Przyjrzałem się z małej
odległości swojemu dziełu końcowemu. Przełknąłem nerwowo ślinę. Chłopak
odwrócił się do lustra i wytrzeszczył oczy.
- Coś nie tak? Przepraszam,
spieszyłem się, w sumie, to tu mogłem to zrobić odrobinę lepiej ale...
- ... jest świetnie! -
krzyknął i zaczął przeglądać się z każdej strony. - Jesteś cudotwórcą. -
podszedł do mnie i przytulił mnie.
- Cieszę się, że ci się
podoba. - uśmiechnąłem się i poklepałem Byou po plecach. - Dajcie z siebie
wszystko.
- Jak zawsze zresztą. - odparł
dziarsko i poprawił skórzany kołnierz, swojej koszuli. Zakręcił biodrami i
wyszedł na korytarz, prowadzący wprost na salę koncertową. Było to już trzecie
show, odkąd trasa się rozpoczęła. Idąc halą, powoli nagłaśniały się krzyki i
skandowania. Cały zespół zgromadził się przed głównym wejściem. Złożyli ręce i
po krótkim okrzyku, weszli na scenę. Stanąłem na schodkach, obserwując ich z
boku. To będą długie dni. Bardzo długie dni.
Ostatnie skandowania,
pożegnanie ze strony lidera i oklaski. Widziałem, że powoli zbliżają się w moją
stronę schodząc ze sceny. Odsunąłem się
o kilka kroków i stanąłem w jasno oświetlonym holu, gdzie czekała reszta ekipy.
Stali dość daleko, więc nie słyszałem ich rozmów. Chłód ogarnął całe moje
ramiona, na co zadrżałem i dostałem gęsiej skórki. Blado świecące jarzeniówki
głośno brzęczały, irytując mnie. Wtedy zjawili się oni – Screw, w całym swoim
wydaniu. Kazuki jako pierwszy przecisnął się przez ciężką kotarę. Ukradkiem
spojrzałem na jego obandażowaną dłoń. Minął mnie bez słowa, nawet nie
spoglądając w moją stronę. Podszedł do reszty i rozpoczął rozmowę z gościem z
obsługi technicznej, żywo gestykulując, mówił mu o kilku błędach powstałych
przy nagłośnieniu. Tamten słuchał uważnie, co chwile jedynie potakując. Zacisnął
czoło w wąską kreskę i przetwarzał to, co mówił do niego lider.
- I jak się podobało? –
zapytał Byou, wyrywając mnie z zamyślenie. Potrząsnąłem lekko głową i
przymknąłem oczy.
- Było świetnie. Oprócz tego,
że w połowie musieli wymieniać ci mikrofon. – zaśmiałem się smutno. Blondyn
uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. Objął mnie ramieniem w pasie i
przyciągnął bliżej siebie.
- Daj sobie spokój, królewno.
- O czym mówisz?
- Nie udawaj. – dał mi
pstryczka w nos. – Z Kazukim. – po tych słowach spuściłem głowę. Nie, wcale nie
chciałem i nie miałem zamiaru dawać sobie z nim spokoju. – Zaraz wszyscy
wybieramy się na małe after party. Idziesz z nami, trochę się rozerwiesz, co? –
oczy zabłysnęły mi po tych słowach. Wzrok przeniosłem na oczy Byou i uśmiechnąłem
się. – Widzisz? – zaśmiał się. – Od razu lepiej.
Minąłem go, oraz resztę i
udałem się w kierunku toalety. Kiedy wszedłem do środka, zobaczyłem bladego
Yuuto, stojącego przed umywalką. Chłopak ciężko oddychał. Otarł wierzchem dłoni
kącik ust i chlusnął sobie zimną wodą w twarz. Stanąłem obok niego i
pomasowałem po plecach.
- To znowu ze stresu? – To nie
był pierwszy raz, kiedy Yuu wymiotował przed, czy po koncercie. Nie umiał
radzić sobie z tremą, choć na scenie w ogóle tego nie okazywał. Pokiwał jedynie
głową. Objąłem go mocno i przytknąłem usta do jego czoła. – Spokojnie. –
powiedziałem i delikatnie ucałowałem jego włosy. – Już po wszystkim. – Chłopak
wtulił się we mnie, lekko drżąc. – Już po wszystkim... – powtórzyłem, głaskając
go po plecach. Jego oddech powoli się uspokoił. Otarłem jego czoło z zimnego
potu i delikatnie ująłem podbródek. Przekręciłem
lekko głowę, uśmiechnąłem się i pokiwałem głową. – Musisz porządnie odpocząć.
- Nie, nie. Już jest okej. –
odpowiedział i też się uśmiechnął. Pocałował mnie w czubek nosa. – Kocham cię
bardzo, wiesz? Najmocniej jak się da. – ułożył dłonie na mojej klatce
piersiowej i spojrzał na pierścionek zaręczynowy. Widziałem w jego oczach pełno
szczęścia. Zachichotał. Szkoda, że sam tego szczęścia nie potrafiłem odnaleźć.
- Ja ciebie też kocham. –
wziąłem jego dłoń z obrączką i ucałowałem ją, następnie delikatnie ucałowałem
jego nos i na końcu powoli musnąłem o w usta. Objąłem jego twarz dłońmi i
wsunąłem je, w jego włosy, pogłębiając pocałunek. Westchnąłem cicho i zetknąłem
nasze czoła.
- Chciałbym podziękować
wszystkim, za to co robicie, bo Screw, to nie tylko my. Screw to cała ekipa,
która ma ogromny wkład, w każdy nasz występ i dopina wszystko na ostatni guzik.
Zdrowie! – wszyscy wznieśliśmy nasze lampki z musującym jabłkowym szampanem i
stuknęliśmy kieliszkami. Przechyliłem naczynie i upiłem kilka łyków. Bąbelki
połaskotały mnie w gardło. Byou zszedł ze sceny, odkładając mikrofon. Wrócił do
naszego stolika i usiadł obok mnie. Również napił się trunku i oblizał usta.
Zagryzł lekko dolną wargę, ukazując
białe jak śnieg zęby. Widać było, że chciał coś powiedzieć, jednak nie za
bardzo wiedział jak o to zapytać.
- No dalej, inaczej będziesz
gnić tu do jutra. – pośpieszyłem go i zaśmiałem się.
- Skąd wiesz, że chcę cię o
coś zapytać? – zdezorientowany przechylił głowę i wytrzeszczył oczy.
- Znam cię. – puściłem mu
oczko. – Więc? – odwróciłem się plecami do Yuu, który zawzięcie wykłócał się z
Manabu o kolor jego włosów.
- Menedżerowi bardzo podobają
się efekty twojej pracy. Rozesłał zdjęcia twoich prac i stylizacji do kilku
innych agencji. Masz dobry staż, odpowiedzi były szybkie. Masz możliwość
pracowania z takim zespołem, jakim zechcesz. – powiedział blondyn jednym tchem
i wbił wzrok w zawartość szklanki. Objął ją, obiema rękoma. Nie odezwałem się.
Nigdy mi nie przeszło przez myśl, możliwość pracowania z wymarzonymi zespołami.
Zabrzmiało, jakby właśnie moje marzenia
się spełniały jednak szybko się otrząsnąłem. – Gratuluję, Ichi. Udało ci się,
nie? – zaśmiał się smutno, wciąż patrząc na swojego szampana.
- Chyba cię pogięło. Nigdzie
się nie wybieram. – poklepałem go po plecach. Blondyn natychmiast odżył i
rzucił mi się na szyję, prawie wylewając zawartość szklanki na mnie. –
Spokojnie. – zaczęliśmy się śmiać. – Nie mam zamiaru was zostawać, a i wy, się
mnie tak łatwo nie pozbędziecie. – przybliżyłem się do Byou. – Kazuki nie
przyjdzie? – zapytałem szeptem. Odkąd impreza się zaczęła, nie mogłem go
nigdzie dostrzec. Blondyn pokiwał przecząco głową.
- Mówił, że musi pozałatwiać
parę spraw i że może wpadnie może do nas na chwilę potem. – pokiwałem głową.
Było mi trochę smutno, że nie spędzi tego czasu z nami, nawet jeśli miał mnie
zupełnie ignorować.
- Ichi przyznaj mi rację. –
Yuuto trącił mnie w ramię. Odwróciłem się do niego i spojrzałem, na
rozbawionego Manabu.
- ...Ettou? – zapytałem
zdezorientowany.
- To wiśnia, prawda? – chwycił
kosmyk włosów Manabu i wskazał na niego.
- Wiesz, no...
- Nie. To zachód słońca o
poranku. – Manabu przerwał mi, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
- Zachód słońca o poranku? Ty
ośle, widziałeś kiedyś zachodzące słońce rano? – szatyn wymachiwał nerwowo
ramionami, czym jeszcze bardziej rozbawił gitarzystę.
Śmialiśmy się w najlepsze, aż
rozbolał mnie brzuch. Alkohol polał się strumieniami, większość z nas była już
wstawiona, nie wspominając o gościu z obsługi technicznej, który zaliczył zgon,
pod jednym ze stolików. Odsunąłem od siebie Yuuto, który spojrzał na mnie cały
rozbawiony.
- Dokąd idziesz? – zapytał,
bełkocząc i chwiejąc się na boki.
- Do baru, po kolejną butelkę
szampana. – odpowiedziałem i wstałem od stolika. Zataczając się lekko dobrnąłem
do lady i nieprzytomnie wlepiłem wzrok w butelki. Przede mną stał jakiś gość,
którego nie mogłem rozpoznać. Dyskutował z barmanem, popijając co chwilę
whiskey. Moja cierpliwość powoli się kończyła, kiedy barman poszedł w innym
kierunku, po następna kolejkę, dla nieproszonego gościa.
- Pardon, szanowny
skurwysynie. – zacząłem, po czym czknąłem głośno i zaśmiałem się sam z siebie. - Mógłbyś ruszyć swoje dupsko gdzie indziej? Kolejkę kurwa robisz. –
kontynuowałem i kiedy miałem mu nawrzucać, odwrócił się w moją stronę i
wściekle spojrzał mi w oczy. Zachłysnąłem się powietrzem, kiedy zauważyłem, że
był to Kazuki. Sparaliżowało mnie. Wściekły lider podziękował barmanowi,
chwycił szklankę i odchodząc trącił mnie ramieniem.
- Co dla pana? – zapytał
mężczyzna. Nie odpowiedziałem. Stałem jedynie jak słup soli. – Proszę pana,
wszystko w porządku?
- Tak. Ja... – potrząsnąłem
głową. – Proszę się mną nie trudzić. – odpowiedziałem i odszedłem.
Kiedy wyszedłem z łazienki,
Yuu siłował się, z zapięciem swojej koszuli. Chwiał się lekko na boki, co
chwile próbując złapać równowagę. Zaśmiałem się. Podszedłem do niego i złapałem
za kołnierz. Zdjąłem z niego tą część garderoby i odrzuciłem gdzieś na bok.
- A rozporek? – zaśmiał się.
- Już ja wiem, co ty masz na
myśli. Nie ma mowy. – potargałem mu włosy. Odwróciłem się. Wtedy Yuu podszedł
do mnie i objął mnie od tyłu, zsuwając ręcznik z moich bioder.
- Proszęęę. – zajęczał jak
małe dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki. Przesunął dłoń po moim
kroczu na co westchnąłem i oparłem głowę
na jego ramieniu. – Kochaj się ze mną. – wtedy odwróciłem się do niego. Objąłem
go za szyję i pocałowałem krótko. Yuu sięgnął do swojego rozporka i odpiął go,
po czym ściągnął z siebie spodnie, razem z bokserkami. Popchnął mnie lekko tak,
że usiadłem na krańcu łóżka. Sam zaś podszedł i usiadł na podłodze, rozkładając
moje nogi. Jedną ręką chwycił mnie za przyrodzenie, drugą ułożył na moim udzie,
przesuwając nią raz po raz. Spoglądając mi w oczy polizał czubkiem języka
główkę prącia, na co jęknąłem cicho i zamknąłem oczy. Zadowolony z mojej
reakcji, wziął go całego do ust i poruszał powoli i rytmicznie głową. Wplotłem
dłonie w jego włosy i odgarnąłem mu je z twarzy. Oddychałem ciężko, nie
kontrolując odgłosów jakie wydawałem. Wtedy Yuu dołączył do zabawy język, a ja
czułem, jak powoli odpływam zupełnie gdzie indziej. Opadłem mimowolnie na
łóżko. Po chwili przestał, a ja zamruczałem niezadowolony. Wdrapał się i usiadł
na moich udach, na co ja dźwignąłem się i jedną ręką objąłem go w pasie, a
drugą złapałem za podbródek. Powoli zacząłem w niego wchodzić, na co zareagował
przeciągłym jęknięciem i ułożył dłonie na mojej klatce piersiowej, po czym wbił
mi paznokcie w skórę.
- Zaraz przestanie boleć. – po
tych słowach pocałowałem go długo i namiętnie, wkładając w pieszczotę możliwie
jak najwięcej uczucia. Yuu uniósł biodra w górę, po czym opuścił je. Z każdym
następnym ruchem, grymas bólu schodził z jego twarzy, a zastępowało to uczucie
błogiej przyjemności. Obie ręce ułożył na moich udach i zaczął przyspieszać
swoje ruchy, a ja czułem, że dochodzę. Po raz kolejny pocałowałem go, tym razem
badając językiem wnętrze jego ust. Yuu wykonał jeszcze kilka pełnych ruchów,
raz po raz wchodziłem i wychodziłem z niego, aż osiągnąłem szczyt i opadłem na
miękkie łóżko wyginając się w łuk. Zadowolony z mojej reakcji szatyn nachylił
się nade mną i pocałował w policzek, a potem w usta.
- Dziękuję. – powiedział i
ułożył się obok mnie.
- Dziś sesja, twoja w tym
głowa, żeby zrobić z nich bożyszczy. – powiedział stanowczo mężczyzna.
- Jak rozumiem mam zająć się i
fryzurami i makijażem i ubiorem, mam rację?
- Dokładnie tak. – klasnął zadowolony
w ręce. – Ale niestety nie mamy tyle czasu, żebyś mógł zająć się wszystkimi. Do
pomocy będzie kilka osób, także ty skup się na tej, która została ci
przydzielona. – upił łyk chłodnej wody, aż pokaźna gula przejechała po całej
długości jego gardła.
- Mhm. Z kim dzisiaj pracuję? –
zapytałem i przyjrzałem się niewielkiemu zdjęciu, które było oprawione w
srebrną ramkę.
- Czeka na ciebie, w trzysta
osiem. Radzę ci, żebyś zabrał się już do roboty, o dwunastej będzie tu
fotograf. – zasalutowałem na pożegnanie, po czym wyszedłem z biura menadżera.
Pogwizdywałem wesoło i wyjąłem z kieszeni marynarki kopertę, ze zdjęciami ubrań
przygotowanych na dzisiaj. Dostałem je od głowy zespołu, bo w takim klimacie miała
być utrzymana sesja. Przystanąłem na chwilę i uważnie przyjrzałem się
zawartości. Przede mną dziecinnie banalne zadanie. Dotarłem pod wyznaczony
pokój i pchnąłem lekko drzwi. O mało co nie przewróciłem się o własne nogi, gdy
wchodząc w odbiciu lustra zauważyłem postać Kazukiego, który czekał na mnie,
siedząc na czarnym skórzanym fotelu, popalając papierosa. Uniósł
go, po czym strzepnął popiół na podłogę i wypuścił nonszalancko dym z
ust. Spuściłem głowę i podszedłem do pudeł, w których przygotowane były
kosmetyki i pędzelki. Przebierałem je, po czym starając się opanować spojrzałem
raz jeszcze na jego twarz, zastanawiając się, jaki wykonać mu makijaż. Męczyła
mnie myśl, jak bardzo był wściekły za sytuację i cyrk, jaki odstawiłem
wczorajszego wieczora. Napotkałem się z jego wzorkiem, po czym speszony i lekko
drżącymi rękoma wyciągnąłem wszystko, co uważałem za potrzebne. Kazuki wydawał
się być zupełnie spokojny i w żaden sposób nie poruszony zaistniałą sytuacją. Postanowiłem
zacząć od nałożenia żelowego cienia, o kolorze głębokiej czerwieni. Podszedłem
do niego i bez słów uniosłem jego podbródek tak, że nasze twarze znajdowały się
na tej samej wysokości. W żaden sposób nie mogłem opanować rumieńca na swojej twarzy
i drżącą dłonią, zacząłem nakładać kosmetyk. Chłopak nie przestawał palić, czym
utrudniał mi pracę, bo dym co chwilę leciał mi do oczu i drażnił je. Przymrużałem powieki, jednak dzielnie nie pisnąłem ani słowa. Ułatwił mi
jedynie tą ciężką współpracę tym, że póki co, miał zamknięte oczy. Kiedy
skończyłem nakładanie cienia, chwyciłem eyeliner w żelu i pędzelkiem zacząłem
nakładać go cienko przy linii jego rzęs tak, aby ich nie posklejać. Wtedy
Kazuki otworzył oczy, a ja o mało co nie dźgnąłem go w oko. Przystawił papierosa
do ust i patrząc mi się prosto w oczy, na zmianę zaciągał się i wypuszczał dym,
który znowu drażnił moje oczy. Kiedy szara smuga po raz kolejny zaszczypała moje
czerwone już oczy, wyjechałem pędzelkiem tak, że znalazł się on w jego oku.
Kazuki zasyczał i jedynie zamrugał kilkakrotnie.
- Prze...praszam. – drugą cześć
słowa wypowiedziałem prawie, że niesłyszalnie.
- To się bardziej postaraj.
Nie mam zamiaru spędzić tu reszty dnia. Zwłaszcza z tobą. - wyraźnie
zaakcentował ostatnie zdanie, dając mi do zrozumienia, jak bardzo nie chce tu
przebywać. Puściły mi nerwy. Uderzyłem dłonią o stół.
- Posłuchaj. – powiedziałem już
o wiele pewniej, niż kilka minut temu. – Jeśli aż taką męczarnią jest dla
ciebie przebywanie tutaj, nie wiem po co w ogóle przychodziłeś. Unikasz mnie,
traktujesz jak powietrze, choć mieliśmy wyjaśnić sobie parę spraw. Już nawet na
to nie oczekuję, więc zamknij się i nie utrudniaj nam obojgu współpracy tutaj.
Nikt inny w tej chwili się tobą nie zajmie, bo każdy ma przydzielonego kogoś
innego, więc albo siedzisz cicho, albo wypierdalaj. – nawet nie zorientowałem
się, kiedy oparłem dłonie, na oparciach fotela i patrzyłem mu prosto w oczy,
wypowiadając co raz to wścieklej, każde kolejne słowo. Kazuki patrzył na mnie
szeroko otwartymi oczami, jakby nie docierało do niego to, co przed chwilą
powiedziałem.Wtedy drzwi od Sali otworzyły się i stanął w nich Byou.
- Wszystko okej? Usłyszałem
jakiś krzyki, więc przyszedłem zobaczyć co się dzieje. – w jednym momencie
spojrzeliśmy na niego, dając do zrozumienia, że przeszkadza. – Fotograf zaraz
tu będzie, pośpieszcie się. – kiedy blondyn opuścił pomieszczenie, Kazuki
wypuścił głośno powietrze i odwrócił głowę. Bez słowa wróciłem do wcześniej
wykonywanej pracy.
Nareszcie, nie mogłam się doczekać. Hmm... bardzo ciekawy rozdział, ten tekst "Pardon szanowny skurwysynie" normalnie mnie rozwalił. Jestem ciekawa dlaczego Kazuki tak oschle traktuje Ichi'ego. No cóż nie mogę się doczekać następnego rozdziału i życzę Ci weny.
OdpowiedzUsuńJak zawsze genialne... tylko pogubiłam sie troche jesli chodzi o fabułe.. Czasem piszesz troszke niezrozumiale co nie zmienia faktu ze twoj styl pisania jak najbardziej mi odpowiada. Hm.. Ichi staje sie pijakiem? Yuuto seksoholikiem? Kazuki nałogowym palaczem? Tak tylko Byou bez zmian udaje księżniczke. Um. Przynajmniej nasz główny bohater moze spełniac sie jako stylista w twoim opowiadaniu. Czekam na wiecej! Miłego wieczoru!
OdpowiedzUsuńZabiłaś mnie tym fragmentem. Jezu, hahah, jeśli będzie więcej takich momentów to chyba zaopatrzę się w tabletki przeciw bólowe przez.. śmiech. Genialne!
OdpowiedzUsuńosom bardzo, lajkam to. :3
OdpowiedzUsuńGenialne, jak zawsze.//Yoshike
OdpowiedzUsuńTa akcja w barze <3 nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu
OdpowiedzUsuń