś krzyki, więc przyszedłem zobaczyć co się dzieje. – w jednym momencie spojrzeliśmy na niego, dając do zrozumienia, że przeszkadza. – Fotograf zaraz tu będzie, pośpieszcie się. – kiedy blondyn opuścił pomieszczenie, Kazuki wypuścił głośno powietrze i odwrócił głowę. Bez słowa wróciłem do wcześniej wykonywanej pracy. 

6 komentarzy:

  1. Nareszcie, nie mogłam się doczekać. Hmm... bardzo ciekawy rozdział, ten tekst "Pardon szanowny skurwysynie" normalnie mnie rozwalił. Jestem ciekawa dlaczego Kazuki tak oschle traktuje Ichi'ego. No cóż nie mogę się doczekać następnego rozdziału i życzę Ci weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze genialne... tylko pogubiłam sie troche jesli chodzi o fabułe.. Czasem piszesz troszke niezrozumiale co nie zmienia faktu ze twoj styl pisania jak najbardziej mi odpowiada. Hm.. Ichi staje sie pijakiem? Yuuto seksoholikiem? Kazuki nałogowym palaczem? Tak tylko Byou bez zmian udaje księżniczke. Um. Przynajmniej nasz główny bohater moze spełniac sie jako stylista w twoim opowiadaniu. Czekam na wiecej! Miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabiłaś mnie tym fragmentem. Jezu, hahah, jeśli będzie więcej takich momentów to chyba zaopatrzę się w tabletki przeciw bólowe przez.. śmiech. Genialne!

    OdpowiedzUsuń
  4. osom bardzo, lajkam to. :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne, jak zawsze.//Yoshike

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta akcja w barze <3 nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu

    OdpowiedzUsuń

Ostrzegam, że komentarze pisane pod rząd będą usuwane. To nie polega na tym, żeby jedna osoba ciągle komentowała wpis z anonima. Nie nadużywajcie tego, inaczej zostanie zdjęta opcja anonimowego dodawanie komentarzy. Z góry dziękuję.